Wesprzyj Kontakt

6 minut czytania  •  29.07.2025 21:32

Filharmonia Lubelska demontuje organy. Dyrektor mówi o poprawie akustyki, muzycy o „zbrodni w biały dzień”

Filharmonia Lubelska demontuje organy. Dyrektor mówi o poprawie akustyki, muzycy o „zbrodni w biały dzień”

Udostępnij

Kosztowały miliony złotych, służyły ponad ćwierć wieku, a pięć lat temu przeszły gruntowną modernizację. Teraz jednak decyzją dyrektora Filharmonii Lubelskiej, Dominika Mielko, instrument zostanie zdemontowany i trafi do magazynu. – To jest wprost niewyobrażalne – komentuje krótko Teresa Księska-Falger, była wieloletnia szefowa Filharmonii Lubelskiej.

Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.

„Są dziełem znanej i cenionej, działającej od 1820 r. w Poczdamie, firmy Alexander Schuke. Projekt dyspozycji instrumentu wykonał szef firmy Matthias Schuke, a ostateczny kształt brzmieniowy konsultował ówczesny organista Filharmonii Robert Brodacki. Organy mają 10 głosów językowych, a ogólna liczba piszczałek wynosi 3904. Dużym udogodnieniem dla grającego są 64 wolne kombinacje typu Setzer wykonane przez firmę Heuss” – to opis instrumentu ze strony MusicamSacram.pl.

Organy od lat są nieodłączną częścią i ozdobą sali koncertowej Filharmonii Lubelskiej. Jej wizytówką. „Całość dopełnia efektownie, ale i bardzo praktycznie zaprojektowany oraz wykonany prospekt organów, który stanowi centralny akcent dekoracyjny estrady.” To się jednak wkrótce zmieni.

Zamówił Natanek, zamontowała Księska-Falger

Pomysł, by Filharmonia Lubelska miała swoje własne organy koncertowe, wyszedł od wieloletniego dyrektora Filharmonii Lubelskiej (1969-1996) Adama Natanka. To był koniec lat 80. Czas gdy takie zakupy nie były łatwe.

To ja wybierałem te organy, a ile starań trzeba było, by je zdobyć – wspomina dziś prof. Natanek. Instrument kosztował wówczas ok. 600 tys. marek, czyli prawie 2 mln zł.

Dyrektor Natanek stawał na głowie, żeby organy koncertowe trafiły do Lublina – wspomina były klarnecista FL, Andrzej Mazur.

Wykonane na zamówienie organy zamontowane zostały latem 1997 r. gdy dyrektorką była już Teresa Księska-Falger. Bezczynnie nie stały – dzięki nowemu instrumentowi w filharmonii mogły odbywać się koncerty organowe. Pierwszy miał miejsce w grudniu 1997 r. Ale organy wykorzystywano także na wydarzeniach impresaryjnych organizowanych w FL. Grała na nich na przykład Monika Brodka podczas koncertu w październiku 2016 r. Dokładnie pięć lat temu Filharmonia Lubelska pochwaliła się gruntowną modernizacją i konserwacją instrumentu przy okazji zapraszając na wrześniowe koncerty z cyklu „Czas to miłość…”. . – Poprawiony efekt brzmieniowy mogą ocenić Państwo samizachęcała FL na swoim Facebooku.

Gorąca darowizna w rękach dyrektora

Od strony formalno-prawnej organy zamontowane w sali koncertowej FL były własnością samorządu województwa. Zmieniło się to niedawno – dokładnie miesiąc temu. 27 czerwca br. zarząd województwa przekazał organy Filharmonii Lubelskiej. Pod uchwałą „w sprawie darowizny organów koncertowych” podpisali się marszałek Jarosław Stawiarski (PiS) i wicemarszałek Piotr Breś (PiS). Tego samego dnia uchwała weszła w życie.

