5 minut czytania • 09.05.2025 09:57
List do redakcji: Miasto jest koszmarnie brudne, a na ulicach wyboje i koleiny
Udostępnij
Zamiast snuć mrzonki i mgliste plany o budowie kolejnych, megalomańskich budowli należałoby wreszcie na poważnie zająć się rozwiązywaniem bieżących problemów – pisze jeden z naszych Czytelników. – Nie możemy popadać w przesadny optymizm z powodu kilku nagród dla budynku nowego dworca autobusowego czy wygrania konkursu na Europejską Stolicę Kultury.
Pełne kolein i nierówności dziurawe ulice z zapadniętymi studzienkami kanalizacyjnymi. Źle oświetlone lub w ogóle nie oświetlone przejścia dla pieszych. Brudne latarnie, dające nikłe światło. Nawet na farbę do namalowania pasów na ulicach brakuje pieniędzy(?) lub może po prostu brakuje chęci żeby się tym zająć? I do tego wszystkiego koszmarnie brudno. Wszędzie, całe miasto, może poza deptakiem, placem Łokietka i Rynkiem, jest po prostu brudne.
Brudno jest na ulicach, gdzie warstwy pyłu i piachu oraz rożnych drobnych śmieci – szczególnie niedopałków papierosów, zalegają na krawędziach jezdni i pasach „zieleni” rozdzielających jezdnie. Brudne są chodniki i wiaty przystankowe. Brudne są nawet balustrady mostów, wiaduktów i znaki drogowe. Przykłady? Proszę bardzo, oto zaledwie kilka z nich, ale dobrze obrazujących stan lubelskich ulic.
Ul. Turystyczna – gorzej niż z fatalny stan jezdni, chodników i oświetlenia – zwłaszcza przejść dla pieszych, które daje tak nikłe światło, że równie dobrze można by z niego zrezygnować. Niewidoczne oznakowanie poziome na jezdni, niewidoczna linia oddzielająca pas dla rowerzystów. Pozapychane studzienki burzowe, które nie odprowadzają wody deszczowej (szczególnie w okolicy stacji paliw Circle K i skrzyżowania z ul. Zawieprzycką/Łagiewicką). Koszmarne chodniki – popękane płyty chodnikowe, dziury, pełno nierówności i zwężonych przez wrośniętą trawę odcinków. I bardzo brudno.
Ul. Mełgiewska – bardzo podobna sytuacja. Dziurawo, wyboiście, brak linii na jezdniach, miejscami fatalne oświetlenie. Fatalny stan drzew i krzewów – niektóre są zupełnie uschnięte. Brudno. Zardzewiałe balustrady mostów na Bystrzycy i wiaduktu nad ul. Tysiąclecia, z których farba obłazi całymi płatami (na farbę od lat nie ma pieniędzy?). Jakby tego było mało, zauważyłem niedawno przełamaną barierę na jednym z mostów – prawdopodobnie ktoś w nią uderzył samochodem. Albo była już tak skorodowana, że sama pękła… Dramat.
ul. Gospodarcza – sytuacja podobna jak w przypadku wyżej wymienionych ulic, koleiny, zapadnięte studzienki, niewidoczne linie na jezdni.
Al. Andersa – z roku na rok coraz gorszy stan nawierzchni – koleiny, wyboje, byle jak łatane dziury. W wielu miejscach ledwo widoczne linie na jezdniach. Najgorzej jest na skrzyżowaniu z Mełgiewską. Ten fragment obu ulic to jakiś drogowy dramat. Przejeżdżając tamtędy trzeba bardzo uważać żeby nie urwać niczego w samochodzie z powodu stanu nawierzchni.
ul. Tysiąclecia – po ubiegłorocznym wiosennym „remoncie” krótkiego odcinka w okolicy od ronda Dmowskiego w kierunku Felina, do dzisiaj brakuje oznakowania poziomego na jezdni (!). Koleiny, wyboje i dziury. Brudno.
ul. Kunickiego – jak w pozostałych opisanych przykładach: dziurawo, kiepskie oświetlenie, ledwie widoczne lub zupełnie niewidoczne oznakowanie poziome, zieleń w złym stanie i bardzo mało drzew.
ul. Sowińskiego i Głęboka – dziurawo, pełno kolein i wybojów. Niewidoczne linie na jezdniach. Krzywe chodniki. Fatalne oświetlenie.
