6 minuty czytania • 18.12.2025 17:20
Budżet Lublina 2026. Spór o procenty, zadłużenie i niezrealizowane obietnice
Udostępnij
Nie trzeba być prorokiem, by przewidzieć, że wszystko co przygotuje prezydent Krzysztof Żuk (PO) ze swoimi podwładnymi, znajdzie głośny poklask u radnych jego klubu. Tak też było z projektem przyszłorocznego budżetu miasta. Do przewidzenia było także to, że kłody rzucane przez radnych opozycyjnego PiS nie są w stanie zatrzymać koalicyjnego walca PO i Wspólnego Lublina.
Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.
nr konta: 71 1090 2590 0000 0001 4947 2615
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
paypal: [email protected]
przekaż 1,5% podatku: KRS 0000428743, cel szczegółowy: Jawny Lublin
Od wychwalania projektu budżetu zaczął szef klubu radnych prezydenta Piotr Choduń (Wspólny Lublin). – Zabieram dziś głos, aby jasno i odpowiedzialnie powiedzieć: projekt budżetu na 2026 rok zasługuje na pochwałę wysokiej rady.
I już po tych słowach było wiadomo, że kilka godzin później, po długiej dyskusji, siedemnastu radnych tego klubu podniesie rękę za budżetem (nie głosował poturbowany w niedawnym wypadku na przejściu dla pieszych radny Konrad Wcisło). Choduń odczytując z kartki swoje stanowisko przekonywał: – Lublin potrzebuje stabilności, przewidywalności i konsekwencji w działaniu, a nie politycznych eksperymentów czy prostych haseł bez pokrycia w finansach.
A na koniec zaznaczył: – To budżet odpowiedzialny, prorozwojowy i sprawiedliwy dla mieszkańców naszego miasta.

Polityka wiecznych zapowiedzi
Odpowiedział mu Robert Derewenda, szef klubu PiS. Zanim oddamy mu głos przypomnijmy, że radni PiS warunkowali swoje poparcie od uwzględnienia jego „szóstki dla Lublina„, czyli wpisania do budżetu ważnych z punktu widzenia opozycji inwestycji, jak remont ulic Zana, Romera, Orkana, czy budowa szkoły przy ul. Majerankowej.
Derewenda mówił o odpowiedzialności za składane obietnice. Poddawał w wątpliwość czy miasto jest prowadzone z myślą o mieszkańcach, czy jedynie administrowane z roku na rok. I wyliczał: deficyt na poziomie 160 mln zł, 2 mld 760 mln zł długu i 135 mln zł na jego spłatę. – To są środki, które nie budują ani jednej szkoły, ani jednego chodnika, ani jednego kilometra drogi – zaznaczył.
Sporą część swojego wystąpienia poświecił obietnicom składanym przez prezydenta Żuka. Jedna z nich to wspomniana wcześniej szkoła przy ul. Majerankowej. – To inwestycja symbol. W marcu 2016 prezydent Krzysztof Żuk mówił publicznie: „Basen powstanie, ale najpierw zbudujemy ten kompleks szkolny”. W październiku 2018 roku jako kandydat na prezydenta zapewniał pan prezydent mieszkańców: „Ten kompleks zacznie się budować od 2020 roku”. Stoimy na progu roku 2026. I nie ma szkoły, nie ma przedszkola, nie ma żłobka, nie ma basenu. Jest za to kolejna kadencja i kolejne odsuwanie odpowiedzialności w czasie – punktował Derewenda.
Niezrealizowane inne obietnice, w tym remont ul. Zana, lider opozycji nazwał „polityką wiecznych zapowiedzi”. – Lublin w 2026 roku zasługuje na więcej. Zasługuje nie tylko na administrowanie długiem, na odkładanie inwestycji w czasie, ale przede wszystkim na racjonalne planowanie całej gospodarki miejskiej.
Sukcesy zapisane w gazetce Lublin.eu
W patetyczne tony uderzył radny Leszek Daniewski (PO, KPKŻ). – Na ostatniej sesji powiedziałem, że Lublin to miasto magiczne, historii, inspiracji. Dzisiaj chcę, żebyśmy to miasto uważali za nasze wspólne miasto i jego sukcesy żeby były naszymi wspólnymi sukcesami, niezależnie po której stronie jesteśmy – rozpoczął.
