Wesprzyj Kontakt

5 minuty czytania  •  13.09.2025 17:49

Demokracja (pseudo)partycypacyjna po lubelsku

Demokracja (pseudo)partycypacyjna po lubelsku

Udostępnij

KOMENTARZ Pomijając kwestię fatalnych skutków decyzji — podjętej wbrew wszelkim naukowym danym i badaniom — sposób działania władz lokalnych urąga wszelkim zasadom demokracji — pisze dr Agnieszka Ziętek*.

„Silna demokracja definiowana jest przez politykę w trybie partycypacyjnym: dosłownie jest to samorządność obywateli” – pisał w 1984 roku amerykański filozof polityki Benjamin Barber, podkreślając rolę i znaczenie włączania mieszkańców w procesy decyzyjne i (współ)tworzenie polityk miejskich. Jeszcze wcześniej, bo pod koniec lat 60., Sherry R. Arnstein opublikowała swoją słynną „drabinę partycypacji”, za pomocą której ilustrowała rzeczywistą praktykę procesów partycypacji (od braku uczestnictwa przez działania pozorne, aż do rzeczywistego uspołecznienia władzy).

Jak pokazuje przykład Lublina, pomimo upływu dekad, niewiele z owych koncepcji przeniknęło do poczynań lokalnych włodarzy. Ci bowiem za nic mają sobie zdanie społeczności lokalnej, w tym wypadku — sprzeciwiające się zabudowie górek czechowskich, a wyrażane niezmiennie od wielu lat poprzez konsultacje społeczne, wyniki lokalnego referendum, niezliczone listy i petycje, czy wreszcie protesty. Zdanie, co trzeba podkreślić, poparte licznymi ekspertyzami naukowymi (np. dr hab. Ewy Trzaskowskiej, prof. Bogusława Kaszewskiego, dr hab. Tadeusza Chmielewskiego, czy wreszcie wybitnego architekta Romualda Dylewskiego), ale niestety sprzeczne z wizją władz miasta.

https://jawnylublin.pl/radni-klubu-prezydenta-gorki-czechowskie-wietrznie-betonowe/

Pomijając kwestię fatalnych skutków decyzji podjętej wbrew wszelkim naukowym danym i badaniom, które bezspornie i wprost podkreślają bezcenne walory przyrodnicze tego terenu, jak również konieczność jego ochrony przed zabudową, sposób działania władz lokalnych urąga wszelkim zasadom demokracji. Utrudnianie dostępu do sali obrad, ograniczanie dyskusji podczas posiedzenia Rady Miasta i niedopuszczanie mieszkańców do głosu, wyprowadzanie protestujących z sali obrad przez strażników, czy wreszcie, cenzurowanie wypowiedzi i usuwanie komentarzy na profilu miasta w mediach społecznościowych. To standardy demokracji i kultury obywatelskiej według władz w Lublinie. Władz, które notabene od lat określają się mianem „prodemokratycznych”.

Farsą i kpiną z podstawowej wartości leżącej u podstaw demokracji, jaką jest wolność słowa, są również późniejsze próby tłumaczenia powodów zamknięcia dyskusji pod postami dotyczącymi podjętej przez Radę Miasta decyzji zezwalającej na zabudowę tego terenu (tłumaczenia oparte zresztą na nieprawdziwych informacjach i półprawdach). Warto w tym miejscu przypomnieć, że wolność słowa w systemie demokratycznym (którym podobno jesteśmy) nie polega na cenzurowaniu, czyli ograniczaniu możliwości wypowiedzi, czy usuwaniu komentarzy w sytuacji, kiedy komentujący upubliczniają niewygodne dla władzy fakty.

Usprawiedliwianie przez władze prób blokowania wolności wypowiedzi rzekomym hejtem ze strony komentujących mieszkańców jest nie tylko działaniem mocno naciąganym, ale także wyrachowanym. Nie od dziś bowiem słowa „hejt” i „dezinformacja” niosą ze sobą znaczny ładunek i emocjonalny, i deprecjonujący, stawiający stronę, która je rzekomo używa, w negatywnym świetle. Pytanie, co jest według władz Lublina rzekomą dezinformacją? Czy są nią podawane przez mieszkańców fragmenty opracowań i ekspertyz przeciwnych zabudowie? Wypowiedzi specjalistów zajmujących się tematem? Dane i fakty, które podważają słuszność decyzji władz Lublina? A może samo krytykowanie poczynań i wskazywanie zupełnego braku logiki w działaniach Rady Miasta?

https://jawnylublin.pl/szanujemy-wolnosc-slowa-ale-gdy-chodzi-o-gorki-ratusz-wylacza-komentarze/
Reklama 844 x 275
Reklama 500 x 500

Paradoks tej sytuacji polega także na tym, że ci sami przedstawiciele władzy, którzy nie dopuścili mieszkańców do głosu, będą wkrótce apelować o ich udział w wyborach. Demokracja w ich mniemaniu sprowadza się bowiem do rytuału wyborczego: obywatel ma znaczenie tylko wówczas, gdy wrzuca kartę z głosem do urny. W pozostałym czasie jego głos jest niewygodny, niepożądany, wręcz eliminowany. To logika, którą badacze partycypacji określają mianem „demokracji pozornej” – sytuacji, w której formalne procedury istnieją, lecz realna podmiotowość obywateli zostaje zmarginalizowana i ograniczona wyłącznie do głosowania raz na cztery lata.

Idąc dalej, idee takie jak dialog, „budowanie realnej wspólnoty”, czy „kontrakt społeczny, gdzie każdy czuje się istotny” to główne wartości przyświecające lubelskiej aplikacji do Europejskiej Stolicy Kultury. To właśnie tam możemy przeczytać:

„Chcemy być miastem pielęgnującym podstawowe wartości europejskie: poszanowanie godności ludzkiej, wolność, demokrację, równość – wartości, o które na peryferiach Unii Europejskiej musimy dbać w sposób szczególny i o których chcemy wciąż na nowo przypominać. (…) Miastem dbającym o integrację, scalanie zerwanych więzów, dialog międzypokoleniowy, międzysektorowy i międzykulturowy.”

Czy zatem odbieranie mieszkańcom prawa do głosu i cenzurowanie publicznej dyskusji są praktycznym ucieleśnieniem tych zasad? A może jest nim wyrzucenie do kosza, bo tak de facto należy to nazwać, bez uzasadnienia tysiąca uwag sprzeciwiających się zabudowie górek czechowskich złożonych podczas konsultacji? Być może owa integracja i „scalanie zerwanych więzów”, o których mowa w aplikacji, manifestują się w myśl władz Lublina poprzez deprecjonowanie mieszkańców walczących o dobro wspólne i przypisywanie im politycznych motywacji działania?

To oczywiście pytania retoryczne, na które raczej nie doczekamy się odpowiedzi, ale warto podkreślić, że jeżeli lokalni decydenci nie są w stanie zrozumieć, że impulsem do działania i zaangażowania może być coś więcej niż interes partyjny, a — tak jak w tym wypadku — dobro wspólne i interes całej społeczności lokalnej (a nie pojedynczego inwestora), to może czas najwyższy pomyśleć o zmianie zajęcia.

https://jawnylublin.pl/jedna-decyzja-radni-klubu-prezydenta-zuka-podadza-tbv-na-tacy-setki-milionow-zlotych/

Konsekwencje działania władz Lublina są wielowymiarowe. To nie tylko degradacja środowiska naturalnego poprzez bezpowrotne zniszczenie zielonych płuc miasta, terenów ekologicznie bezcennych, które bezsprzecznie powinny zgodnie z zaleceniami ekspertów znaleźć się pod ochroną.

To nie tylko utrata unikatowego krajobrazu i realne pogorszenie warunków życia mieszkańców. Skutki tych działań wykraczają bowiem poza kwestie ekologiczne, czy urbanistyczne. Antywspólnotowa, marginalizująca głos mieszkańców i zamykająca przestrzeń publicznej debaty postawa zaprezentowana przez lubelski Ratusz ma jeszcze inne dalekosiężne skutki.

Jest to degradacja kultury obywatelskiej, u podstaw której leży społeczne zaangażowanie w lokalne procesy decyzyjne. Swoimi działaniami lokalni decydenci podważają szereg wartości, bez których demokracja obywatelska nie ma racji bytu: zaufanie społeczne, wiarę w sprawiedliwe rozwiązania, postępowanie zgodnie z aktualnym stanem wiedzy, poczucie sprawczości, bezinteresowność, czy działanie na rzecz i w imieniu wspólnoty lokalnej. Tym samym wprost przyczyniają się do łamania „kręgosłupa” społeczeństwu obywatelskiemu. Nie tylko zresztą na poziomie lokalnym, bo wieści o tym, co dzieje się w Lublinie, dość szybko rozchodzą się „w świat”.

W swojej słynnej książce „O tyranii. Dwadzieścia lekcji z dwudziestego wieku” amerykański historyk Timothy Snyder w kontekście zagrożeń dla demokracji pisał niemal dekadę temu: „Instytucje nie obronią się same. Jeżeli nie będziemy chronić każdej z nich od samego początku, runą jedna po drugiej”.

W tym momencie w Lublinie swoimi poczynaniami władze zafundowały nam upadek demokratycznej kultury obywatelskiej.

zietek
Na zdjęciu: dr Agnieszka Ziętek

Dr Agnieszka Ziętek* – adiunkt w Katedrze Administracji Publicznej na Wydziale Politologii i Dziennikarstwa UMCS w Lublinie. Interesuje się partycypacyjnym zarządzaniem publicznym, uspołecznieniem procesów decyzyjnych, kulturą obywatelską oraz ruchami społecznymi. W 2023 roku ukazała się jej książka „Kultura obywatelska. Wybrane podejścia i problemy”. Od października 2022 r. Przewodnicząca Zespołu ds. Równości na UMCS. Od maja 2024 r. członkini Rady Fundacji Wolności (wydawca Jawnego Lublina).

Na zdjęciu głównym: Prezydent Krzysztof Żuk (PO) i wiceprezydent Beata Stepaniuk-Kuśmierzak na sesji na Rady Miasta, na której radni prezydenckiego klubu zagłosowali za przyjęciem ZPI (Zintegrowanego Programu Inwestycyjnego) dla ponad stu hektarów Górek Czechowskich. Fot. Bogusław Byrski

https://jawnylublin.pl/budowac-mozna-w-roznych-miejscach-ale-drugich-gorek-czechowskich-nie-ma/

Polecamy

Brak polecanych postów.