6 minut czytania • 06.02.2026 17:31
„Dał pan kluczyki i siadł pan obok, dobrze się bawiąc”. Sąd przesłuchał pasażerów toyoty
Udostępnij
– Zostawił pan kluczyki pijanemu kierowcy i wsiadł jako pasażer. Kompletnie panu ten fakt nie przeszkadzał? – pytał sędzia Marek Woliński jednego z uczestników pijanego rajdu ulicami Chełma. W czwartek przed Sądem Okręgowym w Lublinie zeznawało ich siedmiu. W wypadku zginęło dwóch ich kolegów, którzy jechali w bagażniku.
30 marca 2025 roku na imprezie spotyka się kilkunastu kolegów. 17. urodziny Bartka świętują przy piwie i wódce. W pewnym momencie gospodarz proponuje, by zabawę kontynuować na mieście, więc wszyscy wychodzą z mieszkania.
Jedna grupa idzie pieszo, druga wsiada do toyoty avensis, którą na urodzinową imprezę przyjechał Szymon. Samochód należy do jego matki. Za kierownica siada jednak nie on, ale Igor. Jako jedyny tego wieczoru nie pił alkoholu. Odwozi do domu jednego z kolegów i wraca po resztę ekipy.
Podczas jazdy jedna z opon zaczyna wydawać dziwne odgłosy, więc dopompowują koło na pobliskiej stacji benzynowej i jadą po kolegów, którzy szli pieszo.
– Pier…, nie jadę – miał powiedzieć Igor gdy zorientował się, że osobowym autem ma teraz jechać dziesięć osób. Nie chciał stracić prawa jazdy. Takich oporów nie ma 19-letni wówczas Szymon C. Jest pijany, ale siada za kierownicą. Jak pokazało późniejsze badanie na zawartość alkoholu w organiźmie miał 2,4 promila. Dziś odpowiada przed sądem za spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym. W wypadku, do którego doszło niedługo później, zginęło dwóch jego kolegów.
Dziesięć osób w osobowej toyocie. „Mama się nie dowie”
Jeden z chłopców leżał na kolanach trzech, którzy siedzieli się na tylnej kanapie. Dwóch zmieściło się na siedzeniu pasażera. Trzech kolejnych jechało w bagażniku. Po mieście jeździli między godz. 3 a 4 nad ranem. Kamera jednej z posesji zarejestrowała auto przemieszczające się z dużą prędkością od strony osiedla Słonecznego. Na wczorajszej rozprawie sąd odtworzył też nagrania z telefonów. Na jednym z filmów widać, że doskonale się bawią – słychać głośne krzyki i mnóstwo wulgaryzmów.
– Ej, mamy pakę, k….a!
– Ogień! Ogień!
– Szymona mama mnie zabije.
– Ale mama się nie dowie. Małolat nie dygaj.
– I rura!
Szymon pędzi ul. Ogrodową w kierunku ul. Metalowej gdy nagle traci panowanie nad autem. Zjeżdża na chodnik, uderza w latarnię, a następnie w betonowe ogrodzenie jednej z posesji. Auto dachuje, z bagażnika wypadają dwaj chłopcy. Filip i Mateusz giną na miejscu. Trzeci z pasażerów w bagażniku to Bartek. Przeżyje, ale jest ranny – ma pękniętą śledzionę.
W momencie uderzenia licznik prędkości zatrzymuje się na 140 km/h. W miejscu, w którym dochodzi do wypadku, dopuszczalna prędkość to 50 km/h.

„Nie pamiętam, co miałem wtedy w głowie”
W czwartek, 5 lutego br., jako pierwszy zeznawał Igor. W czasie szalonego rajdu ulicami Chełma siedział na przednim fotelu pasażera. Jako jedyny był trzeźwy. – W imprezie brało udział ponad dziesięć osób. Nie pamiętam, ile alkoholu wypiliśmy. Byłem trzeźwy – relacjonował.
– Czy oskarżony pił alkohol? – dopytywał sędzia Marek Woliński.
– Widocznie tak, skoro taki był wynik badania alkomatem – odpowiedział Igor K., który niechętnie wracał do tamtych tragicznych w skutkach wydarzeń.
– Czy widział pan, że oskarżony pił alkohol? – dopytywał sędzia.
– Prawdopodobnie widziałem. Nie widziałem, aby pił alkohol na stacji benzynowej – odpowiedział krótko świadek.
– To nie jest szkoła, że ja pana będę pytał – skwitował sędzia.
– W pewnym momencie zamieniliśmy się na fotelu kierowcy, nie pamiętam jednak czy pod Biedronką czy pod sklepem „Kubuś”. Pojechaliśmy w kierunku ul. Ogrodowej. W pewnym momencie Szymon włączył muzykę i zaczął jechać szybciej – zaczął opowiadać Igor.
Sędzia zapytał, jaka atmosfera panowała w aucie. – Początkowo nie było głosów, aby się zatrzymać, ale koło kina Zorza atmosfera się zmieniła. W pewnym momencie prosiłem Szymona, aby się zatrzymał. Powiedziałem to na ul. Witolda Lutosławskiego. Zaczęliśmy jechać w dużo bardziej ryzykowny sposób. Nasze zachowanie było ryzykowne. Jechaliśmy prosto, w pewnym momencie obróciło nas i doszło do wypadku. Siedziałem z przodu na fotelu pasażera, byliśmy zapięci pasami – relacjonował.
Po wypadku jeden z chłopaków miał zacząć krzyczeć do kierowcy, by uciekał. – Powiedziałem, aby nie uciekał, bo to nie ma sensu. Następnie przyjechało pogotowie. Siedziałem w karetce, do środka wszedł Szymon z policjantem. Przyjechali po mnie rodzice i pojechałem do domu, bo nie byłem w aż tak ciężkim stanie – wspominał Igor.
– Dlaczego dał pan oskarżonemu, który był pijany, kluczyki do auta? – dopytywał sędzia.
– Nie dałem kluczyków do auta, zostawiłem je w stacyjce. Było to jego auto – odpowiedział. Twierdził, że nie miał prawa do odmowy.
– Z czego wnioskuje pan, że nie miał pan prawa do odmowy? Ułatwił pan oskarżonemu popełnienie przestępstwa, co w kodeksie jest określane jako pomocnictwo. Przecież był pan jedyną trzeźwą osobą i pozwolił pan, aby osoba pijana kierowała autem. Pan do tego auta wsiadł jako pasażer i ten fakt panu nie przeszkadzał – zauważył sędzia. I przypomniał, że często świadkowie zabierają pijanym kierowcom kluczyki do aut i wzywają policję.
Ocenił, że „to jest postawa obywatelska, a tymczasem nastolatek zostawił kluczyki pijanemu kierowcy i wsiadł jako pasażer”. – Kompletnie ten fakt panu nie przeszkadzał. Czemu się zmieniła pańska optyka, że nie chciał pan kierować autem, ponieważ znajdowało się w nim zbyt dużo osób, ale pijany kierowca może nim kierować, chociaż nadal była w nim nadmiarowa liczba osób? – nie dawał za wygraną sędzia.
Igor K. wyjaśnił, że „nie pamięta, co miał wtedy w głowie”. – Mógł pan zabrać te kluczyki. Dlaczego jako jedyna trzeźwa osoba dopuścił pan, aby pijany kierowca wsiadł za kierownicę i doprowadził do takiej tragedii? Pozostałe osoby i tak nie mogły kierować, dlatego nie mam do nich pretensji, ale pan był jedyną trzeźwą osobą. Dał pan kluczyki oskarżonemu i siadł pan na miejscu pasażera, dobrze się bawiąc – podkreślił sędzia.
„Naprawdę jest mi niewyobrażalnie ciężko”
W czwartek przed sądem zeznawał też Bartosz, którego urodziny świętowali nastolatkowie. Mówił, że nie ma żalu do Szymona. – To mój dobry kolega. Nikt nas zresztą nie zmusił, abyśmy wsiedli do auta. Zrobiliśmy to dobrowolnie. W bagażniku piłem alkohol z Mateuszem i Filipem – wspominał.
Na sali sądowej padały też pytania o to, czy nastolatkowie uzgadniali swoje zeznania. Pytania zadawał sędzia Woliński, prokurator Diana Wirtel-Mroczek, obrońcy oskarżonego i jedna z oskarżycielek posiłkowych – mama jednego z chłopców, którzy zginęli. – Dlaczego pozwoliłeś prowadzić nietrzeźwemu? – dopytywała kolegów zapłakana kobieta.
Na pierwszej rozprawie, w styczniu br., Szymon C. odmówił składania wyjaśnień. – Chciałbym przeprosić z całego serca. Straciłem dwóch bardzo ważnych dla mnie przyjaciół i naprawdę jest mi niewyobrażalnie ciężko – zwrócił się do rodzin swoich zmarłych kolegów.
Prokuratura zarzuca mu umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym zagrażającej życiu i zdrowiu dziewięciu osób, prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości oraz ucieczkę z miejsca zdarzenia. Grozi mu kara 22 lat więzienia.
20-latek częściowo przyznaje się do winy. Twierdzi, że nie pamięta momentu dachowania pojazdu. W pamięci utkwił mu jedynie moment, kiedy jeden z kolegów namawia go do ucieczki, bo okazuje się, że dwóch ich kolegów nie żyje. Tłumaczył, że chciał wrócić na miejsce i ponieść odpowiedzialność, dlatego dał się odnaleźć jednemu z ratowników, który przejął jego telefon.
Na zdjęciu głównym: Po wypadku Szymon C. trafił do aresztu tymczasowego, w którym przebywa do dziś. Na wczorajszą rozprawę przed Sądem Okręgowym w Lublinie doprowadziła go policja. Fot. Grzegorz Rekiel


