Wesprzyj Kontakt

6 minuty czytania  •  27.06.2022

Jedyna taka w Polsce. Lubelska komunikacja nocna

Udostępnij

W Lublinie znów jeździ komunikacja nocna. Trzy linie, dwa razy w tygodniu, co godzinę. Sprawdziliśmy, jak to wygląda w innych miastach w Polsce. Okazuje się, że zupełnie inaczej. Lubelski „zbiorkom” pod tym względem prezentuje się wyjątkowo słabo.

Jak tłumaczy Zarząd Transportu Miejskiego, komunikacja nocna wróciła na ulice Lublina w połowie maja, bo wtedy rozpoczyna się sezon wydarzeń społeczno-kulturalnych. Zaczęła się również stabilizować sytuacja związana z covidem. – Ostatni, popandemiczny czas przyniósł stabilizację na rynku pracy, również na rynku pracy zmianowej – podkreśla rzeczniczka ZTM Monika Fisz.

Czy to oznacza, że autobusem będzie można wrócić z późniejszych zmian w pracy? No cóż, tak... ale tylko w weekendy. Lubelska komunikacja miejska jeździ bowiem tylko przez dwie noce w tygodniu – z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę. Do dyspozycji pasażerów są trzy linie kursujące z częstotliwością co godzinę. Nic dziwnego, że pracujący do późna mieszkańcy nie wierzą, że nocne autobusy przywrócono z myślą o nich. Zapytaliśmy jednak, czy w ZTM są plany, żeby kiedyś nocne autobusy kursowały cały tydzień. – Na razie podaż komunikacji nocnej jest ściśle regulowana przez pryzmat negatywnych skutków pandemii, stąd zaplanowane jest, aby linie nocne kursowały dwa razy w tygodniu (noce z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę) z częstotliwością 60 minut od godz. 23.30 do 4.30 – gasi nadzieje Monika Fisz.

Znów można bawić się całą noc. O to chodziło?

Jak wiadomo, większość działań ZTM podejmuje „w odpowiedzi na wnioski pasażerów” oraz „po wnikliwej analizie kosztów”. Te racje nie zawsze łatwo wyważyć. Zajrzeliśmy na lubelskie fora internetowe – chyba tym razem pasażerowie są zadowoleni tylko połowicznie.

Sprawdziliśmy co na ten temat sądzą mieszkańcy Lublin. Opinie znaleźliśmy na facebookowym  profilu SpottedLublin. – I jest szansa na dotarcie do domu jeszcze na bani 😀 - cieszy się Bartłomiej Smętek. Wyrazy wdzięczności przesyła Paweł Lulu: – To fajnie, jak się kończy pracę o 23 w Świdniku, to chociaż w piątek nie będzie trzeba wracać na piechotę przez całe miasto. Dziękujemy. Magdalena Stachura widziałaby pole do poprawy: – Super! Nocne przydałyby się przez cały tydzień – wiele ludzi pracuje na drugie i trzecie zmiany, nie mając jak wrócić do domu! Nie każdy może pozwolić sobie na powroty taksówką kilka razy w tygodniu! Jakub Chorób zaś sięgnął do wspomnień, co przywołało wesołe skojarzenia. – Kiedy był najzimniejszy okres roku, nocne praktycznie nie istniały. Komunikacja miejska z wybiciem północy znikała jak Kopciuszek z balu. Teraz wielki sukces, bo w mieście na ponad 300 tys. ludzi będzie nocna komunikacja przez dwa dni w tygodniu. Śmieszne miasto.

Ale już na profilu ZTM pojawiła się opinia niepokojąca: – Tak beznadziejnego transportu ze świecą szukać w innych dużych miastach – napisał Marian Kopyto. Zamiast świecy użyliśmy internetu i telefonu, ale rzeczywiście, okazało się to trudne.

Gorzej tylko w Białymstoku

Gdzie szukaliśmy? W kilkunastu polskich miastach – większych, podobnych i mniejszych od naszego. Na ogół w stolicach województw, ale nie tylko. Pod względem wielkości populacji wszystkie są w pierwszej trzydziestce (według danych Głównego Urzędu Statystycznego, stan na 31.12.2021, za polskawliczbach.pl). W takiej kolejności też uszeregowaliśmy je w tabelach. Lublin z 337 788 mieszkańcami znajduje się mniej więcej w środku zestawienia.

