13 minut czytania • 16.07.2026 18:12
Dysonanse dyrektora Filharmonii Lubelskiej. Kontrolerzy punktują nieprawidłowości, a marszałek przyznaje roczną nagrodę
Udostępnij
Z Filharmonii Lubelskiej z niczym nie wyszli ani kontrolerzy Państwowej Infekcji Pracy, ani ci z urzędu marszałkowskiego. Choć raporty pokontrolne to wiele stron stwierdzonych nieprawidłowości, to szefowi instytucji tylko pogrożono palcem, a marszałek nagrodził dyrektora dodatkową dwukrotną pensją. Roczne nagrody dostali też szefowie innych marszałkowskich instytucji kultury.
Ten tekst powstał dzięki wsparciu naszych Czytelników. Dziękujemy, że nas czytacie i wierzycie w sens tego, co robimy.
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
Zegar tykał od ponad roku, a bomba w Filharmonii Lubelskiej wybuchła kilka miesięcy temu. W lutym br. do Państwowej Inspekcji Pracy trafiła obszerna skarga trzech związków zawodowych działających w instytucji. Związkowcy skarżyli się na „szereg nieprawidłowości oraz rażące naruszenie przepisów prawa pracy i ustawy o związkach zawodowych przez dyrektora FL” . W stosunku do dyr. Dominika Mielko jest mowa m.in. o braku reakcji na zgłoszenia mobbingu, stosowaniu działań odwetowych, czy publicznym upokarzaniu i podważaniu kompetencji podwładnych. Z kolei kierownik artystyczny miał się dopuszczać nękania, używać wulgarnego języka, nadużywać swojej władzy.
W marcu w Filharmonii rozpoczyna się kontrola PIP, a pod koniec kwietnia sprawę szeroko opisuje Dziennik Wschodni. Pierwsze konsekwencje są błyskawiczne. Kierownik artystyczny rezygnuje ze stanowiska (chociaż za chwilę swoją rezygnację cofa), a dyrektor Mielko dostaje wicedyrektora w osobie Elżbiety Kędzierskiej, która do FL przychodzi z urzędu marszałkowskiego. Odbywa się też kilka spotkań przedstawicielami związków z dyrektorem FL i szefową Departamentu Kultury UMWL Angieszką Wolińską w roli mediatora. Konflikt zostaje zażegnany. – Pan dyrektor obiecał, że naprawi swoje błędy – mówi nam wówczas Piotr Ścirka, wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w FL.
Dyrektor Mielko zgadza się, by o pracy mogli wrócić też ci, których sam zwolnił. Jak ustaliliśmy to m.in. kasjerka (wcześniej zdegradowana z funkcji głównej kadrowej), która dostała „dyscyplinarkę” za to, że zbyt wcześnie otworzyła kasę i wydawała bezpłatne wejściówki na koncert.
Pytamy dyrektora, czy kierownik artystyczny też wróci do FL, ale na to pytanie Dominik Mielko nie odpowiada. Tłumaczy, że nie udziela informacji na temat indywidualnych spraw kadrowych. Chętnie mówi natomiast o sprawach pozakadrowych. – Wspólnie ze wszystkimi organizacjami związkowymi działającymi w Filharmonii uzgodniliśmy i podpisaliśmy aneksy do regulaminu wynagradzania oraz regulaminu pracy. Obecnie pracujemy nad kolejnymi regulacjami wewnętrznymi – podkreśla.
„Autorytarny sposób zarządzania przez stres i konflikt”
A jest nad czym pracować jeśli spojrzeć na wyniki kontroli PIP. Inspektorzy weszli do Filharmonii Lubelskiej w marcu, a swoje czynności zakończyli dopiero w czerwcu. Skontrolowano m.in. sposób zatrudniania pracowników, organizację czasu pracy, system nagród i dodatków, relacje ze związkami zawodowymi, działania w zakresie przeciwdziałania mobbingowi. Ich ustalenia poznajemy teraz – ponizę publikujemy protokół kontroli i wystąpienie pokontrolne wraz z zaleceniami. Dokumenty zawierają dane osobowe, dlatego w znacznym stopniu zostały zanonimizowane.
