7 minut czytania • 19.08.2025 10:58
Chomiki na Czechowie jeszcze się trzymają. Ale przez beton się nie przebiją
Udostępnij
– Dla mnie jako dla przyrodnika i naukowca jest czymś niesamowitym, że w centrum miasta mamy gatunek objęty ochroną ścisłą. Powinniśmy go chronić, dbać o niego, a nie udawać, że go tutaj nie ma – mówi dr inż. Weronika Maślanko z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie.
Okolice Domu Towarowego Orfeusz na Czechowie. Z jednej strony ruchliwe aleje Smorawińskiego i Kompozytorów Polskich, z drugiej budowa wielkiego blokowiska do 11. pięter. Wydawać by się mogło, że w tym wyjątkowo nieprzyjaznym dla dzikich zwierząt środowisku mały chomik europejski sobie nie poradzi. Ale dzięki dr inż. Weronice Maślanko z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, przekonam się, że i nor, i samych chomików nadal jest w tym miejscu całkiem sporo. Dr. Maślanko od marca br. wraz ze swoją magistrantką z kierunku Behawiorystyka zwierząt prowadzi tu badania terenowe do pracy naukowej pod roboczym tytułem „Inwentaryzacja nor chomika europejskiego w obrębie osiedla im. Mieczysława Karłowicza w Lublinie„.
Orfeusz, pokaż się!
W lubelskich mediach temat objętego ścisłą ochroną gatunkową gryzonia pojawia się zazwyczaj w kontekście górek czechowskich i planowanej tam budowy wielkich osiedli. Ale ten zagrożony wyginięciem gatunek występuje także w innych częściach miasta. Pisaliśmy m.in. o chomikach z okolic Północnej i tych ul. Szeligowskiego, które żyją tuż obok Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego.
Chomiki są też w okolicach Orfeusza. – One miały tutaj swoją enklawę właściwie od co najmniej kilkudziesięciu lat. Podejrzewam, że były tutaj zanim powstała spółdzielnia mieszkaniowa Czechów i zanim wybudowano bloki przy ulicy Kameralnej i Młodej Polski – ocenia dr inż. Weronika Maślanko. I za chwilę, ostrożne podchodząc do krawędzi chodnika od strony al. Kompozytorów Polskich, przystaje. – O, tu jest nora – pokazuje.
W pierwszej chwili trudno mi dostrzec całkiem pokaźną dziurę w ziemi. To dlatego, że wejście do nory jest zamaskowane gałęzią. To celowy zabieg – nora jest tuż obok przystanku autobusowego, ścieżki rowerowej i chodnika. Przechodzą i przejeżdżają tędy codziennie setki osób, ale jak widać „Orfeusz” (chomik dostał imię został na cześć pobliskiego pawilonu handlowego) przyzwyczaił się do takiego towarzystwa. Gdy powoli nachylamy się nad otworem, widać, że w dole coś się porusza.
– Orfeusz, pokaż się – zachęca z uśmiechem badaczka. – Chomiki wykopują prowadzące do nor głębokie, pionowe kanały asekuracyjne. Ten, który teraz obserwujemy, jest tego typu – ma 48 cm długości, a drugi wlot do nory jest jakieś 2 metry wyżej, pod mirabelką – wyjaśnia. Obecność chomiczych nor na tym terenie jest silnie związana z występowaniem tego gatunku drzewa, a ściśle rzecz ujmując – jego owoców, stanowiących pokarm dla tych gryzoni.
Nad norą spędzamy jeszcze kilka minut, ale chomik nie wykazuje zainteresowania bezpośrednim spotkaniem oko w oko. Moja przewodniczka zostawia mu na pożegnanie porządną porcję nasion słonecznika i kawałek marchewki i ponownie zasłania norę gałęzią. – Chomiki oddalają się od nory nawet na 150-200 metrów, co przy zagrożeniu ze strony drapieżników jest niemałym dystansem. Na szczęście są płochliwe, a przy tym szybkie, więc często podczas obserwacji możemy zobaczyć tylko kawałek uciekającego chomika. I myślę, że to też je ratuje i powoduje, że one wciąż tutaj występują – mówi dr Maślanko.

Idziemy wzdłuż metalowego płotu wydzielającego teren przyszłej inwestycji. – Mamy tutaj gęste zarośla jeżyny, które stanowią świetne siedlisko pod kątem żerowisk i schronienia. Zagrożeniem dla chomika są lisy, psy i koty, oraz ptaki drapieżne, a w takim terenie nory chomika są dla nich trudno dostępne. Z kolei chomik świetnie sobie radzi i ma idealne siedlisko, które dopełniają drzewa owocowe typu śliwy czy orzechy, niekoszone łąki świeże i wielogatunkowe zbiorowiska ruderalne – wyjaśnia badaczka.
U nas koziołki, w Jaworznie chomiki
Ale gdy idziemy dalej, krajobraz się zmienia. Na ziemi leżą pokotem ścięte pnie, konary i gałęzie. To znak, że „Nowy Czechów” wkrótce się rozrośnie. Immobilia Polska Group na kilku działkach tuż przy skrzyżowaniu Smorawińskiego z Kompozytorów Polskich może stawiać kolejne bloki. W marcu Ratusz dał zgodę na budowę zespołu dwóch budynków: mieszkalnego wielorodzinnego z częścią handlowo-usługową oraz usługowego – zamieszkania zbiorowego (czyli np. akademik) z garażami podziemnymi.

