Wesprzyj Kontakt

7 minut czytania  •  25.04.2026 15:19

Iga Dzieciuchowicz o Filharmonii Lubelskiej: „Takie rzeczy nigdy nie powinny się zdarzyć”

Iga Dzieciuchowicz o Filharmonii Lubelskiej: „Takie rzeczy nigdy nie powinny się zdarzyć”
 Iga Dzieciuchowicz – reporterka i autorka książek, z wykształcenia teatrolożka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Fot. Dawid Żuchowicz Agencja Wyborcza.pl

Udostępnij

Skarga na dyrekcję Filharmonii Lubelskiej, złożona przez związki zawodowe do Państwowej Inspekcji Pracy, zawierająca 12 relacji pracowniczych, to szokująca lektura. – Wierzę w te wszystkie opowieści. Opisują one formy przemocy w „białych rękawiczkach” – mówi Iga Dzieciuchowicz, reporterka, teatrolożka i autorka głośnej książki „Teatr. Rodzina patologiczna”, w której opisuje mechanizmy przemocy i nadużyć w polskim środowisku teatralnym.

Dziękujemy, że nas czytacie, wspieracie, wierzycie w sens tego, co robimy. Nie robimy tego dla nagród. Nagrody to zaszczyt, ale też ogromne zobowiązanie.

Jaką ma pani refleksję po lekturze artykułu „Whiplash po lubelsku”, który ukazał się w Dzienniku Wschodnim?

Wierzę w te wszystkie opowieści. Opisują one formy przemocy w „białych rękawiczkach”, które dobrze znam z innych instytucji. Bulwersuje mnie, że osoby pracujące projektowo, bez etatu, nie są odpowiednio chronione. Przywołano tam przypadek osoby, której doświadczenie molestowania seksualnego zostało zignorowane, a brak etatu uniemożliwił jej dochodzenie swoich praw. Takie osoby również powinny podlegać ochronie. Szokująca jest również sprawa pani, która o godz. 10 złożyła oficjalne zgłoszenie jako sygnalistka, dotyczące uporczywego braku harmonogramów czasu pracy, a już o godz. 13 została dyscyplinarnie przez dyrektora zwolniona. Oczywiście, gdy takie historie mówi jedna czy dwie osoby, można przypuszczać, że mamy do czynienia z konfliktem między pracodawcą lub przełożonym a pracownikiem. Jednak w przypadku Filharmonii Lubelskiej liczba relacji jest znaczna, a ich treść powtarzalna: pojawiają się podobne mechanizmy podważania i odbierania kompetencji. Dzieje się to czasami w sposób subtelny, „w białych rękawiczkach”, ale moim zdaniem cel jest jasny: sprawić, by te osoby poczuły, że brak im kompetencji i nie nadają się do tej pracy.

I w wielu przypadkach kończą u psychiatry…

Zapisani wiedza wczesniej 844x275 1
Zapisani wiedza wczesniej kwadrat

Opisywałam mobbing w różnych miejscach pracy i w gruncie rzeczy zawsze prowadzi on do podobnych skutków – pracownicy są wypaleni, a pod wpływem stresu zaczynają popełniać błędy, co przekłada się na pogorszenie jakości ich pracy. Tworzy się błędne koło: przełożony wykorzystuje te potknięcia jako argument, że „pracownik sobie nie radzi”, podczas gdy ten jest już tak zestresowany, że nawet samo pojawienie się dyrektora w pracy wywołuje napięcie, które paraliżuje i utrudnia wykonywanie obowiązków. W efekcie wiele osób trafia do psychiatry i na zwolnienie. Wielu jest tak wykończonych, że po prostu odchodzą, nie mają siły dochodzić swoich praw.

W przypadku Filharmonii Lubelskiej pracownicy składają skargi do dyrektora, który je ignoruje, więc kierują je do organizatora, czyli Urzędu Marszałkowskiego. A UMWL w każdej z analizowanych spraw postępuje tak samo: zwraca się do dyrektora o wyjaśnienia i uznawane je za wystarczające, opatrując sprawę stwierdzeniem: „wyjaśnienia dyrektora nie potwierdzają zarzutów”. Nie konfrontowano ich z dowodami przedstawianymi przez skarżących, nie próbowano ich weryfikować.

