10 minut czytania • 10.01.2025 12:49
Było przedszkole i zielony zakątek. Jest deweloper i rzeź ostatnich dużych drzew na Starym Mieście
Udostępnij
Piły na lubelskim Starym Mieście zawyły tuż przed Bożym Narodzeniem. Deweloper się spieszył, bo zgoda Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków na wycinkę była ważna tylko do końca 2024 roku. Spółka Immobilia stwierdziła, że wytnie kilkanaście drzew, w tym te największe. Konserwator nie ocalił żadnego.
To jedyna zielona enklawa w sercu Starego Miasta, ogólnodostępna, w niezamykanym podwórku. Odkąd Urząd Miasta zrezygnował z wynajmowania ogródka dla dzieci z pobliskiego przedszkola to z zielonej wyspy na ul. Jezuickiej chętnie korzystały restauracje. Przez wiele lat działał tu Gramofon, ostatnio wprowadził się Padre Rum&Tapas Bar. I już raczej nie wróci, bo magicznego zielonego zakątka już nie ma.
Jesion, grusza, orzech
Największy był jesion wyniosły o obwodzie pnia 182 cm. – 50 lat miał na pewno, był wyższy niż kamienica – wspomina jeden z byłych wieloletnich mieszkańców kamienicy przy Jezuickiej 19. Drzewo rosło tuż przy wejściu do klatki, było idealnie proste i książkowo zdrowe. Na walających się dziś po ogródku kawałkach pnia próżno szukać śladów wypróchnień czy innych ubytków.



Pod piłami deweloperów padła też grusza (89 cm obwodu pnia), jarząb (89 cm), orzech włoski (133 cm), dwa głogi (82 i 88 cm), dwa sumaki (54 cm i 77 cm). Łącznie z niewielkiego ogródka wycięto 12 drzew i trzy grupy krzewów – dokładnie tyle ile chciał nowy właściciel nieruchomości.
Dariusz Kopciowski, Lubelski Wojewódzki Konserwator Zabytków, formalną zgodę na wycinkę dał na dziewięć drzew (w tym m.in. na „gatunek nieokreślony” o obwodzie pnia 40 cm). Trzy okazały się zbyt małe, by podlegać ochronie konserwatorskiej. Właściciel terenu mógł je wyciąć nie pytając o zgodę. I tak właśnie zrobił.
Za ogołocenie serca miasta z ostatniej zielonej wyspy deweloper też nic nie zapłaci. Wystarczy, że posadzi nowe drzewa. Według wytycznych LWKZ ma to być: pięć grabów Fastigiata (obw. 25 cm), pięć głogów jednoszyjkowych (25 cm) i jeden jesion wyniosły lub pensylwański o obwodzie pnia 40 cm. Z tym ostatnim może być jednak problem – jesiony o tak dużym obwodzie w europejskich szkółkach są rzadkością. Inna sprawa, że zdaniem ekspertów wycinanie dużych i zdrowych jesionów wyniosłych i sadzenie w zamian nowych nie ma dziś najmniejszego sensu. Ten gatunek drzew w Europie zamiera.
Powód wycinek? „planowana przebudowa oficyny” i „zły stan zdrowotny większości drzew”. – Jedno z nich było całkowicie martwe, jedno złamane, część z nich miała poważne wypróchnienia pni i zachwianą statykę (głównie głogi) – tłumaczy Dariusz Kopciowski, konserwator zabytków, gdy jedna z byłych mieszkanek kamienicy zamieszcza zdjęcia z wycinki na Facebooku. – Powyższy stan drzew został stwierdzony w trakcie oględzin bezpośrednich dokonanych przez pracowników WUOZ – dodaje. A dalej tłumaczy, że co do jednego z drzew „LWKZ wskazywał na możliwość przesądzenia w obrębie tej samej nieruchomości”. Chodzi o jesion, który był wyższy od budynku.





