12 minuty czytania • 06.06.2024 18:33
Jechał, jechał i dojechał. Kim jest Tomasz Fulara, który zostanie zastępcą prezydenta Lublina [SYLWETKA]
Udostępnij
Ma na koncie kilka sukcesów jeśli chodzi o zarządzanie komunikacją miejską w Lublinie. Ale nie to sprawiło, że Tomasz Fulara ze stanowiska prezesa MPK Lublin awansuje na zastępcę prezydenta miasta. To może być podziękowanie za zaangażowanie w kampanię wyborczą Krzysztofa Żuka.
„Zwolennik działań i projektów innowacyjnych. Pomysłodawca programu lojalnościowego BusBonus skierowanego do stałych pasażerów komunikacji miejskiej. Inicjator systemu fotowoltaicznego na pojazdach komunikacji miejskiej zmniejszającego zużycie energii elektrycznej w pojazdach. Miłośnik motoryzacji, szczególnie zabytkowych pojazdów i motocykli. Rocznik urodzenia 1979” – tak Tomasza Fularę na swojej stronie internetowej opisuje Polski Związek Pracodawców Transportu Publicznego. Prezes MPK Lublin jest tam przewodniczącym komisji rewizyjnej.
Zmiany w Ratuszu. Nowy zastępca prezydenta
Ale czas szukać nowej osoby na przewodniczącego, bo Tomasz Fulara właśnie przestaje kierować miejską spółką przewozową. Zostanie zastępcą prezydenta Lublina – zastąpi na tym stanowisku Artura Szymczyka, który z kolei obejmie fotel prezesa MPWiK, czyli innej miejskiej spółki.

Gdy już przejmie obowiązki Artura Szymczyka, będzie odpowiadał za największe inwestycje w mieście.
Fulara dostał propozycję objęcia stanowiska wiceprezydenta kilka tygodni temu. Mówi, że musiał ją przemyśleć. – Panu prezydentowi Krzysztofowi Żukowi bardzo dziękuję za zaufanie, a do nowej funkcji podchodzę z pokorą. Jestem praktykiem, zawsze była mi bliska praca u podstaw i tak podchodzę do tego zadania – deklaruje.
Chociaż prezydent Żuk w kampanii wyborczej zapewniał, że w czwartej swojej kadencji chce współpracować ze swoim dotychczasowym zespołem, to w tzw. prezydium miasta zaszły zmiany. Najpierw, tuż przed wyborami, Monika Lipińska straciła stanowisko zastępczyni prezydenta ds. społecznych i zdrowia i została wiceprezeską MOSiR „Bystrzyca”. Jej miejsce zajęła związana z PSL Anna Augustyniak wskazana przez ludowców w ramach szerokiej koalicji Żuka. Wymianę Lipińskiej na Augustyniak można wiązać z politycznym porozumieniem między PSL a Krzysztofem Żukiem (PO). Partia chłopska chciała mieć kogoś w ścisłych władzach Lublina.
Jednak już posunięcie z Szymczykiem może zastanawiać. To przecież bliski współpracownik Żuka, który był jego zastępcą przez 10 lat, i to on przypilnował największych i najdroższych przedsięwzięć.
Na pewno nie chodzi o pieniądze. W 2023 r. Szymczyk zarobił w Ratuszu zarobił 250.660 zł plus 50.637 zł za pracę w radzie nadzorczej LPEC (to miejska spółka ciepłownicza). Obecny prezes MPWiK Sławomir Matyjaszczyk (którego stanowisko zajmie teraz Szymczyk) zarobił w rok w spółce 312.634 zł. Różnica w wynagrodzeniu obu panów nie jest więc aż tak duża.
Zatem może chodzi o coś innego, o spłatę wyborczego długu? Lubelscy politycy i samorządowcy stojący po stronie prezydenta Żuka opowiadają nam, że Tomasz Fulara był przy ostatnich wyborach bardzo aktywny. Nie było tego widać na zewnątrz, ale z tych relacji wynika, że często doradzał prezydentowi.
– Na pewno miał bardzo duży wpływ na program wyborczy i całą kampanię. Nie tylko w tej sferze dotyczącej komunikacji, ale też innych. Był na pewno doradcą w wielu wyborczych sprawach – słyszmy z niejednego źródła.
– Prezydent miał w strategii wyborczej punkt „wygodnie i szybko po mieście” – mówi jeden z naszych informatorów. Do realizacji tego planu potrzebna jest np. sprawna i przyjazna komunikacja. – Myślę, że to koncepcja prezydenta, ale szczegółami musiał zająć się ktoś taki jak Fulara – słyszymy od naszego rozmówcy, który zastrzega, że rady prezesa MPK na pewno dotyczyły też innych kwestii.
– Jako członek Platformy Obywatelskiej, tak jak członkowie innych partii politycznych, prowadziłem działania w celu zaprezentowania programu ugrupowania i uzyskania w wyborach poparcia jak największej części wyborców – tak opisuje swoją rolę w kampanii sam Tomasz Fulara.
W kampanii prezydentowi pomagał także Piotr Kowalczyk, były przewodniczący Rady Miasta a dziś biznesmen działający w branży medialnej i deweloperskiej. To właśnie Kowalczykowi Krzysztof Żuk gorąco dziękował podczas wieczoru wyborczego, gdy po raz kolejny zostawał prezydentem Lublina. A Fulara uchodzi za człowieka Kowalczyka.
W 2014 roku Kowalczyk, jeszcze jako przewodniczący Rady Miasta, zapowiedział że w pojazdach komunikacji miejskiej będzie montowane wi-fi czyli dostęp do bezpłatnego internetu. Dzisiaj to norma, ale wtedy była to nowość, a Kowalczyk tym ruchem poważnie ułatwił życie pasażerom-internautom. Obietnica szybko została zrealizowana.
„Koszty montażu urządzeń Kowalczyk szacuje na poziomie ok. 300-400 zł na pojazd. Liczy na to, że MPK znajdzie reklamodawców, którzy pokryliby te koszty, a w zamian osobom korzystającym z internetu podczas logowania do sieci wyświetlałaby się reklama sponsora. Radni twierdzą, że prędkość przesyłu danych wyniesie 512 kb/s” – pisał Dziennik Wschodni.

Lecz nie o darmowy internet chodzi w obecnym meblowaniu Ratusza. Tomasz Fulara awansuje z kilku powodów. Raz – pokazał w MPK, że radzi sobie jako menadżer. Dwa – zasłużył się w czasie kampanii wyborczej. Trzy – ma poparcie Piotra Kowalczyka, z którym od lat się przyjaźni. Był świadkiem na drugim ślubie Kowalczyka i wpłacił za niego 30 tys. zł poręczenia majątkowego, gdy ten został aresztowany w wyniku akcji CBA (obecnie przed lubelskim sądem Kowalczyk odpowiada w procesie o płatną protekcję).
Związkowiec idzie na prezesa
Tomasz Fulara kieruje MPK Lublin od 2011 roku. Wcześniej też pracował w transporcie – w czasach gdy na terenie województwa lubelskiego działało wiele państwowych PKS-ów. Ich stan był fatalny. Miały przestarzały tabor, swoim pracownikom płaciły mało, latami przynosiły straty. Co rusz powstawały różne koncepcje na ratowanie tych firm. W końcu skarb państwa przekazał PKS-y samorządom. Województwo lubelskie w 2010 roku otrzymało PKS Wschód czyli zlepkę kilku firm z tą w Lublinie na czele.
PKS Wschód był w kiepskiej kondycji. Spółka miała długi, nie wystarczało na pensje, były kłopoty z zapłatą za paliwo i przez to autobusy nie wyjeżdżały w trasy. Pracownicy mieli już tego dosyć i organizowali protesty.
I właśnie w takim PKS Wschód pracował w 2008 roku dyrektor ds. technicznych (potem był zarządcą komisarycznym) Tomasz Fulara. Szefował tam Związkowi Zawodowemu Inżynierów i Techników. – Firmie grozi upadłość, bo nie będzie w stanie spłacać swych zobowiązań. Prezes Królikowska musi odejść. Albo powinna ją odwołać Rada Nadzorcza. Jeśli tak się nie stanie, będziemy protestować dalej, aż do strajku – mówił w tamtych dniach Fulara-związkowiec.
Leszek Rudziński był wówczas szefem NSZZ „Solidarność” w PKS Wschód. Fularę kojarzy, ale bez szczegółów. – Nie był w PKS-ie chyba długo. Na pewno dłużej był w MPK – mówi nam. Ale inni byli już pracownicy przewozowej spółki Tomasza Fularę pamiętają lepiej. – Było trzech takich związkowców: Fulara, Rudziński i Widelski (Stanisław – red.). To oni organizowali akcje protestacyjne. Wiedzieli, co nie gra w przedsiębiorstwie, ale to była walka na marne, bo pani prezes nie chciała rozmawiać, unikała spotkań. Uratować PKS-y mogła tylko państwowa pomoc, a tej nie było –opowiada jeden z naszych rozmówców.
Inny dodaje, że Fulara wtedy się wyróżniał. – Nadawał się nawet na prezesa, ale układ był taki, że PKS-em rządzi Teresa Królikowska z PSL i nie mogli nikomu innemu dać stołka.
Tomasz Fulara był wówczas członkiem PO. – Nadal jestem członkiem Platformy Obywatelskiej, nic w tej sprawie się nie zmieniło od 2008 roku – przyznaje dziś.
Fulara długo w PKS Wschód nie został. Już w 2009 roku został prezesem PKS Radzyń Podlaski. Firma, jak inne PKS-y, chyliła się ku upadkowi, a powiat zastanawiał się czy przejąć biznesowego trupa od skarbu państwa. Sytuację miał poprawić fachowiec wynajęty do zarządzania.
– W 12. dniu pracy miałem tutaj skuteczny tytuł egzekucyjny. W 12.dniu mojej pracy zostały zablokowane konta. Było 350 tys. zobowiązań jeśli chodzi o ZUS, 120 tys. jeśli chodzi o PFRON, nie mówiąc o zobowiązaniach w stosunku do innych kontrahentów. Na koniec 2010 roku nie było grosza zobowiązań publiczno-prawnych. To nie jest też tak, że wszyscy poprzednicy źle zarządzali czy działali, natomiast niestety trafiło się tak, że był moment trudny dla PKS-u, który był spowodowany czynnikiem ludzkim – mówił Fulara 16 miesięcy po objęciu stanowiska, kiedy odchodził (na własne życzenie) z Radzynia.
Fulara mówił też, że wiele spraw udało mu się wyprostować a spółka, po raz pierwszy od dawna, zakończyła rok z zyskiem. Tłumaczył także, że odchodzi bo otrzymał lepszą ofertę. Również finansowo, ale największe znaczenie miało to, że do pracy miał dojeżdżać nie 80 a 10 kilometrów. Nowym miejscem pracy Tomasza Fulary od lutego 2011 było MPK Lublin. Został wiceprezesem.
Nie da się tego nie łączyć z polityką i przynależnością Fulary do Platformy Obywatelskiej. W lutym 2011 r. Lublinem od trzech miesięcy rządził Krzysztof Żuk z PO (po Adamie Wasilewskim także z PO).
Miał się od kogo uczyć
Jeżeli wówczas Fulara o komunikacji miejskiej wiedział mało, to miał się od kogo uczyć. Prezesem był legendarny wręcz Czesław Rydecki, człowiek o wielkim poważaniu w branży i znający się na swojej robocie. Doświadczenie wyniósł pracując wiele lat w Łodzi, a w Lublinie zrobił dużo dobrego. Spółka za jego rządów pozyskała prawie 26 mln zł na modernizację transportu i zakup nowych trolejbusów, sprawił że niskopodłogowce zaczynały być w Lublinie standardem i tak zmienił system biletowy, że dochody ze sprzedaży biletów komunikacji miejskiej zaczęły trafiać bezpośrednio do budżetu miasta.
Rydecki zmarł nagle w maju 2011 roku. Niedługo potem prezesem MPK Lublin został Tomasz Fulara. Wygrał konkurs, w którym startowało 14 osób. Awansu nie upatrywał w tym, że należy do PO. – Nie łączyłbym tych dwóch rzeczy. Pracuję na rynku komunikacyjnym już kilka ładnych lat. Miałem sukcesy na regionalnym rynku komunikacyjnym, co daje mi nadzieję, że i teraz sobie poradzę. Pracowałem przez kilka miesięcy ze śp. Czesławem Rydeckim i w zasadniczych rzeczach zgadzaliśmy się w 100 procentach. Chciałbym, żeby spółka rozwijała się w kierunku, który obrał – mówił.

I od razu zapowiedział, że będzie chciał dojechać autobusami do Świdnika, wymieniać tabor i w ogóle sprawić, żeby autobusami i trolejbusami chciało się jeździć. I to, można powiedzieć, był złoty czas komunikacji miejskiej w Lublinie.
MPK plus ZTM
Wyjaśnijmy jedną rzecz – przez dekady całościowo za komunikację w Lublinie odpowiadało MPK. Jednak w 2009 roku powstał Zarząd Transportu Miejskiego i przejął szereg poważnych obowiązków. To ZTM płaci MPK za kursy, to ZTM ustala rozkłady jazdy, to ZTM zarządza przystankami… MPK zatrudnia kierowców, realizuje kursy, dba o to żeby a w pojazdach było czysto, działała klimatyzacja i przyjeżdżały na czas. W pewnym momencie MPK przestało być główną siłą napędzającą lubelską komunikację, ale zostało najważniejszym przewoźnikiem.
– Od zawsze uważałem, że podstawą działania jest dobra współpraca. Komunikacja miejska to jeden twór, niezależnie od tego kto jest organizatorem (ZTM), a kto operatorem (MPK). Dla pasażera to nieistotne. Ważne jest to, by komunikacja miejska była punktualna, wygodna i dostosowana do potrzeb jej użytkowników. I to zawsze było moim priorytetem – mówi dziś prezes przewozowej spółki.
Tandem MPK Fulary i ZTM okazał się nawet skuteczny. Chyba nie na wyrost będzie stwierdzenie, że okres do 2020 roku, to był dobry czas dla pasażerów i sukcesywna wymiana taboru na nowszy. Od kilku lat nie było chyba roku, aby na ulice Lublina nie wyjeżdżały nowe autobusy czy trolejbusy. Tylko w 2021 trafiło tu 27 długich autobusów Solaris Urbino 12 electric.
Ale były także kłopoty. Kierowcy narzekali na niskie pensje a w 2018 roku urządzili strajk włoski. Domagali się podwyżek, przywrócenia nagród jubileuszowych, powrotu „trzynastek” i zapewnienia wody pitnej. Temat niskich pensji wracał co jakiś czas. Na przykład w 2022 roku, kiedy jeden z kierowców opłacił prześmiewczy billboard, na którym skrót MPK rozwinął jako Mało Płacimy Kierowcom.
– Dzięki dobrej współpracy z miastem, Zarządem Transportu Miejskiego oraz przede wszystkim załogą MPK Lublin, przez ponad 13 lat udało zrobić się wiele dobrego. To rzeczy, które widać gołym okiem, jak chociażby odnowa taboru autobusowego i trolejbusowego, budowa nowej Zajezdni Trolejbusowej, odnowione pętle nawrotowe, kilometry nowej trakcji trolejbusowej, wreszcie budowa magazynu energii, czy system paneli fotowoltaicznych na pojazdach oraz zakup pierwszego autobusu wodorowego. Ale niezwykle ważne jest dla mnie to, że udało się wypracować dobrą współpracę z załogą oraz organizacjami związkowymi, poprawić warunki pracy pracowników, a także poprawić komunikację wewnątrz spółki – wylicza Fulara. I dodaje, że firmę zostawia w kondycji „dobrej i stabilnej„.
Jeden z administratorów facebookowego profilu „Lublin WidmoBus – gdzie jest mój autobus?„, na którym są piętnowane wszystkie grzechy (i czasami są pochwały) lubelskiej komunikacji ocenia, że obecnie miasto pod tym względem ma kiepską opinię wśród pasażerów i rozlewa się to na Polskę.
Ale nie stroni od chwalenia Tomasza Fulary. – Plusy to wymiana taboru zwłaszcza jeśli chodzi o trolejbusy. Nie ma już ani jednej przestarzałej jednostki. Tabor z tym zakresie został wymienony w 100 procentach. Druga sprawa to nowe autobusy. Są ciche, czyste, ekologiczne. Zimą jest w nich ciepło, a latem chłodno – mówi nam. I szybko przechodzi do minusów. – Z moich informacji wynika, że mechanicy do napraw pojazdów nie zawsze używają nowych części. Regenerują zużyte, a wiadomo że takie zużywają się ponownie jeszcze szybciej. Nie wiem jak wpływa to na bezpieczeństwo, ale to syzyfowa praca. Są też używane przez MPK pojazdy, które nie mają dnia bez zjechania do zajezdni bez usterki.
Jest jeszcze sprawa siegajaca 2019 roku i tego, że w pewnym momencie po Lublinie przestała jeździć zakontraktowana przez ZTM firma Warbus.
Aby załatać dziury w rozkładach MPK ściągnęło z Warszawy stare Jelcze – wręcz przestarzałe bez np. klimatyzacji. – Miały być na krótko, chyba na rok, do czasu zakupu nowych autobusów. Tymczasem mamy rok 2024 i nadal jeżdżą np. na liniach 17 i 57 – wylicza nasz rozmówca.
Dalej punktuje brak – od około dwóch lat – przetargów na nowe pojazdy. Choć w marcu tego roku, stojąc na nowym Dworcu Lublin przy Krzysztofie Żuku, Fulara mówił, że jeszcze w marcu MPK ogłosi przetarg na dostawę do Lublina 20 autobusów wodorowych, a ZTM następnie kupi 30 pojazdów autobusów elektrycznych i wodorowych.