Dyrektor Mielko błyskawicznie wziął sprawy w swoje ręce. Ogłoszenie na platformie zamówienia.gov.pl pojawiło się już 24 lipca. Jak czytamy, chodzi o „demontaż i wykonanie projektu organów znajdujących się w sali koncertowej Filharmonii Lubelskiej”. Na oferty firm zaintersowanych zamówieniem instytucja czeka tylko do 1 sierpnia. A z umowy, jaką marszałkowska instytucja podpisze z wykonawcą, wynika, że ten na „dokonanie zgłoszenia do odbioru kompletnego projektu (dokumentacji projektowej) nowego instrumentu” ma tylko 120 dni. Organy znikną ze sceny jeszcze wcześniej. – Przy czym rozbiórka istniejącego instrumentu i jego transport do magazynu powinny zakończyć się do 15 września 2025 r. – zastrzega FL.

Na to wszystko FL zamierza wydać 180 tys. zł. A dyrektor Dominik Mielko pytany o to dlaczego demontuje instrument tłumaczy: – Przymierzamy się do poprawy akustyki sali. Żeby to zrobić muszą być zdemontowane organy. Jest możliwość zrobienia wgłębienia i spróbujemy wtedy te organy rozplanować w inny sposób.

Dyrektor przyznaje też, że organy koncertowe są sprawne.

Zdemontowane, zdeponowane i… sprzedane?

Z ogłoszenia przetargowego wynika, że „zdemontowane elementy zostaną przetransportowane i umieszczone w wyznaczonym magazynie Filharmonii na terenie miasta Lublin”. Muzycy z orkiestry, z którymi rozmawialiśmy, nie wierzą jednak, by instrument kiedykolwiek wrócił na miejsce.

Mówi się, że jest już kupiec, ksiądz, a organy trafią do kościoła – mówi nam jeden z filharmoników.

Nie ma kupca, organy zostaną umieszczone w magazynie – odpowiada na to dyr. Mielko. W rozmowie z nami nie przesądza, czy stare organy wrócą na miejsce. W ogłoszeniu przetargowym jest jednak wprost mowa o wykonaniu „pełnej dokumentacji projektowej nowego instrumentu organowego przeznaczonego do użytku w sali koncertowej Filharmonii Lubelskiej, z uwzględnieniem jego głównej roli jako instrumentu towarzyszącego orkiestrze symfonicznej, a także wykorzystywanego w repertuarze chóralnym, solowym oraz edukacyjnym”.

To, że dyr. Mielko finalnie planuje organy koncertowe sprzedać, potwierdziła nam też jedna z wysoko postawionych osób w urzędzie marszałkowskim.

Muzycy Filharmonii Lubelskiej są oburzeni. – To jest rozbój w biały dzień – mówi jeden z nich.

Przez lata te organy były wizytówką naszej filharmonii. Dlaczego to miałoby się zmienić? Tym bardziej że organy są w dobrym stanie i były serwisowane – wtóruje mu drugi.

To jest wprost niewyobrażalne – komentuje krótko Teresa Księska-Falger, była dyrektorka instytucji.

„Demontaż to nieodwracalna degradacja”

Wszystkich, z którymi rozmawialiśmy, nie przekonuje też tłumaczenie dyrektora Mielko, że demontaż organów koncertowych wynika z chęci poprawy akustyki. – Kiepska akustyka to owoc gołych ścian, organy nie mają nic do tego – mówi jeden z naszych rozmówców.

Kłopoty z dźwiękiem zaczęły się jesienią 2015 roku, gdy muzycy wrócili do FL po jej gruntownym remoncie. Zamysłem architekta Bolesława Stelmacha było odsłonięcie w sali koncertowej gołych cegieł co odnosiło się do historii budynku, który przez 40 lat był Teatrem w Budowie. Ale cegły sprawiły, że dźwięk po sali źle się rozchodził. – Niektórzy widzowie nie słyszeli muzyków. To szybko udało się poprawić, ale problem z niesłyszącymi się nawzajem artystami pozostał – opisywał w 2018 r. Kurier Lubelski. Urząd Marszałkowski planował wówczas wydać 2 mln zł na stalowy szkielet stropodachu, który miałby wygłuszyć salę. Nie znalazł jednak wykonawcy.

