Wesprzyj Kontakt

5 minuty czytania  •  23.03.2022

Dzień stanu wojny – raport ze Lwowa

Udostępnij

Wsiadłem o północy z czwartku na piątek do autobusu do Lwowa. Połowa miejsc zajętych, ludzie w różnym wieku, mężczyzn w wieku poborowym brak. Smutek wzbudzała babuszka, która wyraźnie nie znała żadnych procedur na granicy, miała problemy z podejściem do okienka z paszportem. W autobusie, prawie przez całą drogę, chodziła z jednego końca na drugi. Mam wrażenie, że po tygodniu, dwóch w „Polszy”, daleko od domu, nie wytrzymała. Wraca do domu, jeśli jeszcze jest.

Kolejek na „kordonie” nie było, do Lwowa dotarliśmy koło 5 rano. Część osób wysiadła na Dworcu Stryjskim, reszta na Głównym Kolejowym. Widać jak na dłoni poddenerwowanie pasażerów. Siedzący przede mną mężczyzna zapomniał zabrać ze sobą całej reklamówki rzeczy, a wysiadł przystanek wcześniej.

Na dworcu kolejowym specjalnie oznaczone kolejki oczekujących na pociągi do Polski. Świetnie oznaczone punkty informacyjne zarówno przed, jak i w poczekalniach, obok kas. Setki ludzi z dobytkiem w dwóch walizkach w rękach. Prawdziwa twarz tej biedniejszej części Ukrainy, która nie ma dobrego auta, przygotowanego na podróż setki kilometrów na Zachód.

Rosja idź na c..j, wygramy

Na śniadanie poszedłem do baru obok. Barszcz ukraiński w przydworcowych knajpkach smakuje najlepiej. Ledwo skończyłem, kiedy rozległ się alarm przeciwlotniczy. Zacząłem nerwowo się rozglądać, ale nikt inny nie przerwał jedzenia, nikt nie zerwał się, nikt nie wyszedł. Na schodach młoda dziewczyna zapytała gdzie jest najbliższy schron? Bezradnie rozłożyłem ręce, nie wiem… Piękną polszczyzną odpowiedziała, że powinny być oznaczenia na zewnątrz. Po kilkunastu minutach, już w okolicach Opery minęły mnie wozy strażackie i karetki na sygnale. Dopiero wieczorem przeczytałem, że alarm był wynikiem ataku rakietowego na samolotowe zakłady remontowe obok lotniska. 2 km dalej.

Miasto budziło się niespiesznie do życia. Niewielka cześć restauracji zamknięta, na większości kartki – pracujemy, gospodarka w czasie wojny też jest ważna. Co ciekawe mnóstwo oznaczeń – „nie mówimy po rosyjsku”. „nie mów mową okupanta, przejdź na ukraiński”. Kilka lat temu w Chersoniu widziałem bilbord – mówcie po ukraińsku, nasza mowa najlepszą tarczą przed okupantem.

Nie mów językiem okupanta, przechodź na ukraiński

Na książkowym pchlim targu na Podwalnej sprzedawcy ci sami co zwykle. Mówią, że muszą za coś żyć, emerytury małe, więc próbują jakoś funkcjonować w tej nienormalnej rzeczywistości.

Zabytki sukcesywnie są zabezpieczane, elementy rzeźbiarskie oraz w szczególności cenne witraże. Blachą obita jest Kaplica Bojmów, a także Katedra Łacińska. Również witryny sklepów zabezpieczone płytami. Obiekty ważnych urzędów administracji, urzędów, dodatkowo zabarykadowane workami z piaskiem.

Na rynku rozpoczynał się protest przeciw wojnie. 109 wózków i fotelików samochodowych symbolizujących śmierć 109 dzieci.

Kantory otwarte, w żadnym nie przyjmują rubli rosyjskich, choć przed miesiącem była to zwykle trzecia najpopularniejsza waluta po dolarach i euro.

Sława Ukrainie

W kilku miejscach, zamiast sprawdzać paszporty covidowe jak jeszcze niedawno, zostałem poproszony o wylegitymowanie się. Nie obsługują Rosjan i Białorusinów. Na ulicach sporo patroli policyjnych, często z długą bronią, a także patroli wojskowych. Wielu mężczyzn również chodzi w mundurach, czyli albo świeżo zmobilizowani, albo na przepustce. Ta wojna na Ukrainie trwa już osiem lat, nie rozpoczęła się 24 lutego.

W całym Lwowie widać sporo dziennikarzy, zarówno poważnych stacji telewizyjnych, jak i różnych niezależnych blogerów żądnych przygód. Sam byłem świadkiem kilku rozmów między nimi, między innymi grupy trzech Polaków ekscytujących się spędzeniem poranka w schronie, czy raczej piwnicy przeciwlotniczej.

Zauważalnym znakiem wprowadzonego stanu wojny jest zakaz sprzedaży alkoholu. Niektóre knajpy są z tego względu zamknięte, jak Lwowskie Nalewki czy Pijana Wiśnia, a część zmieniła godziny pracy. Sklepy radzą sobie z zakazem streczowaniem stoisk alkoholowych, czy eksponowaniem wody mineralnej zamiast wódki, albo wstawianiem do skrzynek na wino soków w butelkach. Wyraźnie zmniejszył się również asortyment sprzedawanych towarów. Nie są to jeszcze braki, ale widać zmianę, mniejszy wybór nawet podstawowych artykułów.

Oprócz patriotycznych plakatów na witrynach sklepów i restauracji, widać również kampanię prowadzoną przez władze centralne. Przekaz jest prosty – Ukraina wojnę wygra, najeźdźcy znajdą tu swój grób. Nawiązania do viralowych filmików z nasionami słonecznika w kieszeniach – bezbłędne!

A wam kazali nie na…., a w Ukrainę

Przechodziłem obok prowizorycznego schronu, przygotowanego na wypadek bombardowania. Po prostu w kamienicy otwarte były drzwi do piwnicy, żadnych dodatkowych udogodnień, nawet oświetlenia brak. A po ciemku schodzenie po tych schodach to spore wyzwanie.

Późnym wieczorem w autobusie powrotnym byłem jedynym Polakiem. Na 50 miejsc, zajęte było 29. Były dwie rodziny z małymi dziećmi, które pytały co mają robić jak wysiądą na Dworcu Warszawa Zachodnia, gdzie mają się zwrócić po pomoc. Byli starsi panowie, emeryci, którzy nie mieli paszportów, ale dzwonili do nich najbliżsi, że ich odbiorą na przystanku. Dwie dwudziestoletnie dziewczyny wiozły klatki ze swoimi pupilami. Każda na kolanach, zabawiając je przez całą drogę i ponad godzinę na przejściu Zosin/Uściług. W obu klatkach miały 10 różnokolorowych szczurków.

Przede mną siedział niepełnoletni chłopak, niezadowolony, że matka kazała mu jechać do Polski, do siostry. Jak mi powiedział – Za kilka miesięcy kończę 18 lat i będę mógł wrócić do armii, bez pytania się matki o zdanie.

W rodzinnym kraju nie damy nikomu panować

Z moją panią stomatolog pożegnałem się umawiając na kolejną wizytę za miesiąc, gdzieś w Polsce, lub we Lwowie w zależności od rozwoju sytuacji. Mam nadzieję, że we Lwowie. Do pobaczenia.