Wesprzyj Kontakt

11 minut czytania  •  21.09.2026 15:09

ESK Lublin 2029: Dyrektor rezygnuje, musicalu też nie będzie. „Podstawą są zapisy zwycięskiej aplikacji”

ESK Lublin 2029: Dyrektor rezygnuje, musicalu też nie będzie. „Podstawą są zapisy zwycięskiej aplikacji”

Udostępnij

Z „miasta erupcji talentu i kreatywności” obiecywał utworzyć „kulturotwórczy europejski hub”. Paweł Potoroczyn wydawał się kandydatem idealnym. Na stanowisku dyrektora Europejskiej Stolicy Kultury Lublin 2026 wytrwał tylko 14 miesięcy.

Chcesz prawdy o decyzjach urzędników, a nie wygładzonego PR-u? Wydajemy papierowy „Jawny Lublin”! Dorzuć się: zrzutka.pl/z/drukujemyjawnylublin

– Dumy bez pychy. Powagi bez zadęcia. Ironii bez rechotu – odpowiada z uśmiechem gdy dziennikarz TVP Lublin pyta go o to, czego życzy Lublinowi.

Jest końcówka września 2025 r., Paweł Potoroczyn przeprowadził się już do Lublina. Europejską Stolicą Kultury Lublin 2029, najmłodszą miejską instytucją kultury, kieruje od lipca. Doświadczony menager i dyplomata lubi podkreślać, że z lubelską kulturą jest związany od 1995 r. A o swojej nowej misji mówić: – To największy projekt kulturalny w Polsce. Cywilizacyjna szansa dla miasta i regionu.

W konkursie na dyrektora ESK nie miał konkurencji. Był kandydatem większości środowiska, które stało za aplikacją konkursową. Prawdopodobnie dlatego nikt z Polski czy Lublina nie aplikował na to stanowisko.

Wydawał się kandydatem idealnym. Na czele Europejskiej Stolicy Kultury staje wytrawny dyplomata z budowaną przez lata siatką międzynarodowych kontaktów. Doświadczony menadżer (wieloletni dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza) i skuteczny w działaniach wizjoner (udało mu się przekonać członków Amerykańskiej Akademii Filmowej do przyznania honorowego Oskara Andrzejowi Wajdzie). Pokładane w nim nadzieje były ogromne – nazwisko Potoroczyna może otworzyć wiele drzwi do tej pory przed Lublinem zamkniętych

Szybko się jednak okazało, że Paweł Potoroczyn ma swój własny pomysł na Europejską Stolicę Kultury. A w instytucji, na czele której stanął, nie widzi miejsca dla ludzi, którzy wywalczyli dla miasta ten tytuł. Z grona autorów zwycięskiej konkursowej aplikacji do swojego zespołu zaprasza jedynie Martę Ryczkowską i Macieja Rukasza. Ma też swojego człowieka na stanowisko Dyrektora Programowego ESK.

Aplikacja czyli „jeden z trzech wątków”

Gdy w listopadzie ub.r. obraduje w Lublinie sejmowa komisja kultury parlamentarzyści słyszą o „kilkuosobowym start-upie”, który „pełną zdolność organizacyjną osiągnie latem 2027”. – Lublin jest miejscem erupcji talentu i kreatywności – nie ma wątpliwości dyr. Potoroczyn. A wspominając o siatce „kulturotwórczych hubów europejskich” stwierdza: – Na tej mapie jest miejsce dla Lublina. Chcę w to wierzyć. (…) Beneficjentem powinna być też marka Lublin. Nie tylko artyści, aktywiści, mieszkańcy.

O aplikacji, która przekonała grono międzynarodowych ekspertów do przyznania tytułu ESK właśnie Lublinowi, mówi wówczas: – Jest skrajnie uczciwa i szczera. Stopień uspołecznienia tego dokumentu mnie zachwycił. Ekspertów zapewne też.

