7 minuty czytania • 04.06.2025 09:06
Ile można zarobić w miejskiej spółce? Nawet kilkaset tysięcy złotych
Udostępnij
Rekordzistą pod względem łącznych zarobków wśród szefów spółek komunalnych jest prezes LPEC, który oprócz ponad 300 tys. zł pensji pobiera także wysoką emeryturę. Ale nie brakuje i takich, którzy mimo całkiem przyzwoitych wynagrodzeń, nie mają żadnych oszczędności.
Gmina Lublin, jak w nomenklaturze samorządowej określane jest nasze miasto, jest 100-procentowym właścicielem kilku spółek kapitałowych, a prawo głosu w najistotniejszych sprawach, czyli np. powoływania i odwoływania członków zarządu czy rad nadzorczych, podziału zysku lub pokrycia straty, przysługuje prezydentowi miasta (lub jego pełnomocnikowi).
Tak się zarabia w spółkach z zyskiem
Jednym z najlepiej zarabiających prezesów wśród szefów spółek komunalnych jest Marek Goluch (rocznik 1967), prezes LPEC, który tę funkcję sprawuje nieprzerwanie od 2017 roku. Co ciekawe – tak dużą organizacją, która zatrudnia 379 osób, kieruje jednoosobowo, gdy w innych mniejszych spółkach miejskich zarządy są 2- lub nawet 3-osobowe (np. MOSiR Bystrzyca – 291 pracowników). Energetyczna spółka jest jedną z nielicznych w ratuszowym portfolio, która przynosi solidne, coroczne zyski. Tak też było w minionym roku, kiedy LPEC zarobiło na czysto 6,46 mln zł (wzrost o 72 proc.) przy 581 mln zł przychodów (+12 proc.). Cały zysk poszedł na dywidendy: prawie 6 mln zł trafiło do kasy miasta, a pół miliona do Fundacji Rozwoju Sportu, której LPEC jest jednym z fundatorów.
Sam prezes Goluch zarobił w LPEC w zeszłym roku 336 tys.zł (miesięcznie daje to 28 tys. zł). Ale to niejedyne jego dochody: 125 tys. zł stanowiła emerytura, 35 tys. zł wpływy z najmu mieszkania, a niecałe 2 tys. umowa z Politechnika Lubelską. Łącznie w zeszłym roku na konto szefa LPEC wpłynęło prawie pół miliona złotych. Goluch wykazuje też całkiem pokaźny majątek, czym zdecydowanie wyróżnia się na tle innych szefów miejskich spółek, którzy nie mają żadnych oszczędności. I tak, prezes LPEC na rachunkach zgromadził 308 tys. zł i 80 tys. USD, ma także kilka nieruchomości: dom (1,2 mln zł), mieszkanie (550 tys. zł), oraz cztery działki o łącznej wartości 3,72 mln zł.
Wysokimi zarobkami mogą się też pochwalić trzej członkowie zarządu MPWiK Lublin – innej spółki komunalnej, która również co roku przynosi zyski. A ten za 2024 roku był wyjątkowo wysoki, bo wyniósł aż 11,76 mln zł, co oznacza, że podskoczył o prawie 1500 proc. w porównaniu z 2023 rokiem (wówczas było to 738 tys. zł). Ale Ratusz nie dostanie z tej kwoty ani złotówki – całość poszła na kapitał zapasowy i ma być przeznaczona przede wszystkim na budowę III niecki składowiska odpadów w Rokitnie. Przypomnijmy, że w tym roku w przychodach budżetu miasta zapisano, że z LPEC i MPWiK łącznie do kasy miasta ma trafić aż 100 mln zł, ale pieniądze mają pochodzić nie z zysków tych firm, a z tytułu umorzenia akcji.
W zeszłym roku prezesem MPWiK został Artur Szymczyk (rocznik 1969), który do wodnej spółki przeszedł wprost z Urzędu Miasta, gdzie był zastępcą Krzysztofa Żuka (PO) do spraw inwestycji i rozwoju. Musiał ustąpić miejsca Tomaszowi Fularze, byłemu prezesowi MPK Lublin, którego awans do Ratusza to efekt rosnącej pozycji Wspólnego Lublina. Ugrupowanie byłego przewodniczącego RM Piotra Kowalczyka, obecnie prężnego dewelopera, wraz z Platformą Obywatelską współrządzi miastem i ma coraz silniejsze wpływy w lubelskim Ratuszu.