Kiedyś będzie hotel
Wielka rzeź w sercu Starego Miasta to dzieło nowego właściciela nieruchomości. Renesansowa Kamienica Sobieskich przy Rynek 12 o charakterystycznej niebieskiej elewacji z bogatymi sztukateriami wraz z oficyną i zielonym ogródkiem przy Jezuickiej w ręce dewelopera przeszła maju 2022. Zabytek kupiła Immobilia. To jedna z deweloperskich spółek Tomasza Iwana i Huberta Maja. Ten pierwszy przez lata prowadził w Lublinie biuro nieruchomości. Ten drugi miał sieć bilbordów (które dziś są częścią medialno-deweloperskiego imperium Piotra Kowalczyka, wpływowego byłego polityka).
Nieruchomość została kupiona za gotówkę – w księdze wieczystej jest ślad po hipotece, ale jako zabezpieczenie pożyczki (wysokości 1,6 mln zł od Foll Service Cezarego Wielgusa). Z księgi wynika również, że w listopadzie 2023 r. Immobilia połowę udziałów w kamienicy sprzedała innej spółce. Zarejestrowana w Lubartowie Kapra to jedna z firm należących do Jana i Jarosława Koziołów, właścicieli drukarni Dako.
Jaki plan na zabytek i oficynę ma deweloper? W marcu 2023 r. dostał decyzję o ustaleniu warunków zabudowy (tzw. wuzetka) na „rozbudowę, nadbudowę oraz zmianę sposobu użytkowania zabytkowej kamienicy i związanych z nią oficyn usługowo-mieszkalnych na hotel z restauracją”. Na pozwolenie na budowę jeszcze czeka – wniosek złożył w sierpniu.
– Nie podamy żadnych szczegółów, jest na to za wcześnie – słyszymy w biurze deweloperskiej spółki. Podobna jest odpowiedź na nasze pytanie o inny zabytek, który także w 2022 roku stał się jej własnością. Pałac Gubernialny przy Placu Litewskim 5 też ma się zamienić w hotel. Wniosek o pozwolenie na budowę („przebudowa, rozbudowa i zmiana sposobu użytkowania budynku”) Immobilia złożyła do lubelskiego Ratusza niecały miesiąc temu.
Ale Hubert Maj i Tomasz Iwan budują też bloki. I trzeba przyznać, że robią to z rozmachem. Na Czechowie ruszyła już budowa dwóch 11-piętrowych apartamentowców (łącznie 246 mieszkań). Na swoim koncie mają też osiedle dwunastu budynków wielorodzinnych pn. „Kameralny Sławin” (300 mieszkań) i kilka bliźniaków w środku wsi Szerokie, które wyglądają jak małe bloki.

Przedszkolu z kamienicy natychmiast wyprowadzić
Wróćmy na chwilę na Jezuicką i tego, co zostało z klimatycznego zielonego zakątka. Gdy rozmawiam z byłymi lokatorami kamienicy (już nikt tam nie mieszka), padają gorzkie słowa o „układzie miejsko-deweloperskim”, jest wielki żal za drzewami, które „były tu zawsze”. Wszyscy moi rozmówcy są też zgodni co do jednego – gdyby miasto z dnia na dzień nie wyprowadziło stąd przedszkola, to do takiej rzezi drzew, by nigdy nie doszło.
– Sprzedaż długo nie była w ogóle brana pod uwagę – mówi nam Tomasz Kiersnowski, członek rodziny Krzyżanowskich, do której kamienica wróciła po wojnie. – Dziadek był wielkim społecznikiem, przedstawicielem przedwojennej inteligencji, dla którego interes społeczny był ważniejszy niż prywatny. Chciał, by przedszkole tu zostało. Po jego śmierci w 2014 rodzina uszanowała jego wolę, szliśmy miastu na rękę, a urzędnicy to wykorzystywali. Przy każdej kolejne umowie miasto wymuszało na nas obniżkę czynszu, choć ten i tak był wartości 1/4 tego, co mogliśmy dostać wynajmując budynek komercyjnie.
Kiersnowski dodaje, że w 2020 roku rodzina zaproponowała miastu zakup tej kamienicy. – Zaproponowaliśmy rozłożenie ceny zakupu na wiele lat bez dodatkowych kosztów. Prezydent Krzysztof Żuk i jego urzędnicy sami poprosili nas o taką propozycję, ale zamiast przedstawić ją Radzie Miasta, to odrzucili ją bez żadnych negocjacji. Ewidencje postanowili załatwić to po swojemu – z dnia na dzień zostawili nas z niczym.

