Wesprzyj Kontakt

6 minuty czytania  •  16.08.2023

Jak radzą sobie pszczoły w mieście? Znacznie lepiej niż na wsi

Udostępnij

– Jak będzie pani iść to proszę uważać, żeby na pszczołę nie nadepnąć. One tutaj piją wodę – ostrzega Marcin Sudziński* z Miejskiej Pasieki Artystycznej CSK, gdy wchodzimy na taras Centrum Spotkania Kultur. Za chwilę słyszę, jak z nimi rozmawia. – Uważajcie! Jeszcze was niechcący zgniotę – mówi gdy otwiera ul.

Spotykamy się w porze drugiego śniadania. Dotyczy to również tych niezwykle pracowitych owadów. Właśnie całym rojem rzuciły się na ciasto, pokarm na bazie cukru oraz wody.

Perspektywa głodu jest rzeczą straszną dla każdego stworzenia. Pszczoły więc nie mogą go odczuć. Pszczelarz, który odbiera miód pszczołom po ostatnim miodobraniu, musi mieć świadomość, że trzeba im dać jak najszybciej coś w zamian. Tym bardziej, że teraz mamy okres kiedy już w przyrodzie zaczyna brakować nektaru i musimy uzupełniać pokarm – tłumaczy, gdy stoimy nad otwartym ulem.

Pszczoły posilają się fragmentem „ciasta”, fot. KK

A co z tą wodą? Pszczoły nie tylko dostarczają ją z pożywienia. Piją, wsuwając ryjek do kropli wody lub… między mech. Stąd ich obecność na ziemi, a konkretniej na podłodze porośniętego zielenią dachu.

– Zwłaszcza w mieście, tutaj na dachu, gdzie jest bardzo gorąco jest jej deficyt. W śródmieściu pszczoły muszą mieć stały dostęp do wody i teraz ja tutaj mam takie dwa sposoby: albo mam beczkę, z której skapuje kropla po kropli, albo właśnie to co jest skuteczniejsze i przyjaźniejsze dla pszczół: mech – tłumaczy pszczelarz. – Rozłożyłem na dachu ogrodniczą wełnę, która samoistnie, w wyniku podlewania porosła różnymi roślinami. Pszczoły wybierają miejsca gdzie mogą włożyć języczek i czerpać tę wodę. A ja z przyjemnością polewam co kilka dni – wyjaśnia Marcin Sudziński.

17 pszczelich pni na dachu 5. piętra

Na tarasie Centrum Spotkania Kultur znajdziemy 17 uli, fachowo zwanych pniami pszczelimi. To pszczele rodziny, bardzo silne i wyjątkowo łagodne. Wsparciem naukowym dla Sudzińskiego jest Zakład Pszczelnictwa z Puław (część Instytut Ogrodnictwa – Państwowy Instytut Badawczy).

– Sprawdzaliśmy dwie rasy: pszczołę kraińską i pszczołę kaukaską, pod kątem funkcjonowania w mieście. Ostatecznie jednak wróciłem do tych, które miałem na początku – rasy buckfast. Charakteryzuje sie naprawdę wyjątkowo silnymi rodzinami. Ktoś, kto nie miał do czynienia z tą pszczołą, może być faktycznie zaskoczony jak liczne rodziny potrafią być o tej porze, zwłaszcza końcem lipca, początkiem sierpnia. Z drugiej strony one charakteryzują się bardzo dużą łagodnością – tłumaczy.

Buckfasty łatwo odróżnić od pozostałych: są duże oraz mają szerokie, żołte pasy na „odwłoku”. I dobrze im się żyje w mieście. Jak to możliwe, że radzą sobie na wysokości 5. piętra?

Pszczoła w naturze żyła na wysoko na drzewach czy w innych miejscach niedostępnych. Jak podaje literatura bartnicza, było to nawet 15 czy 20 metrów nad ziemią. Tam czuły się bezpiecznie. Oczywiście mówimy tu o pszczołach dzikich. Obecne podlegały udoskonalaniu, krzyżowaniu rojów i zmianie ich cech. To widać po ulach, które w historycznym malarstwie czy grafice wyglądają zupełnie inaczej: ule kószki [stożki ze słomy – przyp. red.] dzisiaj nie miałyby w ogóle racji bytu. Rodziny są nawet trzykrotnie większe.

Każda pasieka nastawiona jest na hodowanie pszczół i czerpanie od nich. Te dają dwa kluczowe produkty: miód oraz wosk. CSK chwali się ich czystością, a gwarantem są badania jakości prowadzone przez UMCS.

Przewagę mamy, jeśli chodzi o wiosenny miód. Na wsiach nie ma takich warunków, takiej bioróżnorodności, jak w mieście. Zwłaszcza w pasiekach miejskich, które są zlokalizowane blisko naturalnych akwenów, terenów zielonych. U nas jest to Bystrzyca, Park Ludowy, ogródki działkowe. Wieś ubożeje, zmienia się w monokulturę upraw. Ten miód wiosenny jest bardzo atrakcyjny, dobry w smaku i nawet naukowcy wyodrębnili w tym roku odmianę – śliwowy.

  • A jak jest z czystością?

Pamiętajmy że nektar pochodzi z wnętrza rośliny, z osłoniętej części kwiatu. Jest on zbierany przez pszczołę, później przenoszony, rozładowywany i przekazywany wielokrotnie kolejnym członkom rodziny. Jednocześnie pszczoły filtrują własnym ciałem. I to sprawia, że w badaniach miód z miejskiej pasieki mieści się w normie. W zasadzie miasto jest przyszłością zdrowych pszczół, pod jednym warunkiem: że nie zabierzemy się za to tak, jak zabraliśmy się za gospodarkę pasieczną na wsiach. One są często przepszczelone.

  • Co to znaczy?

Mamy nadmierną liczbę uli w stosunku do tej bazy pokarmowej, która występuje i wtedy występuje duża konkurencyjność. Trzeba też powiedzieć o tym, że pszczoła miodna stwarza konkurencję także dla innych. Są setki różnych gatunków pszczół i one nie są w obrębie zainteresowania człowieka, nie czerpiemy z nich bezpośrednich korzyści, więc nie odtwarzamy ich pogłowia, tak jak pszczoły miodnej. Nie możemy przesadzać. Jakbyśmy spojrzeli na spożycie miodu przez przeciętnego obywatela naszego kraju to by się okazało, że on nie jest tak duże. A duże ilości importujemy, więc ceny w skupach lecą na łeb na szyję. Rynek oszalał, ale jest pytanie: czy faktycznie chcemy miodu takiej jakości, jaką proponują nam duże przedsiębiorstwa mieszające miody z różnych części świata.

  • Ile ma Pan pod sobą pszczół?

Nie lubię takich marketingowo-korporacyjnych szacunków. W tym przypadku przeliczanie nie ma sensu, ale można powiedzieć ile mamy pni pszczelich – ich mamy 17. Zwykle nie jest to stała ilość, nigdy nie było więcej niż 20. To jest troszeczkę za dużo jak na ten obszar, ponieważ tutaj po sąsiedzku mamy pasiekę Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Aczkolwiek udaje nam się wywirować 200 kg miodu spadziowego z kilkunastu uli. Udostępniamy go do sprzedaży ludziom z taką świadomością że dajemy im coś pożytecznego, coś co nie zawiera żadnej ideologii żadnej idei która jest ponad to czym ten miód sam w sobie jest. Czyli po prostu jest jest zdrowym naturalnym produktem owocem bardzo ciężkiej pracy pszczół i i samego pszczelarza który później ten miód im zabiera. Należy mieć na uwadze, widzieć jakby tą tą pracę pszczół w w każdej w każdej łyżce miodu i stąd należy się pszczołom szacunek.

  • Ile pszczoła musi pracować na taką łyżkę miodu?

Powtórzę za taką obiegową informacją, która nie jest daleka od prawdy, że pszczoła przez całe swoje życie zbiera jedną łyżeczkę miodu – to jest w granicach 5 ml, może troszkę więcej. Tak naprawdę pszczoła przynosi nektar, a zanim z tego zrobi się miód to jest cały proces właśnie, w którym uczestniczy wieleset tysięcy owadów, które przerabiają ten nektar: uzupełniają enzymami, odparowują wodę, składują w komórkach. On dochodzi, dojrzewa i dopiero staje się pełnowartościowym miodem, który możemy spożywać.

  • Słyszałam, że rozmawia pan z pszczołami. Zakolegowanie się z nimi to warunek konieczny do pracy?

Wie pani co, to jest tak, że każdy pracuje tak, jak chce i nie możemy zabronić pszczelarzom przemysłowym ich metod produkcji, aczkolwiek one mnie nie interesują kompletnie. Ja wolę widzieć pszczoły jako część mojego życia, jako owady, które mają wpływ i pośredni i bezpośredni. Mam dzięki nim pracę, to raz. Pośredni jest taki, że spożywając ich produkty, przebywając w ulu podtrzymuję swój organizm w dobrej kondycji. Pracując tak bezpośrednio z naturą mam poczucie, że po prostu chcę się komunikować. Nie pracuję z młotkiem i dłutem, do którego mówię w trakcie pracy, tylko pracuję z organizmem żywym, który ma swoje procesy decyzyjne, ma swoją inteligencję. Jest owadem, przedstawicielem gatunku, który przeżył wiele milionów lat dużo, dużo więcej niż człowiek. Jeśli nadejdzie kiedyś taki dzień, że na pszczoły spojrzę inaczej, przedmiotowo, jako środek do zarabiania pieniędzy to po prostu chciałbym przestać być pszczelarzem.

*Marcin Sudziński jest artystą oraz pszczelarzem w Miejskiej Pasiece Artystycznej Centrum Spotkania Kultur w Lublinie. Ukończył Technikum Pszczelarskie w Pszczelej Woli oraz Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej.

Na zdjęciu głównym: Marcin Sudziński przy pracy. Fot. Miejska Pasieka Artystyczna Centrum Spotkania Kultur

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły

6 minuty czytania

21.02.2024

„W” czyli wycinka. Ratusz obiecuje, że na ul. Wallenroda wytnie jednak mniej

Kilka dni temu pisaliśmy o planach wycinek kilkunastu dużych drzew…

3 minuty czytania

08.02.2024

Kap, kap… Już pół roku czekają na pieniądze na łapanie deszczówki. To przez boom na dotacje

Kto liczył, że szybko otrzyma pieniądze na zbiorniki i instalacje…

5 minuty czytania

28.01.2024

Zajrzą w papiery, do pieca i szamba. Rusza megakontrola

Od poniedziałku Straż Miejska i miejscy urzędnicy zaczynają kontrole. To…

8 minuty czytania

27.01.2024

Trujesz? Nie szkodzi. Mandatu nie będzie, bo idą wybory

Od 1 stycznia w województwie lubelskim nie można już używać…

< 1 minuty czytania

02.01.2024

Strażacy walczą z plamą niezidentyfikowanej substancji na Bystrzycy

Po Bystrzycy przemieszcza się plama niezidentyfikowanych zanieczyszczeń. Patrol strażaków przy…

4 minuty czytania

29.12.2023

Porażki Palikota i sukcesy arcybiskupa. Mobbing w szkołach i nierówna walka o głosy wyborców. Najważniejsze nasze teksty w 2023

Po raz pierwszy ktoś opisał biznesowe posunięcia lubelskiej kurii. Sprawdziliśmy,…

4 minuty czytania

24.12.2023

Miasto Lublin rozbuduje ul. Zorza. Z 123 drzew nie zostanie żadne

Będzie nowy asfalt, nowe chodniki i ścieżka rowerowa. Projektant mgr…

4 minuty czytania

20.12.2023

Lublin. To będzie rzeź. 2,5 tysiąca drzew pod topór

Rozpoczyna się długo zapowiadana budowa ulicy Węglarza. Do wycinki przewidziano…