24 minuty czytania • 31.10.2024 11:15
Sielsko i wiejsko, czyli podmiejskie życie radnych z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka
Udostępnij
Meblują nam Lublin, uchwalają plany, podatki czy opłaty za odbiór śmieci, choć w mieście wcale nie mieszkają. Cztery radne wybrały życie na wsi: Anna Ryfka w Wólce, Monika Kwiatkowska w Jakubowicach Konińskich, Marta Gutkowska postawiła na Snopków, a Kamila Florek na Elizówkę. Ale żadna do zamieszkania w tych miejscowościach się nie przyznaje. Bo wówczas straciłyby mandaty.
Przeglądając ich profile społecznościowe można odnieść wrażenie, że Lublin to centrum ich życiowej aktywności. Pełno tu zdjęć z ekstraklasowych meczów, ze spotkań z radami dzielnic, z otwarcia boisk, wręczania dyplomów, statuetek, kwiatów i roboczej wizyty w gabinecie wiceprezydenta Tomasza Fulary albo z delegacji w Armenii, czy z sesji Rady Miasta, wycieczki z przewodnikiem po Lublinie, z sobotniego wyjścia na basen, z „pędzenia do Ratusza, żeby złożyć interpelację”.
Zazwyczaj uśmiechnięte lub ze skupieniem studiujące jakieś dokumenty. Zawsze z przesłaniem, że razem (i osobno) są przebojowe i niepowstrzymane, rozwiążą każdy problem, załatwią każdą sprawę. Wonder Women lubelskiej Rady Miasta. Ale gdy tylko kończy się roboczy dzień w Zarządzie Dróg i Transportu Miejskiego, czy w Lubelskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej gdzie pracują lub gdy przewodniczący Rady Miasta Jarosław Pakuła ogłosi koniec sesji, wsiadają w samochody i mkną do swoich domów: w Wólce, Snopkowie, Elizówce i Jakubowicach Konińskich.
W ich mediach społecznościowych relacji z tych podlubelskich wsi próżno jednak szukać. To mniej, albo wcale nieznana opinii publicznej część życia czterech radnych z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka. Postanowiliśmy ją nieco przybliżyć.
Przez kilka tygodni obserwowaliśmy, jak uciekają od codziennego zgiełku miasta, by cieszyć się podmiejskim spokojem, przestrzenią, zielenią i brakiem blokowisk za oknem. Ustaliliśmy, jakimi samochodami jeżdżą, gdzie tak naprawdę mieszkają, dotarliśmy do ksiąg wieczystych ich nieruchomości. Monitorowaliśmy ich media społecznościowe, analizowaliśmy publikowane tam zdjęcia. A robiliśmy to dlatego, że zgodnie z kodeksem wyborczym kandydat, a potem – w przypadku zdobycia mandatu – radny powinien stale zamieszkiwać na terenie gminy, w której został wybrany. Każdy składa też oświadczenie o zgodzie na kandydowanie do rady gminy, w którym potwierdza, że ma bierne prawo wyborcze. A jednym z warunków jego posiadania, jest właśnie wymóg stałego zamieszkania. Przypadki czterech radnych klubu Krzysztofa Żuka: Anny Ryfki, Kamili Florek, Moniki Kwiatkowskiej i Marty Gutkowskiej pokazują, że mieszkają poza Lublinem. Poniżej wyniki naszego śledztwa.
Przypadek 1. Radna Anna Ryfka, gmina Wólka, wieś Wólka
Rocznik 1976. Wiceprzewodnicząca RM i jedna z jej barwniejszych postaci, wielokrotna bohaterka nie tylko naszych tekstów. W 2018 roku stanęła przed sądem za zakłócanie ciszy nocnej. Jej sąsiad poskarżył się, że w nocy w mieszkaniu radnej doszło do karczemnej awantury. Słyszał trzaskanie drzwiami, chodzenie po rusztowaniach, klatce schodowej i głośne dobijanie się do mieszkania, które trwało 30-40 minut. Sąd udzielił radnej najniższej kary – nagany.
W minionej kadencji Fundacja Wolności, wydawca Jawnego Lublina, domagała się wygaszenia Annie Ryfce mandatu. Zwróciła uwagę, że jako prezes spółki Venidero i jednocześnie radna, podpisała z miejskim klubem MKS Lublin umowę (wartą 10 tys. zł netto) na promocję swojej osoby. Tymczasem przepisy zabraniają radnym prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy, w której uzyskali mandat. Radna zachowała jednak mandat, bo ani rada miasta, ani wojewoda go nie wygasili, choć wnioskowało o to Centralne Biuro Antykorupcyjne.
Do obecnej kadencji załapała się tylko dzięki temu, że z mandatu zrezygnowała Anna Augustyniak, obecnie zastępczyni prezydenta. W bezpośrednich wyborach wyborcy nie dali Ryfce szansy na ponowne wejście do RM – zdobyła tylko 663 głosy, co w porównaniu z wynikiem z 2018 roku (3 778 głosów) można uznać za sromotną porażkę. Ale mimo to klubowe koleżanki i koledzy poparli ją w wyborach na wiceprzewodniczącą RM, a ostatnio – jak pisaliśmy w Jawnym Lublinie – powierzyli jej rolę negocjatorki umowy Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego dla górek czechowskich, który przygotował właściciel terenu – spółka TBV Investment.