– Przetargów nie ma, a na dostawy poajzdów trzeba czekać jakieś 1,5 roku – mówi nasz rozmówca z WidmoBusa, którego dziwi też to, że kilka lat temu miasto rozwijało sieć trolejbusową, a w planach zakupowych nie ma ujętych trolejbusów, które z czasem zastąpią obecne.
– Z pomysłu się absolutnie nie wycofujemy. Zapewniam, że w najbliższych dniach przetarg na zakup 20 autobusów wodorowych zostanie ogłoszony. Zmiana terminu jest podyktowana tym, że jednocześnie przygotowujemy się do postępowania przetargowego na zakup autobusów hybrydowych – w tym przypadku szukaliśmy też źródła dofinansowania. Ale wszystko zmierza w dobrym kierunku – tłumaczy opóźnienie prezes Fulara.
Każdy pasażer komunikacji miejskiej w Lublinie doświadcza tego, że system coś nie domaga. W porównaniu z latami poprzednimi kursów jest mało, pojazdy są zatłoczone. Podróż linią 55 w godzinach szczytu nie należy do przyjemnych. O ile pasażerowi uda się wsiąść, bo tłok jest ta duży. Ale Fularę trzeba trochę rozgrzeszyć. Za układanie rozkładów jazdy i częstotliwość kursów odpowiada ZTM, a skoro nie zamawia ich więcej, to MPK nie jeździ.
Zarabia jak nie jeździ
Na plus Fularze można zaliczyć jeszcze np. to, że w opracowywaniu nowych technologii wszedł we współpracę z lubelskimi uczelniami. Uruchomione zostały kursy do Świdnika (obecnie to trzy linie), ale to raczej jest zasługa ZTM i miasta Świdnik. MPK zaczęło też zarządzać systemem Lubelskiego Roweru Miejskiego, ale wcale nie oznacza to zmiany na lepsze. Chodzi np. o to, że stan stan techniczny rowerów wcale się nie poprawił a zlokalizowanie dwóch rowerów elektrycznych w aplikacji jest arcytrudne (trzeba szukać ulica po ulicy). MPK właśnie przejęło też całą Strefę Płatnego Parkowania. To ważne, bo tego rodzaju działalność pozwala na uzupełnienie w kasie spółki braków z wykonywania głównego zadania MPK.
A budżet trzeba łatać. W finansach przewoźnika bywało różnie. W 2013 r. MPK Lublin było 174 tys. zł na plusie, ale już dwa lata później zysk stopniał do 7 tys. zł. W roku 2017 było to ponad 481 tys. zł na minusie. W kolejnym prawie 136 tys. zł pod kreską, a rachunek za 2019 r. zamknął się stratą w wysokości blisko 240 tys. zł.
Polepszyło się w 2020 roku. To 498 tys. zł zysku a rok później nawet 3,1 mln zł. Ale trzeba pamiętać, że były to lata pandemiczne. Co prawda autobusami i trolejbusami jeździło mniej osób, ale i mniej pojazdów wyruszało w miasto. Wniosek prosty – MPK zyskuje na tym, że nie jeździ, bo nie ponosi kosztów.
W 2022 roku strata spółki wyniosła aż 35,77 mln zł.
– Biorąc pod uwagę osiągnięty w 2022 roku wzrost kapitałów własnych (o 4,2 mln zł – red.), sytuacja finansowa Spółki uległa poprawie – tłumaczyła rzeczniczka MPK Weronika Opasiak i zaznaczała, że strata wynika również ze stosowanych w Polsce standardów rachunkowości.
Prezes Fulara dał sie też poznać ze swojej niechęci do udostępniania informacji publicznej. MPK notorocznie nie chciała ujawniać infomacji Fundacji Wolności, wydawcy Jawnego Lublina. W połowie maja b.r. spółka wypłaciła na konto fundacji pieniądze za przegrane sprawy sądowe.
I jeszcze jedno. Od kilku miesięcy komunikacja miejska w Lublinie się zmienia. Autobusy zaczęły dojeżdżać do nowego Dworca Lublin, uruchomiono linie pośpieszne (301, 302 i 303), a w godzinach szczytu kursy na najważniejszych liniach mają się odbywać co 15 minut. W kampanii wyborczej prezydent Żuk podbił stawkę mówiąc o nawet 10 minutach.
Na zdjęciu: Tomasz Fulara zostanie nowym zastępcą prezydenta Lublina (Fot. Miasto Lublin Facebook)

![Jechał, jechał i dojechał. Kim jest Tomasz Fulara, który zostanie zastępcą prezydenta Lublina [SYLWETKA]](https://jawnylublin.pl/wp-content/uploads/2024/05/fulara11-1024x683.jpg)


