Wesprzyj Kontakt

11 minuty czytania  •  09.12.2025 18:06

„Blokowiska Lublina”. Czego nas uczy architektura i planowanie przestrzenne z czasów PRL

„Blokowiska Lublina”. Czego nas uczy architektura i planowanie przestrzenne z czasów PRL

Udostępnij

To nie jest tak, że nic nie zależy od zarządcy miasta. Przecież można planować i budować z większą troską. Nie musimy być tak zabetonowani i możemy planować choćby wspólne przestrzenie — mówi Małgorzata Domagała, autorka książki „Blokowiska Lublina”.

Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.

Na spotkaniu autorskim podczas niedawnych Lubelskich Targów Książki wspominałaś, że „normalne” rodziny jeździły do lasu, nad jezioro, a ty zabierałaś swoje dzieci na spacery po dzielnicach. Nie miały dość?

Małgorzata Domagała: – Na pewno miały dość pisania książki, bo zajęło mi to jakieś sto lat (śmiech), natomiast spacery bardzo lubiły, bo to chodziliśmy na przykład na plac z rakietą na osiedlu Mickiewicza na LSM albo do amfiteatru na Tatarach. Teraz gdy porządkuję zdjęcia z tych naszych spacerów, to widzę upływ czasu po moich dzieciach. Co oznacza, że rzeczywiście minęło sporo czasu od otrzymania propozycji od wydawnictwa.

Pracowałaś wówczas w Gazecie Wyborczej Lublin i często pisałaś o tak zwanych „muratorach”.

– Rozumiem, że chodzi o moje teksty o architekturze. Ona była i jest tylko pretekstem, bo tak naprawdę to zawsze są teksty o ludziach i zjawiskach, a budynki są w tle. Gdy pisałam o jakiejś kamienicy albo willi, to ona zawsze była jedynie wyjściem do opowiedzenia większej historii. I tak też chyba jest w przypadku „Blokowisk Lublina”.

Mój były wspólnik w Dzienniku Wschodnim, deweloper Tomasz Kalinowski, bardzo się irytował, gdy używaliśmy w gazecie określenia „blokowiska” w kontekście nowej zabudowy, bo to ma zły wydźwięk. W twojej książce ono nie niesie takiego negatywnego skojarzenia.

Od początku książka miała mieć taki tytuł; taki format zaproponowało wydawnictwo. Niektórzy moim rozmówcy dziwili się, że jak o osiedlu Mickiewicza można w ogóle pisać blokowisko, bo przeważają tam niższe bloki, które niektórzy nazywają wręcz domami. Z drugiej strony ja wcale nie piszę, że osiedle Mickiewicza albo ZOR Zachód to blokowisko, ale by opowiedzieć o blokowiskach Lublina, takich sensu stricto jak Kalina czy Czechów, to musimy zacząć od tych wcześniejszych. I ta opowieść nas do tego prowadzi. Zresztą okaże się za chwilę, że właśnie blokowiska z PRL-u, są miejscem z oddechem, z zielenią, w przeciwieństwie do tych nowych, choć nie chcę generalizować.

No właśnie – we wstępie do książki piszesz, że osiedla z PRL mają wiele minusów, ale wciąż zachowują mocne strony. Te drugie to?

– Drzewa. Podczas ostatniego remontu mieszkałam na nowym deweloperskim osiedlu. Tam w ogóle nie było drzew, nie licząc niewielkich sadzonek, którym trudno będzie urosnąć w betonowym otoczeniu. Kiedy wychodziłam na balkon, to przez te małe odległości między budynkami czułam się jak na świeczniku, czego w ogóle nie ma w przypadku mojego, strasznego, według stereotypów peerelowskiego blokowiska na Kalinie. Tam jak wyjdę balkon, to nie patrzą na mnie sąsiedzi. Druga mocna strona to oczywiście lokalizacja – blisko centrum i całej infrastruktury. To jest już nie do powtórzenia na nowych osiedlach. Jednak by oddać sprawiedliwość, to nowe budownictwo też ma mocne strony. Na przykład podziemne parkingi, dzięki którym – po pierwsze zawsze mamy gdzie zaparkować, a po drugie – na mrozie nie trzeba skrobać szyb.

Modnym hasłem jest idea miast 15-minutowych, zgodnie z którą w kwadrans powinniśmy dotrzeć pieszo lub rowerem do miejsc zaspokojenia podstawowych usług czy potrzeb. Na starych osiedlach te funkcje pełniły pawilony handlowo-usługowe, niekiedy z domami kultury.

– Były przychodnie zdrowia, szkoły, a teraz z reguły w parterach nowych bloków mamy prywatne gabinety albo prywatne przedszkola. Brakuje niekomercyjnych przestrzeni wspólnych. Na osiedlach z czasów PRL szczęśliwie przetrwały spółdzielcze domy kultury i kluby. Na przykład na osiedlu Przyjaźni, Niepodległości, LSM czy na Czechowie. 

Budynek nieczynnego Empiku przy ul. Grażyny. Placówki kultury były niezwykle ważnym elementem osiedli Lubelski Spółdzielni Mieszkaniowej. Fot. Małgorzata Domagała

Dlaczego teraz tak się planuje? Najpierw pozwala się na stawianie bloków, a dopiero później myśli o tej dodatkowej infrastrukturze.

– Żyjemy w innych realiach. Dla wielu osób, przedsiębiorców, budowa mieszkań jest po prostu działalnością gospodarczą i tego się nie pozbędziemy. Wydaje mi się jednak, że mimo wszystko to nie jest tak, że nic nie zależy od zarządcy miasta. Przecież można planować i budować z większą troską, nie musimy być tak zabetonowani i możemy planować choćby wspólne przestrzenie.

Deweloperzy robią to, na co pozwala im miasto. I potem się dziwimy, że kierowcom trudno wyjechać z Gęsiej albo że szkoła po zaledwie kilku latach jest przepełniona.

– A wieczorem można wyjść tylko do Lidla albo do Żabki. Im dalej będziemy w to brnąć, tym większy będzie to bezsens. Ludzie zadłużają się na 30 lat, by kupić mieszkanie, ale jakość życia, którą dostają, pozostawia wiele do życzenia. Po napisaniu „Blokowisk” mam wrażenie, że jeśli chodzi o projektowanie osiedli, to niestety się uwsteczniliśmy. Mamy lepsze materiały budowlane, szybsze windy, ale brakuje choćby skwerów z ławeczkami.

Podczas spotkania autorskiego podkreślałaś, że dla ciebie takim wzorcowymi osiedlami są osiedla Słowackiego i Mickiewicza na LSM. Na czym polega ich fenomen?

– Bo były zaplanowane od A do Z. Na osiedlu Mickiewicza pierwsze bloki były niewysokie, liczyły zaledwie trzy kondygnacje. Tak jest w przypadku ul. Grażyny. Miały nawet elementy luksusu jak wyjścia do ogródka bezpośrednio z pokoju. Bardzo dobrze zaplanowana była urbanistyka: skwery z fontannami, przedszkole z podcieniami, żeby dzieci mogły wyjść na dwór przy każdej pogodzie, a dorośli mieli mieć nie dalej niż 150 m do sklepu. Mieszkańcy mieli żyć wygodnie, na tyle ile dało się to zorganizować na osiedlu z przełomu lat 50. i 60. Radny Marcin Wroński (klub prezydenta Krzysztofa Żuka – red.) powiedział w kontekście zabudowy górek czechowskich, że po raz pierwszy od półwiecza mamy do czynienia z projektem urbanistycznym na miarę starego LSM. Ja się z tym nie zgadzam. LSM oparła swoje działania na współpracy z mieszkańcami, włączaniu ich w życie osiedla, tworzeniu czegoś, co dziś nazwalibyśmy społeczeństwem obywatelskim. W przypadku górek czechowskich na razie mamy jeden wielki konflikt.

