Wesprzyj Kontakt

5 minuty czytania  •  02.01.2024

Kiedy zawyje syrena wycieczka turystów schodzi do podziemi

Udostępnij

Mimo ataków dronami i Kindżałami turystyka na Ukrainie istnieje. Nie jest to jednak to samo, co przed wybuchem wojny i brakuje turystów przyjeżdżających z zagranicy.

W związku z działaniami zbrojnymi na Ukrainie MSZ odradza wszelkie podróże na Ukrainę. Obywatele polscy, którzy przebywają na Ukrainie, powinni natychmiast opuścić jej terytorium” – brzmi komunikat polskiego MSZ na stronie internetowej resortu.

To, że Ukraina jest w katalogu państw, do których wyjazd odradza ministerstwo, nie może dziwić. Niemal dwa lata temu Rosja zaatakowała niepodległe państwo. Ukraina walczy, a ataki rosyjskie nie ustają. Przed Nowy Rokiem rakietami i dronami został ostrzelany Kijów, Charków, Lwów. Podobnie jak położony blisko polskiej granicy rejon jaworowski.

Zaraz po Nowym Roku był kolejny atak. W całym kraju zarządzono alarm antyrakietowy. Dowódca ukraińskich sił zbrojnych Walerij Załużny poinformował, że Rosja wystrzeliła w kierunku Ukrainy 99 rakiet. 72 pociski zostały zestrzelone, w tym 10 hipersonicznych rakiet Kindżał. Zginęły cztery osoby, a prawie 100 zostało rannych.

Cios gospodarczy

Rzeczą oczywistą jest, że wywołując wojnę, Rosja pogrążyła ukraińską gospodarkę. Jednym z jej segmentów jest turystyka. – Wszelkie sytuacje typu wojny, wybuchy wulkanów, ataki terrorystyczne czy strajki linii lotniczych mają oczywiście olbrzymi wpływ na turystykę polską i światową. Po prostu zaczynamy się bać. Z drugiej strony wiosna sprzyja temu, że chcemy wyjechać, chcemy normalności. Co za tym idzie, ruch w biurach podróży jest duży. Popularnością cieszą się polskie morze, góry i Mazury, ale również ciepłe zagraniczne kierunki – mówił jeszcze w kwietniu 2022 roku Marek Kamieński, ekspert Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Agentów Turystycznych.

Wtedy mogło się jeszcze wydawać, że Rosja zostanie wyparta z Ukrainy. Że zachodnia pomoc finansowa i wojskowa zmusi Putina do wycofania wojska, okopania z dala od zachodnich granic i być do przystąpienia do rozmów pokojowych. Dzisiaj już wiemy, że nie to miał w planach rosyjski dyktator.

W takiej sytuacji nie ma się co dziwić, że turystyka na Ukrainie padła…. Choć nie do końca tak jest.

Inna Yasnitska jest dziennikarką Radia Lublin. Kiedy rozmawiamy, zaraz przed Nowym Rokiem, jest we Lwowie. Minionej nocy na miasto spadły rakiety. Zginęło osiem osób. – Ruch turystyczny we Lwowie nadal istnieje – mówi nam dziennikarka, ale od razu zastrzega, że to zupełnie inni turyści niż przyjeżdżający przed wojną. – Jeżeli słyszy się na ulicy język angielski lub polski, to nie są to turyści, jak bywało to wcześniej. To zazwyczaj dziennikarze czy wolontariusze, albo pracownicy zagranicznych organizacji. To nie turyści. Przyjechali tu do pracy albo pomagać – opowiada.

Nie oznacza to jednak, że zagranicznych turystów we Lwowie nie ma. Są, ale jest ich niewielu. To nie są duże, zorganizowane grupy, które spacerują ulicami miasta i robią zdjęcia. – W Lublinie takie wycieczki można zobaczyć na ulicy i do razu się wie, że to turyści. Dzisiaj we Lwowie to rzadki widok – mówi Inna Yasnitska.

Ogromne zniszczenia

W 2021 roku ukraińskie władze sporządziły listę tzw. magnesów turystycznych. To 140 obiektów, znajdujących się w różnych regionach Ukrainy, a które dla przyjezdnych są największą atrakcją. – Niemal jedna czwarta z nich jest okupowana, zburzona lub częściowo zniszczona w wyniku wojny – raportowała w czerwcu tego roku agencji Interfax-Ukraina Mariana Ołeskiw, szefowa Państwowej Agencji Rozwoju Turystyki w Ukrainie.

Największe straty odnotowano w obwodach ługańskim, donieckim, charkowskim i chersońskim. Mowa o bazie turystycznej, a firmy z tej branży do budżetu państwa wpłaciły o 31 procent mniej pieniędzy z podatków niż robiły to dotychczas.

Jak mówimy o turystyce, to skupiamy się na gościach z zagranicy, ale przecież istnieje także ruch wewnętrzny. Dobrze to widać we Lwowie. To miasto, które stało się azylem do Ukraińców uciekających przed wojną ze wschodu kraju. We Lwowie jest ponad 105 tysięcy zarejestrowanych uchodźców wewnętrznych. Faktycznie takich osób może być więcej. Często to osoby ze wschodnich rubieży. Nie znają tej części Ukrainy. Czasami nie mówią nawet po ukraińsku, tylko posługują się rosyjskim.

Wykorzystują okazje i chcą poznać miasto i jego okolice. Zwiedzają. Muzea są normalnie otwarte. Tak samo działają hotele, restauracje i bary. Te ostatnie zamykane są około godziny 22 od północy jest godzina policyjna. Na ile to możliwe w takich warunkach, to ludzie starają się żyć normalnie – opowiada Inna Yasnitska.

Cerkiew Przemienienia Pańskiego we Lwowie

Mimo tego ten wewnętrzny ruch turystyczny także nie jest wielki. – Miliony Ukraińców wyjechały z kraju; mężczyźni i kobiety walczą na froncie, za co wyrażamy im ogromną wdzięczność. Jest też pewna liczba mężczyzn, którzy siedzą w domach i nie ruszają się, bo boją się, że dostaną wezwanie do wojska – mówiła Mariana Ołeskiw z Państwowej Agencji Rozwoju Turystyki w Ukrainie.

Okazuje się, że w niektórych regionach, np. w Karpatach ruch turystyczny powraca do przedwojennego poziomu. Przyjeżdżają to odpocząć kobiety z dziećmi czy wojskowi na przepustce, którzy zabierają rodziny i chcą krótki czas spędzić w cichym miejscu, gdzie nie ma huków i wystrzałów.

Z Polski na Ukrainę

Polacy zawsze stanowili znaczącą część turystów jeżdżących na Ukrainę. W 2017 roku Ukrainę odwiedziło 14,6 milionów turystów. Było to mocne odbicie po 2014 roku, kiedy Rosja zajęła Krym i Donbas. Jednak i tak było to znacznie mniej niż w rekordowym 2013 roku – 25 mln turystów.

Dzisiaj pytanie o to, czy jechać w celach turystycznych na Ukrainę wydaje się niestosowne. Ale takie padają. Pan Marek mówi o tym wprost, że rozważa wakacyjny, krótki wyjazd do Lwowa. – Trochę z ciekawości, trochę po to żeby pomóc. Może to brzmieć dziwnie, ale mogę tam jako turysta zostawić jakieś pieniądze. Dać komuś zarobić – mówi nam.

Sprawdzamy zatem miejsca hotelowe we Lwowie. Na jednej z popularnych platform turystycznych bez trudu można trafić na oferty noclegowe na drugą połowę stycznia. Cena to od ok. 45 zł za noc do kilkuset złotych. W wielu hotelach dostępne są już ostatnie pokoje w danym terminie. Trzeba też pamiętać, że w niektórych wypadach po opłaceniu rezerwacji jest ona bezzwrotna.

Pan Marek przyznaje, że plan nie jest jeszcze ani pewny, ani konkretny. Ale im będzie bliżej wakacji, tym częściej będzie analizował sytuację i szukał informacji o wydarzeniach na Ukrainie.

Tylko na własne ryzyko – mówi o tego typu przyjazdach Inna Yasnitska. – Obiekty turystyczne funkcjonują. Podczas oprowadzania wycieczek już powstała taka metoda działania, że gdy zaczyna się alarm, to zmieniany jest program zwiedzania i grupa schodzi do podziemi – podobnych do tych w Lublinie – dodaje dziennikarka i uczula: – Mimo że Lwów to miasto położone daleko od frontu, to jednak nadal w kraju w stanie wojny i z ciągłymi alarmami rakietowymi.


Tekst powstał w ramach projektu „Siła Prawdy”. Celem projektu jest walka z dezinformacją i fake newsami na styku polsko-ukraińskim. Projekt współfinansowany ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności w ramach programu Wspieramy Ukrainę, realizowanego przez Fundację Edukacja dla Demokracji.

3 odpowiedzi na “Kiedy zawyje syrena wycieczka turystów schodzi do podziemi”

  1. kronikidewelorozwoju pisze:

    „Siła Prawdy”? C’mon …

  2. Stefan pisze:

    Pod Lwowem zniszczono muzeum Romana Szuchewycza, był komendant główny UPA, koordynował w 1944 roku ludobójcze działania w Galicji Wschodniej (tą informację celowo pomijają polskie media). I teraz Petro Poroszenko chce odbudować to muzeum. Co więcej, według niego kolaborant faszystowski Stepan Bandera to bohater narodowy Ukrainy.

  3. . pisze:

    Stefan, masz i przestań bezczelnie kłamać, że polskie media omijają formułkę o zbrodniach Szuchewycza: https://www.rp.pl/konflikty-zbrojne/art39640921-w-nocnym-ataku-rosji-na-ukraine-zniszczone-zostalo-muzeum-dowodcy-upa-we-lwowie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły