5 minut czytania • 19.09.2024 17:44
Co się dzieje za bramą MPK Lublin? „Związki zawodowe działają prężnie”
Udostępnij
„W żaden sposób nie jesteśmy zależni od Zarządu Spółki”, „kierujemy się dobrem wszystkich pracowników” – zapewniają organizacje związkowe działające w MPK Lublin. To reakcja na nasz artykuł, w którym opisaliśmy realia pracy w miejskiej spółce.
– Katalog spraw jest bardzo obszerny – stwierdza Małgorzata Gregorowicz, przewodnicząca działającego w MPK Lublin Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej RP gdy pytamy ją o to, z jakimi problemami do jej organizacji zwracają się pracownicy. Ale o konkretach nie mówi. – Pracownicy zwracają się do nas w sprawach codziennego życia zawodowego m.in. wynagrodzeń, pomocy finansowej, przestrzegania przepisów oraz zasad bezpieczeństwa – stwierdza.
Warunków pracy w spółce i panującej tu atmosfery komentować nie chce: – W tak dużych spółkach pojawiają się niezgodności (interesów i te międzyludzkie). Jako organizacja związkowa staramy się zawsze znaleźć rozwiązania, które będą zadowalały pracowników i broniły ich interesu – stwierdza działaczka. Jak już pisaliśmy, jej mąż jest członkiem Rady Nadzorczej (przedstawiciel załogi) MPK Lublin. Dla firmy pracuje także jej córka.
E-mail od przewodniczącej dostaliśmy we wtorek o godz. 12.06. Kilka minut wcześniej przyszła odpowiedź na nasze pytania z od rzeczniczki MPK. A chwilę później wspólne stanowisko trzech organizacji związkowych działających w miejskiej spółce.
Wszystkie te wiadomości łączy nasz niedawny artykuł. >>> „Nie pytaj, nie wychylaj się, nie proś o podwyżkę”. Jak się pracuje w MPK Lublin<<<
A teraz będziesz kierowcą
Kilka dni temu opisaliśmy atmosferę pracy i zależności panujące w MPK Lublin. – Jak będziesz potulny, to będziesz pracował i zarobisz. A jak zaczniesz pytać, to będziesz miał kłopoty – tak pracę w tej miejskiej spółce podsumował jeden z pracowników. Inni opowiadali o ciężkiej pracy kierowców, wyrabianiu nadgodzin, a także świetnej współpracy władz firmy z działającymi tam związkami zawodowymi.
MPK Lublin zatrudnia 653 kierowców, wszystkich pracowników jest 1255. Przez lata nikt się głośno nie skarżył, ale szalę goryczy przelała sprawa pana Mirosława. W MPK mężczyzna pracuje od kilku lat – ostatnio na stanowisku planisty. W organizacji codziennej pracy kierowców sprawdza się świetnie. Ale tej opinii kolegów z pracy szefowie spółki widocznie nie podzielali. Z dnia na dzień został przeniesiony – z powrotem do kabiny kierowcy. To tam kilka lat temu zaczynał swoją zawodową przygodę z MPK.
Próbował interweniować u obecnego prezesa MPK Bogdana Kołciuka. Usłyszał, że to nie on podejmował decyzję, a kierownicy działów. – Ale od innych słyszałem, że wszystko zostało zdecydowane na „II piętrze”. Tak się u nas mówi o zarządzie. W nieoficjalnej rozmowie potwierdził to mój dotychczasowy kierownik – opowiadał nam mężczyzna. Łączy tę sprawę ze zdarzeniem z 2022 toku, kiedy razem z kilkoma kolegami poszedł upomnieć się o 500 zł podwyżki. Zamiast odpowiedzi „nie” lub „tak” dostał wówczas po raz pierwszy oddelegowanie (wraz z drugim pracownikiem) na kierowcę. Prezesem spółki był wówczas Tomasz Fulara.
„Zmiany wynikają z lepszego zarządzania”
– Podjęte przez zarząd działania nie uderzają w żadnego pracownika, a jedynie wynikają z lepszego zarządzania. Na skutek reorganizacji, żaden z pracowników działu planowania nie stracił pracy, a jeden z nich, z uwagi na posiadane uprawnienia, został oddelegowany na trzy miesiące do pracy jako kierowca/przewóz osób niepełnosprawnych – tak przeniesienie pana Mirosława tłumaczy Weronika Opasiak, rzeczniczka MPK Lublin. Dodaje, że „w ocenie zarządu” te zmiany poprawią organizację czasu pracy kierowców. A to obecnie kluczowe, bo to właśnie przez brak kierowców pasażerowie miejskiej komunikacji spędzają na przystankach coraz więcej czasu. >>”Kpina z pasażerów” i „cała Polska się z nas śmieje” czyli nowy rozkład jazdy w Lublinie<<
Mieszkańcy Lublina skarżą się nie tylko na nowy rozkład jazdy, w którym kursów jest zbyt mało. Coraz częściej zdarza się też, że autobus czy trolejbus na przystanku się nie zjawia.
