Wesprzyj Kontakt

9 minuty czytania  •  28.05.2025 00:54

Kuria zakazuje duchownemu kontaktu z nieletnimi. On sam przeprasza. „Przekroczyłem granice”

Kuria zakazuje duchownemu kontaktu z nieletnimi. On sam przeprasza. „Przekroczyłem granice”

Udostępnij

– Przekroczyłem granice, jakie powinny być zachowane w relacji duszpasterza do młodzieży – przyznaje ks. Mieczysław Puzewicz. Już nie zaprzecza, ale przeprasza za przypadki „niewłaściwego odnoszenia się do kilku dziewcząt i kobiet, w tym naruszenia ich nietykalności cielesnej”. – To działało trochę jak sekta. Z guru, który uzależnia od siebie psychicznie – opowiada nam jedna z kobiet.

Duchowny ma zakaz zajęć i kontaktów z osobami małoletnimi. Zapewnił też, że w jego bieżących zajęciach nie biorą udziału takie osoby – informuje ks. Adam Jaszcz, kanclerz Kurii Metropolitalnej w Lublinie.

Ten duchowny to jeden z najbardziej rozpoznawalnych lubelskich księży. Przez lata rzecznik prasowy abp. Józefa Życińskiego, Diecezjalny Duszpasterz Młodzieży, delegat metropolity lubelskiego ds. pomocy osobom wykluczonym. Pomysłodawca i twarz Centrum Wolontariatu, Gorącego Patrolu, rekolekcji dla bezdomnych. Laureat wielu prestiżowych nagród. I bohater reportażu, który ukazał się w zeszłym tygodniu na łamach Dużego Formatu Gazety Wyborczej. Pytany przez reportera ks. Mieczysław Puzewicz wszystkiemu zaprzeczył. Dziś już niczego się nie wypiera i przeprasza (pełna treść jego oświadczenia na końcu tekstu).

Motto życiowe: „Postępuję drogą miłości”

Rocznik ’60. Pochodzi z małej wsi w Zachodniopomorskiem. Do Lublina przyjeżdża, by studiować na KUL teologię. I już tutaj zostaje. W wieku 29 lat wstępuje do seminarium, święcenia kapłańskie przyjmuje rok później. – Postanowiłem swoje kapłaństwo wypełnić pomocą potrzebującym – mówi w wywiadach, których przez lata udzieli dziesiątki.

W końcówce lat 80. współorganizuje w Łęcznej cykl spotkań „Święto Młodych” i reaktywuje Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Zakłada miesięcznik „'”Spojrzenia”. „Spojrzenia” to też tytuł audycji, którą prowadzi na antenie Radia Lublin. Na początku lat 90. odbiera nominację na Diecezjalnego Duszpasterza Młodzieży. Piastuje tę funkcję przez blisko dwadzieścia lat.

W 1997 zostaje rektorem kościoła św. Ducha w Lublinie przy Krakowskim Przedmieściu. Z myślą o dzieciach ze Śródmieścia i Starego Miasta otwiera przy kościele świetlicę. Z myślą o bezdomnych uruchamia Gorący Patrol. Przy kościele powstaje zrzeszające wolontariuszy Centrum Duszpasterstwa Młodzieży, a następnie Centrum Wolontariatu. To ostatnie współtworzy z Jackiem Wnukiem, lubelskim społecznikiem. Przez kilka lat (2011-17) kieruje też rozgłośnią lubelskiej archidiecezji – Radiem eR i Domem Spotkania Caritas Archidiecezji Lubelskiej w Dąbrowicy pod Lublinem.

Mam przyjaciół muzułmanów, agnostyków, ateistów. Uczyłem się od Jana Pawła II, że trzeba otwierać się na ludzi – mówi odbierając w 2018 roku Nagrodę Województwa Małopolskiego im. św. Jana Pawła II Veritatis Splendor i 100 tys. dolarów. Pieniądze przekazuje na cele charytatywne. Gdy za naszą wschodnią granicą wybucha wojna, organizuje pomoc i jeździ z darami na Ukrainę.

To jedna twarz duchownego. Ale jest też druga.