Czy w Filharmonii Lubelskiej dochodziło do mobbingu? To był jeden z najcięższych zarzutów, jaki stawiano dyrektorowi Mielko oraz jego „prawej ręce” – kierownikowi artystycznemu. Inspektorzy przeprowadzili wśród pracowników instytucji anonimowe ankiety (udział w badaniu wzięło 80 osób, czyli 78 proc. ogółu zatrudnionych w FL). Wyniki tego badania znalazły się w końcowej części protokołu kontroli PIP (załącznik nr 3). Można z nich wyczytać m.in.:
- 62 proc. ankietowanych pracowników negatywnie oceniało atmosferę w filharmonii,
- 63 proc. wskazywało na zły przepływ informacji jako główną przyczynę niezadowolenia z pracy,
- 43 proc. mówiło o niejasnych zasadach oceniania i konfliktach w miejscu pracy,
- 28 proc. deklarowało doświadczenie nierównego traktowania,
- 47 proc. wiązało pogorszenie swojego samopoczucia psychicznego lub fizycznego z sytuacją w pracy,
- 43 proc. zauważyło, że pracownicy niechętnie przebywają w miejscu pracy, a 32 proc. deklarowało chęć zmiany zatrudnienia,
- 55 proc. ankietowanych twierdziło, że nie otrzymuje informacji zwrotnej dotyczącej jakości swojej pracy,
- 14 pracowników deklarowało zgłaszanie pracodawcy przypadków mobbingu lub dyskryminacji, a 17 osób przyznało, że nie zrobiło tego z obawy przed negatywnymi konsekwencjami dla siebie.
Ankietowani krytycznie ocenili także sposób zarządzania instytucją przez dyrekcję. W odpowiedziach otwartych pojawiały się takie określenia jak: „niejasne komunikaty”, „autorytarny sposób zarządzania przez stres i konflikt”, „reakcja krzykiem i gestami”, „ogólny brak poszanowania pracowników, nakładanie obowiązków niezwiązanych z umową o pracę”, „brak płaszczyzny porozumienia, niekompetencja dyrektora”, „pracodawca zamyka drzwi, trzaska nimi podczas rozmowy”, „brak szacunku, przekleństwa ze strony pracodawcy”.
16 osób wskazało na ograniczanie możliwości wypowiadania się przez pracodawcę, 18 na unikanie kontaktów lub rozmów, 10 na ciągłe przerywanie wypowiedzi, 9 na krzyk lub wyzwiska, a 14 na niesprawiedliwe ocenianie ich pracy i zaangażowania. Najwięcej takich wskazań dotyczyło relacji z pracodawcą, mniej z bezpośrednimi przełożonymi.
PIP nie wykluczyła istnienia zjawiska mobbingu w FL. Jak podkreślono w wystąpieniu pokontrolnym, wynika to z ograniczonych kompetencji inspekcji, która nie jest organem uprawnionym do rozstrzygania takich spraw (o wystąpieniu mobbingu może rozstrzygnąć wyłącznie sąd). Kontrolerzy wskazali jednak na „występowanie zachowań, które mogą prowadzić do sytuacji noszących znamiona mobbingu i wymagają natychmiastowej interwencji ze strony pracodawcy”.I zobowiązali dyrekcję Filharmonii do podjęcia działań mających skutecznie przeciwdziałać mobbingowi.
PIP stwierdziła również, że choć Filharmonia Lubelska posiada formalną procedurę przeciwdziałania mobbingowi, dyskryminacji i molestowaniu seksualnemu, to z jej stosowaniem nie było najlepiej. Kontrolerzy wskazali m.in., że pracodawca nie podejmował działań przewidzianych procedurą mimo posiadania informacji o problemach pochodzących z innych źródeł niż oficjalne zgłoszenia pracowników. Zastrzeżenia dotyczyły także działania komisji antymobbingowej, która nie informowała o przedłużaniu postępowań oraz nie sporządzała wymaganych rocznych sprawozdań ze swojej działalności.
