9 minut czytania • 06.10.2024 18:14
Cztery pasy w zielonym wąwozie na Czubach. „Jak można ludziom pod oknami budować taką drogę?”
Udostępnij
„Nie! dla zabudowy parku w wąwozie”, „Europejska Stolica Kultury zabija przyrodę” – na publiczną dyskusję o zmianie miejscowego planu zagospodarowania swojej dzielnicy przyszli z hasłami, zdjęciami i wykutymi na pamięć artykułami Konstytucji i dyrektywami Unii Europejskiej. Dla wielu była to pierwsza wizyta w budynku Ratusza. I pierwsze zderzenie z urzędniczym postrzeganiem świata – tak różnym od spojrzenia tzw. zwykłych mieszkańców.
– Na pewno czekacie państwo na prezentację proponowanych rozwiązań – rozpoczął Bogumił Postawski, z-ca dyr. Wydziału Planowania, przedstawiając kilkunastoosobowy zespół projektowy na czele z inż. Grażyną Dziedzic-Wiejak.
Ale licznie zebrani na sali obrad Rady Miasta mieszkańcy Czubów i Poręby nie przyszli słuchać o szczegółowych parametrach drogi, jaką tuż pod ich oknami zaprojektowali im miejscy planiści. Przyszli powiedzieć jasno i wyraźnie co na ten temat myślą. I wytłumaczyć urzędnikom z czym wiąże się ich pomysł zalania dna wąwozu asfaltem i wybudowania tu „czwartej obwodnicy Lublina”.
– Jak można ludziom pod oknami wsadzać drogę, która jest zupełnie zbędna? Drogę, która na długi czas stanie się czwartą obwodnicą Lublina? Tu przecież mieszkają ludzie. Narażacie nasze zdrowie i życie. Niszczycie przyrodę. Żeby taka dyskusja miała jeszcze miejsce w dzisiejszych czasach? Gdy wszyscy wiemy co się dzieje, jakie znaczenie ma przyroda? Żebyśmy my wam, wykształconym ludziom, musieli tłumaczyć, że to przyroda buduje nasze życie w mieście? To jest straszne i przykre, byśmy sami musieli bronić podstawowych zasad i prawa do życia – mówiła Monika z ul. Bursztynowej trzymając dużą kartkę z wymownym hasłem „Europejska Stolica Kultury zabija przyrodę”. Dostała gromkie brawa.
Podobnych głosów było wiele. Mieszkańcy podnosili problem hałasu, zapylenia i smogu, jakie będzie generować wielopasmowa ulica. Tłumaczyli, że wąwóz tuż po silnych opadach miejscami zamienia się w rwącą rzekę, by chwilę później wchłonąć wodę jak gąbka. Mówili o chronionych dzikich zwierzętach (np. jeże), które dziś podchodzą pod ich klatki i balkony. Opowiadali o tym, że z wąwozu i Starego Gaju korzystają nie tylko mieszkańcy Czubów, ale przyjeżdżają tu ludzie z całego miasta, z dziećmi, z psami. Podnosili, że pod drogę zostanie wyciętych wiele dużych drzew. I wskazywali jak bardzo na wartości stracą ich mieszkania. Jak bumerang wracał też temat fatalnego stanu nawierzchni ulicy Bursztynowej.







Marta z ul. Bursztynowej 23: – Nie pamiętam, by kiedykolwiek Bursztynowa była remontowana. Jest tak dziurawa, że trzeba jechać 20 km/h. A ta dwupasmówka, o którą tak walczycie – zwróciła się do urzędników – jest kompletnie zbędna. Niczego nie wniesie, tylko zaszkodzi.
Andrzej z ul. Topazowej: – Dziś, by wyjechać z osiedla muszę stać w korku na ul. Bursztynowej,. Potem stoję, by wjechać w Filaretów, bo jest tylko jeden wiadukt. Czyli jeśli nie zainwestuje się w nowy wiadukt to to zupełnie nie ma sensu, bo to nas zablokuje całkowicie. Nie ma też sensu przesuwać pętli autobusowej na Filaretów o 200 metrów. Teraz jest akurat tam gdzie są domy.
Stanisław z Bursztynowej 15: – Nie czarujmy się. W kierunku rezerwatu Lublin nie będzie się rozwijał. Ja mieszkam na tym osiedlu ponad 20 lat. W godzinach szczytu wszędzie są korki, ale nie ma tragedii. – Urzędnikom zaprezentował też zdjęcia z drona. – To pewnie ostatnie takie zdjęcia, lasu wchodzącego w osiedle, na którym mieszka kilkanaście tysięcy ludzi. Ja i wielu moich sąsiadów będziemy robić za ekran akustyczny i będziemy wdychać zanieczyszczenia z ulicy, która będzie 20-30 metrów od budynków. Chyba trzeba się będzie wyprowadzić... Ale zobaczycie państwo jakie macie na Porębie społeczeństwo obywatelskie. Zasypiemy wam skrzynkę protestami.
