Wesprzyj Kontakt

6 minut czytania  •  20.08.2024 17:08

Miała być rewolucja jest złość pasażerów. „Czy miasto dopłaci do Bolta bym dojechała do pracy?”

Miała być rewolucja jest złość pasażerów. „Czy miasto dopłaci do Bolta bym dojechała do pracy?”

Udostępnij

Ze 100 trolejbusów w dzień powszedni na ulice Lublina wyjeżdża tylko 58, a w weekendy jeszcze mniej. Autobusy elektryczne ruszają w trasy co dwa-trzy dni. Tak wygląda wakacyjna rzeczywistość komunikacji miejskiej w Lublinie.

Na zdjęciach uśmiechnięci urzędnicy i nowe ekologiczne do transportu zbiorowego. Na ulicach wysłużony tabor. – Codziennie jeżdżę do pracy autobusami, które czasami przyjadą, a czasami nie. Jednak najbardziej zastanawia mnie, czemu kursują starsze autobusy, często bez klimatyzacji. Jak to jest możliwe, skoro miasto tak bardzo chwali się nowoczesnym taborem i autobusami elektrycznymi? – pyta jedna z naszych Czytelniczek.

Takich głosów jest więcej. „Zrezygnowana Czytelniczka” w mailu do naszej redakcji przyznaje, że napisała „z bezsilności i oburzenia”. Chodzi o linię numer 29 łączącą Dziesiątą z Czechowem.

Od początku sierpnia autobus w stronę Czechowa (w godzinach porannych) nie przyjechał 3 razy. Z powrotem (godziny szczytu, g. 17) – już 4 razy (2.08, 5-7-8.08)” – opisuje swoje doświadczenia.

Alternatywą mógłby być trolejbus linii 160, ale kiedy okazuje się, że jednak 29 nie przyjedzie, to na złapanie 160 jest za późno. Pozostaje jej poczekać 20 minut na kolejny.

To jest skandal, żeby w takim mieście nie było jak dojechać do pracy. A może dla miasta są dzielnice, na które warto stawiać i takie, na które nie? A może jest za mało pojazdów w wakacje, żeby ogarnąć miasto w godzinach dojazdu do pracy?” – mnoży pytania. A ma ich sporo.

  • Jeśli nie ma jak dojechać do pracy to czy miasto/ZTM/MPK dopłaci do Bolta/Ubera?
  • Ile firm zarejestrowanych jest i ile tysięcy osób zatrudnionych, w kompleksie na ul. Szeligowskiego i jak miasto szczycące się powstawaniem nowych firm zapewnia ludziom dojazd do tych firm?
  • Jak miasto walcząc o zielony Lublin, może jednocześnie obcinać kursy autobusów, zmuszając ludzi do przesiadania się do aut osobowych?
  • Czy osoby tworzące rozkład jazdy poruszają się na co dzień zbiorkomem?
  • Czy pracownicy ZTM/MPK/urzędnicy UM są świadomi, że w wakacje może i owszem nie ma studentów/uczniów dojeżdżających do szkół, ale są ludzie jeżdżący do pracy?
  • Jak może wysyłać ciągle jeden i ten sam niesprawny wóz?! (Jedynie o awarii danego pojazdu można dowiedzieć się pod numerem ze strony MPK w rubryczce „Uwagi Skargi Wnioski – Kursowanie Pojazdów MPK Lublin”.

W Poznaniu czy Krakowie to działa. W Lublinie nie

O lubelskiej komunikacji ostatnio napisał też popularny serwis Spider’sWeb.pl.

„Przychodzisz na przystanek, sprawdzasz rozkład, po czym wyciągasz telefon i zamawiasz Ubera, Bolta lub FreeNow, bo inaczej czeka cię 20, 30, a czasem 40 minut oczekiwania. W dzień powszedni! Wakacyjny rozkład lubelskiego MPK pokazuje patologię polskich miast, które zamiast rozbudowywać sieć komunikacji miejskiej, wzmacniać ją, dają mieszkańcom powód, by ci przesiedli się do samochodu osobowego” – zaczyna swój tekst o miejskiej komunikacji w Lublinie Rafał Gdak.

Dalej stwierdza, że „Miasto Lublin i prezydent Krzysztof Żuk lubią chwalić się komunikacją, a powinni się wstydzić”. Szydzi, że inwestycje w zbiorkom widać tylko na profilach miasta w mediach społecznościowych. Przypomina, że problem autobusów jeżdżących stadami trwa już blisko 30 lat. Wypomina dziesiątki milionów wydane na świecące pustkami parkingi park and ride.

Dziś te obiekty świecą często pustkami, bo dojazd samochodem na taki parking, a następnie czekanie 30 minut na odjazd autobusu, ociera się o groteskę. Zwłaszcza, że w Lublinie w 30 minut można dotrzeć samochodem do większości miejsc. Sam nawet kiedyś sprawdziłem, ile zajmuje podróż autem i autobusem pomiędzy dwoma przeciwnymi punktami miasta i samochód pomimo korków i buspasów pasów bił na głowę transport zbiorowy, a do tego musimy doliczyć długie oczekiwanie na autobus.

Artykuł „Poszedłem na autobus, odjechałem Uberem. Tak się żyje w polskim mieście” szybko zdobył popularność w sieci. Post na Facebooku skomentowano blisko 300 razy. Opinie są różne – w tym też takie, że dziennikarz nagle przesiadł się z samochodu do komunikacji miejskiej i jest zaskoczony jej wadami.

Komunikacją miejską jeździłem regularnie przez 40 lat. To wcale nie jest tak, że pan jeżdżący samochodem nagle chciał się przejechać autobusem – tłumaczy Rafał Gdak w rozmowie z Jawnym Lublinem. – To jest jakiś abstrakt, że w Poznaniu czy Krakowie komunikacja może funkcjonować, a w Lublinie nie. I jak fatalnie to wygląda z zapowiedziami, wygłaszanymi jesienią ubiegłego roku, o wielkiej rewolucji w komunikacji – dodaje.

Gdzie wyparowały wyborcze obietnice o autobusach co 10 minut?

Właśnie jesienią konsultowano i opracowano zmiany w lubelskiej komunikacji. Wpłynęły 2702 uwagi, sporym zainteresowaniem cieszyły się też spotkania (zorganizowano ich siedem w różnych częściach miasta).

Poszczególne elementy tej rewolucji miały wchodzić etapami, a pierwsze zaczęto wdrażać w styczniu, wraz z hucznym otwarciem Dworca Lublin. Część linii zostało doprowadzonych do nowego dworca, powstały trzy linie przyśpieszone. Finał tych zmian mieliśmy zobaczyć w wakacje. Wtedy właśnie najważniejsze autobusy i trolejbusy miały zacząć kursować co 15 minut.

W kampanii wyborczej walczący o czwartą kadencję prezydent Lublina Krzysztof Żuk, jeszcze podbił stawkę, zapowiadając jeszcze mniejsze przerwy między pojazdami najpopularniejszych linii – co 10 minut.

Założenie jest takie, że najpóźniej w wakacje docelowo włączymy pełną siatkę połączeń – zapowiadał w listopadzie dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego (dziś dyrektor ZDiTM) Grzegorz Malec.

Tuż przed wakacjami – na konferencji prasowej w czerwcu – Malec jednak przyznał, że rewolucja w lubelskiej komunikacji przesunie się jednak w czasie – na jesień. Tłumaczył, że nowe rozkłady jazdy są już układane, ale aby częściej jeździć trzeba nie tylko autobusów i trolejbusów, ale także kierowców. A tych brakuje.

Elektryk wyjeżdża co kilka dni, by się nadmiernie nie zużyć

Rozkład jazdy ustala Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego, a kursy realizuje głównie MPK Lublin – miejska spółka przewozowa.

Jak tłumaczy Weronika Opasiak, rzeczniczka MPK, przyczyną tego, że na ulicach widać mniej autobusów elektrycznych wcale nie jest problem z ich ładowaniem. 40 autobusów elektrycznych (marki Ursus i Solaris) może być ładowane na węzłach przesiadkowych i w zajezdni.

Wszystkie ładowarki są sprawne technicznie i działają. Na terenie zajezdni mamy 24 ładowarki do wolnego ładowania o mocy od 30 do 120 kW (czas ładowania autobusu wynosi ok. półtorej godziny) oraz na terenie węzłów/pętli przystankowych 16 ładowarek do szybkiego ładowania o mocy 450 kW (czas doładowania autobusu wynosi ok. 6 minut), które umiejscowione zostały w 7 lokalizacjach: pętla Choiny, Granitowa, Franczaka „Lalka”, Wróbla, Zbożowa, Żeglarska, Dworzec Lublin – wylicza Weronika Opasiak.

Dlaczego więc elektryków na ulicach jest mniej. Wynika to z „mniejszego zapotrzebowania na kursy„. Zapotrzebowania – wyjaśnijmy – określonego nie przez pasażerów, ale przez ZDiTM.

W okresie wakacyjnym, kiedy obowiązują letnie rozkłady jazdy a zapotrzebowanie jest mniejsze, pojazdy jeżdżą rotacyjnie, tak by wszystkie były eksploatowane na podobnym poziomie. W praktyce wygląda to tak, że dany wóz pojawia się w mieście na linii co 2-3 dni. Okres wakacyjny to również czas przeglądów, remontów i serwisów – informuje rzeczniczka MPK Lublin.

Podobnie jest z trolejbusami. Tych MPK Lublin ma aż 100, ale w wakacje przewoźnik nie potrzebuje ich wszystkich. W dzień powszedni na trasy wyjeżdża 58 wozów plus dwa mobilne, w sobotę 38 wozów plus dwa mobilne. W niedzielę jest jeszcze oszczędniej. To 23 trolejbusy i dwa mobilne.

reklama JL newsletter 844x275 1
10.2023 wsparcie 844 x 490 px 260 x 260

MPK Lublin zakończyło rok 2023 największą w historii spółki stratą – 58 mln zł na minusie.  Jak już pisaliśmy – jeszcze dwa lata wcześniej miejska spółka notowała zysk (3,5 mln zł). Przez lata prezesem przedsiębiorstwa był Tomasz Fulara, zaufany człowiek Piotra Kowalczyka, byłego przewodniczącego Rady Miasta Lublin, bohatera opisywanej przez nas wielokrotnie afery Zanagate. W czerwcu Tomasz Fulara zamienił gabinet prezesa MPK na stanowisko zastępcy prezydenta, ale z MPK zupełnie się nie rozstał – znalazło się dla niego miejsce w radzie nadzorczej miejskiej spółki.

1 lipca Zarząd Transportu Miejskiego połączył się z Zarządem Dróg i Mostów. Na czele nowej jednostki pod nazwą Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego stanął dyrektor ZTM Grzegorz Malec. Nowy urząd (ok. 220 pracowników) ma się zajmować inwestycjami drogowymi, organizacją komunikacji miejskiej, pozyskiwaniem funduszy unijnych na drogi i na transport. – Mam nadzieję, że tego typu zmiana znacznie poprawi funkcjonowanie miasta i znacząco poprawi ludziom życie – mówił nowy zastępca prezydenta Lublina Tomasz Fulara.

https://jawnylublin.pl/komunikacja-miejska-w-lublinie-siedem-grzechow-glownych/
https://jawnylublin.pl/dwa-minusy-daja-plus-o-wakacyjnym-rozkladzie-komunikacji-miejskiej-w-lublinie/