PIP stwierdziła również naruszenie przepisów dotyczących ochrony działaczy związkowych. Z ustaleń inspektorów wynika, że dyrektor Filharmonii wystąpił do NSZZ „Solidarność” o zgodę na rozwiązanie umowy z jednym z chronionych związkowców, organizacja odmówiła jej udzielenia, a mimo to pracownik został zwolniony w trybie dyscyplinarnym.
Dla dyrektora „środek wychowawczy w postaci ostrzeżenia”
Na linii dyrektor – związki zawodowe zgrzytało też w innym aspekcie. Kontrolerzy zarzucili bowiem dyrekcji brak odpowiedzi na część pism kierowanych przez związki zawodowe. Według PIP naruszało to obowiązek współpracy z organizacjami związkowymi wynikający z ustawy. Generalnie ilość pism wystosowanych przez związkowców do dyrektora Mielko w okresie od stycznia 2025 r. do kwietnia 2026 r. jest znacząca: to aż 33 pisma. Dotyczyły m.in. zmian regulaminów, funkcjonowania komisji antymobbingowej, zgłoszeń mobbingu i dyskryminacji czy organizacji pracy. Bez odpowiedzi dyrektora pozostało siedem pism.
Kontrolerzy mieli też zastrzeżenia do komisji socjalnej. Choć zgodnie z regulaminem jej skład powinien być powoływany na początku każdego roku, komisję na 2026 rok dyrektor powołał dopiero pod koniec maja.
Kontrola PiP stwierdziła także szereg nieprawidłowości związanych z organizacją i czasem pracy. Inspektorzy wskazali na przypadki nieprzekazywania pracownikom harmonogramów pracy z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem. Ponadto dochodziło do naruszeń norm czasu pracy i odpoczynku. Odnosiły się one zarówno niewystarczającej liczby dni wolnych w okresach rozliczeniowych, jak i niezapewnienia pracownikom ustawowych 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku dobowego oraz co najmniej 35 godzin nieprzerwanego odpoczynku tygodniowego.
PIP wykazała ponadto nieprzestrzeganie wewnętrznego regulaminu filharmonii dotyczącego podróży służbowych. Chodziło o przypadki rozpoczynania pracy przed upływem 12 godzin odpoczynku po powrocie z wyjazdów trwających dłużej niż osiem godzin.
To nie wszystko. Inspektorzy pod lupę wzięli też ewidencję czasu pracy. I zauważyli rozbieżności między listami obecności a indywidualnymi kartami ewidencji czasu pracy. W części przypadków brakowało także podpisów potwierdzających obecność pracowników.
Kontrolerom nie spodobał się również sposób rozliczania czasu pracy pracowników artystycznych. Ustalili, że do czasu pracy muzyków nie wliczano czasu wcześniejszego stawienia się przed koncertem lub próbą, mimo że regulamin pracy zobowiązywał ich do pojawienia się odpowiednio 30 minut przed koncertem i 15 minut przed rozpoczęciem próby.
PIP dopatrzyła się również uchybień w sposobie planowania urlopów artystów. Zgodnie z regulaminem przerwa urlopowa dla muzyków powinna być ogłaszana do 31 stycznia danego roku. W 2026 roku informacja o terminie urlopów została przekazana z opóźnieniem. Dyrekcja tłumaczyła to koniecznością uwzględnienia licznych wydarzeń artystycznych planowanych na okres wakacyjny oraz potrzebą zapewnienia ciągłości pracy filharmonii.
Jakie skutki ma dla dyrektora Mielko kontrola PIP? Formalnie niewielkie. W informacji dla związków zawodowych (w posiadaniu redakcji) PIP wskazuje, że do „osoby winnej (dyrektora FL Dominika Mielko – red.) powstałych zaniedbań został skierowany środek wychowawczy w postaci ostrzeżenia.”
15 miesięcy i trzech księgowych
Do Filharmonii Lubelskiej zapukali także kontrolerzy UMWL, którzy również doparzyli się nieprawidłowości. W okresie od 2 marca do 31 marca 2026 r. sprawdzali obszar gospodarki finansowej FL w 2025 r., tj.: przychody z reklam, prawidłowość prowadzenia teczek osobowych pracowników, świadczenia inne niż wynagrodzenia (ZFŚS), wynagrodzenia z tytułu umów o dzieło i zleceń. Nie kontrolowano natomiast zamówień publicznych.
