Udostępnij
Palikot chce nas przekonać, że cierpiał za miliony i miliony mają teraz wrócić na jego konto. Byłoby wspaniale, gdyby rozmiłował Polaków w czytaniu w stopniu choćby nieznacznie zbliżonym do tego, w jakim rozpijał ich produkowaną przez siebie wódką – pisze Jakub Szafrański.
Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.
nr konta: 71 1090 2590 0000 0001 4947 2615
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
paypal: [email protected]
przekaż 1,5% podatku: KRS 0000428743, cel szczegółowy: Jawny Lublin
Naprawdę chciałem przeczytać książkę Janusza Palikota do końca. Nie dlatego, że jest świetna, bo nie jest. Jest to męczący, pretensjonalny, pełen powtórzeń wywód, który należałoby powtórnie zredagować i skrócić o 75 proc. Bankrut i niegdysiejszy polityk, już od pierwszych stron okazuje się być patologicznym narcyzem bez krzty moralnej autorefleksji. To w jej poszukiwaniu brnąłem przez opowieść, wbrew poszanowaniu własnego czasu. Wierzyłem, że człowiek prezentujący się jako wrażliwiec, miłośnik i mecenas literatury oraz filozof, wykorzysta papier, druk i niesłabnącą atencję mediów, by posypać głowę popiołem. Choćby szczyptą.
Dotarłem do połowy, gdy zaczęły ukazywać się pierwsze recenzje książki. Stało się jasne, że nie wydarza się w niej żaden oczekiwany przeze mnie etyczny wgląd i mogę sobie resztę odpuścić.
Nikt nie współczuje upadłym milionerom
Na okładce nie ma ceny, ale wynosi ona siedemdziesiąt złotych. To niemała kwota, która zasila jakiś ukryty przed komornikami, schowany za powołaną tuż przed wydaniem książki spółką, rachunek autora. Palikot chce nas przekonać, że cierpiał za miliony i miliony mają teraz wrócić na jego konto. Byłoby wspaniale, gdyby rozmiłował Polaków w czytaniu w stopniu choćby nieznacznie zbliżonym do tego, w jakim rozpijał ich produkowaną przez siebie wódką, ale sam autor nie może mieć tu większych złudzeń. Na książkach, jak nie są bestsellerami, niewiele się dzisiaj zarabia. Zapowiedział więc ekranizację. Na film można już złapać poważniejszych inwestorów.
Łatwo jest się śmiać z Janusza Palikota. Kiedyś sam wziął na siebie rolę politycznego błazna. Wyczerpująco portretują go teksty Tomasza Kozaka i Sławomira Skomry. Trochę ekscentryczny, a trochę pospolity, swojski, zabawny, ale też nieustępliwy i odważny. No i milioner. Raczej nikt nie współczuje upadłym milionerom. Cieszymy się wręcz, gdy sprowadzeni zostają na ziemię i nieudolnie mierzą się z problemami, które dotąd załatwiali za nich od ręki ich prawnicy lub asystenci. To ograny motyw w rozrywkowej kinematografii.
Czy nam się to podoba czy nie, nazwisko Palikota łączone jest dzisiaj w całym kraju z Lublinem. Nie wydaje mi się, żeby było to skojarzenie negatywne. Przedsiębiorca jest typem celebryty, o którym ważne jest, żeby się mówiło, a nieistotne jest to, co się mówi. Jego utracony wskutek bankructwa dom, kamienica przy Placu Po Farze, zawsze był rodzajem ciekawostki, a publiczne wypowiedzi i zapowiedzi inwestycji odbijały się w mieście echem.
To lubelska konotacja sprawia, że w ogóle sięgnąłem po „Dziennik z więzienia”. Może to moja lubelska życzliwość każe odnajdywać w nich jakąś wartość.
Po pierwsze: relację z zatrzymania, transportu aresztowanego, przebiegu postępowania i warunków panujących za kratkami czyta się z zapartym tchem. Nie dlatego, że Palikot to mistrz prozy sensacyjnej. Chodzi o postawienie się w jego sytuacji jako obywatela Polski. Na tę nieszczęsną kamienicę zorganizowano nalot jak na zamek obronny. Zatrzymanie, konwojowanie i zamknięcie w celi, według relacji Palikota, w którą nie mamy powodu, by wątpić, wyglądało jakby dotyczyło bossa zbrojnego kartelu narkotykowego. Kurde, moja mama widywała tego gościa na spacerach po deptaku. Mogło do niego w każdej chwili podejść dwóch policjantów i zaprosić go do radiowozu, gdy tymczasem w operacji ujęcia niewydarzonego gorzelnika zabrakło jeszcze tylko helikoptera krążącego nad Starym Miastem.