W obecnym miejscu zamieszkania radna Ryfka raczej nie ma okazji do biegania po rusztowaniach. Mieszka tuż za granicami miasta, w Wólce (gmina także nazywa się Wólka), w przestronnym domu jednorodzinnym (236 mkw.) stojącym na pokaźnej działce o powierzchni 3645 mkw. i wartości 1,5 mln zł Dane dotyczące powierzchni parceli podane w oświadczeniu majątkowym Ryfki idealne pokrywają się z powierzchnią działki w Wólce, którą znaleźliśmy w Geoportalu.
W oświadczeniach majątkowych radnych adresy posiadanych przez nich nieruchomości są zamazywane, ale udało nam się dotrzeć do księgi wieczystej domu w Wólce, w którym mieszka Ryfka. Radna ma 22 udziały w nieruchomości, 66 udziałów posiada jej matka, a pozostałe 12 spółka Venidero, jedna z dwóch, obok Bonito Cars, w których Ryfka jest udziałowcem i prezesem.
Umowa zakupu nieruchomości w Wólce została zawarta 10 października 2019 roku w jednej z kancelarii notarialnych w Lublinie. W grudniu tego samego roku Anna Ryfka (wtedy była szefową klubu Żuka w Radzie Miasta) w wywiadzie dla lubelskiej Gazety Wyborczej na pytanie dziennikarki, czy radnej Czubów dobrze pracować dla dzielnicy mieszkając w Jakubowicach Konińskich (niewykluczone że chodziło o Jakubowice Murowane, część gminy Wólka – red.), Ryfka tego nie sprostowała. Stwierdziła jedynie, że „Lublin się rozrasta, pod miastem są domy osób zameldowanych w Lublinie. Ja Lublin kocham, tu się urodziłam, wychowałam, tu płacę podatki.” Dziś, gdy przypomnieliśmy jej ten wywiad, zaprzeczyła: „Nigdy nie mieszkałam w Jakubowicach„.
W tym roku we wrześniu, gdy rozmawialiśmy z nią jako negocjatorką w rozmowach z TBV, pytana o to dlaczego jej zdaniem ludzie przenoszą się z Lublina pod miasto, odpowiedziała:
Ludzie chcą mieć ładne mieszkania i ciekawe otoczenie. Specyfika niektórych osiedli nie zachęca, żeby tam zamieszkać. W efekcie ludzie przenoszą swoje centra życiowe poza Lublin. Nie płacą podatków w Lublinie, a korzystają z naszej infrastruktury: edukacyjnej, kulturalnej, drogowej.
Co zrobić, żeby ludzie nie wyprowadzili się pod Lublin?
Jeśli powstanie osiedle na górkach czechowskich, to na pewno będzie to taki nowy impuls.
A pani jak się mieszka w Lublinie?
W Lublinie mieszkam od urodzenia. Dobrze mi się mieszka. W mojej opinii Lublin jest świetnym miastem. Zresztą nie tylko moim, bo wielu moich znajomych uważa podobnie. Jest to też opinia turystów, którzy do tego miasta przyjeżdżają i je poznają.
Nie kusi panią wyprowadzka pod Lublin?
Nie. Lublin jest świetnym miastem.
Tyle że z naszych ustaleń wynika, że radna również przeniosła swoje centrum życiowe poza miasto. Jej wiejska posiadłość zapewnia jej komfort, jakiego w Lublinie trudno doświadczyć. Jest tu przestrzeń, ogromny ogród, w którym jest nawet niewielki staw, a po wyczerpującym dniu pracy można się zrelaksować w jacuzzi.



Jest też sporo miejsca na parkowanie, w tym quadów (Ryfka jest miłośniczką terenowych wypraw na czterokołowcach), czy białej Toyoty RAV 4 (numery rejestracyjne znane redakcji), którą najczęściej radna się porusza, gdy wybiera się np. do ratusza. Tę toyotę wielokrotnie widzieliśmy na podjeździe na jej posesji w Wólce – zarówno rano, jak i w godzinach wieczornych. Tą toyotą przyjechała też na ostatnią sesję Radę Miasta (17 października), kiedy spod domu wyruszyła w stronę Ratusza o godz. 8.38. Do pokonania miała niespełna 6 kilometrów, przez ul. Turystyczną i al. Tysiąclecia Było już po porannym szczycie, więc na godz. 9, kiedy zwyczajowo rozpoczyna się sesja, zdążyła.



Naszymi spostrzeżeniami i ustaleniami dotyczącymi jej podmiejskiego życia podzieliliśmy się z radną Ryfką. Na pytanie o stałe miejsce zamieszkania odparła bez wahania, że to Lublin.
Co w takim razie robi pani pod adresem Wólka (…)
– Nie wiem, nie znam takiego adresu, więc nie wiem, skąd pan bierze tego typu parametry? – odparła radna. Gdy wypunktowaliśmy jej listę wspólników nieruchomości w Wólce, odparła: – Skąd pan posiada tego typu informacje? Jeśli zdobył pan te informacje nielegalną drogą, to ja czuję się zobowiązana zgłosić to na policję, i w tej chwili czuję się zagrożona. I nie wiem, do czego pan zmierza.
A później stwierdziła, że adres w Wólce, który jej podaliśmy, nie jest jej znany. – Ma pan nie do końca doinformowanych informatorów. Posiada pan informacje cząstkowe.
Czyli nie przyznaje się pani do nieruchomości w Wólce?
