5 minut czytania • 26.10.2024 16:49
Historia jednego komentarza, czyli dlaczego prezes TBV kopał w krzesła i ile oszczędził na podatku od górek czechowskich
Udostępnij
Na sformułowania „TeBeWał” i „debilny sposób” prezes deweloperskiej spółki Wojciech Dzioba zareagował wyjątkowo nerwowo. Swoje oburzenie przekuł potem na prywatny akt oskarżenia przeciwko internaucie, który napisał komentarz. Dzięki aktom sprawy wiemy też, ile miasto straciło na podatku od nieruchomości za górki czechowskie. Sam Ratusz odmawia podania tej kwoty.
Zaczęło się od komentarza na profilu Facebook Dziannika Wschodniego. Mieszkaniec Lublina napisał: „Dzioba (prezio TeBeWał) nie pierwszy raz w debilny sposób próbuje zmanipulować tanimi argumentami mieszkańców Lublina. Głupich to musi szukać w ratuszu albo we własnej „firmie”.
Dotknięty tym komentarzem prezes TBV Investment Wojciech Dzioba sprawiedliwości postanowił szukać w sądzie. W maju 2022 roku oskarżył mieszkańca Lublina o zniesławienie za pomocą środków masowego komunikowania.
– Wpis obraża moją rodzinę, moją żonę, moje dzieci – tłumaczył przed sądem Dzioba. Na rozprawach zeznawali także pracownicy deweloperskiej spółki. Wskazywali, że atmosfera w miejscu pracy po lekturze tego komentarza przypominała „granat z otwartą zawleczką”. Jedna z osób była świadkiem, jak prezes ze zdenerwowania kopie w krzesła i stół.
Wojciech Dzioba zeznał też, że wyrazy oburzenia i zdziwienie „że spółka nic z tym nie robi” płynęły od jego podwładnych, klientów, a nawet spotykanych na korytarzach przypadkiem i w przelocie urzędników.
W prywatnym akcie oskarżenia można także przeczytać, że „obrońcy tworzą mit górek czechowskich„, „wykorzystują do swoich celów temat zbiorowisk roślin, ochrony zwierząt żyjących na Górkach Czechowskich – głównie chomika – czy historycznych miejsc pamięci”. A także, że „posługują się pseudonaukowymi argumentami i działają na emocje odbiorców”. Prawdopodobnie chodzi o Inwentaryzację przyrodniczą, której opracowanie miasto zleciło naukowcom w 2019 r.
Internauta niewinny, za adwokatów płaci spółka
Pozwany mieszkaniec wnosił o umorzenie sprawy. Argumentował, że nie wypowiadał się krytycznie o Wojciechu Dziobie – nie oceniał jego postawy ani osoby. Sąd ostatecznie postępowanie umorzył. Zdaniem sądu zachowanie nie spełniało znamion czynu zabronionego, a stanowiło dozwoloną krytykę.
Zażalenie na takie rozstrzygnięcie wniosła kancelaria reprezentująca Dziobę – Kryczka i Banach -adwokaci (za jej usługi w tej sprawie – 12,3 tys. zł – zapłaciła spółka TBV Investment). Litanię nieprawidłowości podsumowała sformułowaniem: „zachowanie oskarżonego było zwykłym 'hejtem’”.
Sąd uwzględnił zażalenia. Wskazał, że dla dozwolonej krytyki nie wystarczy działanie w obronie społecznie uzasadnionego interesu – musi być ono jeszcze prawdziwe. Sprawa trafiła do mediacji. Mieszkaniec przeprosił, wyraził ubolewanie z powodu takiego obrotu sprawy, a nawet zobowiązał się do powstrzymania od dalszej krytyki. Strony nie doszły jednak do porozumienia.
Sprawa ponownie trafiła do sądu. Tym razem sąd uniewinnił mieszkańca. Zdaniem sądu komentarz mieścił się w ramach dozwolonej krytyki, a ewentualne poniżenie nie obejmowało opinii publicznej a wąski krąg współpracowników Dzioby. Sąd wskazał ponadto, że prezes spółki deweloperskiej musi mieć „grubszą skórę” jeśli chodzi o krytykę. Zwrócił też uwagę na nierównowagę podmiotów. – Za oskarżycielem stoją jego spółki i ich zasoby finansowe – czytamy w uzasadnieniu.
Dzioba i od tego wyroku się odwołał. Sąd Apelacyjny w lipcu 2023 roku utrzymał wyrok w mocy. Zdaniem sądu komentarz mieszkańca nie był obraźliwy, a drugie zdanie komentarza nie pomawia oskarżyciela. – Mało elegancki język w komentarzu świadczy tylko i wyłącznie o kulturze jego autora – czytamy w uzasadnieniu.