Często ludzie mówili mi, iż składali skargi, na przykład do marszałka, na funkcjonowanie instytucji. Pytałam wtedy, ile takich skarg złożyli, a oni odpowiadali, że robią to od dziesięciu lat. Słuchałam tego w osłupieniu. Okazywało się, że osoby nadzorujące te instytucje po prostu nie chcą nic zrobić, latami nikt nawet nie kiwnął palcem. Znam sprawę z mojego rodzinnego miasta Zielonej Góry. Dotyczy ona dyrektora Lubuskiego Teatru. Przeprowadzone audyty wykazały różne nieprawidłowości, choć nie przyniosły nowych ustaleń. Od lat wiedziano, że instytucja funkcjonuje niewłaściwie, a mimo to przez długi czas nikt się tym nie zajmował. Sprawa ruszyła dopiero po latach, gdy zaangażowali się aktywiści, dziennikarze oraz politycy z różnych opcji. Presja mediów ma niewątpliwie duże znaczenie w takich przypadkach.

Skoro mamy do czynienia z takim zamkniętym obiegiem, to co w takiej sytuacji mogą realnie zrobić pracownicy, którzy czują, że wszystkie te ścieżki instytucjonalne zawodzą?

W praktyce pozostaje chyba tylko sąd cywilny lub sąd pracy, a i tak trzeba liczyć się z tym, że taka sprawa może zakończyć się przegraną, bo jedynie niewielki odsetek osób wygrywa sprawy o mobbing. Przywoływałam te dane w swojej książce „Teatr. Rodzina patologiczna”. Są one naprawdę zniechęcające do walki o sprawiedliwość. To z kolei sprawia, że system bezkarności się umacnia.

Co jest przyczyną, że tak mało osób wygrywa sprawy o mobbing? Tak trudno go udowodnić?

Problemem jest zarówno trudność w udowodnieniu takich sytuacji, jak i brak świadków. Nawet osoby, które coś widziały lub słyszały, często nie chcą stanąć po stronie pracownika. W efekcie zostaje on sam naprzeciwko instytucji, bo pozew kieruje się wobec podmiotu, a nie konkretnego człowieka. Niedawno usłyszałam o przypadku osoby, która zostawiła dyktafon, by nagrać, jak traktuje ją przełożona. Kierowniczka znalazła urządzenie, a konsekwencje poniosła właśnie ofiara – została zwolniona za nagrywanie, choć próbowała jedynie zabezpieczyć dowody. W takiej sytuacji, cokolwiek się zrobi, może obrócić się przeciwko pracownikowi. Mimo to takie sprawy da się udowodnić, choć przemoc dziś często przybiera bardziej subtelne formy niż kiedyś. To już nie są krzyki czy wyzwiska, jak bywało w latach dziewięćdziesiątych. Częściej przybiera to formę ignorowania – na przykład mijania na korytarzu bez reakcji, braku odpowiedzi na „dzień dobry”, udawania, że ktoś nie istnieje, unikania kontaktu wzrokowego czy nieprzekazywania zadań osobie, która formalnie ma je w swoim zakresie obowiązków.

Kierownik artystyczny Filharmonii Lubelskiej w reakcji na artykuł opublikował napisał na swoim Facebooku, że nie jest osobą idealną, czasem jest bezpośredni, czasem zbyt emocjonalny, czasem mówiący za dużo i za ostro. Ale, jak twierdzi, czym innym są cechy charakteru, a czym innym zarzuty, które mogą zniszczyć czyjąś reputację.

Dla niego to cechy charakteru, a dla innych to najwyraźniej zwykły brak kultury i przemoc słowna. Przeczytałam, w jaki sposób zwracał się do tych kobiet i dla mnie są to sytuacje, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Wiele z tych wypowiedzi miało charakter werbalnego molestowania. W Niemczech za coś takiego po prostu wylatuje się z pracy. Tłumaczenie kierownika artystycznego, który zasłania się tym, że fakty zostały przekręcone, a wydarzenia nie wyglądały tak, jak opisują je bohaterowie reportażu, to narracja, z którą bardzo często spotykałam się podczas pracy nad swoją książką. Sugestie, że istnieją jakieś „dodatkowe informacje”, rzekomo zatajone, że nie powiedziano wszystkiego, pojawiają się regularnie. Ma to oczywiście na celu podważenie wiarygodności relacji ofiar i przekonanie, że nic się nie wydarzyło, a cała historia została zmyślona. Gdy brakuje innych argumentów, osoba, której dotyczą zarzuty, zaczyna przedstawiać się jako ofiara spisku – twierdzi, że grupa pracowników działa w zmowie, by pozbawić ją stanowiska. Tak było na przykład w przypadku byłego dyrektora Teatru Bagatela.