Zamiast 18 tys. zł miasto wolało płacić 43 tys. zł
Jest 15 lutego 2021 roku. Na dzień przed sesją nadzwyczajną nad wyprowadzką Przedszkola nr 26 ze Starego Miasta debatuje Komisja Oświaty i Wychowania Rady Miasta Lublin (burzliwych obrad można posłuchać TUTAJ). Dyrektorzy kilku wydziałów Urzędu Miasta (Edukacji, Gospodarowania Mieniem, Inwestycji i Remontów) i wiceprezydent Mariusz Banach wyciągają kolejne argumenty przemawiające za przeprowadzką. Ten główny to „bezpieczeństwo dzieci”. Ale wiele w nich z miejsca zbija Jacek Bujko, pełnomocnik właścicieli kamienicy. O tym, że miasto chce zerwać trwającą 65 lat współpracę, dowiedział się przypadkiem dwa dni wcześniej.
Tymczasem – jak przyznał Arkadiusz Nahuluk (ówczesny dyrektor Wydziału Gospodarowania Mieniem, obecnie prezes MOSiR) – jego wydział „aktywnie szukał nowej lokalizacji” od maja, a w grudniu zgłosiło się „dwóch oferentów, z trzema lokalizacjami” . – W ciągu ostatniego tygodnia została zarekomendowana oferta z Kapucyńskiej 1a – oznajmił radnym dyr. Nahuluk. To parterowy budynek należący do jednego z lubelskich deweloperów Sylwestra Lalaka – dawne stajnie na tyłach kilku jego nieruchomości w tym kwartale śródmieścia (zabytkowych kamienic Peowiaków 5, Kościuszki 4 i modernistycznego gmachu po Galerii Centrum).
– Wynajmujemy 630 mkw. Z każdego pomieszczenia będzie wyjście na plac zabaw – zachwalał nową lokalizację dyr. Nahuluk. – Uzyskaliśmy cenę, łącznie z eksploatacją, 43 722 zł brutto. W tej opłacie mamy plac zabaw o pow. 180 mkw., parking na 40 miejsc plus cztery miejsca dla rodziców na 20-minutowy postój.
Argumenty radnej Anny Ryfki (klub prezydenta Żuka), która słusznie zauważa, że plac zabaw będzie się mieścił na ogromnym parkingu, dyr. Nahuluk zbywa stwierdzeniem, że „prawo budowlane tego nie zabrania”. Gdy radna Maja Zaborowska (klub prezydenta Żuka) przypomina, że dotychczasowa lokalizacja jest kilkakrotnie tańsza (za wynajęcie kamienicy na Starym Mieście miasto płaciło tylko 18,3 tys. zł), urzędnik sięga po argument o kosztownych remontach jakie trzeba prowadzić w zabytku (ok. 60 tys. zł rocznie). Obecni na komisji dyrektorzy wydziałów powtarzali jak mantrę, że „trzy lata temu radykalnie zmieniły się przepisy przeciwpożarowe”, więc w starej kamienicy przedszkole dalej działać nie może.

Pełnomocnik właścicieli słuchał tych argumentów z nieukrywanych zdziwieniem. – Trzy lata temu podpisywaliśmy umowę. Nie było żadnych sygnałów, że coś jest nie tak. W ostatnim czasie też nikt nas nie informował o obowiązku jakichkolwiek prac – mówił Szymon Bójko. Podkreślał przy tym, że kamienica została przystosowana do wszystkich dotychczasowych wytycznych straży pożarnej.
Znakomitą współpracę z właścicielami kamienicy podkreślała też wieloletnia dyrektorka Przedszkola nr 26 Małgorzata Jaczczuk. Wspomniała też o kulturotwórczej obecnej lokalizacji i proteście rodziców przeciwko przenosinom. Brak podjazdu pod same drzwi przedszkola skomentowała krótko: – Jest to pewna uciążliwość, ale rodzice sobie radzą.
