6 minut czytania • 22.05.2025 08:50
Ks. Mieczysław P. i dziewczyny z wolontariatu. Lubelska kuria informuje Watykan
Udostępnij
– Nie chcę, by któregoś dnia w Lublinie powstało rondo jego imienia lub pomnik – mówi Magda, jedna z bohaterek reportażu Pawła Piotra Reszki „Duszpasterz młodzieży chce całusa. Wolontariuszki przerywają milczenie”. Po publikacji głos zabrała lubelska kuria: Jesteśmy w kontakcie z osobami zgłaszającymi swoją krzywdę. Sprawa została zgłoszona Dykasterii Nauki Wiary.
Reportaż w Dużym Formacie Gazety Wyborczej ukazał się w poniedziałek, 19 maja. Jego autor – Paweł Piotr Reszka – opisuje w nim czasy gdy sam mieszkał w Lublinie. Tu studiował i przez kilkanaście lat pracował w lubelskiej redakcji Gazety. Miał świadomość o kim pisze – postaci w Lublinie bardzo dobrze znanej, cieszącej się opinią człowieka bez reszty oddanego innym, o pozycji, której nic nie może zaszkodzić.
Ksiądz Mieczysław P. to jeden z najbardziej znanych lubelskich duchownych. Przez wiele lat był rzecznikiem prasowym arcybiskupa Józefa Życińskiego i diecezjalnym duszpasterzem młodzieży, potem kierował archidiecezjalną rozgłośnią radiową. W końcu lat 90. współtworzył Centrum Wolontariatu – prężnie działającą instytucję, której wolontariusze pomagają bezdomnym, byłym więźniom, mieszkańcom biedniejszych dzielnic miasta. W ostatnich latach duchowny angażuje się też w pomoc uchodźcom z Ukrainy.
– Najważniejsze dla mnie było, by moje bohaterki mogły zabrać głos, by mogły opowiedzieć o swojej krzywdzie. Chciałem by zostały usłyszane. Wydaje mi się, że to się udało – tłumaczy reporter.
„Tylko nie próbuj o tym nikomu mówić. I tak nikt ci nie uwierzy”*
– Podczas jednej z branżowych konferencji podszedł do mnie jeden z uczestników, nie znałem go wcześniej. Opowiedział mi sytuację z auta, o której słyszał od znajomych. Po kilku tygodniach, udało mi się dotrzeć do kobiety, której to zdarzenie dotyczyło. Uznałem, że muszę o tym napisać – opowiada reporter Dużego Formatu.
Tę scenę w swoim reportażu opisuje tak:
„– Po zebraniu ksiądz zaproponował, że odwiezie mnie do domu, był późny wieczór, mieszkałam na stancji, w dalszej dzielnicy Lublina, zgodziłam się. Jeździł wtedy granatowym fordem focusem.
Zatrzymali się pod jej blokiem, w radiu leciała jakaś muzyka, rozmawiali, nagle diecezjalny duszpasterz młodzieży nachylił się w jej stronę. – Próbował mnie pocałować, złapał za pierś – mówi Anna. – To było jak grom z jasnego nieba, spanikowałam strasznie, zaczęłam krzyczeć.
Wydawało mi się, że jestem opanowaną osobą, ale nigdy bym się nie spodziewała, że mnie to spotka. Wtedy on zamknął drzwi w aucie. Powiedział: „Nie wypuszczę cię, dopóki się nie uspokoisz”. Siedziałam tam w ciężkim szoku, nie wiem, ile to trwało, straciłam poczucie czasu. Po pewnym czasie otworzył drzwi. Powiedział jeszcze: „Tylko nie próbuj o tym nikomu mówić. I tak nikt ci nie uwierzy”.
– Potem, stopniowo docierałem do kolejnych rozmówczyń – opowiada reporter. – Większości nie było trudno namówić do rozmowy, ale same rozmowy nie były proste. Część miała wątpliwości, czy tekst w ogóle powstanie a potem czy się ukaże. Bo przecież ksiądz P. jest w Lublinie postacią niemal pomnikową, czyni samo dobro, na jego wizerunku nie ma skazy, trudno jest wystąpić przeciwko niemu.