Wojciech Rodek, dyrektor Filharmonii Lubelskiej w latach 2018-2022 (od czerwca br. dyrektor Sinfonia Iuventus w Warszawie), też jest decyzją swego następcy zaskoczony: – Znajdujący się w Urzędzie Marszałkowskim projekt poprawy akustyki, którego pierwszy etap zrealizowałem, nie przewidywał żadnego demontażu organów – mówi nam. – Instrument był niedawno gruntownie wyremontowany. Jego demontaż to nieodwracalna degradacja.

Wątpliwości nie ma też Adam Natanek. – To sytuacja nie do przyjęcia. Tym sposobem nie poprawia się akustyki.

Dyrektor z kontrowersyjnego konkursu

Dominik Mielko kieruje Filharmonią Lubelską od września 2023 r. Wygrał konkurs, który budził niemałe kontrowersje – chodziło o skład komisji konkursowej, która oceniała kandydatów. Zasiedli w niej m.in.Maciej Rysak i Aleksander Resiak. Obaj bardzo dobrze znali się z Mielko, jako muzycy kierowanej przez niego Orkiestry Lubelskiej Akademii Muzyki Dawnej. Dodajmy, że prawo jasno zakazuje, żeby w komisji konkursowej zasiadały osoby, które są w jakikolwiek sposób powiązane z kandydatami.

Fundacja Wolności (wydawca Jawnego Lublina) wnioskowała wówczas do zarządu województwa o unieważnienie konkursu i zorganizowanie nowego. Argumenty Fundacji (o przeprowadzeniu i rozstrzygnięciu konkursu z naruszeniem przepisów prawa) nie przekonały też ówczesnego wojewody lubelskiego Lecha Sprawki (PiS), który mógł unieważnić uchwałę zarządu województwa o powołaniu dyrektora, ale tego nie zrobił.

Na zdjęciu: Organy koncertowe zostały zamontowane w sali koncertowej Filharmonii Lubelskiej w 1997 r. Dziś dyr. Dominik Mielko je demontuje (Fot. Filharmonia Lubelska)

https://jawnylublin.pl/marszalek-znow-szuka-dyrektora-filharmonii/
https://jawnylublin.pl/bitwa-o-kulture-miala-byc-radosc-z-koncertu-jest-skandal-i-rozczarowanie-to-zwykle-oszustwo/
https://jawnylublin.pl/donosy-zwolnienia-represje-komu-w-filharmonii-przeszkadzaja-zwiazkowcy-z-solidarnosci/

12 komentarzy

  • Muzyk pisze:

    Bardzo dobra decyzja! Teraz w to miejsce powiesić halkę.

  • Muzyk pisze:

    A może w końcu ktoś by się zainteresował tym co Pan Dyrektor i przyjaciel robią z ludźmi w tej jak, że zacnej instytucji… ¾ załogi na zwolnieniach psychiatrycznych reszta zmuszona do „samodzielnego” odejścia.
    To co chce zrobić z organami to nic w porównaniu z tym jak traktuje personel.
    A Urząd Marszałkowski mimo oficjalnych zgłoszeń nabiera wody w usta…

    I usuwanie nieprzychylnych komentarzy na FB

  • wiki pisze:

    Nie wierzę w takie przypadki. Już wszystko jest pewnie dogadane, pójdzie spora kasa i kto ma zarobić to zarobi.

  • Puchała Jerzym pisze:

    Ostatnio Czarnek mówił o osobach z koalicji że im słońce głowy przegrzewa ale widać że zna ten temat dokładnie w gronie swoich kolegów z PiSu. Jeżeli nikt nie zmieni tej decyzji to trzeba sprawę zgłosić do prokuratury że działania marszałka i dyrektora są działaniami na szkodę spleczenstwa i niegospodarne działania dyrektora na szkodę filharmonii. Mam propozycję abyśmy to zgłosili razem . A do redakcji mam prośbę o stworzenie takiego zgłoszenia i umożliwienia podpisu przez osoby którym zależy na dobru kultury lubelskiej

  • Zaniepokojona pisze:

    To co tam się odwala to nie tylko niegospodarność ale i nieobyczajność. Przyjaciel Dyrektora zatrudnia dzieci świeżo co po ukończeniu pełnoletności na umowy zlecenie.

  • Mike pisze:

    No prosze jak to znowu pisie szambo rozwala coś co było tyle lat. Tylko się ta swolocz dorwała do władzy i już kolesiostwo i rozdawnictwo na prawo i lewo ☆☆☆☆☆ ☆☆☆

  • Konrad pisze:

    To widać u nich rodzinne. Jego siostra pracuje na wysokim stanowisku w innej lubelskiej placówce i też gnębi ludzi.

  • Nazwa pisze:

    Ten pomysł o zgłoszeniu marszałka do prokuratury? Bardzo dobry! Nie wiem tylko, jak miałoby się to odbyć zgodnie z prawem. Przecież już urząd groził redakcji Jawnego Lublina, za mówienie prawdy…

  • Obywatel_7 pisze:

    Śledztwo dziennikarskie by się przydało – z pełnym ujawnianiem kolejnych kroków i odkryć.
    Pomysł likwidacji takiego instrumentu jest zbyt absurdalny żeby KTOKOLWIEK uwierzył w jakiekolwiek inne przyczyny niż szare interesy i gotóweczka pod stolikiem i/lub nepotyzm i – żeby nie napisać niecenzuralnie – „zabieganie o tzw. względy”.
    Wielokrotnie już w historii bywało, że cwaniaków gubiła w końcu arogancja: szemrane interesy robiło się przez lata, dopóki nie zrobiło się tak oczywistego i widocznego przekrętu w biały dzień, że w końcu do d_py się ktoś dobrał skutecznie, bo nie dało się udawać, że się tego nie widzi.

  • meloman pisze:

    To teraz będę szczery do bólu. Akustyka sali FL w ogóle nie nadaje się do jakichkolwiek koncertów organowych – prawie w ogóle nie ma żadnego pogłosu. Człowiek ma wrażenie, jakby siedział wewnątrz instrumentu albo słuchał koncertu na elektrycznym Johannusie w saloniku wyłożonym pluszem. W ogóle nie wiem co do tego mają „gołe ściany”, bo ich wytłumienie spowoduje usunięcie resztek pogłosu, które jeszcze chwilami słychać. Nie chodzę do FL na żadne koncerty organowe, tego po prostu nie da się słuchać, chyba że jest to dzieło orkiestra + organy, wtedy od biedy da się jeszcze wytrzymać.

    Mój komentarz nie jest ani za ani przeciw demontażu organów, ich zmianie czy remontowi sali. Jest to po prostu stwierdzenie faktu, co by nie zamontować w tej sali, to będzie się tam marnowało.

  • Meloman pisze:

    A może by tak podać link do petycji?
    Każdy meloman chetnie się podpisze!!!

  • Egzekutor pisze:

    A moja propozycja jest taka: Rozwiązać w trybie natychmiastowym całą Filharmonię Lubelską. Majątek zlicytować, zaś budynek sprzedać UMCSowi. Odkąd FL przeniosła się z Osterwy-ta instytucja jest obłożona jakąś klątwą. Do kanonu przeszła już sytuacja, kiedy na próbie uznany w świecie Maestro zaproponował powtórzenie fragmentu utworu, na co z sekcji waltorni padła odpowiedź: „A po co?” No właśnie… Po co?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *