3 minuty czytania • 14.05.2025 11:37
Lekarz dźgnął żonę nożem co najmniej 35 razy. Przy zatrzymaniu był spokojny. Tak samo jak dziś w sądzie
Udostępnij
Gdy prokurator Kamil Matusz odczytywał akt oskarżenia, Andrzej K. słuchał jego słów z kamienną twarzą. Oskarżony o brutalne zabójstwo swojej żony, nie zdradził żadnych emocji. Przeciwko ojcu, w roli oskarżyciela posiłkowego, wystąpił jego syn.
Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.
nr konta: 71 1090 2590 0000 0001 4947 2615
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
paypal: [email protected]
Dziś przed Sądem Okręgowym w Lublinie rozpoczął się proces 65-letniego lekarza z Annopola Andrzeja K. Na salę rozpraw został doprowadzony w kajdankach, w asyście policjantów. W dłoniach ściskał foliową torebkę z napisem „Boss”.
Mężczyzna jest oskarżony o brutalne zamordowanie swojej 57-letniej żony. Do tragedii doszło we wrześniu zeszłego roku w ich domu w Annopolu. Jak wynika z ustaleń śledztwa, policja została zaalarmowana o dochodzących z domu małżeństwa krzykach kobiety wzywających pomocy. Funkcjonariusze z Kraśnika na miejscu zastali makabryczny widok: na podłodze w kałuży krwi leżała żona lekarza z wieloma ranami ciętymi na ciele. Pomimo podjętej reanimacji, jej życia nie udało się uratować.
„Policjanci zatrzymali do sprawy 64-latka, w trakcie zatrzymania był on spokojny, nie stawiał oporu. Został przebadany alkomatem z wynikiem negatywnym” – informowała w zeszłym roku lubelska policja.
Co najmniej 35-krotnie
Dziś w lubelskim sądzie Andrzej K. również zachowywał się spokojnie. Wydawał się nieco zaskoczony liczną obecnością dziennikarzy i kamery telewizyjnej. Przed podaniem informacji personalnych zdjął bluzę z polaru. – Data pana urodzenia? – zapytał sędzia Bartosz Kamieniak. – 28 września 1959 roku – odpowiedział cicho Andrzej K. Zarobki? – 15 tys. złotych. Czy leczył się psychiatrycznie? – W poradni psychiatrycznej się nie leczyłem, ale leczyłem się sam jako lekarz na zaburzenia depresyjne, bezsenność – odpowiedział oskarżony. W trakcie śledztwa biegli psychiatrzy uznali jednak, że oskarżony w chwili zdarzenia był poczytalny .

Potem przyszła kolej na prokuratora Kamila Matusza: – Oskarżam Andrzeja K. o to, że w dniu 22 września 2024 roku w Annopolu dokonał zabójstwa swojej żony Doroty K. w ten sposób, że działając z zamiarem bezpośrednim pozbawienia jej życia uderzył pokrzywdzoną butelką w głowę, powodując u niej wylew podskórny w okolicach szczytu głowy, a następnie wielokrotnie, co najmniej 35 krotnie, ugodził pokrzywdzoną nożem w okolicy tułowia, klatki piersiowej, kończyn górnych oraz twarz. Powodując u niej obrażenia ciała w postaci kilkudziesięciu ran ciętych i kłutych, między innymi kilku z nich penetrujących do klatki piersiowej, raniących dolny płat płuca, ran penetrujących jamę serca, które to obrażenia wraz z następowym wykrwawieniem wewnętrznym i zewnętrznym doprowadziły do zgonu Doroty K.

Za ten czyn Andrzejowi K. grozi kara od 10 lat do dożywocia. Jak informowała prokuratura po zakończeniu śledztwa, Andrzej K. nie przyznał się do zarzucanego mu czynu wyjaśniając, że działał w obronie koniecznej, odpierając atak nożem, jakiego dopuściła się wobec niego żona.
Dziś w sądzie w roli oskarżyciela posiłkowego wystąpił syn zamordowanej. Zgodnie z przepisami pozwala mu to na aktywny udział w postępowaniu karnym obok oskarżyciela publicznego. Nie wiadomo jednak, jaki był dzisiejszy przebieg rozprawy. Sąd, na wniosek obrońcy oraz syna zamordowanej, oraz jego samego zdecydował o wyłączeniu jawności procesu.
– Tak jak wskazywałem, nie tylko kwestie zdrowotne, ale przede wszystkim kwestie rodzinne, które mogłyby uderzać nie tyle co w samego oskarżonego, ale przede wszystkim w oskarżyciela posiłkowego i obydwu synów i związane z relacjami, które niestety mogą gdzieś się przełożyć na zewnątrz na ich sytuację. Jeden z synów wykonuje zawód lekarza – uzasadniał obrońca oskarżonego mecenas Andrzej Samulak. Do wniosku przyłączył się prokurator.
Po odczytaniu aktu oskarżenia dziennikarze musieli opuścić salę rozpraw.
Na zdjęciu: Oskarżony Andrzej K. w drodze na salę sądową. Fot. Krzysztof Wiejak



Dodaj komentarz