Reporter zauważa, że w sytuacji gdy słowo jest przeciwko słowu, dziennikarz nie jest bezradny. – Bohaterki mojego reportażu nie żyły w próżni, na przestrzeni lat opowiadały o tym co je spotkało znajomym, przyjaciołom, rodzinie. Można próbować dotrzeć do tych osób, to też jest forma weryfikacji. Tak zrobiłem.
Reszka rozmawia też z ówczesnymi wolontariuszkami Centrum Wolontariatu, z dziennikarką Radia Er (od 2010 roku duchowny kierował katolicką rozgłośnią), z księdzem, który był świadkiem reakcji abp. Józefa Życińskiego gdy na wizytę w kurii zdecydowała się jedna z dziewczyn. Reporter dociera też do dyrektora jednego z lubelskich liceów, który sam zgłosił sprawę na policję, bo SMS-y od księdza dostawała jedna z uczennic. Policja przekazała wówczas sprawę lubelskiej prokuraturze, ale ta odmówiła wszczęcia dochodzenia – dziewczyna miała powyżej 15 lat. Akt z postępowania przygotowawczego już nie ma -zostały zniszczone, bo minął termin ich przechowywania. Prokurator, który sprawę prowadził od wielu lat jest w stanie spoczynku.
„To była lekcja dla całego środowiska w Lublinie, lepiej siedzieć cicho.”
– Młoda dziewczyna, bardzo wierząca i ksiądz, niekwestionowany autorytet, który nieoczekiwanie próbuje całować ją w aucie. Na odchodnym rzuca jej jeszcze: „i tak nikt ci nie uwierzy”. Te słowa przez lata brzmiały w głowie mojej bohaterki – mówi Reszka. – W 2010 roku abp. Życiński zareagował szybko. Ale gdy pięć lat wcześniej o zachowaniach księdza P. informował go dziennikarz, nic się nie wydarzyło. Arcybiskup mu nie uwierzył.
Dziennikarzem, który nie potrafił obok sprawy przejść obojętnie był Mariusz Mróz. Wówczas współpracownik lubelskiej rozgłośni radiowej. Mróz rozmawia z koleżankami z redakcji, jest ich opowieściami zszokowany. Idzie z nimi do arcybiskupa, ale wychodzi z niczym. O tej sprawie już nie opowie – wiosną 2005 roku wiesza się w lesie pod Lublinem.
W reportażu Reszki mocno wybrzmiewa też fakt, że gdy wreszcie do zwierzchnika lubelskiej kurii dociera jakich czynów dopuszcza się wobec kobiet jeden z jego najbliższych współpracowników, kara wcale nie jest dotkliwa. Nie rusza żadne kanoniczne postępowanie karne. Ks. Mieczysław P. przestaje jedynie pełnić kilka funkcji, m.in. rzecznika prasowego arcybiskupa i diecezjalnego duszpasterza młodzieży. Ale dość szybko odzyskuje pozycję – po 2010 r. jest już dyrektorem Radia eR, rozgłośni katolickiej. Nigdy nie znika z przestrzeni publicznej, nadal regularnie pojawia się na łamach lubelskich gazet, w programach lubelskiej telewizji i stacji radiowych.
Dziś temat wrócił nie tylko za sprawą reportażu w Gazecie Wyborczej. Jesienią ub. roku jedna z kobiet wysyła do lubelskiej kurii list, w którym opisuje sytuacje sprzed lat. Dostaje odpowiedź, z której wynika, że sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan.
– Dochodzenie wstępne w sprawie duchownego zostało rozpoczęte w październiku ubiegłego roku i zamknięte 20 grudnia – informuje ks. Adam Jaszcz, kanclerz Kurii Metropolitalnej w Lublinie. – W ramach dochodzenia wysłuchaliśmy świadectw osób mających wiedzę w tej sprawie, jak i oskarżanego księdza. Wszystkie dokumenty zostały przekazane do Stolicy Apostolskiej. Otrzymaliśmy już odpowiedź, że zgłoszenie zostało przyjęte przez Dykasterię Nauki Wiary. Czekamy na dalsze instrukcje. Jesteśmy też w kontakcie z osobami zgłaszającymi swoją krzywdę – zapewnia.
„Chciałabym móc go kiedyś nie oglądać, żeby go całkiem wymazać z mojego życia.”
– Rozczarowały mnie odpowiedzi na moje pytania, które wysłałem ks. Mieczysławowi kilka tygodni przed drukiem tekstu. Liczyłem na głębszą refleksję, ale były tylko zaprzeczenia i przeprosiny, które nie są żadnymi przeprosinami – mówi Reszka.
Na pytanie reportera czy jest coś, co chciałby powiedzieć lub przekazać bohaterkom reportażu, ks. Mieczysław napisał tak: „Przez wiele lat mojej służby zaangażowałem setki osób, jako wolontariuszy do różnych ważnych dzieł, jak pomoc bezdomnym, ubogim, więźniom i byłym więźniom, uchodźcom czy chorym. Jeśli jednak ktokolwiek poczuł się dotknięty, zraniony czy obrażony, przez moje zachowania, to szczerze takie osoby przepraszam.”
– Reakcje na ten reportaż są niemal wyłącznie pozytywne. Liczyłem się z tym, że powstanie silny front obrony dobrego imienia księdza Mieczysława. Tak się jednak nie stało. Nie ma praktycznie głosów, które kwestionowałyby opowieści moich rozmówczyń. A one same dostają wiele wsparcia. Więc, tak, mam satysfakcję – przyznaje Paweł Piotr Reszka. I dodaje: – Pytanie jak teraz rozstrzygnie tę sprawę kuria.
Sprawę komentuje na łamach Wyborcza.pl Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny kwartalnika „Więź”.
– Zastanawiam się, o czym rozmyślał abp Józef Życiński jesienią 2010 r. po rozmowach z kobietą, która zgłosiła mu swoje poważne zastrzeżenia dotyczące księdza Mieczysława. Z przytoczonej w reportażu relacji jego sekretarza wiemy, że wieczorem arcybiskup długo modlił się w kaplicy. To oczywiście tylko moje domysły, ale być może opłakiwał swoją naiwność, gdy kilka lat wcześniej odrzucił opowieść dziennikarza Mariusza Mroza, który miał powiadomić go o nagannych zachowaniach księdza.
Jego zdaniem fakt, że obecnie materiały dotyczące księdza P. zostały przesłane do Watykanu, mówi już wiele. – To oznacza, że w lubelskiej kurii przeprowadzono dochodzenie wstępne i uznano zgłoszenie za wiarygodne, a zgłoszone przestępstwo za prawdopodobne.
* Cytaty w śródtytułach pochodzą z reportażu.
Na zdjęciu głównym: Kościół pw. Świętego Ducha na lubelskim deptaku, gdzie w latach 1997-2010 ks. Mieczysław P. był rektorem. Mieściło się tu też Centrum Wolontariatu.
Tekst Pawła Piotra Reszki „Duszpasterz młodzieży chce całusa. Wolontariuszki przerywają milczenie” można przeczytać TUTAJ.



Apelujemy o aktywny udział w drugiej turze wyborów i ponowne wsparcie dla Rafała Trzaskowskiego.
Rafał Trzaskowski to kandydat, który gwarantuje Polsce silną pozycję w Europie, aktywną ochronę przed zagrożeniami zewnętrznymi, w tym rosyjskimi, oraz współpracę z europejskimi partnerami. Trzaskowski, jako prezydent Warszawy, doskonale rozumie wyzwania, przed którymi stoją polskie miasta, miasteczka i wsie.
Potrzebujemy partnerstwa ze stroną rządową i głowy państwa, która nie będzie traktować samorządów jako przeciwnika, ale jako sojusznika w rozwoju Polski. Wybór Trzaskowskiego zapewni, że głos miast takich jak Lublin będzie słyszany w Pałacu Prezydenckim, a Polska uniknie chaosu. Zachęcamy wszystkich Lubelaków do licznego udziału i oddania głosu na kandydata, który jest gwarantem dobrej przyszłości dla Polski i jej miast.
Tym razem z odbiorem…
Nie wiem czy ich nie jest więcej. Jest taki jeden co oprowadzał się z młodymi laskami za rękę, a nawet spotykał się że studentką medycyny nocami. Ja spacerowałam z psem. Pan ks nie ukrywał się. Jak spotykal znajomych to puszczał oko.
To i tak zapewne wierzchołek góry lodowej. Nie wiemy, co się działo w latach 90. i na przełomie wieków.
No zdrowo przynajmniej kobiety a nie ministrantów
Kroll, a chcesz w nos!?
Nie wierzę w ani jedno słowo.
Widocznie Budzikowi nie po drodze z posługą księdza P.
To i pozbyć się jakoś trzeba.
A to przypadek że gazetka wybiórcza pisze artykuł tyczący sprawy wiele lat wstecz akurat przed wyborami.. jak widać nagonka na kościół trawa w najlepsze
Sąd wyłącza jawność. Czwartek, 22 maja 2025. Sprawa dotyczy konfliktu z popularną firmą deweloperską i próbą uciszenia głosu społecznego. Górki Czechowskie – zielone, przewiewne, dziś znowu w cieniu sali sądowej. Oskarżony złożył wniosek o ujawnienie postępowania, ale na nic to, mieszkańcy nie dowiedzą się większych szczegółów o strategicznym pozwie przeciwko społeczeństwu (SLAPP) od środka. Murem za Mieszkańcem Czechowa Południowego, o którym mówię. Obrona Górek Czechowskich tyczy się w interesie wielu ludzi. Dałbym linka, ale i tak zblokują. Wszystko jest na profilu GCWZ na FB.
Do Wieśniara: ale jak sama panna chce z nim chodzić za rękę i robić inne rzeczy, wtedy nie jest to naganne z punktu widzenia prawa, jedynie kościołowych wymogów wobec księży. Co najwyżej sieje zgorszenie. Ale napastowanie, molestowanie, wykorzystywanie swojej pozycji, zwłaszcza wobec bardzo młodych osób, może już być przestępstwem.
Znam osobiście od lat tego człowieka. Zawsze zastanawiałem się, jak ten typ może być księdzem. Palił papierosy, pił alkohol, zawsze miał brud za paznokciami. Dziwię się też Redakcji Gazety Wyborczej. Tyle lat był ich „duszeńką” i nagle postanowili ujawnić niektóre fakty o nim. Cały czas był bezkarny. Nic dobrego o nim nie mogę powiedzieć, a wprost przeciwnie.
Już nie wiadomo, komu ufać.
Znam X MP i to co jest tu napisane to kompletna bzdura!
Znam księdza Puzewicza od 4 roku życia. Przez lata byłam związana z kościołem, ktorego rektorem bym ksiądz Puzewicz , wstąpiłam do wolontariatu przez niego prowadzonego i uczestniczyłam w wyjazdach i różnych spotkaniach. Przez ponad 15 lat, nikt z naszego otoczenia nie wspomniał ani nie zauważył żadnych niestosownych sytuacji. Mam wielu znajomych, którzy spędzali wiele czasu z księdzem i nikt z nas nie może powiedzieć złego słowa, bo po prostu nie ma powodu. Nie wieżę w ani jedno słowo tych pań i mam tylko nadzieję, że osoby, które kłamią na takie tematy będą ponosiły konsekwencje takich oskarżeń.
Znałam księdza, byłam wolontariuszką, nigdy nic niestosownego nie miało miejsca, dlatego jestem w szoku. Mijałam się z księdzem w radiu ( jako nastolatka). Zawsze kulturalny,normalny. Trochę nie dowierzam tym dziewczynom…
Do osób, które ks. Mietka bronią i niczego niestosownego nie zauważyły: z tego wynika, że są osobami mało spostrzegawczymi, albo umiarkowanie urodziwymi, albo jedno i drugie. Znam bawidamka z Radia Lublin gdzie razem pracowaliśmy i akurat w 1999 r. miałem okazję osobiście poznać jego osobliwe zachowania i modus operandi. Dziś bez trudu rozpoznałem niektóre bohaterki ukryte za zmienionymi imionami. W tamtym czasie w RL każdy, kto miał chociaż jedno zdrowe oko mógł to bez trudu zauważyć. Niestety niewielu miało odwagę patrząc x. Mietkowi prosto w oczy powiedzieć, co widzi i co o tym sądzi. Jedną z takich osób był wspomniany w tekście red. Reszki śp. Mariusz Mróz, którego prywatnie lubiłem i z którym chętnie rozmawiałem w studio A2 (m.in. o M.P. jako Casanovie). Drugą osobą jestem ja i ks. doskonale wie, w jakich okolicznościach usłyszał ode mnie to, co myślę o nim i jego zachowaniu. Cieszę się, że ktoś w końcu przerwał milczenie, a ktoś inny miał odwagę o predatorze napisać. Postanowiłem, że też nie będę milczał.
Kolejny dowód, że jak najdalej trzeba się trzymać od tej instytucji 🙏🏼.
My robimy tak od lat i jesteśmy zdrowi
Poznałam Mariusza Mroza pod koniec roku 2000. Przemiły, pomocny i bardzo wrażliwy chłopak. Byłam na jego ślubie na KULu i widziałam jak wielu miał przyjaciół. Nie miałam pojęcia o tym, co się wydarzyło w 2005 roku, gdyż chwilę po tym wyjechałam za granicę. Dzisiaj mam Mariusza cały czas w głowie i nie dowierzam… Co musiało się wydarzyć, co popchnęła go do zakończenia swojego życia? Wierzę, że osoby, które zostały skrzywdzone przez ks Mieczysława P. mówią prawdę. Sama miałam epizod w RL i „Spojrzeniach” i byłam w szoku jak bardzo był liberalny. Palił i pił, co było dla mnie olbrzymi szokiem. Raz podwoził mnie gdzieś z RL, ale szczęśliwie nic w moim kierunku z jego strony nie było. Jedynie, co pamiętam, to to, że było mi bardzo źle w jego towarzystwie. Był zbyt bezpośredni w kontakcie z młodzieżą… Ja miałam wtedy ok 20 lat i jako młoda studentka pełna ideałów zderzyłam się z osobą księdza P i od początku coś mi mówiło, że ten człowiek zachowuje się nieodpowiednio do pełnionej funkcji.
@Były pracownik Radia Lublin: Nieee no… oczywiście. Nikt nic nie widział i nic nie słyszał! Ślepy by nawet zauważył, zaś ten, kto miał odwagę powiedzieć prawdę był niszczony. Czas skończyć z tym „leczeniem syfa pudrem”!!!
@Julia Wesołowska @wolontariuszka
teraz przeanalizujmy obydwa wpisy i kilka podobnych na Facebooku na profilu red. Reszki. Zaczynają się niemal identycznie od słów „Znam księdza…” W następnej kolejności możemy przeczytać długą listę zasług ks. M.P. zamiennie z opisem swojego nędznego żywota i kilku peanów ku chwale ks. M.P. Konkluzja zawsze jest taka sama: Bzdura, nie wierzę, nieprawda,, wszystkie te kobiety kłamią.
Wniosek 1: Te posty pisze jedna osoba.
Wniosek 2: Wasza działalność i nadmierne przebywanie w organizacjach sekciarskich lub parasekciarskich, takich jak: Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży i Centrum Wolontariatu dość skutecznie przesłoniło Wam jasność i trzeźwość umysłu.
Przyjmijcie zatem dobrą radę od byłego ucznia i jednego z wiernych padawanów, który jako i te biedne kobiety został obłożony infamią.
Rada 1: Błogosławiony ten, kto uwierzył a nie zobaczył.
Rada 2: Poznajcie prawdę a prawda was wyzwoli!
Wydaje się, że ta nomenklatura powinna do was dotrzeć… :-)
Czy dużo było zgłoszonych przypadków? I czy te zdarzenia miały miejsce przed 2010, czy również były późniejsze?
Gazeta wyborcza i nie jaki Kroll to najgorszy syf jaki powsral za żydowskie pieniądze
@Kasia
Primo: Gazeta Wyborcza nie powstała za „żydowskie pieniądze”. Polecam zrobić dokładniejszy research w sieci i się dokształcić. Albo na jakieś studia kierunkowe się udać czym prędzej.
Secundo: Nie przypominam sobie, żebym powstał za pieniądze :)
Gdyby to była nieprawda, to by się nie chował za swoimi złotymi myślami na Facebooku tylko wystąpił by publicznie, żeby ochronić swoje dobre imię.
Odmówił komentarza, kiedy Panorama Lubelska chciała to zweryfikować. Czy tak się zachowuje niewinna osoba?
Ludzie, otwórzcie oczy. Jeśli nie byliście z człowiekiem przez 24 godzin, 7 dni w tygodniu, to nie macie prawa powiedzieć, że to nieprawda, bo „nie widziałam”.
@Jakub Kroll
Nie miałam nędznego żywota, po prostu w wolnych chwilach pomagałam innym. Współczuję twojego myślenia, że taka forma życia oznacza dla ciebie „nędzny żywot”. Nie jestem aż tak związana z Kościołem, jako że obecnie studiuję za granicą, ale wspominam ten czas pozytywnie i rozwojowo.
Jeżeli były problemy, to zgłasza się je od razu, a nie czeka latami i nagle wszystko wychodzi na jaw, gdy jest nagonka na Kościół. Do tego spotkałam się z ludźmi, którzy byli bezpodstawnie oskarżeni (udowodniono, że osoby oskarżające kłamały i same się do tego przyznały).
Ludzie nie biorą odpowiedzialności za swoje czyny. Tak jak ty masz prawo mówić, że wiesz, iż takie sytuacje miały miejsce, tak my mamy prawo do powiedzenia tego, co wiemy, znając środowisko od środka i wiele osób, które są w nim po mnie.
Dobry asumpt do tego, dlaczego panowie w sukienkach uwielbiają nam zaglądać pod kołdry i grzmieć 🤬 jak nie po bożemu
@Wiaderny
Za krótkie nóżki masz żeby mi podskoczyć do nosa ;)
@Julia Wesolowska
Idź to powiedz rodzinie śp. red. Mariusza Mroza. Że masz fajne studia za granicą i bronisz pana Mieczysława, bo przecież tyle dobrego robi, pisze drogi krzyżowe o miłości, co na śmierć nie umiera i codziennie swoje przemyślenia do sieci wrzuca. I że w ogóle „santo subito”. No, dalej, miej odwagę…
Szczyt hipokryzji po prostu…
Nawet gdyby „tylko” jedna osoba była skrzywdzona, ma prawo dochodzić sprawiedliwości i powinna to robić.
Pracowałam w radiu er w latach 2013-2017. Mieczysław … uwodzil młode kobiety ale tylko te ładniejsze. Wiadomo że nie do każdej panny podbijał. Nic się nie zmienił bo ludzie jego pokroju się nie zmieniają. Jest cynikiem, manipulatorem i oszustem. Cieszę się że wreszci Lublin się przebudził i zobaczył ze ten dobrodziej nie jest świętym człowiekiem. Mam nadzieję że spotka go odpowiednia kara i że zostanie zapomniany przez lubelska społeczność.
A ja wierzę w każde słowo – bo wiem że tak było. Mietek miał rodzaj charyzmy, nadużywał swojej pozycji i manipulował emocjonalnie bardzo młodymi osobami, dla których był autorytetem. Nie miał dojrzałości, jakiej wymaga praca z młodzieżą, nie miał zdolności do wzięcia odpowiedzialności mentora. W jakiś sposób jest mi go szkoda – ale bardziej jest mi szkoda osób pokrzywdzonych i mam nadzieję że prawda pozwoli im zamknąć ten rozdział.
No i fakt że Życiński zlekceważył skargi jest absolutnie oburzający, cieszę się że od czasów Franciszka Watykan prowadzi kościół na tory bliższe ewangelii a dalsze od kolesiostwa i korupcji.
Wiele innych rzeczy ma za uszami oj wiele…
Wiem, że dziwnie to zabrzmi, ale przynajmniej nie jest na tyle nienormalny żeby molestować małe dzieci. I oczywiście nie ma dla niego usprawiedliwienia.
Czuje ogromne obrzydzenie do tego człowieka i do całego kościoła katolickiego. Ilu takich puzewiczow jest w KK?
Życzę mu aby sumienie nie pozwoliło mu zasnąć i żeby zdobył się na jeden dobry gest w swoim życiu i zniknął.