13 minut czytania • 12.11.2024 08:04
Exodus z Lublina na wieś. Radna mieszka w Turce, prezydent w Jakubowicach, a jego zastępca w Jabłonnej
Udostępnij
Magdalena Szczygieł-Mitrus to kolejna, piąta już radna prezydenckiego klubu, która według naszych ustaleń na stałe nie mieszka w Lublinie. A sam patron klubu – Krzysztof Żuk – w temacie podmiejskiego exodusu swoich radnych, a także swojego miejsca zamieszkania, wypowiadać się nie zamierza. Sprawą zajęli się prawnicy wojewody.
W zeszłym tygodniu przedstawiliśmy wyniki naszego wielotygodniowego śledztwa. Ujawniliśmy, że cztery radne z klubu Krzysztofa Żuka nie mieszkają w Lublinie – wybrały życie w ościennych gminach.
Monika Kwiatkowska przeniosła się do wsi Jakubowice Konińskie w gminie Niemce, Anna Ryfka ma dom w Wólce, Marta Gutkowska mieszka w Snopkowie w gminie Jastków, a Kamila Florek w Elizówce w gminie Niemce. Kwiatkowska i Florek należą do Wspólnego Lublina byłego przewodniczącego Rady Miasta Piotra Kowalczyka. Ryfka i Gutkowska są teoretycznie członkiniami Platformy Obywatelskiej, ale sympatyzują również z formacją Kowalczyka.
Faktycznym miejscem zamieszkania wspomnianej czwórki zajęliśmy się z uwagi na to, że kodeks wyborczy precyzuje jasno: aby mieć bierne prawo wyborcze należy stale zamieszkiwać w gminie, do której się kandyduje. Przed wyborami każda osoba startująca do rady gminy, powiatu, czy sejmiku wojewódzkiego podpisuje oświadczenie o wyrażeniu zgody na kandydowanie, w którym deklaruje m.in., że stale zamieszkuje na terenie odpowiednio gminy, powiatu czy województwa.
Kodeks podaje nawet definicję stałego zamieszkania: „oznacza to zamieszkanie w określonej miejscowości pod oznaczonym adresem z zamiarem stałego pobytu„. Ponadto – jak wynika z kodeksu cywilnego – można mieć tylko jedno miejsce zamieszkania. Co istotne, obowiązek stałego zamieszkiwania w gminie, w której uzyskało się mandat, dotyczy całej kadencji. Radni, którzy nie spełniają tego warunku, powinni stracić mandat. Decyduje o tym rada gminy, a nadzór w takich sprawach sprawuje wojewoda. W Lublinie w RM większość ma klub prezydenta, a wojewodą jest Krzysztof Komorski (PO), niegdyś zastępca Krzysztofa Żuka w Ratuszu.
Po publikacji naszego tekstu pojawiły się sugestie, że kolejna radna z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka – Magdalena Szczygieł-Mitrus – także nie mieszka w Lublinie. W jednym z komentarzy pod tekstem padła nawet konkretna wskazówka – miejscowość Turka w gminie Wólka.
– Temat miejsca zamieszkania pani Magdy przewijał się już podczas kampanii wyborczej – to z kolei głos osoby, która postanowiła anonimowo podzielić się z nami swoimi spostrzeżeniami. – Sama pani radna nigdy nie mówiła o Czubach jako o swojej (obecnej – red.) dzielnicy, zawsze mówiła w czasie przeszłym: kiedy tu była, kiedy tu mieszkała, kiedy tu chodziła do szkoły, jak to się wita ze starymi mieszkańcami – opowiada nasza rozmówczyni. – Sugeruję więc sprawdzić adres pani Magdy – dodaje.
Mądrość, Szacunek, Moc
Poszliśmy za tą sugestią. Ale zanim przedstawimy nasze ustalenia, przybliżmy sylwetkę radnej-debiutantki. Szczygieł-Mitrus (rocznik 1984) dwukrotnie próbowała swoich sił w wyborach do Rady Miasta Lublin. W 2018 roku, startując z dość egzotycznego komitetu Kukiz-Wolność-Lubelscy Patrioci, zebrała tylko 481 głosów i do Ratusza się nie dostała. 6-letnią przerwę między wyborami wykorzystała do działalności w Radzie Dzielnicy Rury, w której pełniła funkcję sekretarza zarządu.

Szczęścia w wyborach do Rady Miasta spróbowała ponownie w kwietniu tego roku. Tym razem startowała z Komitetu Wyborczego Wyborców Krzysztofa Żuka. Weszła do niego jako przedstawicielka Polski 2050 Szymona Hołowni, obok m.in. pisarza Marcina Wrońskiego, niedoszłego kandydata na prezydenta Lublina. Jej kandydaturę mocno wspierał lider tego ugrupowania w województwie, były senator RP i przedsiębiorca Jacek Bury. Wsparcie było na tyle silne, że Szczygieł-Miturs dostała „jedynkę” w okręgu nr 3 obejmującym m.in. Czuby i Węglin. Na jednym z filmików nakręconych w kampanii wyborczej Bury komplementuje ją jako „najlepszą kandydatkę do Rady Miasta„.
– W dniu dzisiejszym (18 marca 2024 – red.) odwiedziłam mieszkańców osiedla Błonie, na którym mieszkałam prawie 26 lat i tam zresztą mieszkają moi rodzice nadal – mówi na tym nagraniu sama kandydatka.
Kampania była udana – Szczygieł-Mitrus wykręciła jeden z najlepszych wyników w Lublinie. Zdobyła 4039 głosów, co plasowało ją w pierwszej piątce. Obiecała, że w tej kadencji samorządu zajmie się m.in. sprawami kobiet, racjonalną zabudową mieszkaniowo-usługową oraz zielonym Lublinem.
Zawodowo radna zajmuje się ubezpieczeniami. Na jej profilu w serwisie Linked.in można znaleźć hasło reklamowe, które jest rozszyfrowaniem akronimu jej imienia i nazwisk: Mądrość, Szacunek, Moc. Radna prowadzi biuro na Czechowie, w pawilonie przy ul. Kiepury 5. I właśnie prowadzona przez radną jednoosobowa działalność gospodarcza doprowadziła nas na trop jej podmiejskiego adresu zamieszkania.
Rządowy ogólnodostępny serwis biznes.gov.pl pozwala m.in. na weryfikację dowolnego przedsiębiorcy w Polsce – w tym adres prowadzenia działalności gospodarczej. W historii wpisu firmy Szczygieł-Mitrus znaleźliśmy informację, że do 7 lutego tego roku jako adres do korespondencji podawała ten w Turce w gminie Wólka. Potem pojawił się nowy – w dzielnicy LSM. Zmiana została dokonana na dwa miesiące przed wyborami samorządowymi.
Ogród pełen zwierząt
I choć radna w rozmowie z naszym portalem zarzeka się, że mieszka w Lublinie, to nasze ustalenia mówią co innego – faktycznym miejscem jej stałego zamieszkania jest Turka. Zgodnie z oświadczeniem majątkowym ma ona dwie nieruchomości (obie stanowią współwłasność małżeńską): mieszkanie o powierzchni 47 mkw. (350 tys. zł) oraz dom o powierzchni około 200 mkw. wyceniany na okrągły milion złotych.
Dotarliśmy do księgi wieczystej tej drugiej nieruchomości. Według jej zapisów w lipcu zeszłego roku przyszła radna stała się jej współwłaścicielką – w wyniku darowizny od męża. Na nieruchomości figuruje hipoteka umowna do kwoty 884 tys. zł. Szczygieł-Mitrus w oświadczeniu majątkowym podaje dwa zobowiązania: kredyt na budowę domu w banku PKO BP (do spłaty pozostało niespełna 469 tys. zł) oraz kredyt na zakup mieszkania (do spłaty jest niespełna 102 tys. zł).
Nasi informatorzy wskazują, że właśnie dom Turce jest życiowym centrum radnej. Zwracają m.in. uwagę na zdjęcia, jakie ona sama publikuje w swoich mediach społecznościowych. – Prowadzi coś w stylu pogotowia dla zwierząt, zawsze u niej pełno psów czy kotów, chętnie się z nimi fotografuje, m.in. w ogrodzie. A na jednym ze zdjęć, kiedy pracuje nad „drzewem” kampanii wyborczej (na zdjęciu poniżej – red.) przy ścianie widać stos drewna do kominka. To zapewne do ogrzewania jej mieszkania w Lublinie – ironizuje jeden z naszych rozmówców. I podkreśla, że Szczygieł-Mitrus swego czasu na swoim profilu na FB reklamowała do wynajęcia mieszkanie 47 mkw. Post nadal jest widoczny.


W minioną środę, 6 listopada, o godz. 10.30 Szczygieł Mitrus brała udział w spotkaniu w Klubie Seniora w Spichlerzu działającym w parafii kościoła przy ul. Roztocze 1 na Węglinie. Ale na to spotkanie nie pojechała z Lublina, a ze swojej posesji w Turce, na co mamy dokumentację fotograficzną.

„To przed wojewodą będę się tłumaczyć”
- Jak się pani mieszka w gminie w Wólka? – zapytaliśmy Magdalenę Szczygieł-Mitrus.
– Ja nie mieszkam w gminie Wólka, mieszkam w Lublinie – odparła radna.
- Na pewno?
– Tak, Lublin jest miejscem, w którym mieszkam, w którym żyję.
- Na stałe?
– Na stale, zdecydowanie tak.
- A coś mówi pani adres Turka (…)?
– Oczywiście, że tak
- Czyli?
– (nerwowy śmiech) To jest działka, którą mój mąż odziedziczył i którą w ubiegłym roku włączył do majątku wspólnego.
- I pani tam nie mieszka na stałe?
– Nie.
- Była pani wczoraj na spotkaniu przy ul. Roztocze 1. Skąd pani jechała na to spotkanie?
– Dlaczego pan pyta? Jestem mieszkanką Lublina, tutaj toczy się moje życie, jeżeli pan wojewoda będzie miał jakiekolwiek wątpliwości to oczywiście udzielę wszelkich wyjaśnień.
- Skąd pani jechała na spotkanie przy Roztocze 1?
– Odmawiam odpowiedzi na to pytanie. Skąd wyjeżdżałem, skąd w danym momencie akurat mogę wyjeżdżać, to naprawdę zupełnie nie determinuje tego, pod jakim adresem mieszkam.
Gdy pytamy, czy porusza się seatem alhambrą o konkretnym numerze rejestracyjnym, odpowiada:
– Jest jeden z kilku samochodów, którymi jeżdżę – odpowiedziała. I powtórzyła: Tak jak powiedziałam wcześniej, jeżeli pan wojewoda będzie miał jakikolwiek wątpliwości…
- A czemu przywołuje pani tutaj wojewodę?
– To przed wojewodą będę się tłumaczyć.
Gdy zapytaliśmy, czy zachowanie, w którym radny nie mieszka w gminie, w której został wybrany, jest etyczne, Szczygieł-Mitrus odpowiedziała: – Miejscem, w którym żyję, w którym pracuję, w którym odprowadzam podatki, w którym do szkoły chodzą moje dzieci, w którym trenują moje dzieci, w którym toczy się moje życie prywatne, zawodowe, jest miasto Lublin. Tutaj naprawdę nie mam nic do ukrycia, bo to jest centrum mojej działalności.
- A gdzie pani spędza życie rodzinne?
– Życie rodzinne spędzam w mieście.
- A gdzie pani nocuje, spożywa posiłki, ma rzeczy osobiste?
– W Lublinie.
Na tym rozmowa telefoniczna się skończyła. Później w konwersacji SMS-owej kilkukrotnie zapytaliśmy radną Szczygieł-Mitrus, dlaczego – skoro jak twierdzi mieszka w Lublinie – na spotkanie do Lublina jechała z domu w Turce. Odpowiedzi nie uzyskaliśmy. Radna przyznała też, że dostała informację, że będzie przez nas śledzona.
Prezydent w Jakubowicach, jego zastępca w Jabłonnej
Nie tylko miejsce zamieszkania pięciu wspomnianych radnych prezydenckiego klubu wzbudza kontrowersje. W pierwszym tekście napisaliśmy, że sam Krzysztof Żuk realizując przelew na swój komitet wyborczy jako miejsce zamieszkania wskazał Jakubowice. Rejestr wpłat na KWW Krzysztofa Żuka (tylko kwot powyżej średniej krajowej) do niedawna widniał na stronie prezydentzuk.pl (strona nie jest już aktywna). Pod pozycją 24., z datą 2 kwietnia br., czyli na pięć dni przed wyborami, odnotowano wpłatę od Żuka na kwotę 16 923,40 zł. W rubryce „miejscowość zamieszkania” widnieje: Jakubowice.
Jest to o tyle istotne, że Żuk oprócz tego, że kandydował na urząd prezydenta, to startował także w wyborach do Rady Miasta. Otwierał listę w Śródmieściu. I tak jak wszyscy kandydaci podpisywał oświadczenie o wyrażeniu zgody na kandydowanie, gdzie jednym z warunków posiadania biernego prawa wyborczego było stałe zamieszkanie na obszarze działania rady
Dlatego zapytaliśmy prezydenta, dlaczego kandydował do RM Lublin, skoro realizując przelew na swój komitet jako miejsce zamieszkania podał Jakubowice. Chodzi tak naprawdę o Jakubowice Konińskie w gminie Niemce, gdzie – co jest tajemnicą poliszynela – Krzysztof Żuk mieszka ze swoja żoną, Katarzyną Mieczkowską, dyrektorką Muzeum Narodowego w Lublinie. Prezydent sam zresztą od czasu do czasu zamieszcza w swoich mediach społecznościowych zdjęcia z podlubelskiej posiadłości, a to z psem Leią, „strażniczką stada”, a to z wiosennego sadzenia bratków w ogrodzie (na zdjęciach poniżej). W swoich oświadczeniach majątkowych – w rubryce nieruchomości – od dwóch lat wpisuje mieszkanie o pow. 45,5 mkw. (współwłasność z małżonką).


W imieniu prezydenta na nasze pytania odpowiedziała jego rzeczniczka prasowa Katarzyna Duma. To znaczy odpowiedziała, że odpowiedzi nie będzie. Zapytaliśmy prezydenta także o to, jak ocenia – jako patron klubu – postępowanie radnych Anny Ryfki, Marty Gutkowskiej, Kamili Florek i Moniki Kwiatkowskiej. Komentarza na ten temat również nie uzyskaliśmy.
Z pytaniem o to, dlaczego kandydował do RM Lublin, skoro jako miejscowość zamieszkania wskazał Jabłonną, zwróciliśmy się również do Mariusza Banacha, zastępcy prezydenta do spraw oświaty i wychowania. W kwietniowych wyborach samorządowych startował z komitetu Żuka z ostatniego miejsca w okręgu obejmującym m.in. Czechów. We wspomnianym rejestrze wpłat jego nazwisko figuruje na 17. pozycji. Zastępca prezydenta zrobił dwa przelewy – 11 marca i 2 kwietnia – na w sumie 7 tys. zł. W rubryce miejscowość zamieszkania widnieje Jabłonna.
Banach, poprzez rzeczniczkę prasową, odpisał nam jednym zdaniem: „Informuję, że moje miejsce zamieszkania jest zgodne z deklaracją złożoną Miejskiej Komisji Wyborczej„.
- Dlaczego podał pan przy przelewie Jabłonną? – zapytaliśmy wiceprezydenta.
– To jest problem wielu z nas, bo on polega na tym, że my jednocześnie mieszkamy i tu, i tu. Ja autentycznie mieszkam i tu, i tu, dlatego, że miewam takie noce, kiedy śpię w Lublinie, miewam takie noce, kiedy śpię tam (w Jabłonnej – red.), natomiast tam wtedy byłem zameldowany. Potem już nawet nie pamiętam, jak to było, potem byłem zameldowany w Lublinie, różnie to jest. Natomiast przyznaję, że korzystam z dwóch miejsc.
- To gdzie pan tak naprawdę mieszka na stałe? Gdzie pan nocuje, ma rzeczy osobiste, gdzie spożywa posiłki, spotyka się z rodziną?
– Przed wyborami to w sposób oczywisty mieszkałem tylko i wyłącznie w Lublinie, z powodów organizacyjnych. W tej chwili mieszkam w Jabłonnej.
- A gdzie ma pan zameldowanie?
– W tej chwili w Jabłonnej, ale to już po złożeniu mandatu.
Zarówno Żuk, jak i Banach po wygranych wyborach do Rady Miasta zrezygnowali z mandatów. Ten po prezydencie przejęła Kamila Florek, ten po jego zastępcy – Marta Gutkowska. Obie radne to bohaterki naszego pierwszego tekstu o „sielsko-wiejskim” życiu radnych prezydenckiego klubu.
Przewodniczący nie przekonany, wojewoda kieruje sprawę do prawników
Jak już informowaliśmy, konsekwencją nie mieszkania w gminie, w której sprawuje się mandat, może być jego wygaszenie. „Jeżeli radny utraci prawo wybieralności w trakcie kadencji lub nie posiada go w dniu wyborów, wówczas jego mandat wygasa (art. 383 § 1 pkt 2 Kodeksu wyborczego). Zatem osoby wybrane na radnego gminy muszą stale zamieszkiwać na obszarze danej gminy przez cały okres kadencji – wyjaśnia Krajowe Biuro Wyborcze. I zaznacza, że „właściwa do stwierdzenia wygaśnięcia mandatu radnego w przypadku niezamieszkiwania na obszarze gminy jest rada tej gminy, a nadzór w tym zakresie sprawuje wojewoda”.
W Lublinie większość w Radzie Miasta ma klub Krzysztofa Żuka (18 radnych na 31). Zapytaliśmy Jarosława Pakułę, przewodniczącego RM (jest członkiem prezydenckiego klubu), czy podejmie jakiekolwiek kroki w opisanej przez nas sprawie.
– Ja mogę co najwyżej poprosić o wyjaśnienia, pewnie usłyszę to samo, co panie napisały startując w wyborach i niczego to nie wyjaśni. Więc ja żadnych innych narzędzi nie mam, żeby sprawę wyjaśnić – mówi Jawnemu Lublinowi przewodniczący Pakuła. Stwierdził również, że nie przekonują go podane przez nas fakty, w tym dane z ksiąg wieczystych czy zdjęcia.
– Nie przekonuje z tego powodu, że radne, o których pan pisze, w dużej większości mają po kilka nieruchomości, między innymi w Lublinie. Pan uważa, że jest pan w stanie stwierdzić, gdzie mieszkają. Ja przecież nie będę prowadził dochodzenia jak dziennikarz śledczy i nie będę sprawdzał, gdzie te panie mieszkają. Od tego chyba ja nie jestem, żeby to sprawdzać i żeby je kontrolować o 6 rano, skąd wyjeżdżają, a gdzie wracają o 22.
- Czy dla wizerunku rady miasta, której jest pan przewodniczącym, nie powinna być ta sprawa publicznie wyjaśniona?
– Ale zapewne będzie, ja tego się domyślam. W radzie jest 31 radnych, ja tych ludzi znam w dużej części długo, w innej części krócej. W domu prywatnym byłem może w dwóch, może w trzech. Nie będę zgadywał, domyślał się, gdzie kto mieszka. Ja po prostu nie wiem.
- A czy u radnej Anny Ryfki był pan może w domu w Wólce?
– Niech pan mnie nie ciągnie za język, gdzie ja byłem, gdzie nie byłem.
- No był pan czy nie?
– Ale dlaczego ja mam panu odpowiadać na tak postawione pytanie? – odpowiedział przewodniczący Pakuła. A potem dodał: – Naprawdę ja nie mam obowiązku się spowiadać, gdzie przebywam na spotkaniach towarzyskich. Ja myślę, że po pańskim artykule prasowym na pewno ta sprawa nie ucichnie i na pewno będzie wyjaśniana. Tak sobie to wyobrażam. W jaki sposób to się odbędzie, kto będzie inicjatorem tego wyjaśniania, ja nie wiem, nie potrafię panu odpowiedzieć.
Zapytaliśmy wojewodę lubelskiego Krzysztofa Komorskiego, czy po naszym artykule ma zamiar podjąć działania w trybie nadzoru. Jego rzeczniczka prasowa Dorota Grabowska poinformowała nas, że sprawa została przekazana do analizy do wydziału prawnego, a odpowiedź na nasze pytania ma być gotowa we wtorek, 12 listopada.
„Marzy mi się dom, ale dom w Lublinie”
– Procedujemy niezwykle istotne rzeczy dla miasta, przede wszystkim zabudowy, dogęszczania, organizacji komunikacji miejskiej itp. Jeśli za takie sprawy są odpowiedzialni radni, którzy nie mieszkają na terenie miasta, o którym decydują, no to wygląda to na żart z wyborców – komentuje sytuację Robert Derewenda, szef klubu radnych PiS w Radzie Miasta.
– Rozumiem motywy opisanych radnych w ten sposób: jeżeli faktycznie Lublin tak urządzają, że ciężko jest w nim mieszkać, to szukają miejsca gdzie indziej. Natomiast ja bym nie chciał, aby Lublin w ten sposób wyglądał, że do życia szukamy miejsca poza nim. Mnie również marzy się dom, ale marzy mi się, aby był on w Lublinie. Nie chciałbym szukać tańszego miejsca, przestronnej działki w gminie, gdzie komunikacja, drogi, oświetlenie, cała infrastruktura jest zorganizowana tak, że będzie przyjazna mieszkańcowi. Natomiast tu gołym okiem widać, że radni czy tak wysocy urzędnicy jak prezydent dostrzegają, że to, co sami tworzą w mieście, nie jest dla ludzi, bo przecież sami nie czują się tutaj dobrze.
- Czy ta sprawa zostanie w jakiś sposób wyjaśniona przez wojewodę czy Radę Miasta?
– Moje doświadczenia wskazują, że jest to układ zamknięty – ocenia radny Derewenda.