Os. Mickiewicza. Pierwsze bloki miały wyjścia z pokoju bezpośrednio do ogródka. Fot. Małgorzata Domagała

Jesteś dziewczyną z Tomaszowa Lubelskiego, gdzie mieszkałaś w domku jednorodzinnym i do Lublina przyjechałaś na studia w 2002 roku. Zamieszkałaś w bloku przy Alejach Racławickich.

– I byłam przeszczęśliwa. Miałam wreszcie miasto. Bo to moje osiedle w Tomaszowie było raczej nudne, niewiele działo się popołudniami. A tu trafiłam od razu do centrum. Lubiłam dźwięk ulicy, nie przeszkadzał mi hałas karetek pogotowia. Ja się czułam może nie od razu jak w Nowym Jorku, ale tak mniej więcej (śmiech). Mieszkałam nad Karczmą Słupską (obecnie Bioteka – red.), w której w środy i w soboty był dancing. Dudniło strasznie, tak do godz. 23., ale ja to lubiłam. Widziałam przez okno panie w eleganckich sukniach, panów w garniturach. A w tygodniu chodziłam do Karczmy po pierogi.

Później swoje życie związałaś z Kaliną, konkretnie z Gubałówką. Powiem szczerze, a jestem chłopakiem z Kaliny, że dopiero przy okazji promocji książki dowiedziałem się, że ta część tak się nazywa.

– I nie jest to nowe określenie, mówili mi to tym sąsiedzi, że kiedyś naprawdę wystarczyło powiedzieć taksówkarzowi „poproszę na Gubałówkę” i wiedział, dokąd jechać. W prześwicie bloku przy ul. Kiwerskiego mamy zresztą nawet mural z tą nazwą.

Mural w prześwicie bloku przy ul. Kiwerskiego 3. Fot. Małgorzata Domagała

To jak ci się mieszka na tej lubelskiej Gubałówce?

– Bardzo dobrze i mówię to szczerze, nawet mimo ciasnej łazienki. Ale martwią mnie tam niektóre rzeczy, bo wyczuwam, że potrzebna jest większa troska miasta czy innych decydentów, żeby jednak zauważać, jak zmieniają się te miejsca, że znikają sklepy, kluby osiedlowe. Do niedawna był Lewiatan, ale się zamknął i teraz żeby pójść do najbliższego sklepu, trzeba pokonać spore schody.Dla starszych osób to już jest wyprawa. Całe szczęście miasto postawiło przy tych schodach ławkę, żeby seniorzy mogli odpocząć. Oczywiście ławka też spowodowała konflikt, bo niektórzy się bali, że będzie teraz hałas i picie.

Potwierdziło się?

– Rzeczywiście czasami ktoś tam siądzie z piwem, ale chyba częściej widzę, jak na ławce odpoczywają seniorzy. Nabierają sił przed pokonaniem drugiej części schodów.

– Myślałaś kiedyś o wyprowadzce pod miasto, tak jak jest to teraz modne, przykłady płyną i od prezydenta, i od radnych jego klubu.

– Tak, ale na szczęście zmieniłam zdanie. Mówię to z pełną odpowiedzialnością. Gdybyśmy się wyprowadzili, to przy naszym stylu życia i przy aktywnościach naszych dzieci znacznie więcej czasu spędzalibyśmy w samochodzie. I musielibyśmy kupić drugi, a tak na razie dajemy radę z jednym. Córka chodzi do szkoły sama pieszo, syn często jeździ sam autobusem. Nie chcę deklarować, że zostanę w tym miejscu do końca życia, ale na tym etapie mieszkanie i lokalizacja się sprawdzają.

Proces suburbanizacji postępuje, miasto co roku się wyludnia. Czemu ludzie nie chcą mieszkać w Lublinie?

– Powody są pewnie różne, ale mogę powiedzieć na swoim przykładzie. Kiedyś rzeczywiście myślałam o wyprowadzce, bo chciałam mieć własny ogródek i trochę więcej miejsca. Już mi przeszło, bo ja jednak bardzo lubię miasto i go potrzebuję. Jest mi wygodniej, kiedy mam blisko to, czego mi potrzeba.

Mówiłaś, że twoja książka jest nie tyle o blokach i architekturze, ale o ludziach, jak na przykład o pani Teresie z Tatar, która bardzo cię dopingowała do pisania. Jak się poznałyście?

– Poprzez jej córkę Katarzynę Zabratańską, która wytłumaczyła mi Tatary. A wraz z panią Teresą odbyłyśmy jeden z pierwszych spacerów, gdy zaczęłam pracę nad „Blokowiskami”. To jest wspaniałe, że ludzie mają tyle wspomnień i chcą się nimi dzielić. Pani Teresa co jakiś czas pytała później, kiedy będzie książka, więc już nie mogłam się poddać i jej nie napisać.

I jakie są te Tatary?

– To jest dzielnica, która żyje z łatką niebezpiecznej. Wiem od agentów nieruchomości, że jak ktoś jest zainteresowany mieszkaniem, bo odpowiada mu cena, to za chwilę gdzieś tam sprawdzi, że to są Tatary i bywa, że się od razu wycofuje. To w ogóle jest jakiś mit. Podczas spacerów, zbierając materiały do książki, zawsze czułam się tam bezpiecznie i – co doceniałam szczególnie w upalne dni – tam jest fantastyczna zieleń między blokami. Najstarsza jest część „Tatary A”, według mnie najfajniejsza. Ma skalę dostosowaną do człowieka, nic tam nie przytłacza. Trzymam mocno kciuku za mieszkańców dzielnicy, którzy walczą o jej rewitalizację, by jak najwięcej im się udało zrobić.

Małgorzata Domagała wraz z prowadzącym rozmowę Tomaszem Kowalewiczem podczas autorskiego spotkania o „Blokowiskach Lublina” podczas I Lubelskich Targów Książki. Fot. Krzysztof Wiejak

„Blokowiska Lublina” to nie tylko twoje opowieści, ale też bogata warstwa graficzna, zdjęciowa. Skąd brałaś fotografie?

– Część zdjęć mam z albumów rodzinnych. To na przykład zdjęcia komunijne, na których w tle widać fragment osiedla. Bardzo mi zależało, żeby w książce znalazło się zdjęcie fontanny na ZOR Zachód w jej oryginalnym wyglądzie, długo nie mogłam go znaleźć, ale w końcu udało mi się – czekało w albumie jednej z dawnych mieszkanek. Innym fantastycznym zbiorem zdjęciowym okazały się kroniki szkolne – to jest niesamowite zagłębie.

Jak po tych wszystkich spacerach, po napisaniu książki oceniasz Lublin jako miejsce do życia, miasto jako całość?

– Ogólnie dobrze, ale uważam, że lepsza mogłaby być komunikacja. Ta niestety kuleje i czasem sobie myślę, że w końcu staniemy przed koniecznością kupna tego drugiego samochodu. Bo często, gdy już gdzieś potrzebuję pojechać autobusem, kończy się w Bolcie albo idę pieszo, bo szybciej dotrę. Autobus linii 25, który wozi mieszkańców Gubałówki pod Bramę Krakowską i dalej na nowy dworzec, kursuje w soboty i w niedzielę raz na godzinę. To zdecydowanie za rzadko. Niepokoi mnie też centrum Lublina. To nie może być dzielnica tylko dla rozrywki. Mieszkaniec powinien mieć powód, żeby tu przychodzić, nie tylko na lody czy na kawę.

Brakuje ci wydarzeń?

– Nie, ale brakuje mi sklepów. Kiedyś zrobiło mi się zimno. Szłam od Alei Racławickich, Krakowskim Przedmieściem na ul. Królewską i chciałam kupić czapkę. Ale mi się to nie udało, bo nie było gdzie. Sieciowa drogeria akurat wtedy nie miała. Centrum bez sklepów nie do końca pełni swoją funkcję, szczególnie dla tych, którzy w nim żyją.

Z drugiej strony chodzą tutaj tabuny ludzi, wycieczki, zachwycają się dekoracjami świątecznymi, zaraz będzie też ślizgawka.

– I jeżeli na tym poprzestaniemy, to uciekną nam ważne sprawy. Lublin jest fajnym miejscem do życia, ale musimy cały czas o nim rozmawiać i go ulepszać. Nie może być tak, że deptak jest pijalnią wódki. Trzeba wyważyć interesy restauratorów i mieszkańców, dbać o tych drugich, tym bardziej że jest ich coraz mniej. Miasto jest procesem i nigdy nie będzie takiej sytuacji, że jest wystarczająco dobrze, trzeba nad nim pracować cały czas. Dotyczy to zarówno centrum, jak i tych osiedli, które opisałam w „Blokowiskach”. Wolałabym, aby zabytki takie jak dworek Grafa czy stara szkoła przy ul. Tatarskiej nie stały puste, ale żeby wpuścić tam różne nowe funkcje, których potrzebują mieszkańcy.

Na zdjęciu głównym: Małgorzata Domagała, autorka „Blokowiska Lublina”, wydawnictwo Księży Młyn 2025. Będzie można porozmawiać z nią o książce 16 stycznia (piątek) o godz. 17 w Biotece przy Alejach Racławickich 22

Małgorzata Domagała – absolwentka historii sztuki KUL i Polskiej Szkoły Reportażu. W latach 2007-2024 dziennikarka Gazety Wyborczej w Lublinie, w której poza pisaniem o aktualnych wydarzeniach, zajmowała się tematami związanymi z architekturą, przestrzeniami publicznymi czy designem. Obecnie pracuje w Domu Słów będącym częścią Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie, gdzie jest redaktor prowadzącą czasopisma PA.RA.

16 odpowiedzi do “„Blokowiska Lublina”. Czego nas uczy architektura i planowanie przestrzenne z czasów PRL”

  1. MB pisze:

    Dzięki za polecenie książki!

  2. solą w oku mu to siedzi pisze:

    Dla Nerona z Jakubowic ta opowieść to musi być jakaś abstrakcja, albo przejaw skrajnych ciągot „komunistycznych”.
    Gdyby Netron tylko miał wystarczająco mocy sprawczej, to wszystko, co jest dziedzictwem prl, skazałby na zniszczenie jednym podpisem.
    Nic nie dałoby mu takiej satysfakcji, jak zrównanie z ziemią WSZYSTKICH osiedli powstałych za komuny, zaczynając od ZOR Zachód i od os. Mickiewicza, Słowackiego i Piastowskiego i wydanie wuzetek pozwalających na 5-krotnie „lepsze” (5-krotnie wyższy wskaźnik PUM na każdy metr przestrzeni) wykorzystanie przestrzeni.

  3. dodaję linka, bo ktoś zapomniał pisze:

    bonito.pl/produkt/blokowiska-lublina

  4. będzie niestety detroit pisze:

    Ma rację Autorka, że przynajmniej z perspektywy przechodnia przechadzka po osiedlach takich jak LSM czy ZOR-Zachód to jak spacer po mieście-ogrodzie jak gdyby wziętym z jakiejś całkowicie innej bajki, w której nie było takiego czarnego charakteru jak Detroiciarz z Jakubowic i wolnej od deweloperuchów.
    Wolę znacznie bardziej przespacerować się po LSM, niż po betonowych przestrzeniach, które Technokrata z Jakubowic wyrychtował w centrum jako „wizytówkę” Dziadogrodu, albo po zawłaszczonej przez turystów i karczmarzy starówie.
    ——–
    Rzecz jasna nawet te osiedla-ogrody w kapitalizmie podlegają procesom degradacji, jak np. masowy wynajem klitek napływowej ludności, w tym rozpasanym studenciakom czy woźnicom b0lto-dorożek zaciąganych z różnych dziwnych obszarów kulturowych, problemy z parkowaniem wskutek zaorania mpk, co prowadzi często do gettoizacji.
    Nawet najlepsze projekty rzadko kiedy są w stanie wytrzymać zderzenie z kapitalizmem.

  5. Mieszkañcy Czechowa pisze:

    PRL to nasza Ojczyzna.
    O tym się dziś nie mówi:
    – Polska uzyskała najlepsze w swojej historii granice. Zlikwidowane zostało państwo pruskie, szkodzące Polscy od XVII wieku. Było to ważne nie tylko dla Polski, ale i całej Europy;
    – nastąpiło sprawne zasiedlenie i zagospodarowanie Ziem Zachodnich od Karkonoszy po Świnoujście i jednolitość etniczna;
    – zostaje dokonana odbudowa zniszczonych wojną miast, zarówno dużych: Warszawy, Wrocławia czy Gdańska, jak i mniejszych, po czym nastąpiła ich rozbudowa z budownictwem mieszkaniowym i infrastrukturą;
    – następuje poważny wzrost przemysłu, m.in. dziedzin. których przedtem nie było. Zbędne jest mówić o rozwoju przemysłu stoczniowego i motoryzacyjnego, ale także elektroniki, chemii i przemysłu lekkiego;
    – dokonano znacznej rozbudowy infrastruktury kraju: sieć drogowa i siłowa (linie elektryczne), telekomunikacja, służba zdrowia (szpitale i sanatoria), szkolnictwo powszechne (budowa szkól) i wyższe;
    – w rolnictwie, mimo jednostronności i uchybień, starano się zrobić ile się dato, m.in. w zagospodarowaniu PGR i usuwaniu terenów odłogowych, które się obecnie mnożą.
    – krytykując ograniczenie wolności politycznej w PRL uznać trzeba stan bezpieczeństwa publicznego, mniejsze ilości nadużyć, kradzieży i zabójstw niż obecnie. Stan wojenny zapobiegł formie rewolucyjnej i umożliwił stopniowe wprowadzanie zamian ustrojowych;
    – odbudowa i rozwój kraju byty dokonywane z wykorzystaniem siły roboczej w warunkach pełnego zatrudnienia (ZEROWE BEZROBOCIE);
    – zlikwidowano klasowy podział społeczeństwa;
    – zlikwidowano analfabetyzm;
    – chłopstwo dostało bezpłatnie ziemie jaśniepaniczów i mogło bezpłatnie kształcić swoje dzieci na uniwersytetów
    , co za Sanacji było zarezerwowane dla burżuazji

  6. awanturnictwo to domena młodych pisze:

    „Niebezpieczność” dzielni miała przyczynę głównie w dużej liczbie/dużym odsetku młodych (w wieku 16-25) samców.
    Kiedy dorastały wyże demograficzne (1-szy z l. 50-tych – w l. 70-tych, 2-gi z l. 80-tych na pocz. XXI w.) wszędzie można było dostać w mordę za „nieodpowiednią” fryzurę, za niestandardowe ciuchy, za „krzywe” spojrzenie, za cokolwiek.
    Takie są realia praktycznie wszędzie.
    Wkrótce w Dziadogrodzie będzie wszędzie spokojnie, bo średnia wieku populacji przekroczy 50 lat, a człowiek po 50 jest z natury raczej mało awanturujący się.
    No chyba, że neolib postanowi ożywić ten marazm i ściągnie masowo wkładkę z importu, żeby było czym zapełnić kurniki deweloperskie i żeby miał kto robić na kapitalistów.

  7. Lublinianin pisze:

    Ostatnie ćwierć wieku to kompletny upadek urbanistyki w tym mieście

  8. Mieszkancy Czechowa pisze:

    @Lublinianin

    Nie jęcz hejterze. Nie podoba się Lublin to wynocha stąd.

    Bez odbioru…

  9. Mieszkancy Czechowa pisze:

    Lublin jest wskazywany jako najlepiej zaprojektowane duże miasto w Polsce:

    1. Wyjątkowo klarowny, wielowarstwowy układ historyczny

    Lublin wyrósł z dobrze zachowanego średniowiecznego układu urbanistycznego:

    wyraźny podział na Stare Miasto, Śródmieście i XIX-wieczne dzielnice

    brak zniszczeń wojennych = naturalny rozwój bez traumatycznej odbudowy

    zachowane ośrodki dawnego przedmieścia: Kalinowszczyzna, Czwartek, Wieniawa

    Układ centrum przez wieki nadbudowywał się, ale nie chaotycznie – to jedna z rzeczy, które eksperci urbanistyki bardzo cenią.

    2. Logiczna, promienista sieć głównych tras

    Lublin ma wyraźny system promienisto-obwodnicowy:

    Aleje Racławickie – główna oś zachód-centrum

    Długa / Mełgiewska – oś wschód

    Nadbystrzycka – oś południowa

    Sławinkowska – oś północna

    Obwodnice i arterie zbiorcze tworzą uzupełniający pierścień

    Jak na miasto o tak trudnym ukształtowaniu terenu (wąwozy, skarpy) – sieć drogowa jest wyjątkowo logiczna.

    3. Duże, spójne tereny zielone wplecione w tkankę miasta

    To często podawany powód, dla którego Lublin jest chwalony przez urbanistów:

    Dolina Bystrzycy – ogromny klin zieleni dzielący i przewietrzający miasto

    parki i wąwozy łączące się w system korytarzy ekologicznych

    brak nadmiernego dogęszczania tam, gdzie powinna pozostać zieleń

    W efekcie miasto ma unikalnie ciągły i naturalny system terenów zielonych.

    4. Harmonijny rozwój dzielnic z XX wieku

    Dziesiąta, LSM, Wieniawa czy Czechów to przykłady dzielnic:

    z czytelnym układem osiedli (często wzorcowo zaprojektowanych, jak LSM)

    z dużymi odległościami między blokami i mądrze planowaną zielenią

    z sensownym rozmieszczeniem usług blisko mieszkańców

    LSM jest do dziś uważane za jedne z najlepiej zaprojektowanych powojennych osiedli w Polsce.

    5. Rozwój nowych dzielnic w duchu „miasta kompaktowego”

    W ostatnich latach Lublin stara się:

    zagęszczać istniejącą zabudowę zamiast rozlewać się podmiejską zabudową

    rozwijać transport publiczny (w tym trolejbusy – unikat na skalę kraju)

    rewitalizować kwartały bliżej centrum zamiast przesuwać akcenty dalej na obrzeża

    Nie wszystko działa idealnie, ale kierunek jest bardziej zrównoważony niż w wielu innych polskich miastach.

    6. Relatywnie mały poziom chaosu przestrzennego

    Lublin, w porównaniu z wieloma innymi dużymi miastami, ma:

    mniej przypadkowej zabudowy jednorodzinnej „gdzie popadnie”

    mniej drastycznego rozlewania się miasta

    mniejszy udział „patodeweloperki” w centrum (choć oczywiście nie zero)

    Brak gwałtownej powojennej odbudowy i bardziej stabilne planowanie przestrzenne pomogły uniknąć skrajnego rozproszenia.

    Podsumowanie

    To, że urbanistyka Lublina uchodzi za najlepszą w Polsce, wynika z połączenia:

    naturalnego, wielowiekowego układu

    spójnych powojennych dzielnic

    wyrazistego systemu zieleni i dolin

    relatywnie uporządkowanej polityki przestrzennej

    Miasto w skali kraju wyróżnia się właśnie harmonijnym rozwojem i brakiem ekstremalnych patologii przestrzennych.

  10. krótki przewodnik po kapitalistycznej urbanistyce pisze:

    Najważniejsze osiągnięcia dewelo-urbanisty 700-cia:
    – dewelo-getto Węglin Płd. – betonowa dżungla praktycznie pozbawiona zieleni z tragicznym skomunikowaniem i z najdroższą, już przepełnioną szkołą bez boiska; dziadowska architektura; jedyny plus to bliskość Starego Gaju;
    – dewelo-getto Betonik – jw. z tą różnicą, że dojazd jest trochę lepszy; ukoronowaniem tej urbanistyki byłoby rozDziobanie zach. wierzchowiny GCz., ale można mieć nadzieję, że koniec manii kurnikowej zniweczy te plany;
    – Lubelski Układ K0wloon przy Północnej – koszmarna architektura i niesamowite zagęszczenie tuż przy ruchliwej trasie; na plus: dobre miejsce dla biurw, które mogą dojść do swoich bezsensownych miejsc „pracy” na pieszo;
    – wydanie zgody na „zagospodarowanie” skwerów przy Krańcowej oraz przy Racławickich oraz na snobistyczny pasujący tam jak pięść do nosa wieżowiec przy pl. Teatralnym – dowód na to, że w Dziadogrodzie nawet starsze, dobrze zagospodarowane dzielnie nie mogą czuć się bezpiecznie, bo dewelo-banda ciągle czai się, żeby zawłaszczyć takie przestrzenie.

  11. . pisze:

    Nie zapominaj o „zagospodarowaniu” terenu przy markecie Aldi na Tatarach, który stał się parodią wyrażenia „skwer” w języku polskim.
    Przy skrzyżowaniu Metalurgicznej/Grygowej też powycinano jakieś drzewa, choć ciężko powiedzieć, do kogo należy teren, bo w chorej Polsce musisz płacić za dostęp do księgi wieczystej.

  12. . pisze:

    Fajnie przypomnieć też kłamstwa ZTM z marca 2023.
    „Zmiana przydziału taboru
    _
    Na tygodniu zostanie zwiększona obsada pojazdów przegubowych, które obsłużą dodatkowo wybrane kursy linii nr 2, 5, 14, 15, 18, 20, 39, 40, 42, 45 i 55.”
    _
    Mamy prawie 2026 rok i na takiej linii 5 ANI RAZU nie widziałem jeszcze przegubowego autobusu.
    Ale ciemnogród łyknął.

  13. . pisze:

    Artykuł Spotted Lublin z listopada 2023.
    _
    „nowa linia 71 zostanie uruchomiona na na trasie os. Widok – Zana – Nadbystrzycka – Diamentowa – Zemborzycka – Herberta – Wyścigowa – Inżynierska – Diamentowa – Nadbystrzycka – Zana – os. Widok.”
    _
    Mam pytanie do innych, czy ktoś z Was widział domniemaną linię 71 na ulicach Lublina?

  14. . pisze:

    Linia 27 – miała kursować po otwarciu dworca i gdzie ona kûrwa mać jest?
    _
    „(…) dla zapewnienia połączenia nowych osiedli na Wrotkowie oraz ul. Diamentowej ze Śródmieściem, nowa linia 27 z ul. Poligonowej nie będzie kończyła trasy na Dworcu Lublin, tylko podążać będzie dalej do pętli ul. Żeglarskiej przez Krochmalną, Diamentową i Zemborzycką
    _
    MOGĘ poszukać kolejnych perełek z 2023 roku.
    Na pewno 154 miało też dojeżdżać do Choin. Zerkam na rozkłady i nadal końcowy „Chodźki-Szpital”, a nie kûrwa Choiny.
    Macie swój projekt siatki w odpowiedzi na wnioski złożone w czasie konsultacji.
    Trzeba koniecznie przypominać te kłamstwa.
    Ktoś tu się śmiał z miasta Koszalina, ale naprawdę takie male miasto może mieć naprawdę dużo lepiej niż miasto wojewódzkie.
    I rządzi tam Platforma.
    Tu też rządzi Platforma, ale mentalnie PiS, więc nie musicie nawet wołać PiS o przejęcie rządów w Lublinie.

  15. niezdecydowany czytelnik pisze:

    Moglibyście zamieścić jakiś krótki fragment książki, żeby można było poczuć, czy jest warta zakupu.

  16. . pisze:

    „. pisze:
    10 grudnia 2025 o 14:15
    Linia 27 – miała kursować po otwarciu dworca i gdzie ona kûrwa mać jest?”
    _
    Już bot żuka/fulary to wykorzystuje, co było do przewidzenia i pod nowszymi artykułami zmyśla sobie linie, których nie było nigdy w planach.
    Teraz przez pół roku się będzie powtarzać jak z rzekomo punktualnością w Koszalinie.
    W Choroszczy są jeszcze miejsca. Dojazd do samego Białegostoku nie jest trudny, a z Białegostoku już tylko kilka kilometrów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy

Brak polecanych postów.