– Jest to jedna z moich nieruchomości. Jeżeli mam w Wólce nieruchomość, to jest to jedna z moich wielu nieruchomości, które posiadam. Nie muszę znać wszystkich adresów swoich nieruchomości (w oświadczeniu majątkowym radnej jest podanych w sumie siedem nieruchomości: dom, mieszkanie o powierzchni 56,27 mkw., cztery działki oraz miejsce parkingowe – red.).
Gdy zapytaliśmy, skąd jechała na ostatnią, październikową sesję Rady Miasta, odparła, że to zależy od tego, gdzie spędza noc. Na koniec nasze ustalenia nazwała kłamstwem i zakończyła rozmowę, twierdząc, że musi wrócić do pracy.
Przypadek 2. Radna Monika Kwiatkowska, gmina Niemce, wieś Jakubowice Konińskie
Rocznik 1976, wiceprzewodnicząca Rady Miasta z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka. Pracę w samorządzie gminnym płynnie łączy z pracą w podległej samorządowi spółce komunalnej – Lubelskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej w Lublinie. Jest tam pełnomocnikiem zarządu do spraw inspekcji i nadzoru. W 2023 roku zarobiła tam 58.130 zł, co przekłada się na 4844 zł miesięcznie. Jej szefem, a jednocześnie prezesem LPGK, jest były wiceprezydent Lublina Grzegorz Siemiński – dobry znajomy założyciela Wspólnego Lublina (grupa radnych, którzy odeszli z klubu PiS w 2012 roku) Piotra Kowalczyka.
Kwiatkowska zasiada też w miejskiej Komisji Gospodarki Komunalnej, do której zadań należy m.in. „analiza sytuacji ekonomicznej gminnych jednostek organizacyjnych prowadzących działalność w zakresie gospodarki komunalnej„, czyli m.in. LPGK, które zawiaduje cmentarzami, kilkoma kamienicami, punktem selektywnej zbiórki odpadów czy szaletami. Mówiąc obrazowo – radna kontroluje spółkę, w której pracuje.
Kwiatkowska do Rady Miasta kandydowała z okręgu obejmującego m.in. LSM. Do dziś zresztą, mimo że od wyborów minęło 8 miesięcy, na rondzie Nauczycieli Tajnego Nauczania obok hipermarketu Leclerc wisi jej baner wyborczy z hasłem „Lubię, Szanuję, Mieszkam”.
W oświadczeniu majątkowym podaje dwie nieruchomości: mieszkanie o powierzchni 33 metrów (majątek osobisty) i wartości 180 tys. oraz dom: 198 metrów na działce 600 metrów i wartości 620 tys. zł (1/2 udziału). Przyjrzeliśmy się bliżej tej drugiej nieruchomości, bo właśnie z nią – według naszych ustaleń – związane jest centrum życiowych interesów wiceprzewodniczącej Rady Miasta.

Jak wynika z księgi wieczystej, radna kupiła dom (jako współwłasność) w Jakubowicach Konińskich 1 marca 2021 roku „w wyniku przeniesienia na nabywcę nieruchomości zabudowanej domem jednorodzinnym w wykonaniu umowy deweloperskiej„. Współwłaściciele (drugim jest osoba fizyczna) wzięli na niego kredyt w Banku Polska Kasa Opieki SA: hipoteka umowna wynosi 997 223,56 zł. Monika Kwiatkowska w tegorocznym oświadczeniu majątkowym podaje, że jej zobowiązanie z tytułu tego kredytu to 472,5 tys. zł.

Dom radnej sąsiaduje z trzema innymi, łudząco do siebie podobnymi, na działkach o zbliżonej powierzchni. Ten rodzaj zabudowy, gdy deweloper kupuje kawałek pola i w celu maksymalizacji zysku stawia ciasno upchane szeregówki lub bliźniaki, to coraz powszechniejszy widok w podmiejskich miejscowościach jak chociażby Jakubowice Konińskie. Domy Kwiatkowskiej i jej sąsiadów są tego najlepszym przykładem. Kopertowy dach, modne kolory elewacji (antracyt, szarości i biele), ażurowe, metalowe ogrodzenie, ogródek z równo przystrzyżoną trawą, wzdłuż ogrodzenia krzewy i gdzieniegdzie kuliste iglaki. Do tego wyłożony kostką podjazd, na którym może zaparkować swojego citroena C3 (numer rejestracyjny w posiadaniu redakcji).

Wiejski adres ma niewątpliwie kilka plusów. Po pierwsze zakup nieruchomości na pewno był i jest tańszy niż domu o podobnych parametrach i działce w stolicy województwa. A przy zerowym stanie oszczędności radnej Kwiatkowskiej to niewątpliwie istotny czynnik. To także dobry punkt dojazdowy do Lublina, w odległości kilkuset metrów znajduje się węzeł Lublin-Czechów, skąd ul. Bohaterów Września, a potem al. Kraśnicką pełnomocniczka zarządu może w miarę szybko (około 17 minut według Google Street Maps) dojechać do pracy w LPGK przy Różanej 1 na Węglinie.