– Słyszałem niejednokrotnie w Ratuszu, że Lublin jest miastem zadłużonym, że popada w ruinę – mówił. i sięgnął po wydawany przez Ratusz biuletyn Lublin.eu (150 tys. egzemplarzy miesięcznie za 370 tys. zł za rocznie). – Tych wszystkich, którzy mają takie zdanie, odsyłam do ostatniego wydania tej naszej gazetki miejskiej.
– Waszej! – odkrzyknęli radni PiS.
– Dane potwierdzają rzeczywiście rekordowe wydatki w latach 2010-2025 za prezydentury Krzysztofa Żuka (w tym tygodniu Żuk świętował 15-lecie swoich rządów – red.) – mówił Daniewski odczytując liczby z ratuszowego biuletynu. – Lublin znalazł się wśród 20 najszybciej rozwijających się metropolii w Europie. Tak wynika nie z oceny pana prezydenta Żuka czy jego zaplecza politycznego, tylko z niezależnej organizacji Oxford Economics.
Przewozowy dramat i deweloperskie eldorado
Radni opozycji oceniali projekt przyszłorocznego budżetu inaczej. Tomasz Gontarz (PiS) „na bezczelnego” – jak to sam określił – planowane wydatki na inwestycje (14,6 proc. budżetu) zestawił z miastami podobnej wielkości. – W Bydgoszczy budżet na inwestycje na rok 2026 wynosi 22 proc., w Katowicach 20 proc., zaś w Białymstoku jest to blisko 19 proc. – wyliczał.
Jego klubowy kolega Bartłomiej Bałaban wypowiadając się w zdecydowanie koncyliacyjnym tonie podkreślał: – W mojej wypowiedzi nie ma ani żadnej polityki, nie ma żadnej złości. Jest prośba o wzięcie pod uwagę przy kolejnych być może budżetach tego, czego się nie uda zrealizować teraz – zaczął. Funkcjonowanie miejskiej komunikacji nazwał „dramatem przewozowym pasażera”. – Ubogie kursy autobusów, mniejsze wozogodziny, rozwleczone linie ciągnące się przez całe miasto, brak krótkich, szybkich linii przesiadkowych.
Wypomniał, że wciąż nie ma zapowiadanej od lat uchwały krajobrazowej. – Kiedy wreszcie doczekamy się uporządkowania chaosu reklamowego szpecącego nasze miasto? – pytał. Gorzkie słowa padły też pod adresem miejskich planistów i deweloperów. – Abyśmy przyjrzeli się budowanym przez nich osiedlom i wypracowali takie standardy, aby nie powstawały takie koszmarki jak place zabaw dla dzieci chronione wysoką siatką i domofonem na wejściu.
W odpowiedzi na krytyczne głosy radnych PiS Bartosz Margul (PO, klub Żuka), przewodniczący Komisji Budżetowo-Ekonomicznej, przekonywał, że zadłużenie Lublina wciąż jest na bezpiecznym poziomie (w przyszłym roku ma stanowić około 73 proc. przychodów miasta – red.). – Niektórzy radni, co można wyczytać z oświadczeń majątkowych, mają kredyty wynoszące nawet kilkaset procent ich rocznych dochodów i z tego powodu nie ma dramatu – stwierdził. A zwracając się do radnych PiS zaznaczył: – Gdyby nie „Polski Ład” dług Lublina byłby dużo mniejszy.
Radny Marcin Bubicz (PO) ocenił, że „próby podważenia wiarygodności tak wielu instytucji i osób, które pracują nad nad kształtem budżetu zdaje się mieć polityczne źródło na ulicy Nowogrodzkiej”. – Warto wskazać, że zagraniczni analitycy stawiają i zestawiają Lublin w rozwoju gospodarczym i społecznym z takimi miastami jak Dublin, Valletta, a zgodnie z ostatnio opublikowanym rankingiem miasto Lublin wyprzedza w Europie o jedno miejsce Budapeszt.
