4 minuty czytania • 24.04.2025 10:11
Matka celowo oszpecała córkę i zakładała na jej leczenie publiczne zbiórki. Przez siedem lat
Udostępnij
Nakładała na twarz kilkuletniej dziewczynki żrącą substancję. Potem fotografowała głębokie ranyi wraz z historią „choroby” wrzucała na popularne platformy do zbierania pieniędzy na leczenie. Prokuratura w Lublinie oskarżyła 45-letnią kobietę o wieloletnie znęcanie się fizyczne i psychiczne nad swoją córką.
Wpisy w internecie i zdjęcia dziewczynki z krwawymi ranami na twarzy chwytały za serce. „Skóra odchodząca płatami i ból, które nie ustępuje nawet na chwilę – tak wygląda życie mojej córeczki. Bywają chwilę, kiedy Julcia krzyczy z bólu. Nie pomagają nawet silne sterydy. Lekarze podejrzewają u Julki EB, czyli pęcherzowe oddzielanie się naskórka. Obecnie czekamy na wyniki badań genetycznych, które stwierdzą, jaka to odmiana tej choroby i jakie leczenie dobrać, by jak najlepiej pomóc Julce i powstrzymać to potwornie cierpienie…” – to fragment jednego z postów na platformie do zbierania pieniędzy. Podobnych wpisów było więcej, wszystkie – co później wyszło na jaw – miały jeden cel: wyłudzić pieniądze od internautów nieświadomych tego, że to matka celowo oszpeca córkę toksycznymi substancjami.
Koszmar trwał latami
Prokuratura Okręgowa w Lublinie skierowała w środę do Sądu Okręgowego w Siedlcach akt oskarżenia przeciwko Monice B. (l. 45). Kobieta została oskarżona o to, że od lutego 2017 r. do 15 stycznia 2024 r. w Sięciaszce Drugiej, niewielkiej wsi w powiecie łukowskim, a także innych miejscowościach na terenie kraju znęcała się fizycznie i psychicznie ze szczególnym okrucieństwem nad swoją córką.
Śledczy szczegółowo opisują sposób pastwienia się matki nad kilkuletnią Julką. – Doprowadzała do kontaktu skóry dziecka w obrębie twarzy i karku z bliżej nieustaloną płynną substancją toksyczną o cechach drażniących/żrących, powodując rozległe zmiany skórne w różnych fazach rozwoju od rumienia i stanów zapalnych poprzez blizny aż do nieodwracalnych ubytków tkanek w wyniku martwicy niezakaźnej – opisuje prokurator Jolanta Dębiec z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
W wyniku tych eksperymentów dziewczynka doznała ciężkiego uszczerbku na zdrowiu: trwałego, istotnego zeszpecenia ciała, zaburzającego normalne społeczne funkcjonowanie dziecka, w tym spełnianie adekwatnych do kolejnych etapów życia ról społecznych – zaznacza prokurator Dębiec. Jak podkreślają śledczy, Monika B. w kontaktach ze służbą zdrowia oraz sądem opiekuńczym powołanym do kontroli sposobu wykonywania władzy rodzicielskiej, rany córki tłumaczyła zmianami chorobowymi.
Lekarze powiadamiają śledczych
Gehenna dziewczynki mogła trwć dłużej, gdyby nie czujność lekarzy. Zawiadomienie do prokuratury złożył dyrektor Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego Nr 1 w Lublinie. Jego zdaniem obraz kliniczny oraz przebieg choroby małoletniej nie odpowiadał żadnej znanej naukowo i empirycznie jednostce chorobowej. Co więcej – kształt i ewolucja wykwitów skórnych na twarzy dziecka nie miały charakteru naturalnego, a okoliczności ich powstania należało wyjaśnić.
Na podstawie opinii biegłych z różnych gałęzi medycyny, zmiany u Julki, do których miała doprowadzić Monika B., miały charakter urazowy wywołane działaniem człowieka. Biegli zwrócili uwagę, że miejsca kontaktu skóry i substancji toksycznej przybierały formy geometryczne (kwadratów, prostokątów), co trudno powiązać z chorobą. Co więcej, masywne zmiany występowały praktycznie tylko w jednej okolicy ciała dziecka. Specjaliści wykluczyli również wystąpienie u pokrzywdzonej wszystkich znanych światowej nauce i praktyce lekarskiej chorób skóry.
W toku śledztw wykazano ponadto, że dziewczynka nie wykazuje żadnych cech niepełnosprawności intelektualnej, przejawów autyzmu czy też padaczki, co latami było sugerowane i diagnozowane przez jej wyrodną matkę.
Wzbudzić uwagę, uzyskać korzyści
Monika B. została zatrzymana w lutym 2024 roku i tymczasowo aresztowana, co skutkowało zawieszeniem przez sąd władzy rodzicielskiej. Po tym, jak trafiła za kratki, stan zdrowia Julki znacznie się poprawił. Nie stwierdzono nowych zmian skórnych. – Dziecko prawidłowo rozwija się poznawczo, wróciło do nauki w systemie stacjonarnym. Istnieje więc bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy poprawą stanu zdrowia oraz społecznego funkcjonowania dziecka a brakiem bezpośredniego kontaktu z matką, poddaną procesowej izolacji – informuje Prokuratura Okręgowa w Lublinie.
W trakcie przesłuchania Monika B. nie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu, wyjaśniając m.in., iż zajmowała się ona czynnościami higieniczno-sanitarnymi ciała dziecka.
Biegli psychiatrzy uznali, iż w czasie popełniania zarzucanego czynu kobieta miała w pełni zachowaną zdolność zarówno do rozpoznania jego znaczenia jak i zdolność do pokierowania swoim zachowaniem. Monika B. w ocenie biegłych psychiatrów wykazuje natomiast zaburzenia osobowości w postaci zaburzeń pozorowanych, tj. zespołu Münchhausena, które polegają na celowym wprowadzaniu przez opiekuna objawów choroby u dziecka lub innej osoby pod jej opieką, aby wzbudzić współczucie i uwagę ze strony otoczenia, a także uzyskać z tego tytułu korzyści m.in. finansowe.
45-latce grozi kara nawet do 20 lat pozbawienia wolności.

Na zdjęciach: Monika B. została zatrzymana w lutym zeszłego roku. Nie przyznała się do zarzucanego mu czynu. Fot. Policja