„Mam dziś siłę, by krzyczeć”

Reportaż Pawła Piotra Reszki „Duszpasterz młodzieży chce całusa. Wolontariuszki przerywają milczenie„. na łamach Gazety Wyborczej ukazuje się w poniedziałek, 16 maja. Dawne wolontariuszki z Centrum Wolontariatu i dziennikarki lubelskich rozgłośni radiowych relacjonują, jak wyglądały ich relacje z księdzem. Jedne opowiadają, jak je w sobie rozkochiwał, drugie – jak siłą zmuszał do pocałunku. Chodzi o lata 2003-2019 i bardzo młode wówczas dziewczyny.

Dla wielu to szok, dla niektórych ulga, że sprawa wreszcie ujrzała światło dzienne. W zasadzie nie ma pytań, czy opisane sytuacje rzeczywiście miały miejsce. Są o to, co wydarzy się teraz. Czy po raz kolejny sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan. Sygnały na ten temat lubelska kuria dostała już kilka razy.

W 2005 roku o tym, co robi duszpasterz młodzieży, informuje arcybiskupa Mariusz Mróz, współpracownik Radia Lublin. Metropolita lubelski miał mu nie uwierzyć. Dziennikarz leczył się na depresję, w tym samym roku popełnił samobójstwo w lesie pod Lublinem.

W 2010 roku do abp. Życińskiego idzie koordynatorka młodzieżowego wolontariatu. Widziała w aparacie księdza intymne zdjęcia 16-letniej wolontariuszki. Jest po rozmowie z nią i kilkoma innymi dziewczynami, którym ksiądz dawał prezenty, wysyłał SMS-y. – Ja znałam pięć takich przypadków. Ale na 100 proc. nie wiedziałam o wszystkich. Wybierał największe laski, najbardziej zgrabne, piękne dziewczyny. Mówił im, że się zakochał, że nie wie, co się z nim dzieje. Prosił, by trzymać to w tajemnicy. Każda z nich myślała, że jest tą jedyną. Że przytrafiło im się coś w życiu wyjątkowego – opowiada dziś. – To działało trochę jak sekta. Z guru, który uzależnia od siebie psychicznie. Co druga się kochała w księdzu. Wszyscy go kochali, co tu dużo mówić. Niesamowity człowiek. Charyzmatyczny, energiczny, poświęcający się dla innych. Dla mnie to też było coś pięknego, że takiego człowieka spotkałam.

Dobrze pamięta tamto spotkanie z metropolitą lubelskim. – Ta rozmowa była straszna. Arcybiskup był agresywny. Miał pretensje, że porozgadywałam to po całym Lublinie, zamiast od razu przyjść do niego. Zniszczyłam reputację księdzu i teraz ksiądz jest chory. Na koniec mi powiedział, że się o mnie boi, by nic mi się nie stało. Wsiadałam po tej rozmowie do samochodu i zastanawiałam się czy ktoś mnie za chwilę nie zadźga. Dlatego potem napisałam ten list i wszystko odwołałam. Byłam zastraszona, chciałam zakończyć i na zawsze pogrzebać tę sprawę.

Wtedy ksiądz zostaje pozbawiony kilku swoich funkcji. Przestaje być duszpasterzem młodzieży, rzecznikiem arcybiskupa, rektorem kościoła na deptaku. Gdy jego nagłym zniknięciem zaczynają interesować się lokalne media, wysyła maila do jednej z redakcji. „Przykro mi, że Dziennik Wschodni ogłosił moje „zniknięcie”.” – pisze. Tłumaczy, że z funkcji rzecznika prasowego zrezygnował sam. I zapowiada: „W przyszłości w miarę poprawy stanu zdrowia, podejmę nowe zadania w pracy duszpasterskiej w Archidiecezji Lubelskiej”.

Rzeczywiście wtedy zniknął. Na kilka tygodni, może dłużej. Mówiło się, że jest chory, dlatego zrezygnował ze wszystkich funkcji. Taka była informacja w środowisku. A ja jestem wariatką. Byłam tak zmarnowana, że nie jadłam, nie piłam. W końcu trafiłam do szpitala – opowiada kobieta. – To była utrata wszystkiego. Przyjaciół, pracy, wiary. To wszystko wtedy runęło. Wiem, jak się mógł czuć wtedy Mariusz, bo sama tak się czułam. Był z tym wszystkim sam, tak jak ja. Ta świadomość tej prawdy i tego, że nikt ci nie wierzy. To było najgorsze.

Już rok później duchowny zostaje dyrektorem diecezjalnej rozgłośni – Radia eR. Kieruje też Domem Spotkania Caritas Archidiecezji Lubelskiej w Dąbrowicy pod Lublinem. Wraca też do Centrum Wolontariatu. Nigdy nie miał tam oficjalnej funkcji, jest jedynie w radzie programowej, ale w rzeczywistości stoi za tą instytucją. – To on jest tam najważniejszy – słyszę od kilku osób.

„Nigdy żadnych zastrzeżeń nie było”

W imieniu Centrum Wolontariatu z prasą rozmawia Justyna Orłowska. Zapewnia, że „nigdy nie zostały zgłoszone zastrzeżenia co do zachowania ks. Mieczysława Puzewicza wobec młodych kobiet”. – Niewątpliwie gdyby takie informacje były przekazane, zostałyby w tym zakresie podjęte stosowne działania – dodaje. Pytana o to, co zmieni publikacja Gazety Wyborczej, stwierdza: – Ks. Mieczysław w ramach realizowanych zadań nie pracuje obecnie z osobami niepełnoletnimi. Zarząd Centrum Wolontariatu zapoznał się z doniesieniami prasowymi i przyjął do wiadomości stanowiska osób wymienionych w artykule. Na chwilę obecną nie planujemy podejmować jakichkolwiek kroków z tym związanych. Nie jesteśmy bowiem uprawnieni do rozważania racji stron. To kwestia właściwych organów. Z oświadczenia Kurii wynika, że wyjaśnianiem sprawny zajmują się uprawnione do tego instytucje.

Lubelska kuria nie odpowiada na pytanie, czy po publikacjach prasowych zgłosiły się też inne kobiety. – Zgodnie z wytycznymi Dykasterii Nauki Wiary wszelkie informacje procesowe objęte są tajemnicą urzędową. Chodzi o takie przetwarzanie informacji, aby zagwarantować ich bezpieczeństwo i poufność. Nie wszystkie osoby skrzywdzone dobrze znoszą zainteresowanie mediów, obawiając się ujawnienia danych mogących je zidentyfikować – tłumaczy ks. Adam Jaszcz. – W mojej praktyce kurialnej miałem już sytuacje, że z tego powodu ktoś wycofywał się ze składanych zeznań. Będziemy więc chronić ich prywatność, wykonując rzetelnie procedury. Jak już informowałem, 20 grudnia dokumenty dochodzenia wstępnego zostały wysłane do Stolicy Apostolskiej. Czekamy na instrukcje z Dykasterii Nauki Wiary.

„Mam dziś siłę, by krzyczeć”

Sprawa, którą zajmie się Watykan, dotyczy relacji księdza z jedną z dziewczyn w latach 2002-2005. Gdy zaczęła przyjeżdżać do Centrum Wolontariatu, miała 15 lat. Dziś mieszka w Kanadzie, na złożenie oficjalnego doniesienia do lubelskiej kurii namówił ją diakon z tamtejszej parafii, gdy brała ślub.

Lubelska kuria kilka razy się ze mną skontaktowała. To było jesienią. Pytano też mnie, czy znam inne takie osoby. Nie znałam. Byłam pewna, że były, nie wiedziałam tylko, jaka jest tego skala – mówi. – Ksiądz specjalnie celował w nas, w nastolatki. Byłam uzależniona od niego emocjonalnie na tyle, by nikomu o tym nie powiedzieć. Tak nas wychowywał, byśmy mu same wskoczyły do łóżka. Perfidne zachowanie. Na mnie się nigdy nie rzucił, nie próbował na siłę pocałować, ale robił wszystko, by wyszło to z mojej inicjatywy. Na szczęście byłam na tyle niewinna i wychowana, że się przed tym obroniłam. A jak się już mną znudził, widziałam jak się uśmiecha do innych dziewczyn, jak im daje uwagę, którą mnie dawał wcześniej. Ja miałam wtedy 18 lat, złamane serce i nikogo, by o tym powiedzieć. To było zbyt wstydliwe, nie miałam na to siły. Dziś mam siłę, by o tym krzyczeć.

W reportażu Gazety Wyborczej występuje pod imieniem Katarzyna. Tym imieniem podpisuje petycję, którą wrzuca do sieci kilka dni po publikacji reportażu Pawła Reszki. Gdy pod „Apelem o odebranie nagród i funkcji księdzu (…) w związku z zarzutami molestowania” podpisze się 150 osób, planuje go wysłać do szeregu instytucji, które kiedykolwiek uhonorowały księdza nagrodami. – Nie chodzi o zemstę. Chodzi o odpowiedzialność. Chodzi o szacunek wobec tych, którzy zostali skrzywdzeni – pisze na swoim Facebooku.

Swoje ostatnie spotkanie z księdzem wspomina tak: – Po paromiesięcznej terapii poszłam do niego. Powiedziałam, że dziękuję mu za te lata poniżania i kłamstwa. Miałam 19 lat i stanęłam z nim twarzą w twarz. Chodziło mi o to, by samej sobie udowodnić, że ten człowiek nie ma już nade mną żadnej kontroli – opowiada. – Dla wielu osób jest to dziś szokujące. Dla mnie też wtedy było. Jak to może być? Taki dobry człowiek, który zajmuje się uchodźcami, bezdomnymi, młodzieży załatwia stypendia? Teraz wiele osób nie wie, co myśleć, ja wtedy czułam się tak samo. Też nie wiedziałam, co myśleć. Nadal nie wiem.

Jak odbiera oświadczenie ks. Puzewicza? – Przynosi mi jedynie jedną formę ulgi. W końcu przyznał, że nasze świadectwa są prawdziwe. Po latach życia w cieniu wstydu, napiętnowania i gaslightingu ma to dla mnie ogromne znaczenie. Ludzie wreszcie wiedzą, że nie kłamałyśmy – komentuje. – Ale cała reszta tego oświadczenia jest głęboko niepokojąca i nie do przyjęcia. To nie wyraz skruchy. To dokument napisany z zimną kalkulacją. To gra pozorów, manipulacja emocjonalna i próba ratowania wizerunku, a nie żaden prawdziwy rachunek sumienia.

Katarzyny zwraca uwagę na coś jeszcze: – Nie zamieścił oświadczenia na swoim profilu na Facebooku, gdzie codziennie publikuje cytaty o miłości, pokorze, wartościach chrześcijańskich. Tam, gdzie obserwuje go ponad 5 tysięcy osób, milczy.

„Nie działałem z intencją skrzywdzenia kogokolwiek, jednak przekroczyłem granice”

Wczoraj ks. Mieczysław Puzewicz wystosował oświadczenie. W serwisie prasowym Katolickiej Agencji Informacyjnej pojawiło się po godz. 16. Poniżej pełna treść:

W ostatnim czasie w niektórych mediach ukazały się artykuły dotyczące moich zachowań sprzed 15 i 20 lat, kiedy pełniłem w Archidiecezji Lubelskiej funkcję duszpasterza młodzieży. We wspomnianych artykułach przytoczone zostały przypadki mojego głęboko niewłaściwego odnoszenia się do kilku dziewcząt i kobiet, w tym naruszenia ich nietykalności cielesnej.
Jestem świadomy, że niektóre moje słowa i zachowania mogły skrzywdzić i skrzywdziły te młode osoby i spowodowały zranienia ich psychiki. Nie działałem z intencją skrzywdzenia kogokolwiek, jednak przekroczyłem granice, jakie powinny być zachowane w relacji duszpasterza do młodzieży.
Chcę szczerze przeprosić te osoby i ich bliskich za moje zachowania. Żałuję, że do nich doszło. Jestem
zdecydowany z każdą z tych osób – jeśli wyrażą na to zgodę – spotkać się osobiście i przeprosić.
Jestem też gotowy do przyjęcia wszystkich decyzji w tej sprawie, jakie podejmą moi przełożeni. Tradycja chrześcijańska uczy, że po popełnieniu zła, dokonuje się rachunku sumienia, wyznania winy i podjęcia pokuty. Podjąłem pokutę wewnętrzną, a jej zewnętrznym znakiem będzie stworzony i finansowany przeze mnie ośrodek dla bezdomnej młodzieży, którym pokieruje Archidiecezja Lubelska. Od prawie 25 lat służę ludziom ubogim, bezdomnym i więźniom, wśród nich coraz częściej pojawiają się osoby młode, pełnoletnie, ale potrzebujące długiego i kompleksowego wsparcia. To im będzie dedykowany wspomniany ośrodek.
Przepraszam również wszystkich, których ta sprawa dotknęła, szczególnie setki młodych ludzi zaangażowanych w pomoc osobom potrzebującym, a także tych, którzy ofiarnie wspomagają dobre dzieła.
Chcę podziękować za wszystkie słowa zasłużonej krytyki, jakie na mnie spadły w ostatnim czasie i które uczą mnie pokory. Chcę także podziękować wszystkim, od których otrzymałem oznaki życzliwości.
Ks. Mieczysław Puzewicz

9 odpowiedzi do “Kuria zakazuje duchownemu kontaktu z nieletnimi. On sam przeprasza. „Przekroczyłem granice””

  1. G. F. pisze:

    Straszne jest to, że w Kościele katolickim ofiara sama nie ma szans na dochodzenie sprawiedliwości – konieczna jest presja mediów, wsparcie osoby ustosunkowanej albo dobry prawnik.

    Czy dożyję dnia, gdy takie sprawy będą przez kurialistów piętnowane bez nacisku mediów?

    Dziękuję wszystkim, którzy ciężko zapłacili za dochodzenie sprawiedliwości. Jeszcze jest sporo do zrobienia.

  2. Mieszkańcy Czechowa pisze:

    Kolejny dowód, że jak najdalej trzeba się trzymać od tej instytucji 🙏🏼.
    My robimy tak od lat i jesteśmy zdrowi
    Bez odbioru…

  3. Mieszkańcy Czechowa pisze:

    Dobry asumpt do tego, dlaczego panowie w sukienkach uwielbiają nam zaglądać pod kołdry i grzmieć 🤬 jak nie po bożemu
    Bez odbioru…

  4. Mieszkańcy Czechowa pisze:

    Pamiętamy zacną audycję „Spojrzenia” z Radia Lublin. Słuchaliśmy jej z wypiekami na twarzy ❤️. To były piękne czasy 💪, które już nie wrócą.
    Bez odbioru…

  5. Opas pisze:

    Ohydny człowiek. Oby spotkało go również takie poniżenie jakiego się dopuszczalna kobietach

  6. marcin pisze:

    „Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem…”

  7. lubeljan pisze:

    więcej pedofilów o ile do nich mozna zaliczyć tego księdza, jest wsród nauczycieli, sama wiem o kilku, ale jkaoś nikt się nie rzuca na tą instytucję. Jak jakiś ksiądz cos zrobi to zaraz pretekst ukamienowac zlikwidować, ale jak więcej przestępców jest gdiześ indziej to w sumie nie ma problemu tak? To, ze to ksiądz raczje nie ma znaczenia, ile osób np. specjlanie idzie na księdza, żeby tam się zamaskować i ukryć, że niby tacy pobożni, a mają złe intencje i potem ludzie nienawidzą kościoła, za to, że tacy ludzie się tam chowają, ale jakb nie było kościoła to oni by poszli gdzieś indziej, zeby być blisko swoich ofiar, więc ludzie przestańcie pleść takie głupoty bo mało wiecie

  8. Królowa warzywniaka pisze:

    @Marcin Pokrzywdzone dziewczyny i młode kobiety są bez winy – miały prawo zakładać że środowisko przykościelne jest bezpieczne i nikt nie będzie próbował wykorzystać ich słabości.

    To ciekawe swoją drogą, jak ten akurat cytat bywa używany w obronie kościelnych predatorów. W Ewangelii Jezus mówi te słowa w obronie cudzołożnej kobiety napadniętej przez „porządnych” ludzi. Do mężczyzn Jezus kieruje inne słowa: Jeśli twoje oko jest ci przyczyną do grzechu, wyłup je sobie.

    W przypadku księży, nie potrzeba nawet takich drastycznych rozwiązań, wystarczy odejść z kapłaństwa. Jak sobie ktoś nie radzi z celibatem, powinien mieć odwagę cywilną, żeby to załatwić jak należy a nie przez kilka dekad uwodzić i molestować.

  9. anna pisze:

    nie wierzę

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy

Brak polecanych postów.