6 minut czytania • 29.11.2025 16:29
Ani autobusów na wodór, ani pensji. Arthur Bus niczego już nie wyprodukuje
Udostępnij
W sądzie jest wniosek o upadłość, a Państwowa Inspekcja Pracy wreszcie zajmuje się brakiem wypłat dla załogi. – Ludzie mają kredyty do spłacenia, rodziny do utrzymania, święta się zbliżają. Na miejscu Niemców natychmiast bym tu przyjechał i wypłacił przynajmniej część pieniędzy – mówi jeden z pracowników Arthur Bus.
Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.
nr konta: 71 1090 2590 0000 0001 4947 2615
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
paypal: kontakt@fundacjawolnosci.org
Małgorzata Korba, regionalny rzecznik ZUS, nie ujawnia czy przez ostatnie miesiące spółka Arthur Bus odprowadzała składki na ubezpieczenie społeczne swoich pracowników. – Mogę natomiast zapewnić, że przy planowaniu kontroli bierzemy pod uwagę sygnały o potencjalnych nieprawidłowościach u płatników składek.
Swój zakład produkcyjny Arthur Bus ma w Lublinie, na terenie dawnej Fabryki Samochodów Ciężarowych. To właśnie stąd na ulice polskich miast miały wyjeżdżać autobusy wodorowe. Taki był plan niemieckiego właściciela spółki, czyli ARTHUR BUS GmbH. W to przedsięwzięcie kilka lat temu zainwestował biznesmen Gerhard Mey – jeden z najbogatszych Niemców. Razem z Philippem Glonnerem założyli motoryzacyjny startup, który miał podbić rynek miejskiej komunikacji.

Za polską część projektu odpowiada jako członek zarządu Arthur Bus i dyrektor techniczny Rafał Słomka, absolwent Politechniki Lubelskiej z doświadczeniem w spółce Ursus. W reanimowanej w 2011 r. fabryce ciągników rolniczych Słomka zaczynał jako konstruktor. – Pamiętam go z tego czasu, był dobrym konstruktorem. Potem awansował – mówi nam jeden z byłych pracowników Ursusa i Arthur Bus. Zaraz jednak dodaje, że z późniejszego okresu o szefie dobrego zdania nie ma. Nie przebiera w słowach. Jedne z tych grzeczniejszych to: – Na prowadzeniu biznesu się nie zna.
Rafał Słomka nie odbiera od nas telefonów. Nie odpowiedział także na sms-a z prośbą o kontakt.
Inspekcja pracy i upadłość
W tym tygodniu wniosek do Sądu Rejonowego Lublin-Wschód wpłynął wniosek o ogłoszenie upadłości spółki. Ale w złej kondycji jest nie od dziś. W 2024 roku zanotowała stratę na ponad 19 mln zł, rok wcześniej było to 6,6 mln zł na minusie. Pracownicy zakładu w Lublinie – jest ich około 40 – nie dostali pensji za październik.
– Ludzie mają kredyty do spłacenia, rodziny do utrzymania, święta się zbliżają. Na miejscu Niemców natychmiast bym tu przyjechał i wypłacił przynajmniej część pieniędzy – mówi nam jeden z zatrudnionych w Arthur Bus.
Inny, który już tu nie pracuje, bo nie została mu przedłużona umowa, nie może się doprosić wydania świadectwa pracy. Zaległych pieniędzy także.
– Najprościej jest wysłać ludzi na postojowe i tak ich zostawić bez pieniędzy – narzeka kolejny.
O swojej sytuacji piszą na popularnym portalu Gowork.pl. Można tam też znaleźć apel i ogłoszenie. „Zespół Zorganizowanej Grupy Wierzycieli” informuje, że „przygotowywany jest pozew zbiorowy wierzycieli przeciwko zarządowi jak i właścicielom, którzy oszukali i dokonali malwersacji na wielką skalę.”
W czwartek pracownicy zostali zaproszeni na spotkanie z Rafałem Słomką. MIało się odbyć w piątek, ale nie doszło do skutku. Od członków załogi słyszymy, że zostało przesunięte – aż zakończy się kontrola w firmie inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy.
Katarzyna Fałek-Kurzyna, rzeczniczka prasowa PIP w Lublinie przyznaje, że wpływały skargi od pracowników. Ale spółka nie jest zarejestrowana w Lublinie więc te sygnały były odsłane do Wrocławia. – Tam spółka została poproszona o przedstawienie dokumentów pracowników. Odpowiedziała, że znajdują się one w Lublinie. Dlatego sprawa wróciła z Wrocławia do Lublina i podejmujemy działania kontrolne – wyjaśnia Fałek-Kurzyna.
„To nie są złe autobusy”
– Zaczynaliśmy jeszcze w 2021 roku, pracowaliśmy nad prototypami – mówi nam były pracownik spółki. Wtedy właśnie otworzyła zakład w Lublinie. Miejsce, czas i pomysł nie były przypadkowe. Polskie samorządy zaczęły stawiać mocno na ekologiczny transport publiczny, bo mogły liczyć na wysokie rządowe dotacje na zakup takiego taboru. Lublin sam siebie nazywa (i jest to prawda) polskim liderem ekotransportu. W Lublinie była też kadra – absolwenci Politechniki Lubelskiej i inżynierzy z upadłego w 2021 r. Ursusa, którego jedna ze spółek-córek (Ursus Bus) produkowała autobusy.
Prototyp z lubelskiej fabryki nie tylko prezentował się pod Centrum Kultury czy na deptaku, ale też jeździł po innych polskich miastach. Kraków, Gdańsk, Wrocław – wszędzie tam Arthur Bus chwalił się gotowym produkt i przekonywał, że jest w stanie dostarczyć na czas pojazdy dobrej jakości.
– To nie są złe autobusy. Mogę nawet powiedzieć, że są całkiem niezłe. Naprawdę chłopaki na produkcji się postarali – mówi osoba, która kilka miesięcy temu odeszła z Arthur Bus. Dziś uważa, że zrobiła to z idealnym momencie. – Latem było już widać, że dzieje się coś złego. Mieliśmy produkować autobusy, a części nie przychodziły. Praca stała – opowiada.
Arthur Bus nie wszedł na rynek z takim impetem, jak przewidywali właściciele firmy. Pierwsze trzy wodorowce kupił Świdnik za 12 mln zł. W kwietniu tego roku MPK Lublin podpisało umowę na 20 pojazdów za blisko 64 mln zł. I na tym koniec. Więcej wygranych przetargów w Polsce Arthur Bus na koncie nie ma.
– Były jeszcze trzy pojazdy dla jednego z niemieckich miast. Jeszcze niedawno w hali stały te pojazdy. Miały już położone podłogi, hydraulikę i wklejone szyby – opowiada były pracownik.
Przez okno hali produkcyjnej przy ul. Narzędziowej można dostrzec stojący pod ścianą szkielet wodorowca produkowanego dla MPK Lublin. To pierwszy z 20 zamówionych przez miejskiego przewoźnika. Miał być gotowy do końca roku. W hali stoi też autobus kupiony przez Świdnik. – Pewnie przyjechał na serwis – słyszymy.

Problemy Arthur Bus to też problemy MPK Lublin. Przewoźnik nie dostanie zamówionych pojazdów (wszystkie miały zostać dostarczone do końca marca 2026). Może też stracić 64 mln zł dotacji z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.
Tomasz Fulara (KO), zastępca prezydenta Lublina: – Szukamy innych rozwiązań, gdyby się okazało, że faktycznie ta upadłość zostanie ogłoszona i dojdzie do likwidacji spółki. Szukamy rozwiązania takiego, które da nam możliwość skorzystania i z tego dofinansowania, i z możliwości zakupu tych pojazdów.
Chodzi o to, by MPK Lublin mogło ponownie ogłosić przetarg i wyłonić nowego dostawcę pojazdów. Kłopotem są tu terminy, bo dotację trzeba rozliczyć a projekt zamknąć do końca czerwca 2026.
Lublin i Świdnik to za mało, by się opłacało
Czemu wodorowy biznes w Lublinie się nie udał? Jacek Werder przedsiębiorca i analityk w temacie odnawialnych źródeł energii ocenia, że Arthur Bus chciał osiągnąć sukces na fali wodorowej rewolucji, która w Polsce się jednak nie udała. Krajowy rynek takich autobusów jest bardzo mały i uzależniony od przyznawanych samorządom dotacji.
„Arthur Bus miał tylko jeden kontrakt – MPK Lublin. I to prawdopodobnie z ceną, która zostawiała minimalną albo żadną marżę. Firma nie miała zasobów ani motywacji, żeby inwestować w ludzi, sprzęt i pełne uruchomienie produkcji dla pojedynczego zamówienia” – ocenia Werder na Linkedin. Jego zdaniem niemiecki inwestor nie widział biznesowego sensu w inwestowanie w fabrykę w Lublinie.
W przetargu na 20 pojazdów, w którym Arthur Bus wygrał ceną 64 mln zł z, brały udział jeszcze dwie firmy. To Solaris Bus & Coach oraz PAK-PCE Polski Autobus Wodorowy. Obie oczekiwały ponad 77 mln zł.
Na zdjęciu: Hala Arthur Bus na terenie dawnej Fabryki Samochodów Ciężarowych i wnętrze hali (Fot. sko)