Szymczyk do MPWiK trafił w czerwcu. Zgodnie z jego oświadczeniem majątkowym przez nieco ponad pół roku zarobił w MPWiK 193 tys. zł, co daje miesięcznie około 29 tys. zł, a więc dużo więcej niż dostawał na stanowisku wiceprezydenta. Szymczyk dorabia też w LPEC – jest w tam członkiem rady nadzorczej. Funkcja ta dała mu w zeszłym roku dodatkowe 63 tys. zł. Z kolei w Urzędzie Miasta zarobił 174 tys. zł z tytułu umowy o pracę i 18 tys. z umowy zlecenia. Mimo tak wysokich zarobków (łącznie ze wszystkich źródeł to 448 tys. zł w) prezes MPWiK nie ma żadnych oszczędności. Wykazuje dwa domy (o wartości 900 i 700 tys. zł) oraz mieszkanie (600 tys. zł).
Wiceprezes MPWiK Sławomir Matyjaszczyk (rocznik 1972), który ustąpił Szymczykowi fotel prezesa, w zeszłym roku zarobił w tej spółce 314 tys. zł (26 tys. zł miesięcznie). Ale zarobki nie przekładają się na jego majątek osobisty, bo wiceprezes praktycznie ich nie ma: na rachunku bankowym zgromadził niecałe 11 tys. zł, nie ma ani jednej nieruchomości, a w parku maszynowym wykazuje dwa kilkunastoletnie samochody – hondę i fiata.
Trzecim członkiem zarządu MPWiK jest Krzysztof Wójtowicz (rocznik 1966), niegdyś prezes Portu Lotniczego Lublin oraz członek zarządu Perła Browary Lubelskie. W spółce zarobił 294 tys. zł, co przekłada się na około 24,5 tys. zł pensji. W przeciwieństwie do swoich kolegów z zarządu Wójtowicz ma oszczędności: 195 tys. zł i 25 tys. zł w IKE. Ma też trzy mieszkania o wartości 500, 600 i 737 tys. zł, gospodarstwo rolne (100 tys. zł) oraz 54-arową działkę (250 tys. zł).
Ostatnim prezesem z grona spółek przynoszących stałe zyski jest Dariusz Kocuń (rocznik 1964), szef Towarzystwa Budownictwa Społecznego „Nowy Dom”. Co prawda za zeszły rok nie ma jeszcze sprawozdania finansowego spółki, ale w 2023 roku wykazywała ona 1,6 mln zł na plusie. Kocuń zarobił w TBS 241 tys. zł (20 tys. zł miesięcznie). Dodatkowe 32 tys. zł miał z tytułu zasiadania w radzie nadzorczej spółki Operator Gazociągów Przesyłowych Gaz-Sytem (już w niej nie jest), 21 tys. zł z Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych i 42 tys. z najmu nieruchomości. Ma też pokaźne oszczędności: na rachunku zgromadził 385 tys. zł.
Kocuń od 1 listopada zarządza spółką wraz z Wojciechem Wilkiem (rocznik 1972). To były burmistrz Kraśnika, a wcześniej poseł i wojewoda lubelski i szef kancelarii prezydenta Żuka. Po przegranym boju o kraśnicki Ratusz w listopadzie zeszłego roku Wilk został wiceprezesem TBS, co powszechnie było odczytywane jako rzucenia koła ratunkowego przez Krzysztofa Żuka swojemu partyjnemu koledze z PO. Przez dwa miesiące Wilk zarobił w TBS 26 tys. zł, co daje 13 tys. zł miesięcznie.
A tak zarabiają szefowie spółek pod kreską
Największą spółką komunalną pod względem liczby pracowników jest MPK Lublin (1167 etatów). I jednocześnie to spółka, która finansowo najbardziej obciąża budżet miasta – w 2023 roku, gdy prezesem był jeszcze Tomasz Fulara, strata netto przedsiębiorstwa wyniosła aż 58 mln zł. Po przejściu Fulary do Ratusza kierownicę MPK przejął dotychczasowy wiceprezes Bogdan Kołciuk (rocznik 1961). Za zarządzanie spółką w 2024 roku otrzymał prawie 304 tys. zł (25,3 tys. zł miesięcznie). Na rachunkach osobistych zgromadził 110 tys. zł, 35 tys. euro i 6 tys. USD. Jego zastępca Dariusz Tomasik w minionym roku zarobił w MPK 138 tys. zł (wiceprezesem został w czerwcu), a wcześniej – również pracując w tej spółce na innym stanowisku – 71 tys. zł.
Trzyosobowy zarząd jest w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji „Bystrzyca”, który również od lat przynosi straty (9,5 mln zł na minusie w 2023 roku). W sierpniu prezesem został Arkadiusz Nahuluk (rocznik 1966), który do spółki przeszedł z Ratusza ze stanowiska dyrektora Wydziału Gospodarowania Mieniem. Zastąpił w fotelu Marka Spuza vel Szposa, który „ewakuował się” na intratną posadę dyrektora generalnego oddziału PGE Dystrybucja w Lublinie. Nahuluk w MOSiR zarobił od sierpnia 2024 roku 129 tys. zł (około 25 tys. zł), a w Ratuszu 139 tys. zł. Ma dwa domy o wartości 1 mln zł i 860 tys. zł, a na koncie 18,5 tys. zł.
Wiceprezesem MOSiR jest Monika Lipińska (rocznik 1972), która do spółki trafiła w marcu zeszłego roku tuż przed wyborami samorządowymi. Wcześniej przez kilka lat była zastępczynią Żuka do spraw społecznych, ale w Ratuszu musiała zrobić miejsce dla Anny Augustyniak (PSL). Lipińska w MOSiR zarobiła 191 tys. zł (ok. 19 tys. miesięcznie), a w Urzędzie Miasta, jako wiceprezydent, przez dwa miesiące 93,6 tys. zł. Mimo solidnych zarobków nie ma żadnych oszczędności. Wykazuje 69-metrowe mieszkanie o wartości 450 tys. zł.
W skład zarządu MOSiR w październiku wszedł Maciej Wątróbka (rocznik 1975), który wcześniej w tej spółce był kierownikiem stadionów i boisk. Jako członek zarządu zarobił 27 tys. zł, a jako pracownik etatowy – 136 tys. zł. Wątróbka nie ma żadnego majątku – ani oszczędności, ani nieruchomości.
Od 10 lat Lubelskim Przedsiębiorstwem Gospodarki Komunalnej jednoosobowo zarządza Grzegorz Siemiński (rocznik 1969), który – o czym swego czasu było głośno – pracę w spółce miał zawdzięczać Piotrowi Kowalczykowi. Chodziło o głośną tzw. aferę podsłuchową: ówczesny przewodniczący RM Piotr Kowalczyk i Siemiński mieli ustalać między sobą przebieg i wynik konkursu na szefa LPGK. Jednym z dowodów miały być nagrania rozmów między Kowalczykiem, Siemińskim a innymi pracownikami Urzędu Miasta. Rzekome stenogramy z tych rozmów trafiły też do kilku lubelskich redakcji. Ostatecznie postępowanie zostało umorzone: prokuratura uznała, że urzędnicy nie dopuścili się przestępstwa i nie przekroczyli swoich uprawnień.
Za rządów Siemińskiego LPGK tylko raz – w 2023 roku – miało zysk: 1,1 mln zł. W jego osiągnięciu pomogła spółka Janusza Palikota Alembik Lublin, która wynajmowała od LPGK lokal po Czarciej Łapie na Starym Mieście. Po rozwiązaniu umowy LPGK wyliczyła, że najemca zainwestował w restaurację 1,3 mln zł i tę kwotę wpisała po stronie przychodów. Dzięki temu zysk na koniec roku wyniósł 1,1 mln zł. Gdyby nie ten zabieg księgowy spółka skończyłaby rok na minusie, tak jak w poprzednich latach, kiedy była nawet 4,6 mln zł pod kreską.
Siemiński w zeszłym roku zarobił w spółce 250 tys. zł, co miesięcznie daje około 20,8 tys. zł. Miał 53 tys. zł i 950 USD oszczędności oraz 76-metrowe mieszkanie o wartości 380 tys. zł.
Na zdjęciu od lewej: Grzegorz Siemiński (LPGK), Marek Goluch (LPEC) i Artur Szymczyk (MPWiK)




