Niekończąca się historia z wynajmem jednego z najbardziej rozpoznawalnych lokali na Starym Mieście rozpoczyna kolejny rozdział. Lubelskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej wystawia restaurację na przetarg, ale spółki Janusza Palikota już nie są zainteresowane więc znacznie schodzi z ceny.
Od ostatniego przetargu minął prawie rok. Ale Czarcia Łapa nadal nie przyjmuje gości choć znajduje się na głównym szlaku turystycznym Lublina. Jeszcze do niedawna przez zakurzone szyby można było dostrzec części aparatury do destylacji alkoholu (alembik), która miała tu produkować jedna ze spółek ze stajni Janusza Palikota.
Najpierw, w 2021 roku, takie plany miała Alembik Lublin, później w maju 2024 roku Kraft Alkohole. Obie składały fantastyczne wręcz oferty najmu (odpowiednio 100 i 140 zł netto za mkw.). I obie snuły ambitne plany co do gastronomicznych planów i osobistego zaangażowania „Sztukmistrza z Biłgoraja”.
Przetargu w maju ub.r. Alembik Lublin przetargu wygrać nie mógł, bo kilka miesięcy wcześniej został z Czarciej Łapy wyrzucony za zaległości czynszowe. Wybór padł więc na Kraft Alkohole „wehikuł inwestycyjny”, który miał uratować przed upadkiem alkoholowe imperium Palikota, ale w rzeczywistości jeszcze bardziej je pogrążył. Grzegorz Siemiński, prezes miejskiej spółki, nie miał dylematu czy podpisać umowę z nowym-starym najemcą. Pytany o to póżniej przez opozycyjnych radnych PiS na Komisji Gospodarki Komunalnej, przekonywał, że „nie miał wiedzy, że to także Palikot”.
– Będzie jeden dzień w tygodniu kelnerem w Czarciej, a jeden dzień będzie gotował autorskie potrawy znane z jego mediów społecznościowych. Oczywiście nie zabraknie specjalnych degustacji, no ale już sam serwis Palikota będzie odjechanym przeżyciem – zapewniał nas wówczasPrzemysław B., prezes Alembik Lublin. Wtedy jeszcze wypowiadał się w mediach w imieniu Janusza Palikota. Od jesieni już tego nie robi – 7 października został zatrzymany przez agentów CBA, podobnie jak jego szef, i przewieziony do wrocławskiej prokuratury gdzie obaj usłyszeli szereg zarzutów.
I tak do Czarciej Łapy wrócił zdemontowany kilka miesięcy wcześniej sprzęt AGD, alembik, przyjechały nawet meble, ale na tym zaangażowanie najemcy się skończyło. Szybko zaniechał też regulowania opłat czynszowych.
Fot. Facebook Janusza PalikotaNa sieć alkotek Janusz Palikot zbierał w crowdfundingu dwa razy – w 2020 i 2021 na łączną sumę ponad 8,6 ml zł .
LPGK ostro spuszcza z tonu
Lubelskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej, które zarządza szaletami miejskimi i kilkoma należącymi do miasta nieruchomościami, od lat przynosi straty – 4,5 mln w 2019, i 4,6 mln w 2020. Wyjątkiem od tej reguły był 2023 rok, kiedy spółka raportowała 1,1 mln zł zysku. Ale wpływ na ten wynik miało jednorazowe zdarzenie. Do przychodów doliczono bowiem nakłady poniesione przez Alembik Lublin na remont lokalu przy Rynek 19/Jezuicka 2. Wyceniono je na ok. 1,3 mln zł. Prezesem miejskiej spółki jest Grzegorz Siemiński – powołany na to stanowisko w 2015 w atmosferze skandalu.
Teraz LPGK ponownie szuka najemcy na Czarcią Łapę. Komunikat o konkursie ofert pojawił się na stronie internetowej miejskiej spółki i w oknie lokalu na Starym Mieście. Spółka mocno jednak obniża swoje oczekiwania finansowe, bo wyjściowa stawka – 55 zł za mkw. – oznacza praktycznie powrót do poziomu z 2021 roku, kiedy cena wywoławcza była zaledwie o 5 zł niższa. Na przyszłego najemcę czeka w sumie 460 mkw. na dwóch poziomach, z czego 253 mkw. na parterze, reszta w piwnicy.
Do konkursu nie mogą przystąpić podmioty, które są dłużnikami LPGK lub zalegają z zapłatą podatku VAT, PIT, CIT, od nieruchomości i składek na ZUS. Przed podpisaniem umowy najemca będzie musiał wpłacić kaucję w wysokości trzymiesięcznego czynszu brutto, a później – na własny koszt i według projektu zatwierdzonego przez Miejskiego Konserwatora Zabytków – wykonać maskownicę klimatyzacji i wentylacji na podwórku kamienicy Rynek 19. Pisemne oferty można składać do 14 kwietnia. Ich otwarcie nastąpi tego samego dnia.