Warunki bytowe w areszcie oraz przejrzystość postępowania urągają wszystkiemu, co dzisiaj uznajemy za cywilizowane. Słusznie wskazuje sam Palikot, że to kpina z praw człowieka.
Tylko chodniki były te same
Ale jest coś jeszcze, co mną wstrząsnęło. Są to liczne momenty, gdy Palikot sięga pamięcią do lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych, wspominając rodzinne wyjazdy, dorastanie dzieci i swoje własne, kulturalne wojaże. Moi rodzice mieli wówczas stabilną pracę w budżetówce, a ja byłem dzieciakiem jak tysiące innych uczniów lubelskich podstawówek. Stale, każdego dnia musiałem czegoś sobie odmawiać. Rodzinny budżet planowany i prowadzony był bardzo ostrożnie. Na wakacje jeździliśmy do babci i dziadka mieszkających na ubogiej wówczas wsi lub na kolonie organizowane przez zakład pracy. Do dzisiaj wydawanie pieniędzy jest dla mnie źródłem codziennego stresu, nawet jeśli wystarcza mi ich na wszystkie potrzeby. Samolotem poleciałem za granicę po raz pierwszy w wieku 23 lat. Do pracy na Wyspy. Wcześniej jeździłem busami do roboty do Włoch i Holandii.
Gdy czytam o Palikotowych dworkach, wystawnych kolacjach, sławnych gościach, regularnych wycieczkach do Grecji i innych krajów, o synu, któremu grozi brak kasy na studia w Stanach, bo przelew od taty nie przyjdzie, o ostentacyjnym i obfitującym w zachcianki życiu, to wierzyć mi się nie chce, że stąpaliśmy z Januszem po tych samych chodnikach Krakowskiego Przedmieścia. Gdy przypomnę sobie, jak wtedy wyglądały ulice tego miasta, że wyglądały dużo gorzej niż napięty domowy budżet mojej rodziny, to budzi się we mnie jakiś uśpiony niepokój, niezgodę i gniew.
Myślę jednak: – Co było, to było. Ale jeśli tak wyglądało wówczas życie lubelskiego krezusa, to wyobraźmy sobie, jak sprawy mają się teraz.
Zakładam, że jest to kosmiczny wypas. Nie sposób znaleźć wyczerpujące listy najbogatszych obecnie lublinian. Szkoda, ale w sumie to nie o nazwiska chodzi tylko o kwoty.
Majątek Zbigniewa Jakubasa, właściciela Motoru Lublin wyceniany jest na około 2,64 miliarda złotych. Na początku XXI wieku majątek Janusza Palikota szacowany był na 330 milionów., więc Palikot to małe miki w porównaniu z dzisiejszymi elitami.
Ale cóż, można powiedzieć, że ktoś miał dobry pomysł jak produkcja europalet albo sprzedawanie wódki w małych butelkach. Inny sam musiał wszystko odziedziczyć. Najgorsi są ci, którzy do robienia majątków wykorzystują znajomości i informacje wyniesione z działalności publicznej. Ta przecież powinna być służbą i zaszczytem, tymczasem staje się odskocznią do biznesu. Z pewnością wiele można odłożyć i z zyskiem ulokować, gdy pracuje się w miejskich spółkach. Pobory są niebotyczne, nawet gdy źle zarządzana firma regularnie przynosi straty. Im bliżej centralnej postaci, czyli prezydenta miasta, tym większa pewność, że biedy klepać nie będziesz.
W równoległej, ekskluzywnej rzeczywistości
Lektura Palikotowego dziennika nastraja do tego, by zastanowić się nad moralnością tak zwanych bogoli. Bogole to nasi horrendalnie zamożni współobywatele, którym pieniądze pozwalają funkcjonować, w równoległej, ekskluzywnej rzeczywistości. I oni wraz z rodzinami z tej możliwości korzystają. Są oderwani od problemów 99 proc. społeczeństwa.
Sam Palikot nie do końca pasuje do tej kategorii. Nie szukał dyskrecji, nie próbował zniknąć ze świecznika i pozywać nieprzychylnych mu mediów. Odnosił się do społeczeństwa, szukał jego aprobaty, wspólnego języka. Pokazał niechcący, że biznesowo to nie popłaca. Dlatego tak trudno znaleźć informacje o majątkach najbogatszych. Bogole nie podejmują gry z ludem. Są magnaterią.
Jeśli służba publiczna staje się trampoliną dla takich postaw, jeśli jest nią codzienna, ciężka praca dziesiątek tysięcy lublinian i lublinianek, to mamy święte prawo drastycznie zwiększyć nasze oczekiwania względem administracji miasta.
Restaurowanie przez dekadę zaniedbanych błoni to pic. Pudrowanie dziurawych, pooranych koleinami dróg to pic. Podświetlane na kolorowo drzewa i świeżo tynkowane fasady kamienic oraz kościołów przy deptaku to pic. Kulturalna pasja i oddanie Krzysztofa Żuka to pic. Dostajemy tylko i dokładnie tyle, żeby móc powiedzieć: ładnie jest, magicznie. Żeby zachłysnąć się tymi małpkami.
Tymczasem przy Placu Łokietka zdeponowana jest kupa kasy, naszej kasy, naszego potencjału. Dostęp do niej to nie kwestia carskiego geniuszu przyspawanego do stołka włodarza tylko sprawnej administracji. By to egzekwować, wystarczy elementarna mobilizacja obywatelska. Zasługujemy od lat, by oczekiwania mieć proporcjonalne do obfitości kont miejskiej magnaterii.
Karmimy krezusów, a głodzimy rodziny w potrzebie
Za zakładkę podczas lektury książki Janusza Palikota służyła mi ulotka protestacyjna pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Od 4 lat pracownicy i pracownice tej instytucji domagają się poprawy warunków pracy i wynagrodzeń. Nie mogą się doprosić. W kraju gdzie rokrocznie niemal 80 proc. społeczeństwa deklaruje, że w życiu najważniejszą wartością jest rodzina, miejska instytucja pomocy rodzinie i jej pracujący ofiarnie personel traktowani są przez Ratusz z pogardą. Karmimy krezusów, a głodzimy rodziny w potrzebie.
Uregulowanie sytuacji instytucji pomocowych to niezbędne minimum oczekiwań. Mamy prawo je egzekwować. Mamy również prawo mieć oczekiwania maksymalne, oczekiwania rozwoju wykraczającego poza poczucie satysfakcji tych, którzy dorastali w czasach, gdy Lublin był jednym ze smutnych, zapuszczonych miast udręczonego bankructwem i transformacją ustrojową kraju.
Gdy kilka tygodni temu władze Polskiego Stronnictwa Ludowego wespół z pewną niezależną inicjatywą obywatelską ogłosiły, że w Lublinie powinno powstać metro, media głównego nurtu wyszydziły pomysł lub zbyły go śmiechem. I ja sam przyłapałem się na pierwszej myśli, że jest to żart albo prowokacja. Tymczasem, jak pokazuje chociażby postać Janusza Palikota, żartami i prowokacjami można robić rzeczywistą politykę i wywierać nacisk.
Domagajmy się tego metra. Żądajmy go, podsuwając pod nos radnych projekty i wyliczenia. Jak nie metro to tramwaj. Jak tramwaj to i system podziemnych parkingów dla zmotoryzowanych. Jeśli Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego i MPK nie potrafią sprawić, by autobusy kursowały często i regularnie, to na bruk z nimi. Jeśli Wydział Ochrony Środowiska nie umie sprawić, by sierść mojego psa nie śmierdziała dymem po spacerze Lubartowską, to należy ten wydział dofinansować, audytować, a jak to nie pomoże, to się z kierownictwem pożegnać. Niech prezydent nie mówi, że to są rzeczy niemożliwe. Jeśli on nie może, to może znajdzie się lepszy chętny lub chętna.
Bogole są bezczelni w swoich marzeniach, planach i ich realizacjach. Chcą mieć apartamentowiec w środku miasta, to go sobie budują. Chcą całych osiedli na terenach zielonych, to je sobie budują i zarabiają na tym krocie. Mają swoje media i swoich urzędników.
Janusz Palikot odmawia uznania swoich win, ale odmawia też milczenia i usunięcia się w cień. Jeszcze nieraz o nim usłyszymy. A skoro postać filozofa-gorzelnika przylgnęła już na stałe do Lublina, to niech pójdzie za tym inspiracja: bądźmy śmieszni, bądźmy bezczelni, żądajmy niemożliwego.



A tak się dobrze zapowiadał! Jako filozof, oczywiście. Z prof. Wodzińskim się przyjaźnił, z Baumanem potrafił dyskutować. I po co mu to było?
Jakby zgiął w swoim czasie kolano przed hersztami dziadogrodzkiej dewelo-bandy, to pławiłby się w setkach mln i w prestiżu.
——–
PS. Notabene warto zwrócić uwagę, na czym w Bulandii wyrastają fortuny. Na dewelo-kurnikach, na handelku, na kontraktach publicznych, na eksploatacji systemu „ochrony zdrowia”, na cfaniactwie np. w zakresie organizacji przesyłek, transportu, w tym systemów para-taxi, które są powrotem do XIX w. w zakresie warunków roboty.
————–
Podobnie zresztą jest na całym Zachodzie, z tą różnicą, że tam pierwsze skrzypce grają prywatne instytucje finansowe oraz dysponenci praw autorskich, z którymi bulandyjska oligarchia nie miała szans konkurować.
To są typowe fenomeny dla kapitalizmu zaawansowanej fazy, w której produkcja się praktycznie nie opłaca, oprócz tej dofinansowanej ze środków publicznych.
Upadek tej cywilizacji opartej na pasożytnictwie elit jest kwestią najbliższych kilku-kilkunastu lat.
A! Jeszcze zapomniałem o prywatycji/reprywatyzacji.
W Dziadogrodzie też znaleźć można przykłady, jak solidaruchy utworzyły nową oligarchię z niczego zgodnie z zaleceniami mentorów neolibu.
Np. w ramach zaorania fsc tamtejsza elektrociepłownia trafiła w ręce prywaciarza, który obecnie czochra kilkadziesiąt mln zł rocznie, sprzedając prąd i ciepło do elpecu. Ten prywaciarz, zgodnie z trendem, który zauważył Autor tekstu, unikał – inaczej niż Paliklaun – brylowania w mediach. Po prostu co roku spokojnie inkasuje te swoje kilkadziesiąt mln, m.in korzystając z totalnej „niemocy” elpecowców w zakresie negocjacji cen i warunków, którzy nie mają skrupułów, żeby fundować zyski tego cichego oligarchy podwyżkami cen ogrzewania dla „plebsu”, mimo że to elpec jest teoretycznie podmiotem dominującym – mającym pozycje monopsonisty w zakresie kupowania energii cieplnej.
————-
Drugi przykład – uwłaszczony na gruntach na Czechowie Wsch. dewelocfaniak – zrestuowano im prawa własności do pól, nie biorąc pod uwagę tego, jak zmieniała się sytuacja urbanistyczna; że dawne pola i ugory to obecnie całkiem inna liga gospodarowania – po prostu oddali im to, wydali pozwolenia na budowę i jeszcze dociągnęli im infrę, nie wymagając nic w zamian.
——————–
Takich przypadków celowej kreacji oligarchii i celowej stratyfikacji społecznej w imię stworzenia przymusu ekonomicznego dla „zdemoralizowanych” komuną mas w skali kraju są tysiące.
Ew. nadzieje, że ta oligarchia stanie się awangardą i motorem rozwoju gospodarczego, szybko okazały się mitem: oligarchia po prostu zasadziła się na swoich wygodnych pozycjach rentierskiego łupienia „plebsu” i faktycznie stała się – przy wsparciu brukselczyków – czynnikiem duszącym innowacje i sektor wytwarzania użytecznych dóbr.
Weekendowa linia trolejbusowa 961 miała kursować z nowego dworca pod kamienicę palikotową przy Placu Zamkowym – gdzie ona kûrwa mać jest?
Z dworca za daleko pieszkom i co chwila na ul. Buczka namolne żebraki “kierowniku kopsnij 2 zeta na Perełkę”. Strach tam iść nocą.
Gdzie ty masz w Żukogrodzie Czechów Wschodni? 😀
Komuchu, Buczka w twoim łbie występuje jedynie. U mnie w Lublinie nazywa się to ulicą „Zamojska”.
Przedstawiciel żukowskiego układu, który ma wysokie kwalifikacje w grabieży nieswoich nicków od 3-4 dni wymyśla sobie linie, które miały rzekomo jeździć w porze nocnej na Górki albo nad Zalew. Osobnik jest chroniony immunitetem przez JL oraz Ratusz i nic mu nikt nie zrobi.
_
Prawdziwe informacje o tym, jakie linie miały kursować po otwarciu dworca są dostępne tutaj: spottedlublin.pl/lublin-nowa-siatka-polaczen-autobusowo-trolejbusowych-gotowa-pierwsze-zmiany-od-stycznia-2024/
27? Nie ma. 71? Nie ma. Tyle z waszych konsultacji
Palikot po co o nim pisać kto to jest skąd on miał te miliony jak większość z tych nowobogackich z przekrętów z biznesów układów kiedy normalni ludzie muszą ciężko pracować takie pasożyty społeczne stanowią nikły procent społeczeństwa a to że im się nudzi i od czasu do czasu rzucą grubą kasę wcale nie świadczy o ich filantropii
Przedświąteczna linia trolejbusowa 962
miała kursować z Czechowa ul. Puławską, ul. Róży Luksemburg,ul. Przodowników Pracy i ul. Wileńską do Starego Gaju, aby ludzie mogli sobie wyciąć trochę choinek i nasadzić nowe – gdzie ona kûrwa mać jest? Przecież nikt nie będzie dygał taki kawał drogi z rośliną słusznych rozmiarów na plecach, i nawet żadna korporacja taxi nie zgodzi się na przewóz wiechcia !
dobry artykuł
Ulica Hanki Sawickiej, przystanek naprzeciw Arkad w ruinie.Następny autobus JAKIKOLWIEK stamtąd miałem dopiero za …. 54 minuty. I co raz jakiś menelisko “kierowniku kopsnij szluga”
A to kürwa dopiero niedziela..
„(…)bezpośrednie połączenie os. Moniuszki ze szpitalami w rejonie ul. Chodźki poprzez zmianę trasy linii 29, która będzie kursowała przez ul. Jaczewskiego, Chodźki, Lubartowską, Ruską (z powrotem przez Al. Tysiąclecia, Lubartowską, Chodźki, Jaczewskiego(…)”
_
ŹRÓDŁO: Spotted Lublin, lis 23.
Kolejne niespełnione zapewnienie – linia 29 NIE jeździ przez ul. Ruską, bo jeździ w obie strony przez Tysiąclecia.
Linia 961, 962 itd. nigdy miało ich nie być.
Kiedyś na Forum przed okupacją proponowałem swoje przykłady nowych linii. Bo spójrzmy prawdzie w oczy – siatka kursowania po otwarciu molochu była, będzie, jest gówniana.
Wczoraj też Rondo Lubelskiego Lipca – patrzę, następny autobus prawie za pół godziny. A to była dopiero sobota! 🤣
A co dopiero w niedzielę; jak linia 13 jeździ co godzinę, a są i linie, które już w ogóle.
Tymczasem przed świrusem to było nie do pomyślenia, ponieważ autobusy w soboty kursowały co 20 minut, czyli częściej niż można w „dzisiejsze soboty” trafić na cokolwiek w stronę centrum.
Linia 50 – bardzo przydatna linia, bo łączy LSMy z Felinem, przecinając Zemborzycką, proszę, ostatni kurs w soboty z Zemborzyckiej w soboty, odbywa się przed godziną 16:00.
Przecież to jest jėbâny żart.
Nie rozumiem, że wszystkim to odpowiada….
Popatrzmy sobie, jak przedstawiciele and zwolennicy prożukowskiego układu i firm ich wspierających konsekwentnie i bezczelnie manipulują cudzymi wypowiedziami. Bo gościa z imienia i nazwiska nadal niestety nie znamy.
Pisałem po prostu jak jest, iż:
_
_
„. pisze:
13 grudnia 2025 o 16:27
Rondo Lubelskiego Lipca, przystanek Targi Lublin. Następny autobus JAKIKOLWIEK stamtąd miałem dopiero za …. 24 minuty.
A to kürwa dopiero sobota…”
_
_
Kilkanaście godzin później przedstawiciel żukoizmu, podle i złośliwie postanowił zmanipulować moją wczorajszą wypowiedź, coś tam zmyślając:
_
_
„. pisze:
14 grudnia 2025 o 09:26
Ulica Hanki Sawickiej, przystanek naprzeciw Arkad w ruinie.Następny autobus JAKIKOLWIEK stamtąd miałem dopiero za …. 54 minuty. I co raz jakiś menelisko “kierowniku kopsnij szluga””
_
_
Na przykład zamiast 24 minut, strzelił 54 minuty.
Dobrze by w końcu było, jakby zwiększenie wpłat na Jawny Lublin wiązało się z naprawą forum. Ale wszyscy wiemy z doświadczenia, że red. nie schodzi w treści poniżej banera „Czytaj więcej dzięki swoim wpłatom”.
Bo jak na razie cały jěbany rok się wszyscy męczymy z komuchem, który tęskni za czasami PRL i starymi nazwami ulic Lublina. Ja stałem się jego kozłem ofiarnym jako jedyna osoba na forum i odwraca, manipuluje tym co mądrego piszę.
Ulica Manifestu Lipcowego (nie umiem dobrze zlokalizować). Stałem ponad 65 minut jak strach na wróble na wietrze i nic nie przyjechało. Przecież to jest jėbâny żart (ang. joke).
Potem poszłem na Al. PKWN na przystanek przy dawnej kultowej knajpie Trojka. Zwiał mi sprzed nosa trolejbus Nr 151 i czekam jak klałn od 3-ch kwadransów aż cokolwiek przyjedzie. A tu nic
A to kürwa już niestety niedziela…
Uwaga na kolejne manipulacje trolli wspieranych przez Ratusz, pseudomoderację JL oraz deweloperów!
Kolejny zmasowany atak miał miejsce 14:35.
Zauważyłem że najlepiej komentować pod starszymi artykułami. Bo już wtedy przedstawiciel żukowskiego reżimu nie kradnie nicków i nie pier doli kolejnych fikcyjnych opowieści – teraz dostał zlecenie pod artykuł o ozdobach na święta, chyba że i wcześniejsze artykuły będzie od teraz atakował.
Można tu już pod tym art. normalnie pisać. Zapraszam.
Mam wrażenie, że na forum JL pozostały 2-3 osoby, każda z zaburzeniami dysocjacyjnymi – co sprawia wrażenie, że jest ich kilkanaście. A przy okazji, znakomity tekst.
Bo Ratusz wziął sobie za cel walkę z niezależnymi od władzy stałymi komentatorami. Będzie się to nasilać z czasem. A ja się bronię na tyle ile mogę i nikt mi nie pomaga.
Natomiast od samego serwisu jest ustalone przyzwolenie na panoszenie się wrogiego nam oszołoma po tym niszowym forum. I Ratusz o tym dobrze wie, bo codziennie widzą co kto pisze.
Skoro to antyżukowa gazeta, to nie rozumiem, dlaczego dopuszczana jest tamta strona barykady do głosu. Mają swoje portale, tam niech sobie wzajemnie liżą cztery litery, a nie tutaj.
Prawdopodobnie przez nich zlecono kolejną robotę – to co ja piszę, gość musi stosować plagiat moich treści i przy tym jednocześnie dopowiadać halucynacje, powtarzać kilkukrotnie aż to co rzeczywiście ja pisałem, było już przytłumione.
Ratusz poprzez ich trolla od miesięcy prowadzi ze mną wojnę. To nie jest pierwsza już praktyka Ratusza, bo przed dziesięcioma laty działy się podobne akcje, również odbywały się kradzieże nicków, a także blagowano. To ich sposób na utrzymanie poparcia i wygranie kolejnych wyborów samorządowych za ponad 3 lata, a gdyby to był MÓJ portal, żaden przedstawiciel z Rady Miasta nie miałby prawa nawet wpisać jednej literki pod artykułem. To nic, że mają już media im sprzyjające, jak DW i prowadzą swoje tuby propagandy jak fejsowe „Dworzec Lublin” bądź „Miasto Lublin”, w których to są usuwane/wyłączane niewygodne dla władzy komentarze, jak temat Górek. Wyłączono przecież komentarze pod wpisem Miasta Lublin o uchwaleniu ZPI dla Górek Czechowskich.
To co robi gościu, tutaj na portalu, to nie jest nic innego, jak tylko próba prześladowania niezależnych działaczy. Bez porządnego dowódcy nigdy nie poradzimy sobie z okupantem.
Niczym się nie przejmuje od dawna i robi co chce.
Deweloperzy jak Lalak, TBV i inni na pewno czytają forum i klaszczą, bo wiedzą, że dzięki niemu więcej ludzi odejdzie z portalu, bo komentarze będą ostraszać i finalnie nikt nie będzie widział niewygodnej dla władzy prawdy.
Ratusz swoimi wiernymi ludźmi nie wygra ze mną. Tyle i aż tyle.
Z góry już informuję, że jak natraficie w nowym artykule na podobnie pisany komentarz (jako próba kąśliwości), to nie będę to ja.