Udostępnij
Machina już ruszyła. W urzędzie podlegającym marszałkowi pracę ma stracić kilkanaście osób. – Dyrektor pozbywa się niewygodnych osób – komentują związkowcy. Szef instytucji tłumaczy: – Do związków należy 80 proc. pracowników.
– Atmosfera jest fatalna. Praktycznie każdy teraz bardzo intensywnie szuka nowej pracy. Nie wiadomo, co się może wydarzyć. Nie wiadomo, czy jak nie spodobasz się dyrektorowi, to nie zostaniesz zwolniony – mówią pracownicy Wojewódzkiego Biura Geodezji i Urządzania Terenów Rolnych w Lublinie.
To urząd podlegający marszałkowi województwa Jarosławowi Stawiarskiemu (PiS), zatrudnia ponad sto osób. Kojarzony z Solidarną Polską dyrektor WBGiUTR Marek Banach już jakiś czas temu zarządził zwolnienia grupowe. To rzecz w samorządach i podlegających im instytucjach szalenie rzadka. – A jednak z dnia na dzień zatrudnienie tracą teraz ludzie pracujący po kilkanaście lat i mający rodziny na utrzymaniu – narzeka jeden ze związkowców.

Bo na pensje brakuje
Łukasz Syska, kierownik referatu promocji usług i analiz Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie przyznaje, że dyrektor zgłosił zwolnienia grupowe. W myśl pisma z 12 września br. urzędnicy już mieli dostawać wypowiedzenia, a same zwolnienia mają nastąpić ostatniego dnia grudnia.
– Zwolnieniem grupowym, na podstawie zgłoszenia, które wpłynęło do MUP w Lublinie, objętych ma być 12 pracowników – informuje Syska.
Oficjalnym powodem zwolnień jest sytuacja finansowa WBGiUTR. W kasie w kolejnych latach ma zabraknąć 1 mln złotych na pensje. Dyrektor Banach stanął przed wyborem: albo wszystkim zatrudnionym obniżyć wypłaty, albo zwolnić kilkanaście osób. – „Ograniczenie płac byłoby karą dla dobrych pracowników” – pisał do zarządu województwa, a nam tłumaczył, że państwo przeznacza za mało pieniędzy na scalanie gruntów.
Pikanterii sprawie dodaje fakt, że zanim dyrektor zaczął zwalniać, to zatrudniał. W roku 2023 i 2024 WBGiTR ogłosiło 14 konkursów na wolne stanowiska pracy chcąc zapełnić 15 etatów.
– Wszystkie rekrutacje były zasadne, ponieważ wynikały z powstałych wakatów i potrzeb jednostki w zakresie realizacji zadań – zapewniał nas Banach.
Niewygodni na bruk?
Tymczasem związkowcy zwracają uwagę na kilka spraw. – Zgłoszenie do urzędu pracy wskazuje, że zwolnionych ma być 12 osób, a tymczasem jest ich 13. Wszyscy to członkowie związków zawodowych. 12 osób należy do „Solidarności”, a jedna do Związku Zawodowego Pracowników WBGiUTR w Lublinie. Do niedawno jeszcze była w „Solidarności” – mówi nam jeden z działaczy związkowych. I wskazuje, że zwolnienia mają służyć pozbyciu się niewygodnych pracowników.
– Jeżeli powodem są kłopoty finansowe, to czemu pan dyrektor nie zaproponował programu dobrowolnych odejść? Czemu nie rozmawiamy o tym, aby zaoszczędzić pieniądze na premiach? Czemu tego brakującego miliona nie może przekazać zarząd województwa, aby utrzymać zatrudnienie? Tak już w przeszłości się działo i chodziło w sumie o 9 mln złotych – stawia pytania pracownik.
Dziwi go też fakt, że najpierw dyrektor Banach przedstawił regulamin zwolnień (datowany na 30 sierpnia), a następnie (30 września) zmienił jego jeden z zapisów. – W ocenie naszej oraz prawników z którymi konsultowaliśmy sprawę, w takiej sytuacji cała procedura zwolnień powinna zostać powtórzona, przeprowadzona od nowa – ocenia nasz rozmówca.
– W opinii radcy prawnego procedura nie musi być przeprowadzana ponownie – tak odpowiada na nasze pytania dyrektor Banach. I przyznaje: – Wszystkie osoby objęte zwolnieniami są członkami związków zawodowych. W WBGiUTR to ok. 80 proc. załogi. Finalnie zwolnienia grupowe mają objąć 13 osób.
Po pomoc do radnych
„Czy prawdą jest zaplanowane przez dyrektora Wojewódzkiego Biura Geodezji i Urządzania Terenów Rolnych w Lublinie zwolnienie grupowe jedenastu wolnych i niezależnych członków zakładowego związku zawodowego NSZZ Solidarność?”
To tylko jedno z pytań, jakie w interpelacji marszałkowi województwa stawia radny sejmiku lubelskiego Paweł Kurek (Polska 2050), do którego po pomoc zgłosili się zdesperowani pracownicy urzędu. Stąd interpelacja Kurka. – Dodatkowo wszyscy radni otrzymali pismo, w którym bardzo szczegółowo została opisana sytuacja w Wojewódzkim Biurze Geodezji i Urządzania Terenów Rolnych – mówi radny.
Odpowiedź wicemarszałka Piotra Bresia (PiS) jest obszerna – liczy aż 17 stron. Najważniejsze zdanie brzmi: „Działalność jednostki w latach 2019 – 2024 w okresie pełnienia funkcji Dyrektora przez Marka Banacha wygląda bardzo dobrze”.
Wicemarszałek rozgrzesza dyrektora ze wszelkich podejrzeń i zarzutów. Ale przyznaje, że konflikt między Banachem a związkowcami istnieje: „Z informacji uzyskanej od Pana Marka Banacha – Dyrektora WBGiUTR w Lublinie – wynika, że przeciwko czterem działaczom związkowym skierował on sprawę do Sądu Rejonowego Lublin-Zachód w Lublinie o zniesławienie i publiczne znieważenie jego osoby”.
Mobbing?
Tymczasem jedna ze zwalnianych osób poskarżyła się na możliwy mobbing w pracy. Dwa dni temu dyrektor powołał komisję, która ma wyjaśnić sprawę. Nam dyr. Banach tłumaczy, że 30 sierpnia wprowadził regulamin zwolnień, 13 września zostały wskazane konkretne osoby. – Natomiast osoba ta zgłosiła rzekome działania mobbingowe w połowie października 2024 r. – opisuje sytuację dyrektor. I wskazuje, że może to być nadużycie prawa. Przywołuje przepis Kodeksu pracy, który wskazuje, że „nie można czynić ze swego prawa użytku, który byłby sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony”.