Czarcia Łapa, kultowa i popularna niegdyś restauracja, nie przyjmuje gości od czasu lockdownu. Latem 2020 roku miasto wyrzuciło stąd najemcę, który serwował kuchnię meksykańską pod szyldem Muucho. Powód? Zaległości czynszowe. Mimo że przez lata było to normalną praktyką – latem gdy ruszały kawiarniane ogródki, restauratorzy spłacali długi za chude zimowe miesiące. W czasie pandemii koronawirusa sytuacja branży gastronomicznej była wyjątkowo trudna, ale miasto nie zgodziło się na obniżkę czynszu.
Spółka OneLewak wyremontowała lokal (koszty prac wyceniła na ok. 500 tys. zł) i prowadziła tu działalność nieprzerwanie od 2008 roku Przedsiębiorców nie uratowało nawet sądowe zabezpieczenie interesów. W połowie 2020 roku Sąd Okręgowy w Lublinie zakazał bowiem LPGK wypowiadania firmie One Lewak umowy najmu z powodu zaległości czynszowych. Prezes Siemiński znalazł wówczas inny sposób na pozbycie się najemcy – nie wypowiedzenie, ale odstąpienie od umowy.
Gdy Muucho w końcu wyprowadza się z lokalu, ten przez kilka miesięcy stoi pusty i w lutym 2021 r. trafia na przetarg z ceną wywoławczą 50 zł/mkw. (23 tys. zł netto miesięcznie). Chętnych jest kilku, a licytację wygrywa spółka Janusza Palikota, która za mkw. decyduje się płacić aż 100 zł (70 tys. zł miesięcznie). I tak lokal na 2,5 roku trafia w ręce Alembik Lublin. Rozpoczyna się remont, który nigdy się nie skończy. Pytany o termin otwarcia Janusz Palikot rzucał ogromnymi kwotami: – Zamiast planowanego 1,6 mln, wydaliśmy ponad 8,5 mln. Do zakończenia inwestycji potrzeba już tylko około 2 mln zł. Spółka posiada stosowne środki – zapewniał nas w lipcu 2023. Na „nowoczesną sieć alkotek” Janusz Palikot zbierał w crowdfundingu dwa razy – w 2020 i 2021 na łączną sumę ponad 8,6 mln zł.
Piwnice Czarciej Łapy. Fot. Agnieszka Mazuś
Winda, kraty i 14 tysięcy czajników
Za każdym razem, gdy pytaliśmy o lokal po Czarciej Łapie, miejska spółka robiła wszystko, by nam tych informacji nie udzielić. Dlatego w zeszłym roku podaliśmy się za przedsiębiorców zainteresowanych wynajęciem lokalu.
Do lokalu są cztery wejścia – od Grodzkiej i od Rynku. Nad drzwiami ze ścian wystają kable – do kamer monitoringu. W środku gustowne tynki, drewniane parapety, nowy parkiet. Dwie kuchnie – w tym jedna otwarta, na ścianach drogie grzejniki na zamówienie pomalowane na miedziany kolor.
– Technicznie ten lokal przygotowany jest świetnie, nie ma takiego drugiego. Jednocześnie można by podłączyć tu 14 tysięcy czajników elektrycznych. A wentylacja mechaniczna schodzi aż do najniższego poziomu – usłyszeliśmy wówczas od pracownika LPGK, który pokazywał nam lokal.
Prowizoryczna scena w rogu największej sali skrywa wejście w dół, ale zejść do piwnic jest więcej. Na poziomie -1 w niektórych pomieszczeniach nowe metalowe kraty – był to wymóg Krajowej Administracji Skarbowej, która przyznaje akcyzę na produkowany na miejscu alkohol. Jest też chłodnia i pomieszczenie, w którym miała być przepompownia kanalizacji („urządzenie przyjechało, ale było niezapłacone, więc pojechało z powrotem”).
Poziom -2 to pomieszczenia przygotowane do składowania beczek. Miała je tu transportować winda zamontowana w starym szybie kominowym. Korytarzami dochodzimy aż pod ul. Bramową. Kiedyś można było dojść tędy do piwnic kamienicy przy Rynku 2.
Kawiarnia Czarcia Łapa powstała w 1954 roku. Pięć lat później została przeniesiona z niewielkiego pomieszczenia przy ulicy Grodzkiej 2 do kamienicy przy ulicy Bramowej. Latem 1963 została określona przez dziennikarzy Kuriera Lubelskiego najlepszą kawiarnią w mieście. – Według naszej oceny najlepiej sprawuje się czasie upałów kawiarnia „Czarcia Łapa”. Jest ona bardzo dobrze zaopatrzona w napoje, posiada duży wybór lodów oraz ciastek – pisała gazeta.