Informacje na temat funkcjonowania komunikacji zbiorowej w miastach pochodzą od rzeczników prasowych oraz ze stron internetowych przewoźników (rozkłady jazdy, cenniki biletów, komunikaty dotyczące np. podwyżek cen biletów, o czym rzecznicy na ogół wspominali niechętnie).

Najpierw porównaliśmy funkcjonowanie komunikacji nocnej. Okazało się, że nigdzie nie ma tak, jak w Lublinie. Niestety. Komunikację nocną w poszczególnych polskich miastach opisuje poniższa tabela (uwaga: to nie błąd, Szczecin naprawdę wiosną 2021 r. obniżył ceny biletów okresowych).

Wszyscy mogą jeździć komunikacją nocną przez cały tydzień, lublinianie tylko w dwie noce w tygodniu. Oczywiście nie każemy lubelskiej komunikacji konkurować z warszawską albo tej w liczącej ponad 2 mln mieszkańców Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii. Trudno jednak nie zauważyć, że miasta zaledwie dwukrotnie większe od Lublina mają wielokrotnie więcej nocnych linii. Także tych mniejszych nie mamy czym przebić – więcej nocnych autobusów mają do dyspozycji torunianie, opolanie i gorzowianie.

Pod względem komunikacji nocnej słabiej od Lublina wypadł tylko Białystok, który nocne autobusy zawiesił w marcu 2020 roku i konsekwentnie trzyma się tej decyzji. Nie jesteśmy jednak pewni, czy oceny wystawiane temu, kto nie startuje w konkursie, w ogóle się liczą.

Zresztą nie wiadomo, jak długo w tej konkurencji pozostanie nasze miasto. W ostatnich latach komunikacja nocna pojawiała się tu i znikała. Kiedy wracała, to na coraz krócej (trzy noce na tydzień w czerwcu 2020 i już tylko dwie od ubiegłego roku). Teraz działa zaledwie od kilku tygodni...

Zapytaliśmy też o frekwencję. Oczywiście zależy ona od wielkości miasta – warszawskie autobusy każdej nocy wożą setki pasażerów, toruńskie maksymalnie kilkunastu. Wszędzie największy ruch notowany jest w weekendy. Zaimponowała nam zwłaszcza odpowiedź rzecznika Miejskiego Zakładu Komunikacji w Gorzowie Wielkopolskim. – Linie nocne mają głównie charakter odwozowy i przywozowy dla kierowców i motorniczych zatrudnionych w spółce – oświadczył Marcin Pejski. Mamy nadzieję, że w innych dziedzinach firma też dba o swoich pracowników.

Kasować czy nie kasować?

Jak widać w zaprezentowanym wcześniej zestawieniu, niemal we wszystkich miastach drożały bilety. A może chodzi o pieniądze? Może komunikacja jest za droga albo my, pasażerowie, nie dość solidarnie się do niej dokładamy?

W maju Grzegorz Malec, dyrektor lubelskiego ZTM, zapowiadając kolejną podwyżkę cen biletów przypomniał, że de facto każda złotówka na transport zbiorowy pochodzi z miejskiego budżetu. Nawet wpływy z biletów najpierw tam trafiają.

Ale tak ma być. „Samorząd terytorialny uczestniczy w sprawowaniu władzy publicznej. Przysługującą mu w ramach ustaw istotną część zadań publicznych samorząd wykonuje w imieniu własnym i na własną odpowiedzialność” – czytamy w Konstytucji RP (art. 16). Natomiast art. 7 Ustawy o samorządzie gminnym precyzuje, że lokalny transport zbiorowy należy do zadań własnych, służących zaspokajaniu zbiorowych potrzeb wspólnoty. A realizacja zadań własnych jest finansowana z dochodów własnych gminy.

Po co w ogóle bilety? Nie jest to może ruch masowy, ale niektóre miasta zaczynają testować komunikację bezpłatną – dla wszystkich albo, jak w Lublinie, dla niektórych grup (np. uczniów, seniorów, ostatnio uchodźców z Ukrainy). Jeśli chodzi o całkowicie darmową komunikację, to w województwie lubelskim najwięcej mówiło się o Chełmie. Spodziewane korzyści to przede wszystkim mniej samochodów na drogach, a więc mniej korków, zanieczyszczeń i hałasu, a w efekcie lepsze zdrowie mieszkańców. Krytycy takiego rozwiązania zwracają natomiast uwagę, że nie każdy korzysta z komunikacji miejskiej, więc niesprawiedliwe jest, żeby wszyscy w ramach podatków musieli ją finansować.

