Wesprzyj Kontakt

9 minut czytania  •  18.02.2025 13:31

Kurator oświaty wskazuje winnego, ale prokuratura śledztwo umarza. Nauczyciel: „Bałem się linczu”

Kurator oświaty wskazuje winnego, ale prokuratura śledztwo umarza. Nauczyciel: „Bałem się linczu”

Udostępnij

Najpierw był dramatyczny list rodziców do lubelskich mediów i błyskawiczna reakcja wojewody i kuratora oświaty. Potem pracę stracił nauczyciel a dyrektorka szkoły została zawieszona. Dziś jednak prokuratura stwierdza, że żadnego molestowania w szkole podstawowej w Miłocinie (gm. Wojciechów) nie było.

Afera wybuchła dokładnie rok temu. Na początku lutego 2024 do Kuriera Lubelskiego zgłaszają się rodzice uczniów podstawówki w podlubelskim Miłocinie (gm. Wojciechów). W liście do redakcji piszą, że nauczyciel religii (a także informatyki i techniki) molestuje swoje uczennice. Gazeta publikuje tekst, a prokuratura wszczyna śledztwo. Prowadzone jest w kierunku art. 200 kodeksu karnego (seksualne wykorzystanie małoletniego) „w sprawie” – nie „przeciwko”. Szkołę w Miłocinie pod lupę bierze też lubelskie kuratorium oświaty.

W tym czasie w kuratorium dochodzi do zmiany na szczycie. Z początkiem stycznia wojewoda Krzysztof Komorski (PO) odwołuje z funkcji kuratora związaną z PiS Teresę Misiuk. W lutym na tym stanowisku obsadza Tomasza Szabłowskiego, nauczyciela geografii i dyrektora XXX LO w Lublinie. Z tej okazji do Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego przyjeżdża wiceministra edukacji z Lublina – Joanna Mucha (Polska 2050). I wyznacza kuratorowi pierwsze zadanie.

– Te sprawy były przez lata zamiatane pod dywan. Poprosiłam pana Szabłowskiego, żeby to była jedna z pierwszych, którymi się zajmie. Żeby przerwać sytuację, która działa się tej w szkole przez lata – mówi wiceministra. Używa trybu oznajmującego, a nie przypuszczającego. Stawia tezę – w szkole przez lata dochodziło do patologicznych sytuacji.

Śledztwo w powijakach, ale wyrok już zapadł

Kilka tygodni późnej później, 3 kwietnia, wojewoda Komorski zaprasza dziennikarzy na konferencję poświęconą tej podstawówce w Miłocinie. Kurator oświaty Tomasz Szabłowski przekazuje pierwsze ustalenia na temat tego, co działo się w szkole w Miłocinie. Pasują do tezy postawionej wcześniej przez wiceministrę Muchę – nauczyciel miał molestować, a dyrektorka „zamiatać sprawę pod dywan”.

Jako nauczyciel informatyki wykorzystywał bliski kontakt na lekcjach, podchodził do dzieci – stwierdza kurator.

– Chodzi o dotykanie stref, których nie powinien dotykać – doprecyzowuje wojewoda Krzysztof Komorski. 

Nie bez winy jest też dyrektorka, która miała niszczyć dokumenty, a wobec swoich podwładnych stosować mobbing. Na liście jej grzechów jest także zastraszanie nauczycieli i niewłaściwe zachowania wobec uczniów.

Ustalenia kuratorium uwiarygodniają swoją obecnością rodzice uczniów, którzy mieli paść ofiarą nauczyciela. Oni równie zabierają głos na konferencji prasowej. Do tych rodziców jeszcze wrócimy.

Szabłowski tłumaczy, że w kuratorium toczą się dwa postępowania wyjaśniające: wobec nauczyciela i wobec dyrektor. Gdy jeden z dziennikarzy pyta, czy nauczyciel przyznał się do zarzucanych czynów, kurator odpowiada: – Przyznał się.

Tego samego dnia, popołudniu, odbywa się nadzwyczajna sesja Rady Gminy Wojciechów, której głównym tematem jest sprawa molestowania w szkole w Miłocinie. Zjawia się na niej wojewoda Komorski, kurator Szabłowski i Marek Wojciechowski (wówczas wiceprzewodniczący sejmiku, obecnie wicemarszałek, prywatnie mieszkaniec Miłocina). Na sesję docierają też lokalne media, ogólnopolskie stacje telewizyjne i rodzice uczniów miejscowej podstawówki. Nie ma wójta gm. Wojciechów Artura Markowskiego i dyrektorki szkoły Moniki Szumery.

Burzliwe obrady kończą się przyjęciem oficjalnego stanowiska przez Radę Gminy Wojciechów. Wszyscy radni głosują za zawieszeniem w obowiązkach dyrektorki placówki. Wójt Markowski robi to dwa dni później (5 kwietnia). Ale w rozmowie z nami nie ukrywa, że jego zdaniem „sprawa może mieć drugie dno”.

– Słucham wielu środowisk i nie dla wszystkich jest to czyste – mówi nam wójt. Z czasem media tracą zainteresowanie sprawą, a my postanawiamy przyjrzeć się jej bliżej.

https://jawnylublin.pl/dyrektor-szkoly-w-ktorej-mialo-dochodzic-do-molestowania-uczniow-zawieszona/

„Przyznał się” czy „przyznał, że…”

W połowie maja dotarliśmy do osób twierdzących jednoznacznie, że nauczyciel, który – zdaniem kuratora – miał się przyznać do winy, wcale się do takich czynów nie przyznał. Dopytywany o to Tomasz Szabłowski tłumaczył nam wówczas: – On użył sformułowania, że „bardzo możliwe, że ten dystans był nieodpowiedni”. Nie powiedział wprost „molestowałem”. Był jednak świadomy, że nieodpowiednio się zachował.

Zostan patronem 844 x 275
Zostan patronem 500 x 500 px 1

Już po ukazaniu się artykułu Kuratorium Oświaty przysłało do redakcji sprostowanie: „(…) na konferencji prasowej w dn. 3.04. 2024 r. użył (kurator oświaty – red.) sformułowania „przyznał” na podstawie zeznań nauczyciela, które zostało zanotowane w protokole kontroli doraźnej. W protokole pojawia się następujące sformułowanie: „Przyznał, że mógł przekroczyć granice przestrzeni osobistej uczennic, tłumacząc to specyfiką przedmiotu (…)”. W związku z powyższym Lubelski Kurator Oświaty miał podstawy do użycia takiego sformułowania”.

Ale przypomnijmy: kurator na wspomnianej konferencji powiedział „przyznał się”, a nie „przyznał, że…”. Co więcej, kiedy na kwietniowej nadzwyczajnej sesji Rady Gminy Wojciechów Marek Wojciechowski stwierdza: „nie miałem wiedzy, że ten pan przyznał się do winy. Przyznał się, tak panie kuratorze?”, to Szabłowski żadnych uwag nie wnosi, niczego nie prostuje.

Prokuratura: Brak znamion przestępstwa

Dziś cała ta narracja sypie się jak domek z kart. Prokuratora Rejonowa w Opolu umorzyła właśnie postępowanie w tej sprawie. – Postępowanie zostało umorzone, wobec uznania, że brak jest znamion przestępstwa – mówi nam prokurator rejonowy Marzena Czopek. Dodaje, że decyzja jest nieprawomocna.

Zdaniem kuratora Tomasza Szabłowskiego to nic nie zmienia, bo sprawy karnej i dyscyplinarnej łączyć nie należy. – Coś może nie być przestępstwem, ale może być nieetyczne i moralnie niedopuszczalne, to dwie różne rzeczy – tłumaczy Szabłowski.

Moją rolą nie jest komentowanie decyzji prokuratury – to z kolei krótki komentarz wojewody Krzysztofa Komorskiego.

Z decyzją prokuratury zapoznał się wójt gminy Wojciechów, Artur Markowski. – Zostało to przeanalizowane przez prokuraturę dogłębnie. Został dokładnie zbadany przypadek każdego dziecka. Decyzja prokuratury podważa to, co zaszło w następstwie, całą tę falę – wskazuje wójt.

Rozmawiamy też z Piotrem, nauczycielem, który według kuratorium miał molestować swoje uczennice. Zabiera głos po raz pierwszy od czasu wybuchu afery. – Wszystko skończyło się tak jak powinno, tak jak miało być – komentuje decyzję prokuratury.  Dodaje, że, wbrew temu co twierdził kurator Szabłowski, nigdy nie przyznał się do winy: „ani w kuratorium, ani przed komisją odwoławczą w MEN”.

Na sesji włodarze województwa stwierdzili, że człowiek się przyznał, co okazało się nieprawdą. Upadły wszelkie argumenty, że w szkole coś się działo. Upadły też argumenty, że dyrektorka nie reagowała, bo na co miała reagować, skoro nic się nie działo? – komentuje dziś sprawę jeden z radnych gminy Wojciechów.

Kuratorium o chłopcach zapomniało

Postępowanie dyscyplinarne prowadzone przez komisję dyscyplinarną przy wojewodzie lubelskim (powołaną zarządzeniem kuratora oświaty – red.) wobec nauczyciela zakończyło się karą w postaci zwolnienia z pracy z zakazem wykonywania zawodu nauczyciela na okres 3 lat (od chwili ukarania).

Ale nauczyciel odwołał się do wyższej instancji, czyli Odwoławczej Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli przy MEN, a ta 5 grudnia uchyliła orzeczenie. – OKDN przekazało sprawę do ponownego rozpoznania Komisji Dyscyplinarnej dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubelskim – mówi Jawnemu Lublinowi Sylwia Nowicka, starszy specjalista Biura Ministra Edukacji Narodowej. I zaznacza: „OKDN uchyla zaskarżone orzeczenia i przekazuje sprawy do ponownego rozpoznania w przypadku stwierdzenia uchybień formalnych oraz znaczących braków w postępowaniu dowodowym, które uniemożliwiają merytoryczne rozpoznanie sprawy”.

Nowicka nie precyzuje o jakie uchybienia chodziło, ale z naszych ustaleń wynika, że komisja dyscyplinarna prowadząc postępowanie dowodowe przesłuchiwała wyłącznie dziewczynki. Pominęła chłopców którzy, jeśliby do niewłaściwych zachowań nauczyciela dochodziło, byliby ich świadkami.

Co „zamiatała pod dywan” dyrektorka?

Sprawa nauczyciela to jedna strona medalu, druga to sprawa dyrektorki szkoły podstawowej Moniki Szumery. Na wspomnianej konferencji u wojewody z kwietnia 2024 r. kurator przekonywał, że dyrektorka chciała „zamieść sprawę pod dywan”.  – Robiła tak, by sprawy nie wyjaśnić – wtórował mu wojewoda Komorski.

W kwietniu wójt gm. Wojciechów zawiesił dyrektorkę do końca wakacji, ale Szumera do dyrektorskiego gabinetu w szkole już nie wróciła – skończyła się jej kadencja na tym stanowisku. Formalnie jest nauczycielem w szkole w Miłocinie, ale przebywa na urlopie dla poratowania zdrowia.

W jej przypadku postępowanie wyjaśniające w kuratorium zakończyło się pod koniec grudnia zarzutami sformułowanymi przez rzecznika dyscyplinarnego. Z naszych ustaleń wynika, że chodziło m.in. o naruszenie prawa do godnego traktowania uczennic, niewłaściwe udzielenie pomocy psychologiczno-pedagogicznej czy niszczenia szkolnych dokumentów.