Są też inne zalety życia na wsi: z dala od wielkomiejskiego zgiełku, choć w tym przypadku bliskie sąsiedztwo północnej obwodnicy Lublina, po której dniami i nocami pędzą tysiące aut, musi dawać się we znaki. Inną niedogodnością mogą być zdarzające się od czasu do czasu, jak w niedzielę 13 października, przerwy w dostawie prądu. Radna Kwiatkowska ratowała się wówczas świeczkami i nie omieszkała pochwalić się na swoim FB piękną iluminacją (na zdjęciu poniżej). Jak poinformowało nas biuro prasowe PGE Dystrybucja, przyczyną przerwy w dostawie energii elektrycznej był zerwany przewód linii średniego napięcia w rejonie Jakubowic Konińskich. Uszkodzenie wystąpiło wskutek działania silnego wiatru. Na szczęście po kilku godzinach prąd znów popłynął do mieszkańców.

– Mieszkam w gminie Lublin – mówi Kwiatkowska zapytana o miejsce stałego zamieszkania.
Według mnie mieszka pani w gminie Niemce.
– Nie, to absolutnie nieprawda.
A coś mówi pani adres ul. (…) w Jakubowicach Konińskich?
– Mieszka tam moja rodzina.
A pani?
– Ja mieszkam na ulicy Magdaleny Brzeskiej (w Lublinie – red.).
– A gdzie spotyka się pani z rodziną?
– Pod dwoma adresami. Posiadanie nieruchomości nie świadczy o zamieszkiwaniu. Można mieć wiele nieruchomości – odparła radna, ponownie zaznaczając, że mieszka przy Brzeskiej i że ostatnie dwie noce (rozmawialiśmy we wtorek 29 października) spędziła w Lublinie. Sprawę pozostawiania swojego citroena na jej posesji w Jakubowicach tłumaczyła tym, że samochód może parkować wszędzie, więc „nie jest to wyznacznikiem niczego„, a w ostatnimi czasie samochód też pożyczała. Późnej przerwała rozmowę, twierdząc, że za chwilę oddzwoni.
Nie oddzwoniła. Ale następnego dnia przesłała maila, w którym jeszcze raz zapewniła, że mieszka przy Brzeskiej, czyli na 33-metrach, gdzie jest też zameldowana.
Przypadek 3. Radna Marta Gutkowska, gm. Jastków, wieś Snopków
Rocznik 1989, jedna z najmłodszych radnych tej kadencji. W pierwszym rzucie, podobnie jak Ryfce i Florek, nie udało jej się dostać do Rady Miasta, ale miejsce zrobił dla niej Mariusz Banach, zastępca prezydenta ds. oświaty. Po wyborach Banach wybrał bycie wiceprezydentem i dzięki temu Gutkowska, która zdobyła 1425 głosów, weszła do Rady Miasta. Jest to jej debiut w miejskim samorządzie, choć miała z nim bezpośrednie związki przez 12 lat: przed wyborami pracowała w sekretariacie Biura Rady Miasta Lublin, gdzie zajmowała się sprawami administracyjnymi.
Zaledwie tydzień po wyborach, 15 kwietnia, z uwagi na to, że nie mogła wiązać obowiązków radnej z pracą w Ratuszu, przeniosła się do podlegającego samorządowi Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego. Odbyło się to na zasadzie porozumienia pomiędzy pracodawcami, czyli prezydenta Lublina i podlegającemu mu dyrektora ZDiTM. Tu jej kariera mocno przyspieszyła. W Zarządzie szybko awansowała z „wieloosobowego stanowiska pracy do spraw administracyjnych” na pełniącą obowiązki naczelnik Wydziału Organizacji. W social mediach często pokazuje się na zdjęciach ze swoją koleżanką z pracy, Agnieszką Wójcik, obecnie zastępcą dyrektora ZDiTM, niedoszłą radną z komitetu Krzysztofa Żuka, która po przegranych wyborach została jego pełnomocniczką do spraw rad dzielnic.
Gutkowska również postawiła na życie na wsi, a konkretnie w Snopkowie, chociaż jej wybór nie padł na podmiejski dom, ale na typowo deweloperską inwestycję, które coraz śmielej wyrastają pośród pól i łąk. W tym przypadku chodzi o czterokondygnacyjne bloki, jakie przy ul. Parkowej w Snopkowie postawiła znana w branży firma Centrum Zana G. Turski M. Balcerek.
„Inwestycja usytuowana zaledwie 4 km od Lublina, w malowniczej okolicy, otoczona leśnymi wąwozami, w bliskiej odległości od Parku Pałacowego i pięknych stawów. Osiedle jest idealnie skomunikowane, znajduje się 200 m od pętli autobusowej oraz 1,5 km od obwodnicy Lublina„. Tak na swojej stronie deweloper reklamuje Snopków Park.
Co prawda, to prawda: okolica rzeczywiście jest urokliwa, bo z położonego na wzniesieniu bloku, w którym mieszka radna Gutkowska, widać drzewa rosnące w założonym w XIX wieku Zespole Pałacowo-Parkowym w Snopkowie. Poniżej przepływa rzeka Ciemięga, przy której rozciąga się staw, w weekendy chętnie odwiedzany przez wędkarzy.
Ale samo osiedle wypisz wymaluj przypomina te znane z lubelskich realiów. Nawet na zewnętrznym parkingu zakazane jest pozostawianie auta gdzie popadnie: każdy ma przypisane swoje miejsce. Takie ma też Marta Gutkowska, na którym codziennie po powrocie z Lublina zostawia swoją szarą mazdę 3 z 2013 roku (majątek odrębny, numer rejestracyjny znany redakcji). Sprzed bloku do pracy w ZDiTM na Krochmalnej w Lublinie ma – według Google Street Maps – około 13 kilometrów. W zależności od pory dnia i obranej trasy przejazd zajmuje 20-30 minut.