Wszyscy dokładają – im więcej, tym lepiej

Sprawę pozostawiamy do dalszej dyskusji. Idąc jednak tym tropem, porównaliśmy ceny biletów i sprawdziliśmy, w jakim stopniu środki z ich sprzedaży pokrywają wydatki na funkcjonowanie transportu zbiorowego w mieście. Zapytaliśmy też, ile procent całkowitych kosztów stanowi nocna komunikacja.

Koszty i zyski w komunikacji nocnej i dziennej przedstawia kolejna tabela.

Nigdzie wpływy z biletów nie pokrywają kosztów. Miasta dokładają nawet 80 proc., tylko nieliczne odzyskują 1/3 wydatków. Absolutnym wyjątkiem jest Kraków, któremu nawet w pandemicznym roku 2021 udało się zarobić na biletach aż 41 proc.

Natomiast kwoty potrzebne na komunikację nocną, mimo m.in. wyższych stawek godzinowych dla kierowców, to na ogół ułamek wszystkich wydatków.

W Lublinie poziom pokrycia wydatków wpływami z biletów w 2021 r. był całkiem spory (25 proc.). Co ciekawe, plany były jeszcze bardziej ambitne, bo wskaźnik odpłatności założony w Planie Transportowym to aż 50 proc. Tymczasem, jak przypomina Monika Fisz, w 2020 r. wpływy z biletów spadły o 42 proc. względem 2019 i, choć rok później nieco wzrosły, to wciąż były o 37 proc. niższe niż przed pandemią. – Nadal odczuwane są ekonomiczne skutki pandemii i zmniejszone, m.in. z tytułu sprzedaży biletów komunikacji miejskiej,  wpływy do budżetu – tłumaczy niezrealizowanie planu rzeczniczka ZTM.

Ten artykuł powstał dzięki wsparciu finansowemu naszych czytelników

Wspieram

Nas jednak nie to dziwi, że plan się nie powiódł, lecz to, że w ogóle powstał. „Jawny Lublin” nie pierwszy raz zajmuje się komunikacją miejską i nasi Czytelnicy z pewnością pamiętają, że np. w 2018 roku wpływy z biletów pokrywały około 39 proc. kosztów. W tym samym roku wprowadzono darmowe przejazdy dla uczniów, rok później dla seniorów, a więc biletów sprzedawało się coraz mniej. A w 2020 r. przyszła pandemia. Niby można optymistycznie założyć, że różnice pokryją podwyżki, zmiany w granicach stref biletowych albo nawet nowi pasażerowie. Tylko skąd ich wziąć? Trudno oprzeć się wrażeniu, że kolejne wprowadzane zmiany mają raczej zniechęcić niż zachęcić do przesiadania się z samochodów do pojazdów miejskich. Kursów ubywa, królują tzw. „rozkłady specjalne” (w tym roku letni wprowadzono już 16 czerwca, tydzień przed zakończeniem roku szkolnego), a pasażerowie muszą przed każdym wyjściem upewniać się, czy przypadkiem znów czas odjazdu z ich przystanku nie przesunął się o 3 minuty.

Koszty komunikacji nocnej w naszym mieście na razie można tylko szacować. W obecnym kształcie to około 0,5 mln zł. – Koszt uruchomienia komunikacji nocnej przez cały tydzień wahałby się w kwocie 2-2,5 mln zł. Wydatki na zakup usług przewozowych w 2022 r. to kwota rzędu 183 mln zł – prognozuje rzeczniczka.

Na koniec wrócimy jeszcze na facebookowy profil ZTM. Jeden z internautów pyta, czy dyrektor ZTM dojeżdża do pracy komunikacją miejską. Raczej nie chodzi o nocne dojeżdżanie, ale mnie też od dawna nurtuje pytanie, czy pan dyrektor chętnie korzysta ze słusznie przysługujących mu podczas pełnienia obowiązków służbowych bezpłatnych przejazdów. – Dyrektor ZTM w Lublinie, pan Grzegorz Malec, korzysta z komunikacji miejskiej – od wielu lat, szczególnie w okresie wakacji i ferii zimowych. A jeżeli chodzi o ostatni okres, to od połowy kwietnia korzysta kilka razy w tygodniu, a były takie tygodnie, że korzystał cały tydzień roboczy – zapewnia Monika Fisz.

fot.: Radosław Gierak