Prezydent i skarbnik o walorach „zwrotnych źródeł finansowania”
Odnosząc się do krytycznych głosów opozycji prezydent Żuk tłumaczył: – Program operacyjny Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej wszedł z blisko dwuletnim opóźnieniem, regionalne programy operacyjne też weszły z opóźnieniem, możliwość sięgania po pożyczki z KPO też są z opóźnieniem. To proszę nie dziwić się, że niektóre zadania są przesuwane w czasie. One muszą być oparte na racjonalnych podstawach.
Jako przykład dużego obciążenia dla budżetu miasta wymienił Port Lotniczy Lublin. – Dla jednych był wtedy absolutnym priorytetem, dla wielu czymś zbędnym, to wspólnie z samorządem województwa jesteśmy tam zaangażowani na blisko 450 mln zł, czyli jest to obciążenie mniej więcej po połowie samorządu województwa i samorządu Lublina.
Żuk zapewniał też, że podejmowane przez niego działania były perspektywiczne. – My mamy to zrealizowane już odpowiednio wcześniej, a wiele miast dopiero ma się do tego przymierzać – mówił. A skarbnik miasta Lucyna Sternik tłumaczyła: – Nasza polityka jest systematyczna, sukcesywnego wzrostu i stąd też nasz dług wygląda zupełnie inaczej niż dług Białegostoku czy Bydgoszczy. Jeżeli chcemy inwestować, chcemy się rozwijać, to musimy sięgnąć po zwrotne instrumenty (finansowania – red.) – zaznaczyła.
Przed finałowym głosowaniem była tylko jedna niewiadoma: jak w sprawie budżetu na 2026 rok zagłosują radni PiS. Po kilkunastominutowej naradzie uznali, że wstrzymają się od głosu. Tym samym budżet został przyjęty siedemnastoma głosami radnych klubu prezydenta Żuka.
Na zdjęciu: Podczas dzisiejszej sesji radni PO i Wspólnego Lublina przegłosowali budżet Lublina na 2026 rok: Wydatki wyniosą prawie 4 mld zł, z czego na inwestycje pójdzie 579 mln zł. Fot. Krzysztof Jakubowski



Kto jeszcze pamięta, jak kilka lat temu ZadłuŻunio odgrażał się, że miasto za jego kolejnej kadencji „zacznie spłacać dług”?
Haha, jest to formalnie prawda – miasto spłaca (np. wykupuje obligacje), z tą różnicą, że w międzyczasie zaciąga jeszcze więcej mini-ratek.
————
Ubogacacz wie, że funkcjonowanie miasta-wydmuszki, a zwłaszcza kapitalistów, którzy rządzą tym folwarkiem, jest możliwe tylko pod warunkiem podpięcia ich do miejskiej/centralnej kroplówki.
Kredyty wspólne, zyski indywidualne – tylko tak może działać kapitalizm „post-industrialny”, który nie wytwarza praktycznie niczego oprócz kurników ynwestycyjnych.
Działanie takiego ośrodka jak Dziadogród oparte jest głównie o przewalanie wyżebranych środków publicznych z jednych wypchanych kieszeni do drugich, a „plebs” żywi się odpadkami, które spadają ze stołu zarządców tego folwarku.
————
Redakcja ocenia poziom zadłużenia Dziadogrodu w przyszłym roku na 73%. Wg mojej opinii wg. prawidłowej definicji dobije to do 80%.
Ale to w niczym nie psuje strategii r0zw0ju, ponieważ z punktu widzenia neolibu im większe zadłużenie jednostek publicznych, tym bardziej będą one ubezwłasnowolnione przez kapitał.
———–
Obstawiam, że już za I-szej kadencji Namaszczonego przez Tęgiego Łba Fu@Liary ten poziom przekroczy 100%, co będzie dobrym pretekstem dla wprowadzenia „programu naprawy finansów”, którego głównym elementem będzie wyprzedaż reszty aktywów gminy na rzecz zaprzyjaźnionego cfaniactwa.
————
PS. Nie widzę sensu w fetyszyzowaniu „inwestycji”. Praktycznie wszystkie „inwestycje” podejmowane w Dziadogrodzie w ramach neolibowego r0zw0ju, to po prostu generatory przyszłych kosztów. Trudno wymienić jakąkolwiek inwestycję miejską z ostatnich 15 lat, która przynosić mogłaby redukcję czy to kosztów funkcjonowania aparatu miejskiego czy kosztów życia „plebsu”.
Każdy pretekst dobry by spróbować obalić naszego Prezydenta dr. Żuka, który zrobił z Koziego Grodu miasto na miarę XXI wieku i położył kres zacofanej WSAMRAŠNOŠCI, czego ukoronowaniem jest triumf ESK.
Nie uda się to wam! Murem za Żukiem
PS.
Dla uzupełnienia wywodu podam garść przykładów prawdziwych inwestycji, które mogłyby ograniczyć koszty funkcjonowania aparatu folwarku oraz koszty życia „plebsu”, a które z premedytacją nigdy nie weszły do budżetu:
– budowa własnego biurwowca – zamiast tego parcela „strzelnicy globocnika” została sprzedana zaprzyjaźnionej dewelo-pijawce, od której obecnie „miasto” najmuje znaczącą część budynku;
– druga sprawa – zamknięcie pod z wyciągniętymi z ubogacaczowej d00py pretekstami biurwowca przy Leszczyńskiego i cała opera mydlana mamienia o budowie nowego kompleksu miejskiego, która zgodnie z przewidywaniami moimi i wielu innych zmierzała od początku do wyprzedaży parceli;
– przez lata budynek Astorii stał pusty, podczas gdy przez cały ten okres Ubogacacz pompował czynsze do kieszeni zaprzyjaźnionych pijawek;
– od lat rewir Dziaogród jeśli chodzi o „zagospodarowanie odpadów” jest podzielony przez duopol, który wystawia „miastu” rachunki w wysokości dokładnie takiej, ile uda się zedrzeć z „plebsu” za pomocą chamskich podwyżek; gminy nie mają zakazu np. tworzenia własnych jednostek odbierania śmieci – ten „zakaz” funkcjonuje natomiast jako część Czarnej Biblii Neolibu, której wyznawcą jest Doktór Dewelo-eK0nomii, wg. której prywaciarz zawsze gwarantuje niższe ceny przy lepszej jakości; te same szatańskie wersety przyświecały mentorom Dewelo-Duce takim jak balcerek czy pani taczer, którzy orali wszelkie objawy „socjalizmu” z zapałem godnym Dzierżyńskiego tylko au-rebours;
– od lat gmina Dziadogród zasila setkami milionów (dziesiątkami mln zysków) prywatne przedsięwzięcie najprawdopodobniej powstałe z pomocą wpływów nomenklaturowych, tj. elektrociepłownię po fsc; zasila ją milionami wytrząśniętymi z „plebsu” – elpec jako podmiot teoretycznie dominujący (jedyny odbiorca ciepła) notuje zyski jedynie na poziomie kilku mln – nikt z zarządu Folwarku nie odejmuje żadnych działań, żeby przywrócić choćby równowagę tych podmiotów gospodarczych
– systematyczne wygaszanie mpk na rzecz prywaciarskich przewozów ma miejsce pomimo setek mln wydawanych na niby-to unowocześnianie zbiorkomu; w rzeczywistości te setki mln są marnowane – prawdopodobnie z premedytacją, ponieważ sumy wozo-kilometrów ciągle maleją, a straty rosną; fejkowe bus-pasy zamiast prawdziwych umożliwiających prowadzenie szybkich linii, cięcia kursów, trasy „wycieczkowe” – wszystko to wymusza przesiadanie się „plebsu” czy to do b0ltów czy do własnych aut, a więc podnosi koszta utrzymania.
Zamiast dialogu – konferencje klubowe.
Zamiast rozmowy – cisza.
Zamiast miasta dla ludzi – miasto, w którym ludzi się nie słucha.
Media zostały zaproszone.
📣 Mieszkańcy przyszli.
Prezydenta nie było.
Ale oczywiście był Przewodniczący Rady Miasta – znany z odbierania głosu mieszkańcom.
Kryształowe „Złote Grabie” – jedyna nagroda, jaką Lublin faktycznie dostał w tym roku od mieszkańców:
za podwyżki cen biletów,
za droższe parkowanie,
za wyższe opłaty za odpady,
za podwyżki podatku od nieruchomości,
za rekordowe zadłużenie miasta,
za lekceważenie konsultacji społecznych i wyłączanie mikrofonów.
Dalsze przykłady „inwestycje” kontra Inwestycje:
1.i dworzec dziadopolitalny 340 mln (wiem, wiem, z tego połowa wyżebrana z UE) – obiekt, który nie dość że POGORSZYŁ komunikację podmiejską i także miejską, to jeszcze w przeciwieństwie do dworca na Podzamczu przynosi straty.
1.I- 340 mln = 1700 samofinansujących się mieszkań komunalnych o średniej powierzchni 40 m2 (licząc hojnie koszt wybudowania m2 na 5k). Samofinansujących np. na takiej zasadzie, że inwestor (miasto) zaciąga na budowę kredyt (np. od BGK) na 5%, czyli rocznie na 1 lokal obsługa kredytu wyniesie 10k, co byłoby podstawą do naliczenia czynszu najmu w wysokości 833 zł/m-c (+ normalnie wszystkie inne opłaty, za media, zarząd, fundusz remontowy itp.), a więc co najmniej 2 x mniej, niż łupią prywatni kamienicznicy (którzy łupią tyle, bo za swoją ynwestycję musieli zapłacić również 2 x więcej, bo przy zakupie musieli pokryć 50% marżę dewelo-pijawki).
„Miasto” (czytaj rathaus) na tej inwestycji wychodzi na zero, ale efekty nie ograniczają się do tego, że 1700 rodzin zaoszczędzi 1k/m-c, ponieważ tak duża pula kurników pod tani najem ciągnie w dół zarówno aspiracje (pazerność) kamieniczników, jak i dewelo-pijawek.
Plus jeszcze tańsze kosztów utrzymania oznaczają, że nawet zwyczajowa minimalna krajowa wypłacana wyrobnikom w Dziadogrodzie zaczyna umożliwiać życie na w miarę godnym poziomie, a to może przyciągnąć kapitalistów z sektorów wytwórczych poszukujących tego typu siły roboczej.
———–
Rzecz jasna powyższy schemat można multiplikować. Np. aeroP0rt pochłonął już pewno 500 mln (i minus ~50 mln każdego następnego roku, czyli prawie tyle samo, ile dotacje do mpk), a służy garstce tych, którzy są albo emigrantami ekonomicznymi, albo turystami z wypchanym portfelem (albo prywatnym czarterom Czlonków Klubu Dewelo-Narciarskiego).
Za te 500 mln można było postawić dalsze 2500 samo-spłacających się kurników komunalnych jw., albo np. zorganizować zbiorkom na wysokim poziomie, który zgasiłby b0lta, albo kupić miejskie śmieciarki i wyremontować biurwowiec na Leszczyńskiego, zrobić wreszcie sensowną sieć ddr pozwalającą rowerakom dojechać wszędzie bez potrzeby wjeżdżania na ulice czy chodniki i dziesiątki innych potrzebnych rzeczy.
—————-
Ale nie.
Bo dla r0zwijacza z Jakubowic inwestowanie w cokolwiek, co może przynieść „plebsowi” oszczędności, to jest tabu/grzech przeciwko Złotemu Cielcowi, ponieważ wszystko to co zaoszczędzi „plebs” czy „miasto” = mniejsze zyski dla czempionów r0zw0ju, takich jak dewelo-pijawki, geszefty promowane w ramach projektu Lubelska Dolina Śmieciowa, cfaniactwo zarabiające na para-taxi itp.
Dzisiaj do mnie przyszło pismo o podwyżce czynszu od kwietnia 2026 do 8,72 zł za metr kwadratowy. Tak się sprawy mają za uśmiechniętego Żuczka.
Jeszcze od lutego podwyżki cen biletów, po to, abyś w święta jeździł do bliskich co godzinę.