7 minut czytania • 03.09.2025 17:29
„Dla dobra szkoły”. Dlaczego dyrektorka milczała, że nauczyciel sypiał z uczennicą
Udostępnij
Najpierw były niewinne SMS-y. Potem nauczyciel pisał swojej uczennicy o seksie. Ona miała 17 lat, on 36. Gdy Monika opowiedziała o wszystkim dyrektorce szkoły, ta nie zrobiła przez długi czas nic. Dopiero niedawno sprawą zajęła się prokuratura i kuratorium – gdy sprawy w swoje ręce wziął jeden z nauczycieli.
„Zamów do mnie Bolta kobieto, bo niczego tak nie pragnę, jak poczuć cię obok”, „zawsze taka posłuszna.. muszę to sprawdzić”, „Kto wie jak się zamkniemy w ciemni”, „Nie skarbie, chodzi o seks”.
Już znacznie później na szkolnym korytarzu do nauczyciela podchodzi jedna z uczennic. – Sorze, widział pan? – pokazuje mu w telefonie screen z konwersacji. Obscenicznych wiadomości jest wiele. Pisał je Marian M. do niepełnoletniej dziewczyny. Ona była uczennicą Zespołu Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie. On w tej szkole uczył fotografii.
W jednej pisze „Dużo wypiłaś? …bo nie wiem czy nie za wcześnie, żeby proponować trójkącik :)”. W innej sugeruje, że dziewczyna mogłaby półnaga siedzieć mu na kolanach. Kolejna wiadomość to długi opis seksu – tego, co M. chciałby zrobić.
Sześć stron, 19 punktów
Nie ma już sił, by opowiadać to ze wszystkimi szczegółami, jeszcze raz. Robiła to już w Kuratorium Oświaty i w lubelskiej prokuraturze. Teraz chce sobie ułożyć życie. Ale też nie chce tej sprawy tak po prostu zostawić.
Zaczęło się w 2018 roku, gdy Monika zaczęła naukę. Najpierw pisał niewinne SMS-y po szkolnym wyjeździe. Dość szybko w wiadomościach zaczął się pojawiać podtekst seksualny. Z czasem SMS-y stawały się coraz śmielsze, aż nauczyciel zaczął do swojej uczennicy pisać o seksie otwarcie.
– Zaczął zapraszać mnie do siebie, kiedy nie było jego współlokatorki – zanotowała Monika (Imię zmienione). Historię swojej relacji z nauczycielem spisała na sześciu kartkach. W 19 punktach.
Mężczyzna raz pisał, że nie mogą się spotykać. Potem flirtował. Już na pierwszym spotkaniu zaczął dotykać Monikę. – Mój organizm cały drżał i głos mi się łamał, wtedy nie wiedziałam, że to złe. Mówił, że mu się podobało. Pytał, czy się nie przestraszyłam, potem pytał o ponowne spotkania. Dawał mi bardzo dużo prezentów – opisuje kobieta.
Dużo rozmawiali. Nauczyciel coraz lepiej poznawał dziewczynę. Wiedział o jej kłopotach w domu, z ojcem. Dziś Monika wie, że to była manipulacja. Na spotkaniach w jego domu był też alkohol. On robił drinka sobie i jej. Na każdym kolejnym posuwał się dalej. Zawsze też pytał, czy jej się to podoba. Ale oczekiwał tylko twierdzących odpowiedzi. Prosił ją o wysyłanie nagich zdjęć. Gdy po raz pierwszy uprawiali seks, ona miała 17 lat. On 36. Była w pierwszej klasie technikum.
Dotykał ją też w szkole – gdy byli sami w ciemni fotograficznej. Na lekcjach rzucał żartami, które odczytać mogła tylko ona. – Kiedy robił mi pierwszy raz zdjęcia w szkole, rozpiął koszulę tak, aby było widać kawałek piersi – opowiada.
Dziewczyna miała 17 lat, gdy zamieszkała z nauczycielem w wynajmowanym przez niego mieszkaniu. Swój związek trzymali w tajemnicy. On tłumaczył, że to dla jej dobra. – Stosunki seksualne często się powtarzały. Często nie miałam na nie ochoty, ale czułam taką powinność. Jeśli coś w trakcie stosunku mnie bolało, to raczej nie zwracał na to uwagi, ja bałam się o tym mówić. Musiał zostać zaspokojony. Spełniał swoje seksualne zachcianki. Zaczął również wypytywać mnie o koleżanki z klasy i szkoły. Czy o nim rozmawiają, czy jest dla nich atrakcyjny – zanotowała Monika.
Monika mieszka u swojego nauczyciela fotografii do czasu zakończenia szkoły. Zaczyna mieć problemy natury emocjonalnej i fizycznej. W miesiąc traci 12 kilogramów.
Prokuratura i kuratorium
– Postępowanie jest na wczesnym etapie. Prowadzone jest w sprawie, w kierunku art. 199 Kodeksu karnego – mówi nam Agnieszka Kępka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
„Kto, przez nadużycie stosunku zależności lub wykorzystanie krytycznego położenia, doprowadza inną osobę do obcowania płciowego lub do poddania się innej czynności seksualnej albo do wykonania takiej czynności, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3” – tak brzmi art. 199 kk.
Sprawę bada także Kuratorium Oświaty w Lublinie i zajmuje się nią Rzecznik Dyscyplinarny dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubelskim (działa w kuratorium). Przesłuchania w kuratorium zaczęły się na początku czerwca. I jak informował nas pod koniec maja Artur Pawłowski, rzecznik prasowy Lubelskiego Kuratora Oświaty, Rzecznik Dyscyplinarny zajmował się nie tylko postępowaniem nauczyciela, ale bada też zachowanie dyrekcji szkoły „w kontekście niedopełnienia obowiązków”.
Bo to nie szkoła, nie jej dyrekcja, zawiadomiła o sprawie prokuraturę i kuratora.
– Wydział Oświaty i Wychowania dowiedział się o sprawie z maila przesłanego 16 maja br. przez jednego z nauczycieli Zespołu Szkół Odzieżowo-Włókienniczych, informującego o złożeniu pisma do Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubelskim, działającego w Kuratorium Oświaty w Lublinie. Dyrektor szkoły powiadomiła o sprawie Wydział Oświaty i Wychowania 20 maja. Niezwłocznie, pismami z dnia 21 maja, zastępca prezydenta miasta Lublin ds. Oświaty i Wychowania złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez nauczyciela przestępstwa do Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe oraz o podejrzeniu popełnienia czynu dyscyplinarnego do Rzecznika Dyscyplinarnego dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubelskim – informuje nam Justyna Góźdź, rzeczniczka prasowa prezydenta Lublina.
Z kolei rzecznik prasowy Lubelskiego Kuratora Oświaty przyznaje, że informacje o sprawie kurator otrzymał od Rzecznika Praw Dziecka.
Kto wiedział, co się dzieje w szkole?
To efekt pism jednego z nauczycieli Zespołu Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie, który na własną rękę zaczął sprawdzać krążące po szkole plotki. Ale najpierw dziewczyna poszła do dyrektorki zespołu szkół Haliny Rybczyńskiej. Zrobiła to już po skończeniu technikum, kiedy jej związek z M. się zakończył. W październiku 2022 roku, kilka miesięcy po skończeniu szkoły, wysłała dyrektorce maila z prośbą o spotkanie. Załączyła screen jednej z wiadomości od nauczyciela.
– Zgłosiłam sprawę pani dyrektor w październiku 2022 roku. Była w szoku. Powiedziała, że musi się zastanowić, co zrobić. Powiedziała, że musi się spotkać z innymi dziewczynami – opowiada nam Monika. – Chociaż już byłam absolwentką, to takie rzeczy w szkole cały czas się działy. Wiem, że pani dyrektor spotkała się z innymi dziewczynami. Miała im powiedzieć, że tę sprawę jakoś załatwi. Żeby o niej nie mówić w szkole. Że nie powinna ona wyjść.
M. odszedł z pracy miesiąc później, z dnia na dzień. Żegnając się z kolegami powiedział, że dostał lepszą propozycję. Jego nazwisko można znaleźć na liście nauczycieli w jednej ze szkół w powiecie łęczyńskim.

Dlaczego Urząd Miasta, kuratorium i prokuratura o sprawie dowiedziały się dopiero po 2,5 roku jakie minęło od rozmowy Moniki z dyr. Rybczyńską? Bo dopiero wtedy pisma zaczął słać jeden z nauczycieli. Słyszał krążące w szkole plotki, ale nikt nic więcej nie wiedział. Aż pewnego dnia podeszła do niego uczennica i pokazała w telefonie printscreeny.
Nauczyciel zaczął drążyć, rozmawiać z kolegami, rozpytywać uczniów. W końcu, już w tym roku, spotkał się z dyrektorką szkoły. Kiedy poruszył temat, miał usłyszeć, że ona nic nie wie. Potem była jeszcze rada pedagogiczna, na której dyr. Rybczyńska miała przyznać, że o wszystkim wie, ale „dziewczyny zgodziły, aby tę sprawę zostawić, a dobro szkoły jest najważniejsze”. Wtedy nauczyciel zaczął słać pisma.
Do Rzecznika Praw Dziecka napisał o swoich wątpliwościach co do zachowania wymaganych prawem procedur. „Osobiście uważam, że każdy nauczyciel powinien być o tym fakcie rzetelnie poinformowany, choćby ze względu na potrzebę specjalnego podejścia do ofiar procederu, czy zapewnienia potrzebnej pomocy” – pisał.
W połowie maja dyr. Halina Rybczyńska wysłała do Moniki maila. Poprosiła o spotkanie. – To dość pilna sprawa – napisała. Dziewczyna nie odpowiedziała.
Halina Rybczyńska na nasze pytania odpowiedziała w czwartek rano (4 września). Przyznaje: – O niestosownym zachowaniu nauczyciela dowiedziałam się od pełnoletniej absolwentki szkoły w październiku 2022 r. Niezwłocznie po otrzymaniu tej informacji,
został rozwiązany stosunek pracy z nauczycielem. Od listopada 2022 r. nauczyciel ten nie pracuje w szkole.
Właśnie została ponownie wybrana na dyrektora Zespołu Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie. Zgodnie z zarządzeniem prezydenta miasta ma zajmować stanowisko do 31 sierpnia 2030 roku.
Sprawa dyrektorki do umorzenia
Artur Pawłowski, rzecznik prasowy lubelskiego kuratora informuje, że sprawa dyrektorki Rybczyńskiej niedopełnienia obowiązków już została umorzona. – Z uwagi na wystąpienie przesłanek wynikających z art. 85o ust. 1 ustawy Karta Nauczyciela (Postępowanie dyscyplinarne nie może być wszczęte po upływie 5 miesięcy od dnia powzięcia przez organ, przy którym działa komisja dyscyplinarna pierwszej instancji, wiadomości o popełnieniu czynu uchybiającego godności zawodu nauczyciela lub obowiązkom, o których mowa w art. 6 oraz po upływie 2 lat od popełnienia tego czynu) – komunikuje.
W stosunku do nauczyciela z końcem lipca zostało wszczęte przez rzecznika dyscyplinarnego postępowanie. Posiedzenie komisji dyscyplinarnej odbędzie się 15 października.
Dyrektorka Rybczyńska nie chce komentować sprawy ani udzielać innych wyjaśnień, ponieważ postępowanie jest w toku, a dyrektorka jest w nim świadkiem. – Pragnę jednocześnie nadmienić, że ze względu na to iż całe wydarzenie zaistniało w odległym czasie, wszelkie działania medialne w chwili obecnej nie służą dobru uczniów – dodaje.
Monika mówi nam, że jest na terapii, czuje obrzydzenie do siebie, do swojego ciała, ma trudności w nawiązywaniu relacji z mężczyznami. – Wykorzystał to, że byłam zakochana po uszy, że cała się dla tej relacji poświęciłam, że pierwszy raz byłam w relacji, więc mnie sobie wychował jak zechciał – ocenia.
Marian M. nie chciał z nami na ten temat rozmawiać: – Nie chciałbym komentować sprawy na tym etapie.
Zgodnie z Kartą Nauczyciela grozi mu kara – od nagany do wydalenia z zawodu.
Na zdjęciu: Zespół Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie. Marian M. odszedł z pracy miesiąc po tym, gdy Monika zgłosiła sprawę dyrekcji