Radna-debiutantka mieszkanie o powierzchni 54 mkw. w bloku B5 (wraz z komórką lokatorską A03 o metrażu 14,56) kupuje od dewelopera tuż przed świętami Bożego Narodzenia w 2022 roku. Bierze na nie kredyt: w księdze wieczystej (numer w posiadaniu redakcji) wpisana jest hipoteka umowna do kwoty 326 970 zł z tytułu kredytu zaciągniętego przez Gutkowską w ING Banku Śląskim (w tegorocznym oświadczeniu majątkowym podała, że wartość tego mieszkania to 350 tys. zł, co daje niecałe 6,5 tys. zł za mkw., a jej zobowiązanie kredytowe wynosi 217 980 zł). Radna nie ma innych nieruchomości. Nie ma też żadnych oszczędności.
Zakup mieszkania w Snopków Park w 2022 roku (kiedy zdecydowała się na to Gutkowska) i nawet dziś to atrakcyjna oferta (pomijając koszty codziennych dojazdów do Lublina) dla tych, których nie stać na mieszkanie w stolicy województwa. Centrum Zana buduje więc kolejne bloki przy Parkowej. Dwa mają być oddane w styczniu, a następne dwa w sierpniu przyszłego roku. Przyszli najemcy za metr kwadratowy muszą zapłacić 7200 zł. W Lublinie takie stawki są praktycznie nieosiągalne: średnia ceny nowego mieszkań w Lublinie przekroczyła już 10 tys. zł za mkw.
Radna Gutkowska jako jedyna nie chciała z nami rozmawiać telefonicznie. Udało się przez aplikację Messenger. Na pytanie o miejsce zamieszkania odpisała: Ja stale zamieszkuję w gminie Lublin. Gdy przywołaliśmy księgę wieczystą i adres w Snopkowie, radna odpisała: W części A oświadczenia (o zgodzie na kandydowanie do Rady Miasta – red.) wskazałam adres zamieszkania i jest to lubelski Czechów. Owszem nabyłam nieruchomość, ale jeszcze raz panu zaznaczam, że jestem mieszkanką Lublina.
Na pytania o to, dlaczego zatem do pracy dojeżdża ze Snopkowa a nie z Czechowa oraz o to, do której gminy odprowadza opłatę za odbiór śmieci, Gutkowska już nie odpowiedziała. Całość konwersacji poniżej.



Przypadek 4. Radna Kamila Florek, Elizówka, gmina Niemce
Rocznik 1982. W Radzie Miasta po raz pierwszy. I podobnie jak Ryfka dostała się do niej dzięki drugiej szansie, bo 758 głosów zdobytych w okręgu to za mało, by wejść do Ratusza. Drogę utorował jej sam Krzysztof Żuk, który zdobył mandat radnego, ale nie mógł łączyć tej funkcji z byciem prezydentem, więc zwolnił miejsce dla kolejnej osoby z listy – Kamili Florek.
Florek w kampanii wyborczej postawiła na symbol: budowlany kask, w którym pozowała na licznych bilbordach w mieście i swojej gazetce wyborczej. „Z Kamilą budujemy Lublin” – zachwalał kandydatkę w kasku na plakacie sam prezydent Żuk. Jak sama się przedstawiała, jest absolwentką inżynierii środowiska w Politechnice Lubelskiej, prowadziła biuro nieruchomości VB Invest (jednoosobową działalność gospodarczą przyszła radna zamknęła siedem miesięcy przed wyborami, we wrześniu 2023 roku). „Dzięki studiom i doświadczeniu jestem gotowa podejść do wyzwań związanych z ochroną przyrody, zagospodarowaniem terenów oraz zrównoważonym rozwojem miasta” – deklarowała kandydatka. Gdy na pierwszej sesji składała ślubowanie, najbardziej żywiołowo na słowo „ślubuję” zareagował obecny na sesji, siedzący w ławach dla publiczności, lider Wspólnego Lublina i były przewodniczący Rady Miasta Piotr Kowalczyk. – Brawo, Kamila! – krzyknął.
Na rzeczywiste miejsce zamieszkania radnej Florek naprowadziła nas… sama radna Florek. Otóż przed kwietniowymi wyborami samorządowymi na stronie prezydentzuk.pl (obecnie już nieaktywnej) prowadzony był rejestr wpłat na komitet wyborczy od osób fizycznych, gdzie odnotowywano te o wysokości powyżej płacy minimalnej. Na ostatniej, 27. pozycji, z datą 5 kwietnia, a więc na dzień przed ciszą wyborczą, figuruje Kamila Florek, która przekazała na fundusz komitetu 5400 zł. Ale nie o kwotę tu chodzi – w rubryce miejsce zamieszkania przy nazwisku Florek widnieje „Elizówka”. Po szczegóły odsyłamy do załączonego poniżej pliku z wpłatami (na marginesie: przelew na swój komitet, 16.923,40 zł, zrobił także Krzysztof Żuk, zamieszkały w Jakubowicach. Zaznaczmy, że co prawda w przypadku kandydatów na prezydentów nie ma obowiązku stałego zamieszkiwania na terenie gminy, ale Żuk kandydował także na radnego, a w tym przypadku jest już wymóg stałego zamieszkania).
Prześledziliśmy drogę radnej z Ratusza do jej domu w Elizówce 2 września po ciągnącym się do późnego wieczora posiedzeniu Komisji Rozwoju Miasta, Urbanistyki i Ochrony Środowiska (opiniowano wtedy Zintegrowany Plan Inwestycyjny dla górek czechowskich). Florek na co dzień jeździ charakterystycznym białym volkswagenem cc (numer rejestracyjny w posiadaniu redakcji). Z Ratusza jedzie ul. Lubartowską, al. Spółdzielczości Pracy, zatrzymuje się jeszcze na zakupy w Lidlu na skrzyżowaniu z Węglarza. Stamtąd już prosto do domu: przy giełdzie w Elizówce wjeżdża na wiadukt, potem jedzie Aroniową, skręca w jedną z bocznych uliczek. Tu w pobliżu kończy się jej podróż. Mamy również, zrobione w późniejszych dniach, zdjęcia tego samochodu, wjeżdżającego i wyjeżdżającego z ulicy, przy której stoi dom radnej Florek.

Z oświadczenia majątkowego Florek wynika, że ma mieszkanie o powierzchni 33 metrów i wartości 350 tys. zł (spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu) dom o powierzchni 66 mkw. na działce 1539 mkw. i drugi dom – 160 mkw. – wyceniany na okrągły milion złotych (wspólnota majątkowa małżeńska). Sprawdziliśmy księgę wieczystą tej ostatniej nieruchomości. Miejsce położenia: Elizówka Kolonia, gmina Niemce. Starosta lubelski pozwolenie na budowę domu jednorodzinnego w zabudowie bliźniaczej wydał w czerwcu 2017 roku. Działka ma niespełna 1000 mkw., roztacza się z niej widok na podmiejski, pofalowany krajobraz. Ale jak pisaliśmy niedawno w Jawnym Lublinie, na terenach tych, w pobliżu ul. Nawłociowej, mogą wkrótce wyrosnąć olbrzymie bloki, nawet do 25 metrów wysokości (około siedmiu kondygnacji).
Na nieruchomości figuruje hipoteka do kwoty 180 tys. zł wynikająca z umowy kredytu w ING Banku Śląskim, zaciągniętego w 2019 roku. W oświadczeniu majątkowym złożonym na początku kadencji samorządu Florek podaje, że jej zobowiązanie z tego tytułu wynosi 120 tys. zł.


Radna Kamila Florek porusza się najczęściej charakterystycznym białym volkswagenem cc. Takie auta coraz rzadziej można spotkać na drogach. Powyżej: zdjęcia zrobione w Elizówce w pobliżu miejsca jej zamieszkania: 23.10.2024 o godz. 17.15 (fotografia na górze) i 28.10.2024 o godz. 08.46 (na dole)
Podczas rozmowy na pytanie o stałe miejsce zamieszkania, radna Florek bez namysłu podaje adres w Lublinie na LSM.
A Elizówka. Tam pani nie mieszka? – tu powołujemy się na zapisy w księdze wieczystej.
– Nie, ale jestem współwłaścicielką.
Czyli pani tam w ogóle nie mieszka?
– Na pewno – zapewnia radna. – Nie chcę kontynuować tej rozmowy, próbuje mi pan wcisnąć na siłę jakieś informacje. Mieszkam w gminie Lublin, ale proszę zobaczyć, jeśli chodzi o zeznanie majątkowe, w mam kilka nieruchomości i każda jest w innym miejscu. Nie muszę się tłumaczyć. To jest bardzo nie w porządku – kończy rozmowę i się rozłącza.
Przesłaliśmy radnej Florek pytanie SMS o przelew na komitet Żuka i wskazane tam miejsce zamieszkania – Elizówka. Odpowiedź przyszła po kilku godzinach: „Mieszkałam tam wcześniej, teraz mieszkam w LSM-ach, a niebawem będę mieszkała na Czechowie. Nie we wszystkich instytucjach zmieniłam adres, co może prowadzić do niejasności, ale postaram się zaktualizować” – odpisała.
Wszyscy wiedzieli, dowodów dostarczyli detektywi
Odsuńmy się nieco od Lublina i przyległych do niego wsi i przenieśmy do Lubartowa, gdzie w marcu tego roku w gorącym okresie kampanii wyborczej wybuchła „meldunkowa afera wyborcza”. Chodzi o przypadek radnego Rady Miasta Lubartów Jacka Tomasiaka, na którego parol zagiął inny radny, ówczesny przewodniczący RM Grzegorz Gregorowicz. Kiedyś obaj byli w tym samym ugrupowaniu, ale jak to w polityce nic nie jest wieczne. W tym roku startowali z konkurencyjnych komitetów. Przywołujemy tę historię, bo w opowiada o tym, w jaki sposób radni wprowadzają w błąd i komisje wyborcze, i wyborców, utrzymując, że stale mieszkają w gminie, do której kandydują, a w rzeczywistości prowadzą drugie życie poza jej granicami. Problem nie jest odosobniony, bo takich przypadków w Polsce było już całkiem sporo. W naszym województwie głośno było o sprawie wygaszenia mandatu radnego powiatowego z Łęcznej Arkadiusza Onyszko. Poszło właśnie o brak stałego zamieszkania na terenie powiatu, z którego był wybrany.
Wracając do Lubartowa. Gregorowicz w rozmowie z Jawnym Lublinem twierdzi, że rzeczywiste miejsce zamieszkania radnego Tomasiaka – czyli miejscowość Lisów pod Lubartowem – było w mieście tajemnicą poliszynela. – Tomasiak szczególnie zajadle atakował ówczesną koalicję rządzącą, wytykając jej liczne naruszenia prawa, a sam miał dużo za paznokciami – tak Gregorowicz opisuje jeden z motywów swojego działania. I za chwilę dodaje: – Przez kilka lat radny Tomasiak oszukiwał wyborców i opinię publiczną na temat miejsca swojego zamieszkania. Zameldowany był u teściowej w Lubartowie, ale tak naprawdę ma willę w Lisowie, w której na stale mieszka – dodaje nasz rozmówca.
Tu Gregorowicz kładzie nacisk na słowa „stale mieszka„. – To jest choroba, która toczy samorządy w wielu miejscach w Polsce. Bo zgodnie z przepisami, żeby mieć czynne i bierne prawo wyborcze trzeba zamieszkiwać na terenie danej gminy z zamiarem stałego pobytu. Czynnikiem przesądzającym nie jest tu samo zameldowanie. Ale niestety – gminy przyjmują oświadczenia kandydatów wyłącznie na podstawie zameldowania – nie mają jednak narzędzi, żeby zweryfikować, gdzie jest ich prawdziwe centrum życiowych interesów. Gdzieś jest tu luka prawna – przyznaje Gregorowicz.
Gregorowicz tę lukę w Lubartowie postanowił załatać. Wynajął – jak podkreśla za własne pieniądze – agencję detektywistyczną W&W z Lublina. Ta na przełomie stycznia i lutego detektywi obserwowali poczynania radnego Tomasiaka. Jeździli za nim z jego miejsca pracy do willi w Lisowie, robili zdjęcia. I wszystkie spostrzeżenia, daty, godziny skrupulatnie zapisywali. Efektem ich pracy jest 21-stronnicowy raport. Poniżej publikujemy fragmenty z jednego dnia obserwacji:
- 7 luty 2024, 15:00 Rozpoczęto obserwację miejsca pracy Jacka Mikołaja Tomasiak – Lubartów, ul. Cicha 6. Na parkingu przed wskazanym adresem zaparkowany był pojazd marki Volvo koloru czarnego nr rej. (…) Pojazd zgodnie z ustaleniami był użytkowany przez figuranta obserwacji”
- „17:54 Obserwowany pojazd wjeżdża do miejscowości Lisów, a następnie parkuje w rejonie posesji (…) Jacek Mikołaj Tomasiak wychodzi z pojazdu, a następnie udaje się w kierunku zabudowań.”
- „19:00 Pojazd pozostaje zaparkowany niezmiennie w miejscowości Lisów. Zakończono obserwację”. Fragmenty raportu w pdf poniżej.
Mąż razem z teściem, a żona z dziećmi
Raport z wnioskiem o skreślenie Tomasiaka z listy wyborców Gregorowicz zanosi do burmistrza Lubartowa Krzysztofa Paśnika (tu trzeba zaznaczyć, że obaj panowie kandydowali z tego samego komitetu wyborczego). Ten podejmuje decyzję: „orzekam o uwzględnieniu zawiadomienia na nieprawidłowości w Centralnym Rejestrze Wyborców oraz o skreśleniu Pana Jacka Mikołaja Tomasiaka ze spisu wyborców w stałym obwodzie głosowania na obszarze Gminy Miasta Lubartów” – informuje burmistrz 13 marca 2024 roku. A w uzasadnieniu dodaje: „Poczynione przez organ ustalenia i zgromadzony w sprawie materiał dowodowy przekonują, że Jacek Mikołaj Tomasiak nie posiada swojego centrum życiowego pod wskazanym przez niego adresem ul. Powstańców Warszawy na terenie miasta Lubartów. Tym samym nie można uznać, że jest to jego adres stałego zamieszkania„.
Burmistrz obalał też argumenty Tomasiaka, który twierdził, że w mieszkaniu w Lubartowie zamieszkuje jedynie z teściem, natomiast członkowie jego rodziny – żona oraz dzieci – często przebywają pod tym adresem. „W ocenie Organu, z powyższego stwierdzenia miałoby wynikać, że podstawowa jednostka społeczna, jaką jest rodzina, mieszka osobno – tj. mąż z teściem osobno, a żona z dziećmi osobno, co pozostaje w całkowitej sprzeczności z powszechnym w tym zakresie zwyczajem i praktyką występującym w polskim społeczeństwie” (pełna treść decyzji burmistrza w pdf poniżej).
Tomasiak broni się, argumentując m.in., że w Lisowie mieszka jego matka, która przeszła udar, więc musi się nią opiekować, a czasami robić dla niej zakupy. Przedstawia też paragony ze sklepu w Lubartowie, zapisy z kamer monitoringu osiedlowego (jest prezesem miejscowej spółdzielni mieszkaniowej). Odwołuje się do sądu, jednak ten w trybie wyborczym przyznaje rację burmistrzowi. Ale wykreślenie ze spisu wyborców w Lubartowie to nie koniec sprawy, bo Paśnik kieruje też pismo do miejskiej komisji wyborczej o wykreślenie Tomasiaka z listy kandydatów na radnych. Ta przychyla się do tego wniosku. W efekcie Tomasiak nie może wystartować w wyborach.
Pytamy Gregorowicza, czemu z wnioskiem o wygaszenie mandatu Tomasiaka nie wystąpił w trakcie kadencji. – Rada to organ polityczny, decyduje większość, jak rada powie nie, to nie ma siły. Tak jest na przykład z wnioskami o zgodę na rozwiązanie stosunku pracy z radnym. Rzadko kiedy zdarza się, by rada się na to zgodziła – tłumaczy Gregorowicz.
Dla niego wybory też okazały się klapą. – Poniosłem koszty polityczne, bo Tomasiak skutecznie przekazał ludziom, że jestem donosicielem, i dostałem ponad trzy razy mniej głosów niż w poprzednich wyborach. Ale jeżeli na politykę postrzega się poprzez pryzmat wartości, a nie doraźnych korzyści, to warto tę debatę było zacząć – przekonuje.
Innym głośnym przypadkiem w naszym województwie było wygaszenie mandatu Arkadiusza Onyszki (PiS), który był radnym w powiecie łęczyńskim. Przed wyborami samorządowymi z 2018 roku późniejszy starosta łęczyński Krzysztof Niewiadomski, pełnomocnik PiS w tym powiecie, zameldował Onyszkę, byłego reprezentanta Polski w piłce nożnej, u siebie w domu w Jaszczowie koło Łęcznej (gmina Milejów). Onyszko mandat zdobył, ale wkrótce wyszła na jaw sprawa jego faktycznego miejsca zamieszkania. Niewiadomski spalił radnego, bo podczas kontroli deklaracji dotyczących wywozu odpadów podał, że w jego domu mieszkają dwie osoby: on i jego żona. Pisemnie poinformował swoją gminę , że wspomniany radny, choć jest u niego zameldowany, mieszka w Warszawie.
Mandat Onyszce wygasił ówczesny wojewoda Lech Sprawka (PiS). – Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego organ nadzoru ustalił, że Arkadiusz Onyszko w dniu wyborów samorządowych 21 października 2018 r. nie posiadał stałego miejsca zamieszkania na terenie powiatu łęczyńskiego, a zatem nie posiadał prawa wybieralności – napisał wojewoda w uzasadnieniu decyzji.
Onyszko odwołał się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, ale ten oddalił jego skargę na zarządzenie zastępcze wojewody.
Zameldowanie a zamieszkanie, co mówią przepisy
Zapytaliśmy Krajowe Biuro Wyborcze, jak interpretować przepisy dotyczące stałego miejsca zamieszkania radnego. W odpowiedzi biuro prasowe KBW przekazało nam, że w przypadku wyborów do rady gminy jednym z warunków posiadania prawa wybierania (bierne prawo wyborcze) jest stałe zamieszkiwanie na obszarze danej gminy. Kodeks wyborczy precyzuje, co to pojęcie dokładnie oznacza – należy przez to rozumieć zamieszkanie w określonej miejscowości pod oznaczonym adresem z zamiarem stałego pobytu. Muszą więc zostać spełnione łącznie dwie przesłanki: przebywanie w sensie fizycznym w danej miejscowości oraz zamiar (wola) stałego pobytu. Ponadto jak wynika z kodeksu cywilnego (art. 28) można mieć tylko jedno miejsce zamieszkania.
„Jeżeli radny utraci prawo wybieralności w trakcie kadencji lub nie posiada go w dniu wyborów, wówczas jego mandat wygasa (art. 383 § 1 pkt 2 Kodeksu wyborczego). Zatem osoby wybrane na radnego gminy muszą stale zamieszkiwać na obszarze danej gminy przez cały okres kadencji – wyjaśnia KBW.
Zgodnie z orzecznictwem za miejsce stałego pobytu nie uznaje się miejsca, gdzie dana osoba jest zameldowana (meldunek ma charakter ewidencyjny), ale to, gdzie realizuje swoje podstawowe funkcje życiowe, tj. mieszka, spożywa posiłki, nocuje, wypoczywa, przechowuje swoje rzeczy niezbędne do codziennego funkcjonowania.
– Miejsce stałego zamieszkania to miejsce, gdzie mamy ośrodek codziennego życia, w którym koncentrujemy zwłaszcza nasze życie osobiste, rodzinne. Ustawodawca w kodeksie wyborczym posługuje się właśnie terminem „stałego zamieszkania”, a nie miejscem zameldowania, bo meldunek jest czynnością typowo administracyjną, ewidencyjną. Gdyby dowody wskazywały na to, że dany radny nie ma stałego miejsca zamieszkania na obszarze gminy, w której został wybrany, to jest to przesłanka do wygaszenia mu mandatu. Organami uprawnionymi do takiej czynności jest rada gminy i wojewoda – mówi Jawnemu Lublinowi mecenas Mateusz Karciarz z Kancelarii Radców Prawnych Jerzmanowski, specjalizujący się m.in. w zagadnieniach z zakresu prawa samorządowego.
„Właściwa do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu radnego w przypadku niezamieszkiwania na obszarze gminy jest rada tej gminy, a nadzór w tym zakresie sprawuje wojewoda” – wyjaśnia KBW.
W Lublinie większość w Radzie Miasta ma klub prezydenta Krzysztofa Żuka (PO), do którego należą opisane przez nas radne. Wojewodą jest Krzysztof Komorski (PO), niegdyś zastępca prezydenta Żuka.
fot. Krzysztof Wiejak
Współpraca: Agnieszka Mazuś