Swoje uwagi do Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) dla tej część miasta można zgłaszać do 17 października. To część procedury – po zbieraniu uwag i wniosków, prac projektowych, uzgodnieniach z różnymi instytucjami i wyłożeniem do publicznego wglądu. Kartki i plakaty o tym co się w tej sprawie dzieje rozlepia na osiedlach m.in. Krzysztof Wiśniewski, dzielnicowy radny.
– My jako mieszkańcy mówimy wam wyraźnie, że my tej drogi nie potrzebujemy. Jedyna droga, jaka jest potrzebna, to połączenie Granitowej do stacji Lublin Zachodni – próbował wytłumaczyć miejskim planistom. – Podobnie jak przeniesienie pętli na Filaretów na dno wąwozu. Komu jest ona tam potrzebna, na środku łąki?


– Gmina Lublin nie jest właścicielem większości tych terenów – zauważył z kolei radny miejski Piotr Popiel (PiS). – Ten teren trzeba będzie kupić, a to jest ogromny wydatek. Właścicieli jest wielu, nie każdy też zechce sprzedać. Wówczas jedyna droga do takiej inwestycji to ZRID, a wtedy wytyczne planu nie obowiązują.
Procedurą ZRID jest właśnie przebudowywana ul. Samsonowicza na os. Nałkowskich. Mieszkańcy tamtego osiedla nie kryli oburzenia gdy dowiedzieli się, że w związku z pracami pod topór 236 drzew. Ostatecznie skala wycinki ma być mniejsza, ale nadal ogromna.
Pozostałe planowane zmiany w miejscowym planie tej części miasta – jak przeznaczenie sporych terenów pod zieleń publiczną – spotkały się z aprobatą.
– Plan jest naprawdę super – chwalił dr inż. Jan Kamiński z Katedry Kształtowania i Projektowania Krajobrazu KUL. – Ale zawiera pułapkę w postaci tej drogi. A my chcemy zielonej doliny. Nie chciałbym, by to nie zostało uchwalone, bo ludzie nie chcieli niczego.
Dokładnie tymi argumentami posługiwali się zebrani na sali obrad Rady Miasta Lublin urzędnicy. Tłumaczyli, że jeśli zmiany w planie nie zostaną uchwalone, to do planu ogólnego (gminy muszą plany ogólne uchwalić do końca 2025 r.) będą musieli przepisać obecne przeznaczenie tych terenów, czyli „zabudowę produkcyjną i przemysłową”.
– My nie rysujemy co nam przyjdzie do głowy. Musimy działać w granicach obowiązującego prawa – tłumaczyła inż. Grażyna Dziedzic-Wiejak. Urzędnicy tłumaczyli też, że chodzi o to, by „ucywilizować ten obszar”, a także „uczynić sąsiedztwo bardziej przyjazne”.
Dopytaliśmy w Ratuszu czy gmina ma obowiązek przenosić do planu ogólnego ustalenia aktualnie obowiązujących planów miejscowych. -Zmiana ustaleń obowiązujących planów miejscowych wywołuje określone skutki prawne, ekonomiczne i społeczne. Gminy nie mają automatycznego obowiązku przeniesienia ustaleń z planów miejscowych do planu ogólnego, natomiast z uwagi na wspomniane skutki muszą brać pod uwagę ustalenia tych planów miejscowych. – tłumaczy Bogumił Postawski, zastępca dyrektora Wydziału Planowania UM Lublin. – Dotyczy to w szczególności już wyznaczonych terenów budowlanych, np. obszarów aktywności gospodarczych, zabudowy mieszkaniowej, czy też elementów podstawowego układu komunikacyjnego.

Studium i projekt planu – co narysowali planiści
Uchwalone w 2019 roku studium zmieniło przeznaczenie wąwozu. Cały obszar znalazł się w Ekologicznym Systemie Obszarów Chronionych (ESOCh). Zamiast aktywności gospodarczej teren zaplanowano tu zieleń urządzoną oraz częściowo lasy. Klasa drogi spadła z drogi głównej ruchu przyśpieszonego na drogę zbiorczą.
Wyłożony właśnie projekt planu miejscowego wdraża te założenia. Planowana droga miałaby co najmniej 30 m szerokości. Według części tekstowej projektu planu od ul. Nadbystrzyckiej do ul. Granitowej droga miałaby cztery pasy ruchu, natomiast od ul. Granitowej do al. Kraśnickiej tylko dwa. Jednak z rysunku planu wynika, że od ul. Granitowej do Bełżyckiej poza jezdnią główną miałaby się pojawić jezdnia dodatkowa, natomiast pomiędzy ul. Nadbystrzycką a Filaretów połowa przebiegu byłaby dwujezdniowa. Skrzyżowania projektowanej drogi z ul. Granitową wygląda na projekcie jak węzeł drogowy, z dość dużym rondem w kształcie biszkoptu.



Na całej długości mają powstać chodniki i drogi rowerowe. Projektowana ulica krzyżuje się z ul. Nadbystrzycką, Filaretów a dalej ul. Rubinową, Szafirową, Granitową. Dalej jej przebieg pokrywa się z ul. Węglinek i Folwarczną. Ale nie łączy z nową zabudową na Węglinie – ulicami Koralową czy Jemiołuszki. Pomiędzy ul. Filaretów a ul. Granitową droga biegnie tuż pod oknami bloków, dalej zaś dnem wąwozu.
Droga miała powstać, ale prezydent powiedział: STOP
Zarząd Dróg i Mostów już raz przymierzał się do budowy tej drogi. Przetarg ogłoszono w kwietniu 2023 roku.
Poinformował o tym ówczesny zastępca prezydenta Artur Szymczyk, a temat spotkał się z ogromnym oburzeniem. Tak duże, że interweniował sam prezydent Krzysztof Żuk.
– Nie ma mojej zgody na budowę dojazdu do nowego przystanku kolejowego w parametrach drogi zaproponowanej przez Zarząd Dróg i Mostów – napisał 26 kwietnia ub.r. Żuk na swoim profilu na Facebooku. – Przygotowującym dokumentację przetargową najwyraźniej zabrakło wyobraźni co do tego, jak skala takiej inwestycji – dwupasmowa droga z buspasami – wpłynęłaby na otoczenie.
Żuk zapowiedział wówczas zmianę przebiegu i klasy drogi. – Poleciłem realizację w ramach dwóch projektów, tj. rezygnację z budowy dwupasmowej drogi na całym odcinku i zakończenie tej inwestycji na pętli na ul. Filaretów oraz drogi o wymiarze lokalnym.- stwierdził. Ale nie do końca dotrzymał słowa. Według rysunku projektu droga w wielu miejscach ma mieć dwie jezdnie.
Co można tu budować dzisiaj?
Obowiązują plan miejscowy z 2002 roku przewiduje w tym miejscu drogę główną ruchu przyśpieszonego z wielopoziomowymi skrzyżowaniami: nad ul. Nadbystrzycką i pod przedłużeniem ulic Filaretów i Granitowej. Pomiędzy drogą a torami kolejowymi przewidziano tereny aktywności gospodarczej z głównym przeznaczeniem pod działalność produkcyjno-wytwórczą oraz składowo-magazynową. Dodatkowo plan dopuszcza lokalizację wielkokubaturowych obiektów handlowo-usługowych. Na sporym odcinku miałaby biec jeszcze jedna – lokalna – droga. Biegłaby przy samych torach, zapewniając obsługę terenów aktywności gospodarczej.
O wybudowanie tutaj pięciopiętrowego budynku usługowo-biurowego starała się już spółka Global Rent. Łącznie miało powstać 45 tys. mkw. powierzchni na wynajem. Urząd Miasta odmówił wydania decyzji środowiskowej, tłumacząc to niszczeniem krajobrazu i zagrożeniem dla ptaków. W tym celu zamówił nawet odpowiednią opinię w Towarzystwie Urbanistów Polskich. Spółka zaskarżyła jednak decyzję do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Ten przyznał rację inwestorowi. Sprawa wróciła do ratusza a kolejna decyzja nie została wydana. Inwestor zapowiadał, że w przypadku zmiany planu domagać się będzie 500 mln zł odszkodowania.
W obszarze zieleni obecnie obowiązujący plan nie dopuszcza zabudowy z wyjątkiem obiektów i urządzeń budowlanych związanych z np. z potrzebami rekreacyjno-wypoczynkowymi czy sportem i rekreacją oraz obsługą sportu i rekreacji. Podobne zapisy na górkach czechowskich był interpretowane przez miejskich urbanistów jako możliwość budowy stadionów czy wieżowców z usługami.