Ale zarazem nie ukrywa, że zapisy konkursowej aplikacji to będzie „jeden z trzech wątków”. – Drugi to „My Europa”, a trzeci „My świat” – tłumaczy. I zapowiada program wizyt studyjnych „które pozwolą realizować projekty warte 1 mln zł za 100 tys. zł” oraz dużą międzynarodową produkcję „przy udziale lokalnego talentu„. – Jedyne miejsce w Europie, gdzie będzie można ją zobaczyć, to będzie Lublin – zapowiada.

126 tys. zł dla koproducenta musicalu z Nowego Jorku

To właśnie z polskim producentem musicalu „Yentl” podpisuje pierwszą umowę dyrektor Europejskiej Stolicy Kultury Lublin 2029. Za 10 tys. zł Tomasz Smolarski zobowiązuje się zorganizować wizytę studyjną w Lublinie dla „kuratorów, badaczy i prezenterów teatralnych z USA i Europy” oraz spotkania dyr. Potoroczyna podczas jego wizyty w Berlinie.

Kolejną umowę z ESK Stolarski zawiera w dniu rejestracji swojej jednoosobowej działalności gospodarczej. Zgodnie z jej zapisami co miesiąc zarobi w Lublinie 13 tys. zł (brutto). Zadaniem polskiego producenta musicalu, jest m.in. „nawiązanie kontaktu z producentami z Bard College (Nowy Jork, USA)”, poszukiwanie partnerów i sponsorów i logistyka całego przedsięwzięcia. Przez dziesięć miesięcy Stolarski zobowiązuje się przepracować 1 800 godzin (średnio 45 godzin tygodniowo).

– Jestem w rozmowach z głównymi producentami: Gideonem Lesterem i Aaronem Mattocksem. Odbyliśmy również spotkanie z reżyserem wybranym do projektu, Barrie Koskym  – zapewnia w korespondencji z nami w listopadzie ub.r. Smolarski. I tłumaczy, że ESK będzie koproducentem musicalu . – Jego głównym organizatorem jest Fisher Center przy Bard College w stanie Nowy Jork.

Amerykańską premierę musicalu zaplanowano w Bard College w lipcu 2027 roku, a europejską w Lublinie – 21 listopada 2027 r.

A co Europejska Stolica Kultury ma do zaproponowania twórcom z Lublina? Jak dotąd niewiele. Choć miasto tytułem ESK 2029 chwali się już od roku to żadnego ożywienia w lubelskiej kulturze nie widać. Za to w środowisku pojawia się coraz więcej głosów rozgoryczenia i zawiedzionych nadziei. Na spotkanie z Pawłem Potoroczynem i Martą Ryczkowską zorganizowane w lutym br. w przestrzeni UrbanLab przychodzi zaledwie kilkanaście osób. – Jak tylko podpiszemy umowę z ministerstwem to już następnego dnia możemy ogłaszać open call na projekty – deklaruje tam dyr. Potoroczyn.

50 tys. zł na konferencję prasową

17 kwietnia br. na placu przed budynkiem resortu kultury wyrastają ogromne tulipany, a na dziedzińcu żonglują sztukmistrze. Są rozpięte na rusztowaniach kolorowe kubiki, jest lina do akrobacji, a dziennikarze dostają niebanalne gadżety. Okazją do tego medialnego show wyczekiwany od wielu miesięcy moment podpisania umowy o czasowym współprowadzeniu najmłodszej lubelskiej instytucji przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Współprowadzenie oznacza współfinansowanie – kwotą 56,3 mln zł rozłożoną na pięć lat.

My tymczasem pytamy o koszty wydarzenia.

Dyr. Paweł Potoroczyn: – Koszt oprawy artystycznej wydarzenia wyniósł 26 tys. zł. Koszty obejmowały opracowanie koncepcji i scenariusz wydarzenia, koordynację działań organizacyjnych, rigging oraz zabezpieczenie sprzętu specjalistycznego. Koszt podróży i pobytu pracowników ESK Lublin 2029 w Warszawie wyniósł: 78 zł.

Magdalena Pawlak w imieniu Dyrekcji Centrum Kultury w Lublinie: – CK pokryło jedynie koszt scenografii – 10 specjalnie wyprodukowanych tulipanów o wysokości 3,5 m oraz udostępnienia scenografii na wieże – w wysokości 15 tys. zł. Z ramienia CK do pracy w Warszawie zostało oddelegowanych łącznie 9 osób z działu technicznego, działu koordynacji, działu promocji i marketingu, zespołu ESK, kierowca oraz dyrekcja CK, a koszt dojazdu i pobytu wyniósł łącznie 7498 zł.

Anna Czerwonka, Kancelaria Prezydenta Miasta Lublin: Miasto poniosło jedynie koszty delegacji, które wyniosły 1816 zł.

12 tys. za wywiad z dyrektorem

30 kwietnia br. instytucja podpisuje umowę z wydawcą Tygodnika Powszechnego. Za „nadanie tytułu Partnera Debaty – Kraków – Wspólnota Kultury” i dwustronicowy wywiad z Pawłem Potoroczynem, który ukaże się drukiem na początku maja, zapłaci 12 300 zł. Wywiad można przeczytać także na stronie internetowej TP. Dostęp do tekstu „Jaka kultura, taka gospodarka” jest otwarty. Dyrektor ESK mówi o rosnącej roli samorządów i prywatnego kapitału w finansowaniu kultury. I o Lublinie – mieście wielokulturowym, o olbrzymim kapitale społecznym, które „ma silną tradycję niezależności i przekonanie, że kultura może istnieć także poza oficjalnymi strukturami”.

Zaznaczmy tutaj, że my również staraliśmy się wywiad z dyrektorem ESK 2029. Ale dziennikarzy Jawnego Lublina Paweł Potoroczyn raczej unikał. Red. Michałowi Dybaczewskiemu nie udało się porozmawiać z nim ani w czerwcu ub.r., gdy objął swoją funkcję, ani w sierpniu gdy już przeprowadził się do Lublina. W styczniu i lutym br. na dłuższą rozmowę z dyrektorem próbowała się umówić red. Sylwia Hejno, ale jej również się nie udało. Trzeba jednak przyznać, że na wszelkie pytania przesłane e-mailem otrzymywaliśmy odpowiedzi. Podobnie jak na wnioski wysyłane w trybie dostępu do informacji publicznej – o umowy o pracę, współpracę czy rejestry umów. Te dokumenty publikowaliśmy na bieżąco.

100 tys. zł dla eksperta z Australii

Pretekstem do publikacji wywiadu w Tygodniku Powszechnym był start projektu „Kultura w pracy”. Zapowiadany jako „wieloletni program rezydencji artystycznych” zakłada, że przez miesiąc wybrany artysta pracuje w pawilonie na terenie zakładu pracy.  Chodzi o pokazanie, że twórczość artystyczna to też praca. – To też próba przełamania nieufności między klasą kreatywną a światem pracy i budowania trwałych relacji między kulturą a biznesem – tłumaczył kurator projektu. A dyr. Potoroczyn zapowiadał od 6 do 8 takich rezydenci rocznie.

Jako pierwszy w altanie (ufundowanej przez dużego producenta takich konstrukcji) zadomowił się mieszkający w Lublinie poeta Ivan Davydenko. Przez szyby mogli podglądać go pracownicy firmy Medisept, a przez internet każdy, kto miał na to ochotę, bo przed altaną zamontowano kamerę. Na ogrodzeniu i ścianie budynku lubelskiego producenta środków dezynfekcyjnych zawisł ogromny baner z nazwą projektu, a po Ivanie wprowadziła się tu artystka wizualna Barbara Gryka, a następnie muzyk Maciej Połynko. Artyści – podobnie jak pracownicy fabryki – pracowali od godz. 8-16. Pensję płacił im Medisept. Ale pomysłodawcy projektu zapłaciła już miejska instytucja – Europejska Stolica Kultury. Ralph Talmont, mieszkający w Warszawie Australijczyk, za przygotowanie autorskich koncepcji programów „Kultura w pracy”, „Lublin Audio Biennale” i „Oko nad Lublinem” zainkasował 25 tys. euro (ponad 100 tys. zł).

Jednak nie dyrektor a konsultant – 84 tys. zł

Na liście plac Europejskiej Stolicy Kultury znalazł się jeszcze jeden Australijczyk. Jesienią zeszłego roku szeroko rozpisywaliśmy się o tym, w jaki sposób dyrektorem programowym ESK 2029 został australijski kompozytor Jonathan Mills. Naszą uwagę zwróciły zapisy w aplikacji o sposobie obsadzania najwyższych stołków w instytucji: „stanowiska dyrektorskie zostaną wyłonione w otwartych konkursach„. Jednak wiele wskazywało na to, że Mills takiej procedury nie przeszedł.

Dyr. Potoroczyn zapewniał : – Został zorganizowany i zakończony nabór na stanowisko Dyrektora Artystycznego.

A jego asystentka Iga Kowalczyk precyzowała: – Został zorganizowany i rozstrzygnięty konkurs w formule 'international search’ (…) we współpracy z międzynarodowym, doświadczonym i renomowanym head hunterem.

Wysokości wynagrodzenia Jonathana Millsa zdradzić nie chciała, Ale zapewniała: – Informację podamy do publicznej wiadomości z chwilą podpisania kontraktu z Jonathanem Millsem. 

Tak się nie stało. Kwotę wynagrodzenia Millsa poznaliśmy dopiero z kolejnego rejestru umów, jaki udostępniła nam instytucja. Wynikało z niego, że umowa została podpisana 14 listopada ub.r. i obowiązywała do końca roku. Za „usługi doradztwa i konsultacji merytorycznych w zakresie programowania działalności ESK Lublin 2029” dostał wynagrodzenie w wysokości 20 tys. euro (ok. 84 tys. zł), a „maksymalny czas wykonywania umowy nie przekroczy 20 dni”. W kolejnych rejestrach umów nazwisko Australijczyka się już nie pojawia. A w maju br. instytucja ogłasza nabór na „Samodzielne Stanowisko – Dyrektor Artystyczny / Dyrektorka Artystyczna” z pensją rzędu 12-15 tys. zł brutto.

Paweł Potoroczyn zapewnia nas wówczas: – Kandydatury będą oceniane przez pięcioosobową, niezależną komisję rekrutacyjną. Informacja o jej składzie zostanie opublikowana po zakończeniu procedury. Komisja wypracuje kryteria oceny kandydatów w toku swoich prac, a informacje w tym zakresie zostaną przedstawione po zakończeniu procesu rekrutacyjnego.

Ten proces nie kończy się sukcesem. W naborze wpływa dwanaście CV, ale nikt z kandydatów nie okazuje się wystarczająco dobry i z końcem sierpnia postępowanie rekrutacyjne zostaje zakończone.

Ponad 700 tys. zł dla Fundacji Sztukmistrze

Co jeszcze możemy wyczytać z rejestrów umów? Są wydatki na promocję (grafiki, fotografie, wideo, obsługa strony i mediów społecznościowych) i na raporty z monitoringu mediów. Są wynagrodzenia dla panelistów podczas organizowanych przez instytucję konferencji. Są wydatki na badania społeczne i „konsultacje merytoryczne z organizacjami i organizacjami. Jest 38 tys. zł dla agencji eventowej za koncert „Wirtuozi Lwowa ” i 26,3 tys. zł dla spółki Olgi Tokarczuk. Spotkanie z polską noblistką obyło się w Centrum Kultury 29 maja br., ale było zamknięte dla wąskiej grupy osób, co spotkało się wówczas z powszechną krytyką).

