8 minut czytania • 28.08.2025 16:12
Deweloperzy jak święte krowy. Rozmowa z ministrą Pełczyńską-Nałęcz
Udostępnij
– Budowanie mieszkań same w sobie nie jest niczym złym, jest czymś zacnym, ale deweloperzy mieli przywileje kosztem kupujących. Uważano to za normalne – mówi Jawnemu Lublinowi Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, ministra funduszy i polityki regionalnej. I zapowiada kolejną antypatodeweloperską ustawę.
Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.
nr konta: 71 1090 2590 0000 0001 4947 2615
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
paypal: kontakt@fundacjawolnosci.org
Według Pani słowo „deweloper” jest w Polsce brzydkim słowem?
– Nie, to normalne słowo.
Dlaczego zatem wielu kojarzy się pejoratywnie?
– Polityka mieszkaniowa w Polsce przez lata stała na głowie. Główny jej cel był taki, że ci którzy mają dużo mieszkań, zainwestowali w nie, żeby to im się opłaciło. Za sukces stanu rynku mieszkaniowego uważano, że mieszkania drożeją. Tak po prostu było. Na dodatek przez lata było tak – i nadal jest choć próbujemy to przełamać – że przedsiębiorcy budujący mieszkania byli traktowani jak święte krowy.
Stawianie mieszkań same w sobie nie jest niczym złym, jest czymś zacnym, ale deweloperzy mieli przywileje kosztem kupujących. Uważano to za normalne. Jest jakaś branża, która produkuje bardzo ważne dobro, ale wcale nie musi ujawniać cen tego dobra. Ludzie muszą pisać, dowiadywać się na własną rękę, nie mają tego co się należy każdemu klientowi na wolnym rynku, czyli informacji o cenie. Podstawą wolnego rynku jest przecież rozeznanie cen. Ale to zostało w branży deweloperskiej wyjęte, odebrane ludziom i uważano, że to normalne. A przecież nie jest to normalne.
Kwestia ujawniana pełnych, realnych cen mieszkań właśnie się zmienia.
– Ale stoczyliśmy o to jako Polska 2050 poważny bój. Słyszeliśmy, że nasza ustawa gwarantująca ujawnienie cen nie jest absolutnie potrzebna, że tego się nie da, że to skandal, że jest pisana na kolanie. Ale ostatecznie ustawa jest i okazuje się, że zadziała.
Zatem teraz każdy kupujący nowe mieszkanie otrzyma pełną informację o kosztach, jakie ma ponieść podczas kupna.
– Od połowy września będzie taki obowiązek. Na stronach wszystkich deweloperów takie informacje mają być publikowane. I to nie jest żadna opresja, to jest właśnie wolny rynek. Ale zrobiliśmy w tym temacie tylko połowę naszej roboty. Bo cały czas mówimy o cenach ofertowych, a są jeszcze transakcyjne, które są równie ważne do rozpoznania rynku. I te ceny znajdują się w rejestrze cen nieruchomości, tylko że dostęp do nich jest obarczony opłatą. Niewielką, ale jeżeli w każdym przypadku trzeba ją wnieść, napisać do powiatu i uzyskać lub nie informację, to uniemożliwia to klientowi posługiwanie się narzędziem do zbadania, jak kształtują się ceny transakcyjne.
Jest już w Sejmie po konsultacjach projekt ustawy Polski 2050 o zniesieniu opłat z rejestru cen nieruchomości. I już widzę powtórkę tego wszystkiego, co się działo przy ustawie o jawności cen mieszkań. Że to niepotrzebne, że się nie da, że ustawa jest zła i pisana na kolanie. Spodziewam się wszystkich możliwych etapów krytyki, ale wierzę, że troska o dobro kupujących zwycięży.
I tak samo krytykowana była jeszcze inna ustawa, którą pani nazywa antypatodeweloperską, którą właśnie podpisał prezydent. I chyba najważniejszy w niej zapis to przywrócenie zasady rękojmi. Co jeszcze zgodnie z tym prawem zyskuje nabywca nowego mieszkania?
– Pełną ochronę. Choćby rękojmi, bo obecnie jeszcze część umów ma ją zapisaną, a inne nie.
I sądy miały nawet problem z rozstrzygnięciem, czy się należy klientowi.
– Sami ludzie mieli z tym problem. Przecież to normalne, że jeśli jest wada produktu, to producent ją usuwa. Tymczasem kupujący mieszkania musieli w sądach wykazywać, że rękojmia im się należy.
W ciągu pięciu lat od zakupu mieszkania – dodajmy.
– Właśnie. Teraz wracamy do normalnej, zdrowej praktyki. W tej ustawie są też inne elementy, które ustawiają rynek mieszkaniowy, bo żeby działał normalnie, potrzebne są dwie sprawy – po pierwsze nie ma przywilejów deweloperów względem kupujących, a po drugie – mieszkania są dostępne. Udało nam się zablokować dwa złe pomysły. To dopłaty do kredytów.
To forsowany przez część polityków kredyt zero procent.
– Drugą sprawą są REIT-y, czyli fundusze, które wykupują dużą liczbę mieszkań i zarabiają na ich wynajmie. I kredyt zero procent i REIT-y byłyby, gdyby nie Polska 2050. Powiedzmy wprost: tego nie będzie i już widać, że ceny mieszkań zaczęły spadać.
Jakiś czas temu opisaliśmy przypadek lubelskiego dewelopera, który od swoich klientów chciał za powierzchnię mieszkania pod ściankami działowymi…
– Żeby tylko chciał. Brał.
Pani wówczas głośno podjęła temat, czy takie praktyki zostaną ukrócone?
– To są rzeczy, z którymi ludzie do mnie przyszli, bo latami walczą z deweloperami i nie są to pojedyncze przypadki.
Nie tylko praktyka lubelska?
– Katowice, Warszawa… Mam mnóstwo takich zgłoszeń i szacuję, że to dotyka setek tysięcy okantowanych osób. Sprzedawane mieszkanie powinno dotyczyć powierzchni mieszkalnej. Tymczasem deweloperzy obchodzą różne normy i sprzedają ludziom powierzchnie pod ścianami, bo niby te ściany to takie „przepierzenia”, które można usunąć. A przecież usunąć to można parawan, a ściany między toaletą a pokojem albo ściany nośnej już nie da się, a mimo to powierzchnia pod ścianami jest wliczana do powierzchni sprzedawanego mieszkania.
Da się to powstrzymać ustawowo, czy tylko Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów może działać?
– Wysłałam do UOKiK-u dwa pisma. Na jedno mam odpowiedź: problem jest i oni go widzą, ale zachowują się bezradnie. Swoją drogą uważam, że UOKiK powinien mocniej walczyć o prawa klientów. Na drugie pismo nie mam na razie odpowiedzi. Niezależnie od tego przygotowujemy projekt ustawy, który chcemy we wrześniu wprowadzić do Sejmu i nowymi przepisami raz na zawsze zatrzymać ten proceder.
Spodziewam się wszystkich możliwych utrudnień i znów zarzucania, że ustawa nie jest potrzebna, pisana na kolanie, dziurawa ale mam nadzieję, że na koniec także zostanie uchwalona.
Co z mieszkalnictwa zostaje w pani resorcie po rekonstrukcji rządu, jaką jego część przejmuje Andrzej Domański i Ministerstwo Finansów i Gospodarki?
– Złożyłam propozycję, żeby mój resort wziął całość z pełną odpowiedzialnością. Koalicyjna decyzja była inna i to szanuję. Mieszkalnictwo zostało podzielone. W moim ministerstwie jest Krajowy Zasób Nieruchomości, Społeczne Agencje Najmu, Społeczne Inicjatywy Mieszkaniowe.
Odpowiada zatem teraz pani za mieszkalnictwo społeczne i właśnie rząd zdecydował o przekazaniu na ten cel Bankowi Gospodarstwa Krajowego dodatkowych 920 mln zł.
– To zobowiązanie, które Polska 2050 uzyskała od ministra Domańskiego.
Jeszcze w maju nie było to pewne, a pani głośno alarmowała, że brakuje 1 mld złotych na budowanie mieszkań.
– Żeby ten miliard został wypłacony, konieczna była zgoda ministra rozwoju i technologii Krzysztofa Paszyka, który tej zgody nie udzielał. Trochę wody musiało upłynąć, ale teraz jest minister Domański i miliard jest.
To są pieniądze dla samorządów na budowanie mieszkań.
– Przez SIM-y i TBS-y.
A samorządy w ogóle chcą budować?
– Mało powiedziane. Przez lata państwo polskie mówiło samorządowcom, że nie powinniście się wyzbywać mienia komunalnego, a wręcz przeciwnie – musicie mieć jakiś zasób mieszkaniowy. To bardzo słuszne, ale samorządy nie miały ani kompetencji w budowaniu, ani za bardzo chęci. Ale na przestrzeni lat to się zmieniało. Samorządy uznały, że mieszkania są ważne, nauczyły się wiele, stworzyły odpowiednie podmioty jak TBS-y, SIM-y, rozpoczęły przygotowania pod inwestycje, pełną dokumentację i złożyły gotowe projekty do funduszu dopłat. Są w nim projekty na ok. 3 mld zł i teraz państwo polskie ma się ze złożonej obietnicy wywiązać i te środki przekazać. Zarówno w atrakcyjnych kredytach jak i w dotacjach. Najlepszym rozwiązaniem jest połączenie tych mechanizmów.
Jako Polska 2050 stoczyliśmy jeszcze jedną bitwę i nie pozwoliliśmy w tym systemie na zrezygnowanie z zasady dojścia do własności mieszkania w miastach poniżej 100 tys. mieszkańców.
To potrzebne, bo o ile np. w Warszawie budownictwo społeczne ma inny cel – jak największą rotację wynajmujących – to w mniejszych miastach jest potrzeba dojścia do własności mieszkania. Po to, aby ludzie – wykupujący systematycznie mieszkania po cenach rynkowych – w końcu stali się ich właścicielami.
To ma ich zatrzymać w tych miastach?
– Tak. I dlatego stoczyliśmy burzliwą wojnę w Sejmie i nasza poprawka przeszła. I to tylko pokazuje, w mieszkalnictwie społecznym, że metoda „to, co dobre dla Warszawy jest dobre dla całej Polski” jest głupią metodą i z tym będziemy walczyć.

Afera KPO
Podczas otwartego spotkania w Lublinie Pełczyńska-Nałęcz poinformowała, że w 16 skontrolowanych projektach z sektorów HoReCa wykryto nieprawidłowości i będą sprawdzane kolejne.
Chodzi o aferę związaną z przyznaniem środków z Krajowego Kraju Odbudowy przedsiębiorcom poszkodowanym podczas pandemii Covid-19. Z danych PARP wynika, że do tej pory podpisano 3005 umów na takie wsparcie, a do końca lipca przedsiębiorcom wypłacono 110 mln zł z całkowitej kwoty 1,24 mld zł.
Na jaw jednak wyszło, że wśród przyznanych dotacji są także pieniądze np. na firmowe jachty. I to mieści się w warunkach naboru, bo pieniądze są przeznaczone dla m.in. hotelarzy , gastronomii czy turystyki i kultury na wprowadzenia na rynek nowych produktów czy usług.
Wysokość dofinansowania mogła wynieść od 50 tys. do 540 tys. zł.
Wypłaty pieniędzy zostały wstrzymane, a śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Europejska (EPPO).
Afera jest tak głośna, że odbiła się na notowaniach Pełczyńskiej-Nałęcz. W najnowszym sondażu United Surveys dla Wp.pl 41,8 proc. respondentów „zdecydowanie” oczekuje dymiskji Pełczyńskiej-Nałęcz. 26,9 proc. zapytanych o zdanie odpowiedziało „raczej tak”.
Na zdjęciu: Katarzyna Pełczyńska-Nałecz, rocznik 1970 r., doktor socjologii, politolożka, specjalizuje się w zagadnieniach z obszaru wschodnioeuropejskiego. W latach 2012-2014 była podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a w latach 2014-2016 ambasadorem Polski w Federacji Rosyjskiej. Od 2023 r., z ramienia Polski 2050, ministra funduszy i polityki regionalnej (Fot. gov.pl)