Była miejscem wydarzenia artystycznego „Podwieczorek przy mikrofonie”. Pierwszy miał miejsce w 1961 roku. Kurier donosił wówczas: W trzy tygodnie od skromnych zapowiedzi przygotowano premierę. „Podwieczorek” odbył się tłumnie przy wypełnionej gośćmi sali w kawiarni „Czarcia Łapa” która odtąd będzie stała siedziba „Podwieczorków” organizowanych co dwa tygodnie. Pierwszy program – jak przystało na organizatorów znających zasady dobrej reklamy – był bogaty i urozmaicony. Wzięło w nim udział aż 10 aktorów z teatru, operetki, kabaretu „Dren”. Źródło: Teatr NN
Właśnie doczytałeś/aś do końca tekst, który powstał tylko dzięki wsparciu Czytelników.
Bez reklam, bez układów – tylko Wy i my. Jeśli chcesz, żeby kolejne śledztwa ujrzały światło dzienne, wesprzyj nas dowolną kwotą.
Proponuję przerobić na szalet miejski. Jest z tym problem na starym mieście a tutaj lokalizacja idealna. W podziemiach można uruchomić strefę VIP, zamontować takie toalety jak mają Japończycy, z myciem, masażem. I złote muszle klozetowe, stać nas! Może nawet jakaś mała galeria sztuki się zmieści, obrazy flamandzkich mistrzów wiszące nad pisuarami. Jakie by to było inspirujące! Nazwijmy to: Atelier u Gnojarza.
Karczmarstwo staromiejskie, mimo tego że Dewelo-Duce próbuje naganiać im klientelę akcjami typu noc kuflo-kultury, czy karnawał browarmistrzów, chyli się ku upadkowi.
Spirala cen za odgrzewane w mikrofali specyjały i sikacze piwopodobne sięgnęła absurdu w reakcji na spiralę stawek czynszu.
Błędne koło się zamyka.
Za komuny restauracyjny narzut na piwie czy na siwusze wynosił 50%, teraz 200+.
Obiad kosztował 1/10 średniej dniówki, a teraz 1/3.
Zwyczaj regularnego stołowania się w resto czy idea klubo-kawiarni odeszły w niebyt wraz z upadkiem komuny.
Teraz spożycie posiłku w restorą to głównie akt konsumpcji ostentacyjnej, a nie po prostu zwykła czynność zapełnienia kałduna, stąd popularność „ogródków”, gdzie można przylansowac się wobec większej ilości zazdrosnej, szwędającej się po starówie publiki, której nie stać na takie fanaberie.
Po co komu 460 m2, skoro można tłuc kapuchę na kebsach na wynos na powierzchni 10x mniejszej?
prezes zawsze miał łeb do interesów, co widać po wynikach spółki
Proponuję przerobić na szalet miejski. Jest z tym problem na starym mieście a tutaj lokalizacja idealna. W podziemiach można uruchomić strefę VIP, zamontować takie toalety jak mają Japończycy, z myciem, masażem. I złote muszle klozetowe, stać nas! Może nawet jakaś mała galeria sztuki się zmieści, obrazy flamandzkich mistrzów wiszące nad pisuarami. Jakie by to było inspirujące! Nazwijmy to: Atelier u Gnojarza.
Karczmarstwo staromiejskie, mimo tego że Dewelo-Duce próbuje naganiać im klientelę akcjami typu noc kuflo-kultury, czy karnawał browarmistrzów, chyli się ku upadkowi.
Spirala cen za odgrzewane w mikrofali specyjały i sikacze piwopodobne sięgnęła absurdu w reakcji na spiralę stawek czynszu.
Błędne koło się zamyka.
Za komuny restauracyjny narzut na piwie czy na siwusze wynosił 50%, teraz 200+.
Obiad kosztował 1/10 średniej dniówki, a teraz 1/3.
Zwyczaj regularnego stołowania się w resto czy idea klubo-kawiarni odeszły w niebyt wraz z upadkiem komuny.
Teraz spożycie posiłku w restorą to głównie akt konsumpcji ostentacyjnej, a nie po prostu zwykła czynność zapełnienia kałduna, stąd popularność „ogródków”, gdzie można przylansowac się wobec większej ilości zazdrosnej, szwędającej się po starówie publiki, której nie stać na takie fanaberie.
Po co komu 460 m2, skoro można tłuc kapuchę na kebsach na wynos na powierzchni 10x mniejszej?
Po co się spieszyć przecież Mieszkańcy zapłacą w podatku