Kierownik artystyczny zrezygnował i do pracy już nie wróci. A jaki los powinien spotkać dyrektora Filharmonii Lubelskiej?

Odpowiem tak: ryba psuje się od głowy. W tej instytucji konieczne jest przeprowadzenie wnikliwych kontroli, a potem wdrożenie środków naprawczych.

W Filharmonii Lubelskiej trwa kontrola Państwowej Inspekcji Pracy, która została wydłużona do połowy maja…

Tylko że przeprowadzane kontrole bardzo często niczego nie wykazują, bo pracownicy boją się mówić czy nawet wypełnić anonimowe ankiety. Drugą sprawą jest czas oczekiwania na wyniki kontroli. Ile pracownicy będą czekać? Kolejne pół roku? Rok? Czy w tym czasie zapewni im się bezpieczeństwo w pracy? Nie wiadomo.

Co teraz powinni zrobić poszkodowani pracownicy Filharmonii Lubelskiej?

Najważniejsze jest to, by się zjednoczyli i działali solidarnie. Z mojego zawodowego doświadczenia wynika jednak, że wiele instytucji próbuje zamieść sprawę pod dywan. Domyślam się, że pracownicy są i tak już zmęczeni atmosferą w pracy, więc walka może być dla nich wyczerpująca. Myślę jednak, że warto, by się nie poddawali. Bohaterowie moich reportaży, którzy doświadczyli mobbingu powtarzają po latach, że żałują jednego: że zgłosili sprawę tak późno. Natomiast nigdy nie żałują, że zdecydowali się zawalczyć o sprawiedliwość.

Czy instytucje kultury – teatry, filharmonie – mają jakieś specyficzne cechy, które sprzyjają powstawaniu patologicznych sytuacji na linii przełożony – podwładny?

Problem wynika w dużej mierze z tego, że w tych zespołach wciąż dominuje silna hierarchia i bardzo przestarzały sposób zarządzania. Utrwaliło się też przekonanie, że artyście wolno więcej. I mam wrażenie, że w wielu miejscach było to wykorzystywane jako przyzwolenie na przekraczanie granic. Wszelkie próby wprowadzania bardziej nowoczesnych rozwiązań spotykają się z oporem, bo pojawia się argument: „jesteśmy artystami, pracujemy inaczej, to nie jest praca jak u księgowej czy informatyka”. Często funkcjonuje też podejście: „zawsze tak było i niech tak zostanie”, bez refleksji, czy to działa dobrze i jaki koszt psychicznyponoszą pracownicy. Teraz młodsze pokolenie zaczyna to od środka zmieniać. Chcą pracować bardziej kolektywnie, domagają się przejrzystości, na przykład jawnych list płac, i oczekują przestrzegania kodeksu pracy. Bez ciągłego zostawania po godzinach, bo „robimy  tu wielką sztukę”.

Iga Dzieciuchowicz – reporterka i autorka książek. Z wykształcenia teatrolożka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Jej teksty ukazywały się m.in. w „Dużym Formacie”, „Tygodniku Powszechnym” i na portalu Onet. Obecnie związana jest z tvn24. Specjalizuje się w reportażach dotyczących przemocy seksualnej, dyskryminacji ze względu na płeć, zdrowia psychicznego oraz mobbingu w pracy. Dwukrotna finalistka nagrody Grand Press, laureatka Festiwalu Wrażliwego oraz finalistka nagrody Wirtuale. Autorka książki reporterskiej „Teatr. Rodzina patologiczna”, w której opisuje mechanizmy przemocy i nadużyć w polskim środowisku teatralnym, która odsłania systemową przemoc, mobbing i nadużycia w polskim teatrze oraz mechanizmy władzy i milczenia, przez lata chroniące sprawców i utrwalające te zjawiska.