Na liście wydatków kilka razy pojawia się lubelska Fundacja Sztukmistrze. To organizacja Jakuba Szweda i Joanny Reczek-Szwed, która – podobnie jak organizowany co roku przez Warsztaty Kultury Carnaval Sztukmistrzów – od lat popularyzuje w naszym mieście ideę nowego cyrku. Za czasów Potoroczyna Fundacja Sztukmistrze rganizacja wyrasta na głównego beneficjenta, ale też organizatora flagowych wydarzeń ESK 2029. W ostatnim rejestrze umów, który udostępnia nam dyr. Potoroczyn, fundacja i jej spółka Sztukmistrze Art pojawia się cztery razy. Za 26 tys. zł zapewnia oprawę artystyczną konferencji prasowej w resorcie kultury. 115 tys. zł kosztuje przygotowanie aplikacji konkursowej i promocji kandydaturą Lublina do organizacji European Juggling Convention 2029 r. Na projekt „Cyrkowa Reakcja Łańcuchowa w roku 2026” dostaje 330 tys. zł, a na „Podróż Sztukmistrza” (występy w wakacyjne weekendy na placu Litewskim) – 235 tys. zł.

Wszystkie pozyskane rejestry do tej pory umów ESK Lublin 2026 publikujemy na końcu tekstu. Od lipca br. działa centralny rejestr umów (pod adresem https://rejestrumow.gov.pl/, gdzie wydatki każdej publicznej instytucji można sprawdzić samemu.

Dyrektor Potoroczyn rezygnuje

31 sierpnia 2026 roku to ostatni dzień w pracy dyrektora Potoroczyna. – Przeszedłem na emeryturę i to jedyny komentarz w tej sprawie – mówi Jawnemu Lublinowi, gdy dzwonimy, by potwierdzić nieoficjalną jeszcze wówczas informację. Następnego dnia Urząd Miasta ogłasza, że na stanowisku – jako p.o. dyrektora – zastąpi go Katarzyna Duma.

Duma w instytucji pojawiła się trzy tygodnie wcześniej – 10 sierpnia, jako zastępczyni dyrektora. Od lat należy do grona najbliższych współpracowników prezydenta. Ostatnio na stanowisku zastępczyni dyrektora Kancelarii Prezydenta Miasta Lublin i jednocześnie pełnomocniczki prezydenta ds. Europejskiej Stolicy Kultury 2029. Wcześniej przez sześć lat była rzeczniczką prasową prezydenta Krzysztofa Żuka (KO).

Pytana o przyszłość projektów rozpoczętych przez byłego już dyrektora ESK 2029 odpowiada: – Przypomnijmy, że podstawą są zapisy zwycięskiej aplikacji, która opisuje konkretne projekty do wdrożenia. Projekt „Kultura w pracy” i musical „Yent”l były działaniami dodatkowymi, poza zapisami aplikacji, które miały wzbogacać program ESK. W przypadku pierwszego projektu, obecnie analizujemy możliwość ewentualnej kontynuacji przedsięwzięcia. Jeśli chodzi o musical rozmowy dotyczące jego realizacji zostały już wcześniej zawieszone głównie ze względu na znaczne koszty.

Katarzyna Duma zapewnia przy tym, że „instytucja ESK Lublin 2029 zachowuje ciągłość działań i realizuje kolejne etapy przygotowań do roku tytułowego”. Zapowiada ponowne ogłoszenie konkursu na Dyrektora Artystycznego i rekrutacje nowych pracowników do zespołów szczegółowo opisanych w aplikacji. Obecnie instytucja zatrudnia jedenaście osób.

Paweł Potoroczyn o swojej misji w Lublinie rozmawiać dziś nie chce.

10 komentarzy

  • betongröd (dawniej: Kropek) pisze:

    Przed chwilą. Ulica Hanki Sawickiej róg Krakowskiego. 
Stoję już 3 kwadranse, 33 minuty i i 533 sekundy i żaden zbiorkom 🚎nie podjechała. Szczególnie trolejbus linii 980, swego czasu hucznie zapowiadany. Co prawda nie pixdzi jak w Kieleckim , ale wieje 💨 i ziąb jak w listopadzie. Przed chwilą jakaś zadbana ruda Milf 👩🏼‍🦰zaczepiła mnie „kopsnij faciu szlugaresa” Przecież to jest jėbâny żart (po ros, szutka). Jak to mówią – rudy dach, mokra piwnica. Nie wolno dawać starym babom tytoniu bo skacze im ciśnienie. Może szybciej inny zbiorkom przyjedzie, ale płonna nadzieja, będę musiał dygać pieszkom
. A przecież kürwa jeszcze lato się nie skończyło.

  • Piotr pisze:

    Smutny obraz lubelskiej rzeczywistości

  • Anonim pisze:

    Wywalić tego kozę i będzie dobrze. Za dużo dyrektorów

  • euro_pejs_ka stolica drobnego cfaniactwa pisze:

    Ten hajp ESK służy wyłącznie narracji o r0zw0ju, a przy okazji temu, żeby garstka hochsztaplerów nabiła sobie kieszenie.
    Tytuł został najprawdopodobniej przyznany w zamian za szczególne zasługi Duce w promowaniu kapitalistycznego modelu rabowania miasta, ubogacania cfaniactwa i butowania „plebsu”.
    W reżimie neolibu „plebs” został tak upodlony, że wybito im z głowy wszelkie zainteresowania poza tymi, jak zdobyć hajs na mini-ratki/na komorne/na opłaty.karmę z biedry, a tzw. kultura polega na umizgiwaniu się burżuazji, która ma środki i czas, żeby snobować się poprzez uczestnictwo w organizowanych dzięki sowitym dotacjom „wydarzeniach”.
    Dla „plebsu”, na odczepnego, organizuje się spędy typu Carnaval Sztukmistrzów, głównie zresztą dlatego, żeby nabić kabzę karczmarzom ze starówy.
    Tak sport wyczynowy jak i „kultura” są katalizatorem, który konsoliduje członków aparatu kapitalistyczno-politrukowego.

  • As pisze:

    Jprdl 56 mln na dofinansowanie czegoś co nie ma większego znaczenia dla przeciętnego mieszkańca Lublina. Żuk co ty odpierdalasz. Gdzie jest praca, drogi, mpk które nie jedzie raz na godzinę ?

  • djdmnd pisze:

    As i niech bardziej was rūchają. Na wszystko dajecie im przyzwolenie. „Plebs” jutro dostanie bezpłatne autobusy komunikacji ozdobnej, a nawet nie chce im się cokolwiek realnego zmienić w kursach poza kosmetykami

  • nfmdm pisze:

    MakDonald na Turystycznej, świeci logo na wielkim słupie, żeby nikt nie przegapił! A obok niego rośliny w agrowłókninie! A jeszcze buduje się niedaleko Lidl. A pomyśleć że np. w dzielnicy Za Cukrownią prawie żadnych normalnych sklepów nie ma.

  • Anonim pisze:

    Jestem przerażona kwotą ~250000zł dla Fundacji Sztukmistrzów za występy na Litewskim . Przecież oni tam jeszcze do kapelusza zbierali. Trochę nie rozumiem na co te pieniądze poszły.

  • Obserwator pisze:

    ESD – koszmar, którego nikt w Lublinie się nie spodziewał. Po tak fatalnym starcie trzeba duuuużo dobrej woli i naiwności by wierzyć w sens tego przedsięwzięcia. Lublin chyba rozminął się ze swoimi możliwościami, bo zamiast ESK zapowiada się Europejska Stolica Dziadostwa.

  • R pisze:

    Gratuluję Fundacji od sztukmistrzów. Na kilku spotkaniach, w których brałem udział, dużo było płaczu, że zespół fundacji duży a kiesa mała. Kiesa spuchła, jak widać. To po co był ten płacz?

    Wiadomo, praca = płaca, ale po co maskarada?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *