5 minut czytania • 07.07.2026 11:21
Astronomiczna strata MPK Lublin. Spółka przekonuje, że tak naprawdę ma zysk
Udostępnij
Prawie 72 mln zł straty miał w zeszłym roku miejski przewoźnik. To aż o 28 mln zł więcej niż rok wcześniej. Spółce udało się zatrzymać kryzys kadrowy wśród kierowców, wyraźnie wzrosła też liczba wozokilometrów, choć to tylko powrót do sytuacji sprzed pandemii.
Chcesz prawdy o decyzjach urzędników, a nie wygładzonego PR-u? Wydajemy papierowy „Jawny Lublin”! Dorzuć się: zrzutka.pl/z/drukujemyjawnylublin
Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Lublinie opublikowało właśnie sprawozdanie ze swojej działalności w 2025 roku (dokument można znaleźć na końcu tekstu). Z perspektywy pasażera jeden z najważniejszych parametrów, czyli liczba tzw. wozokilometrów, znacznie się poprawił. Wzrosła też liczba kierowców. Jednak rzut oka na finanse spółki ujawnia potężne tąpnięcie. Rolą miejskiego przewoźnika nie jest oczywiście zarabianie, ale stratę pokryjemy z naszych kieszeni. Zresztą nie pierwszy raz w ostatnich latach. I wygląda na to, że nie ostatni.
Strata, która bije po oczach
Najbardziej alarmującym punktem rocznego sprawozdania jest wynik finansowy spółki. W 2025 roku MPK Lublin odnotowało stratę netto w astronomicznej wręcz wysokości – 71,8 mln zł. Dla porównania Port Lotniczy Lublin, w który miasto ma ok. 51 proc. akcji, zeszły rok skończył stratą 42 mln zł. Miejski przewoźnik, który jeszcze w 2021 roku był na plusie (3,1 mln zł), od tamtej pory systematycznie nurkuje pod kreską. Zeszły rok pobił po tym względem niechlubny rekord z 2023 roku, kiedy spółka miała „jedynie” 58 mln zł na minusie.
W finansach uwagę zwracają jeszcze dwie rzeczy: MPK miało nieco mniejsze przychody (spadek o 2,2 mln zł w ujęciu rocznym), ale znacznie wzrosły koszty prowadzonej działalności osiągając 277,4 mln zł. To o 25 mln zł więcej niż rok wcześniej. Zarząd spółki na czele z Bogdanem Kołciukiem (jego roczne wynagrodzenie w MPK to 312,6 tys. zł) tłumaczy, że główną przyczyną finansowej zapaści jest niedopłata należnej rekompensaty ze strony miasta, którą w zeszłym roku wyliczono na aż 42,6 mln zł. I przedstawia swoją wersję wyliczeń, zgodnie z którą spółka powinna zakończyć miniony rok na plusie wynoszącym 2,9 mln zł. – Strata netto w kwocie 71,8 mln zł wynika z braku możliwości ujęcia w kalkulacji wyniku finansowego wpływów z tytułu dokapitalizowania – wyjaśnia prezes Kołciuk.
Ratunkiem dla MPK Lublin, które ma podpisaną z miastem 10-letnią umowę na usługi komunikacji, są skomplikowane operacje kapitałowe, polegające na umarzaniu starych i ustanawianiu nowych udziałów przez jedynego właściciela spółki, czyli gminę Lublin, by zasilić w ten sposób kapitał zapasowy. To z niego zarząd planuje pokryć ubiegłoroczną stratę. W ten sposób w zeszłym roku MPK dostało z kasy miasta 74,7 mln zł.
Kołciuk przyznaje jednocześnie, że ten rok zakończy się podobną startą. – Z uwagi na to, że model finansowania Spółki w 2026 roku nie uległ zmianie, zarząd planuje wynik finansowy na poziomie zbliżonym do roku 2025 – przekazał Jawnemu Lublinowi.
Kadrowy sukces okupiony wysoką ceną
Przez ostatnie lata MPK boleśnie zderzyło się z brakiem kierowców. Dochodziło do sytuacji, gdy musiało szukać ich w zewnętrznych firmach. Przewoźnik zdecydował się jednak przeprowadzić szeroko zakrojoną akcję rekrutacyjną, promowaną m.in. na bilbordach. I przyniosła ona pozytywny skutek: liczba etatów kierowców wzrosła w ciągu roku o 47, do 710. Pozwoliło to ograniczyć liczbę nadgodzin o ponad 33 tys., co przyniosło 2,3 mln zł oszczędności. Spadła również absencja chorobowa.
Za ten sukces spółka zapłaciła jednak wysoką cenę. Koszty wynagrodzeń wystrzeliły w 2025 roku o 11,5 proc., dochodząc do 124,3 mln zł. To efekt nie tylko większej liczby etatów, ale też presji płacowej związków zawodowych i wzrostu płacy minimalnej. Średnia pensja w spółce wzrosła do 8 002 zł.
Dzięki zwiększeniu liczby kierowców i zamówień na przejazdy ze strony Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego (to jednostka miasta, która odpowiada za organizacje publicznego transportu) MPK wyraźnie, bo aż o prawie 1 mln, zwiększyła liczbę tzw. wozokilometrów. W sumie autobusy i trolejbusy przejechały ich 18 mln 235 tys., czyli i tak mniej niż w ostatnim roku przed pandemią – w 2019 roku było to 18 mln 322 tys. wozokilometrów. Pasażerowie wciąż mogą jednak odczuwać, że pojazdów na liniach i przystankach jest mniej niż kiedyś: w 2019 roku oprócz MPK wozili nas także inni przewoźnicy (m.in. Warbus), a łączna liczba wozokilometrów wyniosła wówczas rekordowe 21,2 mln wzkm., czyli aż o 3 mln więcej niż obecnie. Przypomnijmy, że w lutym weszła też podwyżka cen biletów o około 10 proc. Decyzję o tym podjęła Rada Miasta głosami rządzącego miastem klubu prezydenta Krzysztofa Żuka (KO).
Wodorowy niewypał
Starzeją się też pojazdy, którymi wozi nas miejski przewoźnik. Autobusy spalinowe mają średnio 13,4 lata, trolejbusy prawie 10, a elektryczne i wodorowe – niecałe 4 lata. Sytuacje miał poprawić zakup dwudziestu wodorowych autobusów. Przetarg, o czym szeroko pisaliśmy, wygrała firma Arthur Bus, a kontrakt opiewał na prawie 64 mln zł (spółka miała dostać 52 mln zł dofinansowania z Krajowego Planu Odbudowy). Okazało się jednak, że zwycięska firma jest w poważnych kłopotach finansowych i złożyła wniosek do sądu o ogłoszenie upadłości. MPK próbowało jeszcze przedłużyć umowę na dofinansowanie zakupu wodorowców, by zlecenie mogli zrealizować inni producenci autobusów, ale Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na to się nie zgodził. – W momencie sporządzania niniejszego sprawozdania, należy stwierdzić z wysokim prawdopodobieństwem, że projekt nie zostanie zrealizowany – przyznaje w rocznym raporcie zarząd MPK Lublin.
Miasto znów pokryje stratę
Zapytaliśmy wiceprezydenta Tomasza Fularę (KO), czy dla miasta, jako właściciela MPK Lublin, taki wynik jest akceptowalny? Przypomnijmy, że przez 13 lat był prezesem tej spółki, a odszedł z niej do Ratusza na stanowisko zastępcy Krzysztofa Żuka czerwcu 2024 roku. Nie zerwał jednak całkowicie z firmą, bo tuż po odejściu został przewodniczącym jej rady nadzorczej (w 2025 roku zarobił z tego tytułu 70,7 tys. zł).
Fulara powtarza argumentacje Kołciuka dotyczącą braku możliwości ujęcia w wyniku finansowym wpływów z dokapitalizowania spółki. – Wynik finansowy MPK Lublin ma charakter księgowy, dlatego należy go analizować w kontekście modelu finansowania oraz rozliczania transportu zbiorowego opartego na systemie rekompensaty za świadczenie usług publicznych. Podobna sytuacja występowała również w poprzednich latach, a wykazywana strata jest corocznie pokrywana z kapitału zapasowego i nie wpływa na płynność finansową spółki – wyjaśnia wiceprezydent.
I dodaje: – Z punktu widzenia właściciela kluczowe jest zapewnienie mieszkańcom bezpiecznej i dostępnej komunikacji miejskiej. Od spółki oczekujemy działań operacyjnych, stałego poszukiwania rozwiązań zwiększających efektywność i wykorzystania dostępnych źródeł finansowania.
Wiceprezydent nie chciał porównywać sytuacji MPK Lublin z podobnymi przedsiębiorstwami w Białymstoku (wszystkie trzy miejskie spółki zajmujące się przewozami miały dodatni wynik), czy w Rzeszowie (58,5 tys. zł nad kreską). – Porównywanie wyników finansowych spółek komunikacyjnych z różnych miast bez uwzględnienia odmiennych modeli organizacyjnych i zasad finansowania nie daje miarodajnego obrazu ich sytuacji ekonomicznej i może prowadzić do błędnych wniosków – stwierdził Tomasz Fulara.




Jak te wszystkie synekury usuniecie z MPK to spółka też wyjdzie na plus.
Czym jest uzasadniona zmiana liczy kursów w wakacje czyli ich zmniejszenie?
Zysk i spółka. 😂 Jakie to są Fujary, to się wysłowić nie da kulturalnie.
Wszystko idzie zgodnie z Planem zrodzonym w głowie Skrytego Hejtera Domeny Publicznej z Jakubowic.
Epatowanie stratą (w którą to narrację wpisuje się także, świadomie czy nie, JL) sprawi, że wśród tych wszystkich, którzy nie korzystają z mpk, preferując b0lty i własne blachosmrody, wzrośnie poparcie dla działań dalszego wygaszania.
——————-
Trudno wskazać palcem jedną przyczynę takich, a nie innych wyników finansowych, ale ja widzę 4 główne dowody poszlakowe wskazujące na podejrzenie o zamiar „morderstwa” mpk z premedytacją:
1) fatalne planowanie tras, w tym głównie deficyt szybkich połączeń, które są zresztą trudne do realizacji z uwagi na motyw 2, czyli
2) bus-pasy (podobnie jak ddr-y) są rychtowane głównie jako narzędzie do wysępienia środków z UE do budowy autostrad miejskich lub/i remontów tam, gdzie są one „potrzebne” dla r0zwijania dewelo-geszeftów (główny przykład: Al. Racławickie); publika, której lata szitifakcji mpk przesadziły do aut, uważa buspasy za dopust i w takim zbudowanym pieczołowicie klimacie brak akcji do wytyczenia spójnych tras dla szybkiego, wolnego od korków zbiorkomu staje się coraz bardziej „społecznie uzasadnione”. btw – nie ma obowiązku robienia buspasów typu BUS/TAXI – jest to decyzja władzy „samorządowej”.
3) oferta bezpłatnej jazdy dla znanych grup, przedstawiona przez r0zwijacz0-wygaszacza początkowo w obawie o możliwość konieczności oddania sterów folwarku po wysypie afer w latach 2015-2018, z czasem zyskała nową funkcję w postaci dalszego zatopienia finansu mpk.
4) dobór taboru – wybierane są coraz bardziej anty-ekonomiczne rozwiązania, np. zamiast spięcia trakcji szelkowozów w całość, nagle idą zamówienia na baterio- i wodoro-plebsowozy.
5) robione są rozwiązania, które można podejrzewać o zamiar dalszej degradacji siatki połączeń, jak np. stworzenie fejkowego Hubu mpk obok Miernopolitalnego, który co prawda że pogorszył jakość komunikacji miejskiej i podmiejskiej, ale za to pozwolił wydrenować budżet miasta-wydmuszki na równowartość 5 lat dofinansowania mpk.
—————
PS. Porównanie strat aeroportu ze stratami mpk jest cokolwiek strzałem w płot, bo to pierwsze służy 2 rzędy wielkości mniejszej klienteli i nie reprezentuje transportu esencjonalnego.
@Anonim
Po co wklejać takie anty-matematyczne slogany?
Owszem, na ścierwie pozostałym z mpk pasie się grupka Zasłużonych dla r0zw0ju, ale w kapitalizmie jest to normą, że promotorzy „prywatnej inicjatywy” są nagradzani synekurami.
1 czy 2 mln na poczet synekurzarzy nie zmienia rachunku w żadnym istotnym stopniu.
To jest argumentacja z drugiej strony tej samej beczki, że „podwyżki płacy minimalnej zatapiają finanse spółek miejskich”, podczas gdy Ubogacacz nie waha się ani chwili, kiedy „zajdzie potrzeba” wyszastania na szybko kilkudziesięciu mln na wyrychtowanie kanalizacji burzowej pod nowe apartamĘty.
Problem nr 1 leży w tym, że powołani przez Wroga Domeny Publicznej synekurzarze działają wg. algorytmu zmierzającego do zaorania komunikacji publicznej.
@12:37
Uzasadniona koniecznością referendum. Ruszyć důp y i zbierać podpisy!!!!
PS. W Lęborku już najprawdopodobniej nie uświadczysz złoma Jelcza. A w dużym mieście (Żukoland) zdychasz w upały……
Prezesom i członkom zarządu należy obniżyć wynagrodzenia a wtedy MPK odzyska płynność finansową
@Gg
Następny, który uważa, że poprzez zaoszczędzenie 2 mln wydawanych na grono parasajtów wynik minus 70 mln wyjdzie na plus.
Nic dziwnego, że przy takim poziomie „krytyki” rodem z broszur K0nfy Ferajna r0zw0j0wa wygrywa wszystkie wybory.
Jestem obecnie nad Bałtykiem i chyba na każdej głu piej ulicy widzę jakieś rośliny i nasadzenia drzew. Nawet deptak ma wiele więcej roślin i drzew niż lubelski. Ale tu nie ma żuka. Tu powiew lubelskiego beznadziejnego powietrza nie dociera. Wszędzie gdzie nie ma wyrobów ratuszowo-lubelskich nie patrzy się na miasto jak tylko na dewelo-kurniki. Nawet autobusy ładniejsze po okolicy jeżdżą. W Żukogrodzie mew nie słychać, ale cały czas słychać kosiarki. Tutaj tego problemu nie ma.
_
Maćki ratusza nie sięgają północy kraju, są ograniczane
Celem strategii szitifikacji mpk jest wykazanie „plebsowi”, że „tylko prywatna inicjatywa ma ekonomiczny sens”.
Ta strategia już po kilku latach wdrażania przynosi sP0dziewane przez neolib efekty – ulice Dziadogrodu zaroiły się od b0ltowozów, do których nie trzeba dopłacać.
Są też szybsze (m.in. przez korzystanie z b0lto-pasów)i niewiele droższe dla pasażera względem plebsobusów.
Systemowy outsourcing transportu miejskiego do korpo-taxi zaczyna jawić się jako proces racjonalny w ramach dewelo-ekonomii, którą znaczna część populacji Dziadogrodu przyjmuje jako determinantę efektywności.
Dewelo-ekonomia opiera się na tym, że liczy hajsy, a ignoruje realne nakłady ludzkie i materiałowe.
Np. fakt, że 1 kierowca mpk przewiezie 10-20x tyle pasażerów co b0ltowoźnca nie wlicza się do rachunku, albo wręcz wlicza się negatywnie, bo podczas gdy 1 kierowca mpk najmie jeden kurnik, a 20 bolt0woźniców potrzebuje co najmniej 5 kurników do zamieszkania.
Dalej – 1 kierowca mpk pobiera płacę regulowaną + nabiera prawa do świadczeń (neolib tego nienawidzi), podczas gdy to, ile zarobi b0ltowoźnica (często mniej niż minimalna krajowa po odliczeniu najmu b0ltowoza) reguluje tylko Niby-Niewidzialna Ręka, wspierana jednak aktywnie przez agendy neolibowe, które, oprócz zszitowienia zbiorkomów, szeroko otwarły wrota na zdesperowaną siłę roboczą z Południa i ze Wschodu.
Zakorkowane autostrady śródmiejskie to tylko objaw tej filozofii ubogacania cfaniaków i uspołeczniania kosztów.
Czy nadal autobusy w Koszalinie chodzą jak w szwajcarskim zegarku?
Rodzina na swoim
Czym się małtwcie z MPWiK zabiołą kasę z zysku i pokłyją częściowo stłaty jak co łoku.
2029 nowa władza a nie PO.
Jak to jest ze firma która przynosi straty ma wyższa średnia wynagrodzeń niż np pracownicy Mpwik którzy wyrabiają zysk który pokrywa długi innych spółek?
Już dawno powinni odwołać ten kolesiowski zarząd. To wstyd dla Lublina.
W CfaniaK0grodzie jedyny wstyd to nie mieć wypchanego portfela. A czy ten portfel będzie wypchany środkami z publicznej kasy (jak to jest najczęściej), czy ze złupionych prywatnie leszczy – to już nie ma żadnego znaczenia.
Dziękuję za ten tekst. Sama zastanawiam się, jak to możliwe, że dane finansowe są tak sprzeczne. Przydałoby się więcej jasności w tej kwestii.