Udostępnij
Były senator odchodzi z Polski 2050. Jacek Bury mówi nam, że stracił cierpliwość i nie na taka partię umawiał się z Szymonem Hołownią. Zdradzamy kulisy tej sprawy.
Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.
nr konta: 71 1090 2590 0000 0001 4947 2615
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
paypal: kontakt@fundacjawolnosci.org
„Dobro człowieka i poszanowanie drugiej osoby są dla mnie nadrzędnymi wartościami, którymi kieruję się w swojej działalności zawodowej, prywatnej oraz politycznej. Od 10 lat angażowałem się w politykę samorządową i krajową. Starałem się współpracować z ludźmi merytorycznymi o podobnych wartościach i postrzeganiu polskiej racji stanu. Kilkakrotnie doświadczyłem rozczarowań. Polska scena polityczna swoim układem i standardami spycha ludzi początkowo propaństwowych w kierunku populizmu” – napisał na swoich profilach w mediach społecznościowych Jacek Bury. Przewodniczący regionu lubelskiego Polski 2050 ogłosił: „To już nie jest droga, którą chcę iść – nie mogę firmować swoim nazwiskiem takich działań. Dlatego z dniem 16 września 2025 roku odchodzę z partii Polska 2050 Szymona Hołowni”.
Z biznesu do polityki
Jacek Bury, rocznik ’67, przedsiębiorca, milioner prowadzący firmę zajmująca się handlem i transportem owoców i warzyw, w 2015 roku pojawił się w polityce. Razem z byłą już żoną Urszulą byli przy powstaniu Nowoczesnej – partii Ryszarda Petru. Przedsiębiorca udzielał się w ugrupowaniu, ale o polityczne stanowiska nie zabiegał. W 2018 roku został radnym Sejmiku Województwa Lubelskiego i z miejsca pokazał, że nie jest tu dla pieniędzy. Za diety, z których formalnie nie mógł zrezygnować, fundował stypendia dla młodzieży.
Już w 2019 r. odszedł z Nowoczesnej, a chwilę później był już kandydatem Koalicji Obywatelskiej do Senatu. Kampania była żywa, intensywna, a Bury robił rzeczy, których wcześniej w lubelskim wyścigu do Senatu było mało lub wcale. Nie zarzucał ludzi ulotkami, ale profesjonalnie opracowanymi i wydrukowanymi gazetkami, które w porannym szczycie rozdawał na ulicach Lublina, wręczając też kubek kawy. Miał rozpisany każdy tydzień kampanii i dokładny plan działań. I tak po latach senatorski mandat z Lublina nie trafił do PiS, ale do PO. Bury w Senacie dołączył do klubu KO, ale już w styczniu 2021 roku znów zmienił polityczne barwy – wstąpił do Polski 2050 Szymona Hołowni.
Już wtedy pojawiły się pytania o to, czy Jacek Bury będzie kandydował na prezydenta Lublina. Nie odpowiadał na nie jednoznacznie. Zostawiał pole na domysły, ale też wysłał sygnał do Platformy Obywatelskiej i prezydenta Krzysztofa Żuka (PO), że trzeba z politykiem Polski 2050 się liczyć i warto zabiegać o jego poparcie.
Jak miejscy aktywiści zostali na lodzie
W 2023 roku Bury ponownie do Senatu nie startował. Zaczął coraz mocniej budować zaplecze pod wybory samorządowe. Organizował Kongresy Rad Dzielnic, na których mówiono o tym, o czym nie chcieli rozmawiać miejscy radni na sesjach jak np. o spalarniach śmieci. Bury popierał zmiany w Statucie Miasta, zaprzyjaźniał się z ruchami miejskimi, aktywistami. Tworzył oddolną siłę, która miała szansę wejść do Rady Miasta i znaleźć się między siłami KO i PiS.
W 2024 roku Bury stworzył Komitet Wyborczy Wyborców Lublin 2050. To z niego mieli startować działacze Polski 2050 i krytyczni wobec polityki Ratusza aktywiści. Nic takiego się jednak nie wydarzyło , bo Bury zrobił nagły zwrot. Wszedł w wyborczą współpracę z Krzysztofem Żukiem i uzupełnił swoimi ludźmi jego szeroką koalicję z Nową Lewicą i PSL. Na liście komitetu Żuka znalazły się cztery osoby rekomendowane przez Polskę 2050, z których dwie zdobyły mandat: Marcin Wroński i Magdalena Szczygieł-Mitrus. W momencie przystąpienia Burego do Żuka miejscy aktywiści znaleźli się na przegranej pozycji. Było już za późno na zarejestrowanie swego własnego komitetu, a nie mogli „podpiąć” się pod KWW Lublin 2050, bo wszelkie pełnomocnictwa miał Bury.
Żal jest, zaskoczenia nie ma
– Niech już nie świruje. Od dwóch lat mówił, że chce odejść – tak w Polsce 2050 komentują ostatnią decyzję Burego. Rafał Maksymowicz, sekretarz regionalny partii też nie jest bardzo zaskoczony. – Choć miałem nadzieję, że Jacek będzie przewodniczącym do końca swojej kadencji. Bardzo go cenię i liczyłem, że zostanie, a potem – tak jak wiele razy mówił – nie będzie już kandydował – mówi nam Maksymowicz.
Sam Bury mówi nam, że nie miał zamiaru starania się o żadne partyjne funkcje. Ani na szczeblu lokalnym, ani krajowym. – Powiedziałem to jakieś pół roku temu, może więcej. I od tego czasu zaczęły się, wśród niektórych lubelskich członków, jakieś niezdrowe działania podyktowane myślą o starcie na przewodniczącego regionu – tłumaczy były senator.