W protokole kontroli (nie udostępniamy go, bo zawiera dane personalne) kontrolerzy UMWL wskazują na dużą rotację na stanowisku głównego księgowego. W ciągu około 15 miesięcy funkcję tę pełniły trzy osoby, a przez kilka kolejnych miesięcy obowiązki przejmował zastępca głównego księgowego (chociaż takiego stanowiska w strukturze FL nie ma). Jeden z głównych księgowych pracował przez okres trzech miesięcy, a drugi przez zaledwie 10 dni. Kontrolerzy odnotowali również braki w dokumentacji pracowniczej głównych księgowych, tj. brak oświadczenia o pełni praw publicznych czy brak zaświadczenia o niekaralności. Kierownik kadr tłumaczył brak zakresu obowiązków dla księgowych „krótkim okresem zatrudnienia”.
Ale to nie wszystko. Polityka rachunkowości Filharmonii nie zawierała wymaganych przepisami informacji dotyczących wykorzystywanego systemu informatycznego, zasad ochrony danych czy wersji oprogramowania używanego do prowadzenia ksiąg rachunkowych. Dodatkowo przychody z reklam ewidencjonowano na kontach księgowych niezgodnych z obowiązującym w instytucji planem kont.
Jeszcze więcej zastrzeżeń marszałkowscy kontrolerzy mieli do prowadzenia dokumentacji pracowniczej. Nie tylko w przypadku kolejnych zatrudnianych księgowych. W ponad połowie (18 na 34) sprawdzonych teczek osobowych dokumenty nie były ułożone chronologicznie, a w części przypadków (9 na 34) zawartość akt nie odpowiadała spisom dokumentów. W 12 z 34 skontrolowanych teczek stwierdzono przypadki braku aktualnych badań profilaktycznych.
Także zawieranie i rozliczanie umów cywilnoprawnych w Filharmonii Lubelskiej nie odbywało się bez szwanku. W 14 spośród 25 skontrolowanych przypadków umowy nie zostały podpisane przez głównego księgowego, mimo że wymagają tego przepisy ustawy o finansach publicznych. W 13 przypadkach zabrakło również wymaganej przez wewnętrzne regulacje Filharmonii akceptacji radcy prawnego.
Zastrzeżenia kontrolerów wzbudziła także dokumentacja księgowa dotycząca umów cywilnoprawnych. Żaden z wytypowanych do kontroli rachunków nie posiadał pieczęci z datą wpływu, potwierdzenia zgodności operacji gospodarczych z planem finansowym ani wymaganej dekretacji księgowej pozwalającej na powiązanie dokumentów z zapisami w księgach rachunkowych.
Kontrola wykazała ponadto, że listy płac dotyczące części umów cywilnoprawnych były zatwierdzane pod względem formalnym i rachunkowym przez pracownika, który nie posiadał stosownego upoważnienia do wykonywania takich czynności. Marszałkowscy kontrolerzy zwrócili również uwagę na braki formalne w wykazie osób uprawnionych do zatwierdzania dokumentów księgowych oraz na fakt, że część pełnomocnictw udzielonych pracownikom nie została zgłoszona do rejestru instytucji kultury prowadzonego przez samorząd województwa.
W ocenie kontrolerów świadczyło to o nieprzestrzeganiu obowiązujących w Filharmonii procedur dotyczących obiegu i kontroli dokumentów finansowych oraz o niespójności pomiędzy faktycznie funkcjonującą strukturą organizacyjną a obowiązującymi regulaminami.
Dyrektor Dominik Mielko zapewnia, że ustalenia obu kontroli traktuje z pełną powagą. – Większość zaleceń została już zrealizowana, a pozostałe są sukcesywnie wdrażane. Zależy nam, aby wnioski pokontrolne przełożyły się na trwałe i praktyczne zmiany w funkcjonowaniu Filharmonii.
A marszałek daje dyrektorowi nagrodę
Wyniki kontroli PIP i urzędników marszałkowskich zbiegły się w czasie z nagrodą roczną, którą marszałek przyznał dyrektorowi FL, Dominikowi Mielko. To dwukrotność przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego w roku poprzedzającym przyznanie nagrody, czyli ok. 35 tys. zł (kwota brutto).
Żeby otrzymać nagrodę roczną trzeba spełnić kilka kryteriów, które są wymienione w uchwale zarządu woj. lubelskiego z dnia 9 czerwca 2009 r. w sprawie „Zasad i trybu przyznawania nagrody rocznej dyrektorom wojewódzkich samorządowych instytucji kultury”. „Nagroda roczna ma charakter uznaniowy i może być przyznana osobie, która zajmowała stanowisko przez cały rok oraz w tym okresie nie naruszyła swoich obowiązków pracowniczych w sposób powodujący wymierzenie jej kary dyscyplinarnej i nie zaistniały udokumentowane przesłanki do odwołania ze stanowiska” -czytamy w uchwale. Innym kryterium jest pozytywna ocena realizacji planu działalności instytucji w danym roku oraz dodatni wynik finansowy instytucji (choć to ostatnie kryterium nie zawsze jest spełniane, o czym dalej).
Dyrektor Mielko spełnił kryterium czasu zajmowanego na stanowisku dyrektora, wypracował też dodatni wynik finansowy, bo Filharmonia pod jego rządami zakończyła 2025 r. zyskiem w postaci 1,8 mln zł. Szef Filharmonii Lubelskiej zaznacza, że dobry wynik finansowy „jest efektem realizacji ambitnego planu działalności, który dodatkowo udało nam się wykonać z nadwyżką, a także został osiągnięty przy jednoczesnym wprowadzeniu znaczących podwyżek wynagrodzeń dla pracowników”. Czy jednak nie zostały naruszone przez dyrektora obowiązki pracownicze?
Związki zawodowe działające w Filharmonii opiniując negatywnie zamiar przyznania Mielce nagrody rocznej w piśmie do Marcina Szewczaka, członka zarządu województwa odpowiedzialnego za kulturę, uznały, że w świetle ubiegłorocznych wydarzeń przyznanie tego wyróżnienia jest niewłaściwe. „Zarządy trzech organizacji związkowych działających w Filharmonii Lubelskiej zwróciły się do swoich członków o wyrażenie opinii w tej sprawie. W przeprowadzonej ankiecie 82,2 proc. głosujących przy znaczącej frekwencji opowiedziało się przeciwko przyznaniu panu dyrektorowi nagrody rocznej za rok 2025”.

Ale marszałek opinię związków postanowił wyrzucić do kosza i nagrodę przyznał.
– Przyznanie nagrody miało związek z całokształtem efektów pracy osiągniętych w ostatnim roku działalności Filharmonii, w tym w szczególności dodatnim wynikiem finansowym Instytucji za rok 2025. Dodatkowo przy ocenie uwzględniono również realizację sezonu artystycznego, poziom i liczbę przygotowanych premier oraz wydarzeń muzycznych, a także zainteresowanie publiczności, znajdujące odzwierciedlenie w wysokiej frekwencji podczas wydarzeń kulturalnych organizowanych pod kierownictwem Pana Dominika Mielko – tłumaczy Marcin Jakóbczyk z biura prasowego marszałka.
„Marszałek napluł w twarz”
Co na to filharmonicy? – Myślałem przez chwilę że to żart na 1 kwietnia, ale patrzę w kalendarz a tam lipiec. Marszałek napluł w twarz wszystkim poszkodowanym pracownikom i związkowcom którzy walczą o ich prawa i dobre imię – mówi jeden z nich. Wątpliwości nie ma też inny: – Urzędnicy marszałka wskazują na pasmo nieprawidłowości, które w 2025 roku stały się dziełem dyrektora Mielko, a marszałek daje dyrektorowi nagrodę za 2025 rok? Przecież to jakiś matrix, rozdwojenie jaźni – stwierdza.