– Proszę zwrócić uwagę, pod jak silną antropopresją znajduje się ta populacja chomika: drogi, samochody, rowery, hulajnogi, hałas z budowy. Chomiki bardzo dobrze tutaj sobie radziły przez te kilkadziesiąt lat i wbrew przeciwnościom nadal tu są – mówi dr Maślanko. I zwraca uwagę, że w Lublinie te zwierzęta traktowane są po macoszemu.
Przywołuje przykład 90-tysięcznego Jaworzna na Śląsku, gdzie władze miasta w 2016 roku na obszarze aż 270 hektarów (czyli dwuipółkrotnie większym niż teren górek czechowskich) utworzyły „Użytek ekologiczny chomik europejski w Jaworznie„. Na tym terenie zabronione jest m.in. umyślne zabijanie dziko występujących zwierząt czy niszczenie ich nor. Obszar ten jest teraz celem pielgrzymek podglądaczy przyrody i naukowców badających populację tych gryzoni. Sami mieszkańcy też wydają się być dumni z chomiczego sąsiedztwa. Gdy w Lublinie symbolem miasta stają się wyrastające jak grzyby po deszczu figurki koziołków, to w Jaworznie takim symbolem są miniaturowe rzeźby chomików.
– Ludzie są w stanie pojechać naprawdę daleko, żeby obserwować zwierzęta, którymi są zainteresowani. I tak samo moglibyśmy w Lublinie zachować siedliska chomików, umożliwiając miłośnikom przyrody ich oglądanie – dodaje przyrodniczka.
O tym, że chomiki z Czechowa już są taką atrakcją, przekonujemy się za chwilę. Na drodze naszego spaceru pojawia się pan Emil. Spotykamy go na schodach prowadzących do wąwozu od strony Drugiego Urzędu Skarbowego. – Pierwszy raz byłem o godz. 6 rano, potem wróciłem do domu, ale od 7 znów tu jestem – mówi nam oparty o barierkę, z telefonem w ręce, by zrobić zdjęcie lub film. – Tak z godzinę tu stoję albo i lepiej. Trzy sztuki już widziałem. Ciekawe jest jak te małe się ganiają – opowiada. Na ekranie pokazuje nam jeden z filmów z chomikami, ale po kilku minutach sami widzimy je na żywo. Nawet specjalnie nas się nie boją. Jeden ciekawsko, ale z bezpiecznej odległości, dość długo w nas się wpatruje. Drugi po obchodzie terenu natrafia na całkiem spory kawałek podrzuconej marchewki, który po obwąchaniu zabiera w pyszczku i znika w zaroślach.





– Tam są większe – jak jest ta ławka i mirabelki – kontynuuje pan Emil, wciąż wpatrując się w nory na skarpie. – Szkoda, że ten blok postawili (chodzi o Nowy Czechów – red.), bo tu były ogromne jeżyny i one tam właśnie siedziały – dodaje.
Zostawić tak jak jest
Dr Maślanko wskazuje na jeszcze inne potencjalne zagrożenie dla lokalnej populacji chomika. Chodzi o plan budowy parku w wąwozie na Czechowie. Jednym z jego elementów ma być Polana Północna zaczynająca się przy wiadukcie nad al. Smorawińskiego. Zgodnie z planami ogłoszonymi w 2022 roku przez miasto znajdzie się tam „strefa kameralnych spotkań, taras do zajęć grupowych wraz z elementami małej architektury, a także byliniarnia, czyli polana roślin bukietowych i cebulowych„.

– Każde zagospodarowanie tego terenu będzie dla chomika walką o przetrwanie. Jemu nie jest potrzebna strefa do kameralnych spotkań, taras do robienia zdjęć grupowych wraz z elementami małej architektury, czy byliniarnia. Jest mu potrzebny teren taki jaki jest teraz, niezmieniony. Jakakolwiek ingerencja w ten zielony obszar będzie zniszczeniem siedliska chomików – przestrzega dr Maślanko.
Gdy pytam, dlaczego ludzie z takim lekceważeniem podchodzą do kwestii ochrony chomika i z czego wynika niechęć do ekologów zaangażowanych w ich ochronę, dr Maślanko po chwili namysłu stwierdza: – Ja bardzo nad tym ubolewam, że taki jest stosunek do przyrody, do ochrony chomika. A przecież w tym wszystkim nie chodzi o blokadę rozwoju miasta, ale o umożliwienie koegzystencji przyrody z człowiekiem, o zachowanie takich miejsc w aglomeracjach miejskich i ocalenie tych zwierząt.
Chomik europejski
Ten sympatyczny ssak o rudo-czarno-białym umaszczeniu jest w Polsce objęty ochroną ścisłą, a Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN) w opublikowanej w 2020 roku edycji Czerwonej księgi gatunków zagrożonych zalicza go kategorii gatunków krytycznie zagrożonych. Przez lata był uznawany za szkodnika i tępiony, a jego populacja drastycznie spadła. Dorosłe chomiki ważą około 500-600 gramów, choć największe osobniki dochodzą do 900 g. Są z natury samotnikami. W zimie zapadają w hibernacje, a wtedy temperatura ich ciała spada do nawet 4 st. C. Wybudzają się okresowo, żeby podjeść coś ze zgromadzonych w lecie i na jesieni zapasów. Potrafią magazynować pod ziemią 2-3 kilogramy pożywienia. Są waleczne, ale często przegrywają pojedynki z psami czy kotami. Giną też pod kołami samochodów.
Na zdjęciu: Chomik europejski wychyla się ze swojej nory na tle toczącej się obok budowy 11-piętrowego wieżowca. Fot. Wojciech Golec