– To bardzo zabytkowa kamienica, droga w użytkowaniu. Proszę nam dać chociaż rok na znalezienie nowego najemcy lub nabywcy. Jest ona zbyt cenna, by zostawić ją nawet na rok bez ogrzewania – apelował do sumienia urzędników i radnych pełnomocnik właścicieli. Zdradził też o tym, że za każdym razem gdy miasto prosiło o obniżenie czynszu to się na to zgadzał. I co trzy lata dawał gwarancję, że przedszkola nigdy stad nie wyrzuci. – To miasto narzuciło umowę na trzy lata, twierdząc że nie ma prawnych możliwości na dłużej – tak skomentował ratuszowe plany na umowę z deweloperem na 10 lat (Sylwester Lalak za wynajem swojego lokalu wynegocjował od miasta 524 tys. zł rocznie).
Ostatecznie Komisja nie przyklasnęła pomysłowi urzędników (4 radnych było za, 4 przeciw, 3 wstrzymało się od głosu), a zaplanowana kolejnego dnia nadzwyczajna sesja Rady Miasta została odwołana. Jak donosiła wówczas Gazeta Wyborcza, zastępca prezydenta Mariusz Banach, poinformował o rezygnacji z przenosin przedszkola, a zdecydować miał „argument finansowy”. Odbył się też klub radnych prezydenta, gdzie uzgodniono, by we wrześniu kolejnego roku przedszkole ze Starego Miasta (oraz te z Bronowickiej i Niecałej) przenieść do budynku VII Liceum Ogólnokształcącego przy ul. Farbiarskiej.
Ale szybko okazało się, że właściciele błękitny kamienicy wcale nie mogą spać spokojnie. Już miesiąc później urzędnicy postawili na swoim. Z dnia na dzień zabrali dzieci ze Starego Miasta.
Bo wykładzina mogła się zapalić
Tym razem wszystko odbyło się błyskawicznie. Ktoś napisał anonim, w przedszkolu pojawili się strażacy, a dyrektorka placówki nie miała pod ręką dokumentów o jakie poprosili.
– Straż Pożarna wskazała na okładziny – drewniana podłoga i wykładzina podłogowa – na klatce schodowej, jako niespełniające obecnych norm przeciwpożarowych. Wątpliwości dotyczyły też badania i przeglądu przeciwpożarowego wyłącznika prądu oraz opracowanej w 2018 r. instrukcji bezpieczeństwa przeciwpożarowego – mówiła wówczas Katarzyna Duma, rzeczniczka prezydenta miasta.
– Dziwne to wszystko. Cztery tygodnie temu dowiadujemy się o pomyśle zmiany lokalizacji. Później sprawa ucichła, aż tu nagle dochodzi do kontroli strażaków i zamknięcia przedszkola. Mam uwierzyć, że to przypadek? – komentowała wówczas jedna z mam.
Od połowy marca 2021 grupa 119 dzieci była dowożona aż na Ponikwodę. Właśnie tam, w budynku należącym do innego lubelskiego dewelopera Tomasza Wlaszczyka, miasto wynajmowało przestrzenie pod inne przedszkole. Miesięcznie za 2,5 tys. mkw. płaciło 196 tys. zł, a umowę z DOMLublin Ratusz podpisał na 10 lat.
W budynku przy Dożynkowej 38 było siedem wolnych sal. Dzieci ze Starego Miasta miały je zająć tylko na kilka tygodni, do czasu „wprowadzania zaleceń straży pożarnej”, ale już nigdy do błękitnej kamienicy na Rynku nie wróciły.
– To miasto kupiło wykładzinę, co do której strażacy mieli takie zastrzeżenia – wspomina Tomasz Kiersnowski. – Przez kilka kolejnych tygodni dostarczaliśmy straży kolejne dokumenty świadczące o tym, że kamienica spełnia wymogi ppoż., ale straż odmawiała wydania opinii potwierdzającej, że kamienica jest bezpieczna. W tym czasie urzędnicy coraz mocniej naciskali na nas, żebyśmy podpisali umowę o rozwiązaniu umowy najmu, grożąc wysokimi karami za niedostosowanie budynku. Porozumienie zostało podpisane w maju 2021 roku. W mojej opinii z naruszeniem równości stron, a przedstawiciele rodziny działali pod presją.