Wewnętrzne wybory nowych władz regionalnych Polski 2050 mają się odbyć do końca tego roku. To, mimo rezygnacji przewodniczącego, się nie zmienia. Ale teraz Maksymowicz, jako sekretarz, stoi przed wyborem. Może zorganizować wybory uzupełniające lub poczekać na te zaplanowane. Każde z tych rozwiązań ma swoje złe strony. – Może się okazać, że wybierzemy przewodniczącego na dwa-trzy tygodnie, a następnie zostanie wybrany nowy. Z drugiej strony w tym momencie zarząd regionu nie może podejmować uchwał – wyjaśnia Maksymowicz.
Sławomir Ćwik, poseł Polski 2050 z Zamościa: – Zaskoczony nie jestem. Ale liczyłem, że wytrwa do końca kadencji. Szanuję jego wybór.
A ci, którzy mają żal, mówią nam nie tylko o tym, że Bury odszedł przed wyborami. – Szkoda, że dowiadujemy się z mediów, ale chyba tak samo zrobił, gdy opuszczał Nowoczesną – komentują.
„Dobrze, tato”
Jacek Bury tłumaczy, że jego cierpliwość się skończyła, bo nie tak miała wyglądać Polska 2050. – Zgłaszałem wiele razy swoje uwagi, mówiłem o swoich zastrzeżeniach i za każdym razem słyszałem odpowiedzi na zasadzie „dobrze, tato” – opowiada o kontaktach z centralą Polski 2050. – Z Szymonem umawiałem się na coś innego, na bezkompromisową zmianę Polski, standardów politycznych. Tymczasem Szymon wybrał inną drogę. Uznał, że trzeba wejść do systemu, żeby zmienić go od środka. Ja w to nie wierzę. Przeżywałem to już w Nowoczesnej i widziałem jak nie udało się to Januszowi Palikotowi, kiedy te wszystkie planowane zmiany zostały zamordowane – tłumaczy.

Jak opowiadają nam jego współpracownicy, prawdą jest, że od dawna Buremu nie było po drodze z zarządem krajowym partii. Ale mówią też, że teraz nastąpił punkt zwrotny, o którym sam Bury nie mówi.
– Poszło o jedno nazwisko – słyszymy od jednego działacza.
Inny opowiada, że władze regionalne Polski 2050 nie chciały przyjąć do partii jednej osoby, ale zarząd krajowy partii miał inne zdanie i unieważnił uchwałę podjętą w Lublinie. – Jacek odebrał to bardzo osobiście, honorowo. Zachował się, jak się zachował i podjął decyzję o odejściu. Szanuję to – słyszmy.
Kolejna osoba zdradza, że ta osoba w przeszłości należała do partii, ale odeszła obejmując ważne stanowisko urzędnicze. Straciła je i teraz chciała wrócić do Polski 2050, a Bury był temu przeciwny. – Szkoda. To osoba, która dużo wnosiła – zdradza jeden z naszych rozmówców.
Wszyscy, jak ognia, unikają podania nazwiska. W końcu jednak ktoś je wyjawia. Chodzi o Agatę Opolską. Jeszcze dwa miesiące temu była zastępczynią dyrektora Biura Wojewody Lubelskiego, ale odeszła z urzędu. I postanowiła wrócić do Polski 2050. To członkini Rady Dzielnicy Szerokie, która zaistniała mocniej w 2023 roku walczyła o zmiany w Statucie Miasta, które dawałby większą decyzyjność dzielnicom. Na co radni miejscy się nie zgodzili.
– Słyszałem, że powodem decyzji Jacka może być sprawa Agaty, ale nie jestem przekonany, czy to wszystko. Chyba jednak zaważyła współpraca z zarządem krajowym. Błąd popełnił Jacek, że w wyborach nie startował, że nie kandydował na prezydenta Lublina, ani do Senatu. Nie ma przez to takiej siły politycznej, która by mu pomagała w rozmowach z zarządem krajowym – ocenia kolejny działacz Polski 2050.
Teraz Nowa Polska?
Bury z polityki się definitywnie nie wycofuje, ale przekonuje, że obecnie skupia się na prowadzeniu biznesu i działaniu na rzecz lubelskich przedsiębiorców. Nie widzi się też w Nowej Polsce. To partia, której utworzenie właśnie ogłosił Wadim Tyszkiewicz, były prezydent Nowej Soli, obecnie senator. – Nie chcemy jałowić Polaków, chcemy rozwiązywać problemy Polaków. Chcemy łączyć, a nie dzielić. Przed państwem są ludzie, którzy w życiu bardzo dużo osiągnęli, a teraz swoją wiedzę, kompetencje chcą oddać Polsce i pracować wspólnie dla jej naprawy – mówił Tyszkiewicz. Zapowiadając, że Nowa Polska ma być „partią środka – liberalno-konserwatywną”, która nie będzie skupiać się wokół jednej osoby, ale grupy samorządowców i przedsiębiorców.
– Nie planuję – mówi Jacek Bury o ewentualnym dołączeniu do Nowej Polski. – Z całą moją sympatią do Wadima Tyszkiewicza czeka go bardzo trudna droga i dużo pracy, a szanse na powodzenie nie są wielkie – komentuje.
Na zdjęciu: Wojciech Wołoch, Jacek Bury, Szymon Hołownia i Rafał Maksymowicz (Fot. Jacek Bury Facebook)