„Przystanek Gęsia II. Wczoraj nie przyjechał trolejbus 150 o 11.33. A dzisiaj 161 godz. 8 rano. Młodzi ludzie zamawiali Ubera, by zdążyć na zajęcia. A seniorka cierpliwie czekała na następny.” – to relacja sprzed dwóch dni jednego z pasażerów.
„Czytałam ten artykuł, czekając na Szmaragdowej na 160 w kierunku zalewu jeden trolejbus tej linii uciekł mi sprzed nosa, a drugi, który miał być pół godziny później, się nie pojawił. Doczekałam się na następne 160. Sterczałam więc na przystanku „ledwie” godzinę. Piękna zachęta do korzystania z transportu zbiorowego” – to jeden z ostatnich wpisów na naszym forum.
Za to, że autobus lub trolejbus nie przyjedzie na przystanek, na miejską spółkę Zarząd Dróg i Transportu Miejskiego nakłada kary umowne. A kondycja MPK Lublin i tak nie jest najlepsza. Rok 2023 spółka zamknęła rekordową stratą 57,97 mln zł.
„Dokument miał charakter ogólny”
Dwa lata temu, kiedy Mirosława próbowano przenieść na stanowisko kierowcy, wstawiło się za nim 60 kierowców. Tym razem murem za kolegą stanęło znacznie więcej, bo 104. Tyle właśnie nazwisk widnieje pod pismem do prezesa Kołciuka. Ale dla szefa MPK nie ma to większego znaczenia.
– Złożony dokument podpisany został przez grupę kierowców i miał charakter ogólny, tj. nie zawierał danych kontaktowych do osób, z którymi można byłoby podjąć stosowne rozmowy w tym zakresie. Niemniej jednak pan prezes z pewnością odniesie się do przedmiotowego pisma i zawartych w nim sugestii podczas ogólnych spotkań z załogą spółki – informuje rzeczniczka.
Przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej Małgorzata Gregorowicz utrzymuje, że o sprawie pana Mirosława nie miała pojęcia. – Teraz już wiem – przyznaje. Ale decyzji zarządu oceniać nie zamierza. – Zmiany organizacyjne w Spółkach miejskich są wprowadzane dosyć często. W przypadku MPK Lublin w przeszłości wprowadzane były wielokrotnie. Czas pokaże, czy poprawią organizację pracy – stwierdza.
Kierowcy interweniowali też w Ratuszu. Napisali pismo do prezydenta miasta, Krzysztofa Żuka, ale sprawę przejął jego zastępca Tomasz Fulara i to on na początku września spotkał się z delegacją kierowców. Z naszych informacji wynika, że do dziś nie otrzymali żadnej odpowiedzi z Urzędu Miasta.
>>>Radni chcą wyjaśnień i kontroli w MPK Lublin<<<
Trzy podpisy
Oprócz Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej RP w spółce działają jeszcze dwa związki zawodowe: NSZZ Solidarność i Związek Zawodowy Kierowców i Obsługi Komunikacji. Podpisy trójki przewodniczących widnieją pod wspólnym stanowiskiem, w którym wyrażają „ogromne oburzenie” naszym artykułem LINK
„Zawarte w artykule treści są nieprawdziwe, subiektywne i nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości, a tym samym są krzywdzące dla pracowników, w tym kierowców. Niestety Pan Redaktor przedstawił jedynie opinie kilku anonimowych osób oraz jednego pracownika, który został oddelegowany do pracy na innym stanowisku, a nie fakty. Szkoda również, że Pan Redaktor nie podjął próby kontaktu z nami (kontaktowaliśmy się z przewodniczącą Gregorowicz- red.), w celu poznania naszego puntu widzenia w poruszonej sprawie Pana Mirosława. Nasuwa się zatem pytanie, co było faktycznym celem stworzenia wspominanego artykułu? W naszej ocenie miał on przedstawić MPK Lublin w negatywnym świetle oraz wzbudzić niepokój w załodze” – czytamy.
Tymczasem pracownicy mówili nam o tym, że związki są bliżej zarządu niż pracowników. Związki i zarząd to jedno – słyszeliśmy.
Dalej związkowcy zapewniają, że „w naszym przedsiębiorstwie związki zawodowe działają prężnie”, „w żaden sposób nie jesteśmy „zależni” od Zarządu Spółki”, „kierujemy się w szczególności dobrem wszystkich pracowników” i „sytuacja Spółki jest stabilna”.