ul. Grafa – to właściwie jest bezdroże. Szkoda tutaj miejsca żeby wymienić wszystkie wady. Podobnie al. Unii Lubelskiej, która poza fatalnym stanem jezdni i chodników jest jak pustynia – prawie w ogóle nie ma tam drzew.
ul. Spółdzielczości Pracy – koleiny, byle jak łatana nawierzchnia, miejscami niewidoczne linie na jezdniach. To jedna z pierwszych lubelskich ulic, która została przebudowana za pieniądze unijne. Bieżące naprawy, wynikające z normalnej eksploatacji nawierzchni jezdni nie były wykonywane i dziś większa część tej ulicy nadaje się do remontu (oczywiście mam na myśli fachowo przeprowadzony remont nawierzchni a nie byle jak łatane pojedyncze dziury czy pęknięcia) . Fatalny stan zieleni – uschnięte drzewa i krzewy, brak nowych nasadzeń.
Zdaję sobie sprawę, że na części z tych ulic już niedługo zaczną się remonty, na inne są rozpisane/ rozstrzygnięte przetargi. Pytanie dlaczego dopiero teraz? Dlaczego mieszkańcy Lublina muszą czekać, czasem dekady, na przeprowadzenie najpilniejszych remontów? Plastikowe płotki odgradzające wyłączony z ruchu wiele lat temu jeden pas na moście na al. Unii Lubelskiej ze starości zaczęły się rozsypywać…
To jedynie kilka jaskrawych przykładów zaniedbań drogowych w Lublinie. Jest ich przecież znacznie, znacznie więcej i mieszkańcy poszczególnych dzielnic i osiedli Lublina na pewno mieliby tutaj sporo do dodania. Do tego dochodzi niezliczona ilość osiedlowych uliczek, chodników, skwerów. Liczba zaniedbań jest porażająca. Łączy je pewna wspólna kwestia. Chodzi o brak odpowiedzialności za wspólne dobro, wspólną przestrzeń, ze strony osób odpowiedzialnych za utrzymanie lubelskich dróg, chodników itd.
I jeszcze coś. Być może zabrzmi kontrowersyjnie, ale tak to widzę, przemieszczając się po Lublinie. Chodzi o brak szacunku ze strony tzw. władz w stosunku do mieszkańców. Większość z tych wymienionych przykładów to wieloletnie zaniedbania. Nie powstały niedawno i po prostu jeszcze nikt nie zdążył się nimi zająć. Wręcz przeciwnie, w większości przypadków taki stan rzeczy jest od bardzo dawna. Zamiast snuć mrzonki i mgliste plany o budowie kolejnych, megalomańskich budowli i marnować pieniądze mieszkańców na plany obiektów, które być może nigdy nie powstaną (np. wielofunkcyjny obiekt sportowo-rekreacyjny z funkcją stadionu żużlowego), należałoby wreszcie na poważnie zająć się sprawami Lublina i rozwiązywaniem bieżących problemów wszystkich jego mieszkańców. Najpierw trzeba zadbać o to co już jest, tak żeby służyło jak najdłużej w jak najlepszym stanie. Dopiero w dalszej kolejności budować nowe. Dobry gospodarz tak właśnie by postąpił. Być może kiedyś tak będzie w Lublinie, który z całą pewnością zasługuje na to co najlepsze.
I na koniec jeszcze jedno. Nie mam złudzeń że ten list, czy nawet dziesiątki kolejnych cokolwiek zmienią. Żeby tak było potrzebna jest zmiana mentalności, a to proces długi i trudny. Nie każdego na to stać. Trzeba spojrzeć z nieco innej perspektywy na otoczenie i szczerze polubić nasze miasto, Lublin. Bo niestety odnoszę wrażenie, że przynajmniej część z tzw. władz nie żywi ciepłych uczuć do tego miasta i jego mieszkańców.
Mieszkamy w pięknym mieście. Mamy powody do zadowolenia i dumy. Ale mamy też jeszcze wiele do zrobienia i nie możemy popadać w przesadny optymizm z powodu kilku nagród dla budynku nowego dworca autobusowego czy wygrania konkursu na ESK. W dłuższej perspektywie to nie one zmienią życie mieszkańców Lublina na lepsze, a właśnie dobre zarządzanie miastem, jego zasobami i infrastrukturą.
Czytelnik