– Pamiętam, że jak marszałek chciał odwołać Redbada Klynstrę z funkcji dyrektora Teatru Osterwy to powoływał się na wyniki swojej kontroli, gdzie jednym zarzutów było to, że dyrektor wydał kilka tysięcy złotych na śniadania dla pracowników teatru. Klynstra poleciał, Mielko został i jeszcze dostał nagrodę – komentuje jeden z muzyków.
A jak w kontekście napiętych relacji pracowniczych, które miały miejsce w w Filharmonii w 2025 roku, przyznanie nagrody komentuje sam Dominik Mielko? Pytamy, czy przyjmuje ją z czystym sumieniem, ale szef FL nie odpowiada wprost. „Nagroda została przyznana po zatwierdzeniu wykonania planu finansowego Filharmonii za 2025 rok, a osiągnięty wynik był bardzo dobry. O kondycji Filharmonii świadczą przede wszystkim pełne sale, stale poszerzające się grono melomanów oraz liczne koncerty kończące się owacjami na stojąco. Orkiestra dysponuje dziś instrumentami najwyższej klasy, zakupionymi ze środków unijnych pozyskanych dzięki moim staraniom. Inwestycja ta stworzyła muzykom lepsze warunki do rozwoju i dalszego podnoszenia poziomu artystycznego zespołu, wysoko ocenianego przez współpracujących z nami wybitnych artystów. Coraz szersza współpraca z instytucjami artystycznymi i naukowymi, skuteczne pozyskiwanie i rozliczanie środków zewnętrznych oraz poszerzanie oferty potwierdzają trwały i konsekwentny rozwój Filharmonii”.
Pozytywna recenzja i współpraca z Uniwersytetem Chopina
Dyrektor Mielko po wyraźnym sprowadzeniu do parteru wiosną, teraz zaczyna łapać wiatr w żagle. Niedawno pochwalił się w mediach społecznościowych opublikowaną w Ruchu Muzycznym pozytywną recenzją koncertu zamykającego sezon 2025/2026 w Filharmonii Lubelskiej. Wydarzenie odbyło się 19 czerwca 2026 roku pod batutą Marka Pijarowskiego z udziałem wiolonczelisty Tomasza Strahla.
A że ten ostatni jest także rektorem Uniwersytetu Muzycznego im. F. Chopina to dyrektor Mielko kuł żelazo póki gorące i w poniedziałek (13 lipca) pochwalił się nawiązaniem współpracy przez FL z UMFC. Jawnemu Lublinowi mówi, że współpraca z UMFC jest „ważna, potrzebna i bardzo naturalna”. Jej celem ma być „tworzenie nowych możliwości rozwoju dla uczniów szkół muzycznych z województwa lubelskiego”. Filharmonia Lubelska ma stać się areną kursów i klas mistrzowskich prowadzonych przez wybitnych pedagogów oraz artystów związanych z UMFC. Współpraca ma również obejmować występy na scenie Filharmonii najzdolniejszych studentów UMFC – zarówno solistów, jak i zespołów kameralnych, chóru oraz orkiestry. Jak podkreśla dyr. Mielko, list intencyjny przewiduje ponadto współpracę przy koncertach, nagraniach oraz innych projektach artystycznych i edukacyjnych. Pierwszych konkretnych efektów tej współpracy lubelscy melomani mogą się spodziewać w nadchodzącym sezonie artystycznym.
Nie tylko dyr. Mielko dostał roczną nagrodę
Wróćmy do nagród rocznych. Szef Filharmonii Lubelskiej nie był jedynym dyrektorem marszałkowskiej instytucji kultury, któremu zarząd województwa ją przyznał. Więcej niż Dominik Mielko dostała kierująca Operą Lubelską Kamila Lendzion. Jej instytucja rok 2025 zamknęła na plusie (115 tys. zł), a dyrektorka dostała trzy pensje ekstra, czyli ok. 80 tys. zł (kwota brutto).
Trzykrotność przeciętnego wynagrodzenia (ok. 55 tys. zł) dostał w nagrodę także dyrektor Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej, Andrzej Rolla (PiS), bliski znajomy marszałka. Chociaż biblioteka pod jego kierownictwem zanotowała w 2025 sporą stratę – minus 520 tys. zł. Jak tłumaczy Marcin Jakóbczyk, nagroda została przyznana za „całokształt działalności WBP, w tym organizację wydarzeń kulturalnych i promocję czytelnictwa oraz dziedzictwa regionu, a także rozwój oferty dla mieszkańców województwa”.
Pod kreską rok 2025 zakończyło Muzeum Wsi Lubelskiej (minus 36 tys. zł), ale kierujący placówką radny miejski PiS Bartłomiej Bałaban, podobnie jak Andrzej Rolla, nie musi się tym specjalnie martwić. Mimo ujemnego wyniku finansowego otrzymał nagrodę roczną w wysokości dwóch przeciętnych pensji, co w jego przypadku oznacza ok. 42 tys. zł.
Nagroda roczna w postaci dwukrotności przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego (ok. 36 tys. zł) trafiła też do Andrzeja Pruszkowskiego (PiS), dyrektora Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. Placówka, której szefuje były prezydent Lubina, a obecnie radny miejski PiS, wypracowała w ubiegłym roku nieznaczny zysk w wysokości 8 tys. zł.
Zysk wypracowała też najmłodsza marszałkowska instytucja kultury – Muzeum Zamek w Janowcu – 908 tys. zł, a dyrektorka instytucji, Marzena Brzezicka, została nagrodzona przez marszałka jednokrotnością swojego przeciętnego wynagrodzenia miesięcznego, czyli ok. 19 tys. zł.
Nagrodę roczną w postaci jednej dodatkowej pensji dostał także Piotr Kondraciuk, dyrektor Muzeum Badań Polarnych w Puławach. W jego przypadku będzie to ok. 14 tys. zł. Instytucja, którą kieruje w 2025 r. zanotowała minimalny zysk w wysokości 2,8 tys. zł.
Jedną pensją ekstra – ok. 16 tys. zł – został też nagrodzony przez marszałka dyrektor Ośrodka Praktyk Teatralnych „Gardzienice”, Wojciech Goleman. Zysk netto wypracowany przez teatralną placówkę to 73,2 tys. zł.
Nagrody rocznej zarząd województwa nie przyznał natomiast: dyrektorowi CSK Michałowi Chorosińskiemu, szefowi Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym Sławomirowi Bąkowi oraz kierującemu Teatrem Osterwy Krzysztofowi Adamczukowi. Cała trójka nie spełniała kryterium pełnienia stanowiska przez cały rok. Od tej reguły wyjątków akurat nie przewidziano.




To jakiś żart (te nieprawidłowości po kontroli Marszałka). Niechronologicznie poukładane dokumenty i brak pieczątki wpływu? Poważnie? Przecież to nic nie znaczące błahostki. Nie ma naruszenia dyscypliny finansów, nie ma zawiadomienia do prokuratury – tzn., że kontrola wypadła dobrze. Skoro kontrola nie potrafiła znaleźć nic poważniejszego to albo Marszałek ma kiepskich kontrolerów albo gospodarka finansowa Filharmonii prowadzona jest bardzo dobrze. A takie pierdułki jak znaleziono nie mają żadnego znaczenia dla prawidłowej realizacji planu finansowego.
Dziękuję za ten artykuł. Czytając o tych nieprawidłowościach, zastanawiałam się, jakie są kryteria przyznawania nagród przez marszałka w takich sytuacjach.
Dziękuję za ten tekst. Jestem zszokowana, że mimo tylu wykazanych nieprawidłowości dyrektor otrzymał nagrodę. Zastanawiam się, czy będą wyciągnięte wnioski.
Dziękuję za ten artykuł. Czytając o tych nagrodach w obliczu tylu nieprawidłowości, sama zaczęłam się zastanawiać, jakie kryteria oceny decydują o przyznaniu premii.
Dziękuję za ten tekst. Zastanawiam się, dlaczego mimo tylu wykrytych nieprawidłowości dyrektor otrzymał nagrodę. To bardzo niepokojąca sytuacja w kulturze.