Rzecznik dyscyplinarny uznał, że była dyrektorka powinna być zwolniona z pracy. Potem, na jego wniosek, pałeczkę przejęła komisja dyscyplinarna przy wojewodzie lubelskim i w postępowaniu dyscyplinarnym dokładnie powtórzyła zarzuty, które wcześniej rzecznik sformułował wobec Szumery. Ona sama ma stawić się przed komisją 27 lutego.

Czy decyzja prokuratury o umorzeniu śledztwa będzie miała wpływ na dalsze działania kuratorium? – My nie jesteśmy prokuraturą. My powinniśmy zapobiegać, a bezczynność powinna być ukarana, dlatego pani dyrektor została ukarana – stwierdza kurator Szabłowski. Z pozostałymi pytaniami odsyła nas do rzecznika prasowego kuratorium, bo sam jest na urlopie.

W tej sprawie działa też prokuratura. Jedno postępowanie zostało wszczęte na wniosek samej Moniki Szumery – chodzi i składanie fałszywych zeznań przez nauczycieli przeciwko niej. Drugie zostało wszczęte na wniosek kuratorium oświaty i toczy się „w sprawie” – chodzi o niszczenie dokumentów przez Szumerę. – Oba te postępowania są w toku – mówi Marzena Czopek z Prokuratury Rejonowej w Opolu Lubelskim.

Z biblioteki do gabinetu dyrektora

Ta sprawa może mieć drugie dno. Dzieje się to w ograniczonym zakresie, w jednej, czy dwóch klasach, gdzie rodzice są bardzo aktywni. Mam informacje, że są to celowe działania, by uderzyć w dyrekcję – mówił nam wiosną wójt gminy Wojciechów Artur Markowski. W czasie gdy pod naciskiem radnych i opinii publicznej zawieszał dyr. Szumerę.

O tym drugim dnie mogliśmy też przeczytać w anonimie, który jeszcze w kwietniu przyszedł na naszą redakcyjną skrzynkę. Jego autor twierdził, że na zmiany personalne we władzach szkoły ma liczyć „pani od biblioteki i świetlicy, bo się nie spełnia w obecnej roli”. Z anonimu wynikało również, że grupa rodziców „wywołała aferę w Miłocinie, aby jak najszybciej pozbyć się obecnego dyrektora”.

Ale kurator Szabłowski wtedy w żadne drugie dno tej sprawy wierzyć nie chciał. – W postępowaniu wyjaśniającym wyszło ewidentnie, że nauczyciel zachowywał się niewłaściwie wobec uczniów i się do tego przyznał – komentował w rozmowie z Jawnym Lublinem.

https://jawnylublin.pl/nie-powiedzial-wprost-molestowalem-czy-nauczyciel-faktycznie-sie-przyznal/

Okazuje się jednak, że „pani od biblioteki i świetlicy”, o której czytaliśmy w anonimie, rzeczywiście zastąpiła na stanowisku Monikę Szumerę. Chodzi o Agatę Trojanowską-Marzędę. 10 kwietnia 2024 r. zarządzeniem wójta Markowskiego została wyznaczona do „pełnienia zastępstwa za nieobecnego dyrektora”. Po wakacjach wystartowała w konkursie na dyrektora szkoły i go wygrała. A w międzyczasie kurator oświaty przyznał jej 6 tys. zł nagrody za „osiągnięcia w pracy dydaktycznej i wychowawczej”. Choć sporą część roku szkolnego była na zwolnieniu lekarskim i nie uczyła żadnego przedmiotu.

W czasie kiedy Trojanowska-Marzęda zastępowała zawieszoną w obowiązkach dyr. Szumerę uważała się za „pełniąca obowiązki dyrektora szkoły”, co widać np. w jej oświadczeniu majątkowym. Pieczątką „p.o. dyrektora szkoły” sygnowała też dokumenty, w tym m.in. świadectwa szkolne. Zapytaliśmy ją o to. – Uważam, że ta rozmowa nie sensu – odpowiedziała Trojanowska-Marzęda. – Nie powinna tego robić – mówi nam wójt, Artur Markowski.

Kto skorzystał na wymianie dyrekcji

Rozmawiamy z mieszkańcami Miłocina. Chcą pozostać anonimowi, bo – jak przyznają – rozgrzana rok temu sprawa nadal dzieli ich społeczność. Jeden z naszych rozmówców zwraca uwagę na zdjęcie z konferencji u wojewody. Chodzi o obecnych na niej rodziców.

Większość z nich to rodzice uczniów z klas, gdzie nie było zgłoszenia molestowania – zaznacza. I sugeruje, że jedna z mam „mogła mieć osobisty interes, by wywołaną aferą skompromitować dyrektor Szumerę”. – Starała się o pracę w szkole za czasów Szumery i tej pracy nie dostała. Teraz została zatrudniona przez nową dyrektorkę jako woźna – mówi.

Tu chodziło o konflikt interesów. W wywołanie afery zaangażowane były osoby, które uczyły w szkole, ale nie sprawdzały się, miały mniej godzin niż etat, więc Szumera była dla nich niewygodna. Teraz, za obecnej dyrektor, osoby te mają etat a nawet 1,5 etatu – mówi inny mieszkaniec. I podaje nam nazwiska osób, które miały skorzystać na zmianie na dyrektorskim fotelu (do wiadomości redakcji).

Pytamy dyrektor szkoły, Agatę Trojanowską-Marzędę, czy wymienionym przez mieszkańca osobom zwiększyła ilość godzin? – Zaskoczona jestem taką wersją, to może tak wygląda, ale tak na pewno nie jest – mówi obecna dyrektor. Kiedy pytamy ją ponowie, czy tym konkretnym osobom zwiększyła ilość godzin stwierdza, że „to nie ma nic wspólnego z tą sprawą”. – Nie mogę panu mówić takich rzeczy, to są wewnętrzne sprawy szkoły – stwierdza Trojanowska-Marzęda.

Nauczyciel: Bałem się o swoje życie

Chcieliśmy, by do całej sprawy odniosła się wiceminister edukacji Joanna Mucha, która rok temu przykazała nowemu kuratorowi oświaty „przerwać sytuację, która działa się w tej w szkole przez lata”.

Prokuratura umorzyła śledztwo, to prawda. Nie rozumiem tej decyzji, ale też nie mam narzędzi, aby te decyzję podważać – stwierdza dziś Mucha. I przypomina, że 27 lutego odbędzie się postępowanie dyscyplinarne w komisji funkcjonującej przy wojewodzie. – Mam nadzieję, że tu sprawa zostanie uczciwie oceniona – dodaje ministra.

Nauczyciel, w zachowaniu którego prokuratura nie dopatrzyła się „znamion przestępstwa”, w zawodzie już nie pracuje. Nie ma też planów, by kiedykolwiek w szkoleń mury wrócić. – Jestem coraz bardziej sceptyczny patrząc jak ten system funkcjonuje. Skutecznie obrzydzono mi zawód nauczyciela – stwierdza. I przyznaje: – Obawiałem się o swoje życie, nie wiedziałem jak zareagują inni, bałem się linczu. To był bardzo trudny okres.

Nie wyklucza te, że będzie domagał się zadośćuczynienia, choć jak zaznacza „to jest jeszcze zbyt świeże”. – Muszę ochłonąć – przyznaje. A do osób na najwyższych stanowiskach apeluje: – Warto trochę spokojniej podchodzić do tematów.

Na zdjęciu: Lubelski kurator oświaty Tomasz Szabłowski i Agata Trojanowska-Marzęda, która zastąpiła Monikę Szumerę na stanowisku dyrektora na festynie rodzinno-sportowym w czerwcu 2024 r. zorganizowanym na szkolnym boisku w Miłocinie. (Źródło: Szkoła Podstawowa w Miłocinie/FB)

https://jawnylublin.pl/molestowanie-w-podstawowce-kurator-i-wojewoda-chca-zawieszenia-dyrektorki-wojt-jej-broni/