Chcieliśmy dowiedzieć się czy był to jedyny akt oskarżenia o pomówienie ze strony Wojciecha Dzioby, a także czy dalej doświadcza „hejtu” i jak sobie z tym radzi. Odmówił jednak rozmowy z naszą redakcją.
Oto wielka tajemnica Ratusza
Dzięki prywatnemu aktowi oskarżenia, jaki prezes Dzioba wytoczył internaucie, znamy też wysokość podatku, jaki przez pięć lat płaciłaby deweloperska spółka, gdyby na ten okres nie oddała miastu 75 hektarów górek czechowskich pod „naturalistyczny park”.
Temat ten pojawił się na wrześniowej sesji rady miasta podczas kilkugodzinnej dyskusji nad wszczęciem dla tego terenu procedury Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego (ZPI). Kilka razy pytał o to Piotr Gawryszczak (PiS), pytał też Andrzej Pruszkowski (PiS). Reprezentujący miasto zastępca prezydenta ds. inwestycji i rozwoju Tomasz Fulara odpowiedzi nie udzielił, ale obiecał niezwłocznie zrobić to na piśmie. Szybko jednak okazało się, że to „tajemnica skarbowa”. Radny Gawryszczak policzył wówczas sam (na podstawie stawek podatku od nieruchomości w latach 2020-2024). – Wyszło mi, że przez te pięć lat miasto straciło 3,5 mln zł – przekazał.
– Oddać takie zobowiązania podatkowe za złotówkę, to jest naprawdę świetny pomysł – skomentował sprawę radny Pruszkowski.
75 ha górek czechowskich spółka TBV przekazała miastu za symboliczną złotówkę dokładnie 5 lat temu. Umowę sprzedaży i ustanowienia służebności podpisała z gminą Lublin 30 września 2019 r. Miasto zobowiązało się wówczas, że w ciągu 5 lat przeprowadzi procedurę zmiany miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, by na terenach przeznaczonych w obowiązującym planie pod zabudowę usługową i obiekty sportowe deweloper mógł zbudować blokowiska. To się jednak nie udało – uchwalone głosami klubu radnych Krzysztofa Żuka studium zaskarżył ówczesny wojewoda Przemysław Czarnek (PiS). Na kilka lat sprawa utknęła w sądach kilku instancji.
I choć jesienią zeszłego roku Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie rozstrzygnął sprawę po myśli prezydenta Lublina i dewelopera, to pojawiła się kolejna przeszkoda – wybory samorządowe. Tematu zabudowy blokami 30 ha terenu zielonego starający się o reelekcję Krzysztof Żuk unikał jak ognia.
W sierpniu br. TBV Investement skorzystał z przysługującego mu prawa odkupu – i tak 75 ha górek z powrotem stało się jego własnością. Skierował wówczas do miasta wniosek o uchwalenie Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego dla tego terenu, a zdominowana przez klub Krzysztofa Żuka (PO) rada miasta się na to zgodziła. Procedura trwa.
W aktach sądowych czytamy, że w 2018 roku TBV miał zapłacić ponad 800 tys. zł podatku od nieruchomości za cały teren górek czechowskich. Dwa lata później, gdy 75 ha zostało przekazane miastu, spółka płaciła już niecałe 300 tys. zł. Przez okres pięciu lat, gdy teren nie należał do spółki, oszczędności mogły więc wynieść 2,5 mln zł.
W trakcie rozprawy prezes Dzioba przyznał: Wybudowanie szkoły w tym miejscu dla inwestycji mojej spółki byłoby również korzystne.
W ten sposób tłumaczył, dlaczego chce sprzedać miastu za złotówkę także wartą kilka milionów działkę w okolicy górek czechowskich.
Swoje relacje z władzami miasta przed sądem opisywał tak: – Związki gospodarcze, towarzyskie z decydentami tego miasta mam takie same jak z wysokim sądem, czyli żadne – zapewniał. Dodał, że chciałby być traktowany „jak każdy inny deweloper w tym mieście”.
Do kwestii znacznie pomniejszonej kwoty podatku w uzasadnieniu wyroku odniósł się też sąd. – Dzięki wyzbyciu się własności przedmiotowego terenu TBV Inwestycje oszczędza na podatkach, które trafiają do budżetu Lublina, w wysokości ok. pół miliona złotych rocznie. Oszczędza również środki, które musiałaby przeznaczyć na utrzymanie nieruchomości – czytamy.
Na zdjęciu: Otwarcie ścieżki terenowej na górkach czechowskich w maju 2021 r. Od lewej: radna Jadwiga Mach(klub Żuka), ówczesny zastępca prezydenta ds. operacyjnych Artur Szymczyk, radny Zbigniew Jurkowski (klub Żuka), prezes TBV Wojciech Dzioba. Za koncepcją powstania naturalistycznego parku na górkach czechowskich stoją dwie pracownie projektowe – Bolesława Stelmacha i Piotra Szkołuta. (Fot. Park na Górkach Czechowskich/FB)



