Wesprzyj Kontakt

8 minuty czytania  •  03.07.2025 15:43

10 lat to za mało. Prezydenci Lublina, Chełma i Puław będą mieć szansę na kolejne kadencje?

10 lat to za mało. Prezydenci Lublina, Chełma i Puław będą mieć szansę na kolejne kadencje?

Udostępnij

Jeśli doszłoby do zmiany, Krzysztof Żuk teoretycznie mógłby rządzić Lublinem nawet do 2034 roku albo jeszcze dłużej. Związek Miast Polski oraz PSL chcą zniesienia zasady dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Tamę tym zapędom może postawić Karol Nawrocki.

Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.

Krzysztof Żuk (prezydent Lublina), Jakub Banaszek (prezydent Chełma), Michał Litwiniuk (prezydent Białej Podlaskiej), Paweł Maj (prezydent Puław), Marta Majewska (burmistrz Hrubieszowa), Wiesław Muszyński (burmistrz Włodawy), wójtowie Jacek Anasiewicz (Głusk), Edwin Gortat (Wólka), Magdalena Sałek-Lewczyk (Jabłonna) czy Mirosław Żydek (Konopnica). To tylko niektórzy samorządowcy z naszego regionu, dla których – jeśli nic się nie zmieni – obecna kadencja będzie ostatnią. Bo wprowadzony przez PiS w 2018 roku przepis ograniczał do dwóch liczbę którą może sprawować ta sama osoba w samorządzie.

Ale część samorządowców, a ostatnio także działacze PSL, ruszyli z ofensywą w celu zniesienia tej zasady. ZMP (w jego władzach krajowych są m.in. Banaszek, Majewska i Żuk) wskazuje, że zakaz ubiegania się o więcej niż dwie kadencje jest niezgodny z Konstytucją RP. Posługują się przy tym opinią prawną prof. Krystiana Ziemskiego, która podkreśla, że wprowadzony w 2018 roku przez PiS przepis ograniczający prawa wybieralności jest możliwy tylko wtedy, gdy jest to konieczne m.in. dla bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego. Profesor zauważa także, że takie ogra­niczenia nie mogą naruszać istoty wolności i praw.

W połowie czerwca odbyło się Zgromadzenie Ogólne ZMP z udziałem 220 delegatów. Tam właśnie zapadła decyzja o podjęciu działań w kierunku zniesienia dwukadencyjności (Fot. miasta.pl)

PiS kontra prezydenci

W 2018 roku PiS tak zmodyfikowało prawo, że wójt, burmistrz, prezydent miasta może rządzić nieprzerwanie tylko przez dwie kadencje. Politycy PiS tłumaczyli, że chcą w ten sposób przeciąć lokalne układy i zależności, że chcą „nowej krwi” w samorządzie.

Przeciwnicy zmian pytali, dlaczego ograniczenie dotyczy wyłącznie samorządów, a nie np. także posłów i senatorów. Mówili, że odbiera się w ten sposób wielu osobom bierne prawo wyborcze, że to mieszkańcy mają decydować, kto rządzi w ich miejscowości.

Co jakiś czas ze strony np. Koalicji Obywatelskiej pojawiały się zapowiedzi, że przepis zostanie zmieniony i wszystko wróci do stanu poprzedniego. Nic z tego nie wyszło, bo nie było najmniejszych szans, żeby taką ustawę podpisał prezydent Andrzej Duda.

Teraz jednak ZMP, organizacja zrzeszająca 389 miast z całej Polski (z Lubelskiego jest 16), przystąpiła do ataku, a ofensywę legislacyjną chce zacząć od Senatu. Związek ma w tym wesprzeć Wadim Tyszkiewicz, senator i były prezydent Nowej Soli, którą rządził nieprzerwanie przez 17 lat. Właśnie zapowiedział powstanie własnej partii, a jednym z jego celów jest zniesienie kadencyjności. – Fundamentem silnej Polski jest samorząd, z którego powinna czerpać władza, ale rządzący nie lubią dzielić się władzą i Donald Tusk w tym zakresie nie jest inny mówi Tyszkiewicz, a w Senacie w walce o zmianę przepisów mają mu pomóc senatorowie Andrzej Dziuba i Zygmunt Frankiewicz (były prezydent Gliwic i były prezes ZMP).

Wybory w ciągu ostatnich lat pokazują, że mieszkańcy świadomie wybierają swoich włodarzy. W ostatnich wyborach samorządowych wymieniona została niemal połowa włodarzy gminnych, natomiast w wyborach parlamentarnych 23 proc. posłów. Apelujemy o równe traktowanie wszystkich osób sprawujących mandat z wyboru. Nie zgadzamy się, aby pozbawiać naszych mieszkańców ich demokratycznego prawa wyboru i decydowania o przyszłości lokalnych wspólnot samorządowych” – to fragment stanowiska ZMP.

Ludowcy dołączają do chóru

Ale stanowisko ZMP i działania Tyszkiewicza mogą być niewystarczające, by doprowadzić do zmiany. Do walki o zniesienie dwukadencyjności włączyło się PSL. 28 czerwca na Wojewódzkim Zjeździe Delegatów w Lublinie prezes tej partii i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz ogłosił: – To wspólnoty lokalne mają decydować, kto przez ile i jaki czas jest ich wójtem, burmistrzem czy prezydentem. Powinniśmy przywrócić samorządność, samostanowienie. Dać możliwość kandydowania do wszystkich organów. (…) Nie ograniczajmy możliwości kandydowania tym, którzy się dobrze sprawdzili, a odrzućmy tych, którzy się nie nadają.

Tego samego dnia Jakub Stefaniak, członek Rady Naczelnej PSL i wiceszef Kancelarii Premiera, zapowiedział złożenie przez jego partię projektu ustawy likwidującej kadencyjność w samorządach. – Chcemy naprawić to, co w czasie swoich rządów zepsuło PiS – napisał na platformie X.

Przeciw dworom i cementowaniu władzy

– Uważam, że Sejm nie powinien wycofywać się z tzw. dwukadencyjności. W przypadku Polski mamy do czynienia z dość częstą zmianą przepisów prawa samorządowego, w tym prawa wyborczego. Nie zmieniajmy przepisów, które jeszcze nie miały szansy zaistnieć. Ciągłe zmiany w przepisach obniżają zaufanie do państwa i jego instytucji – komentuje dr hab. Katarzyna Kuć-Czajkowska, prof. UMCS w Lublinie.

Prof. Kuć-Czajkowska zwraca też uwagę na inne argumenty za utrzymaniem tego przepisu – Wprowadzenie dwukadencyjności w organie wykonawczym przeciwdziała cementowaniu układów w samorządzie. Wokół burmistrzów/prezydentów utworzyły się niekiedy swoiste „dwory”, sieci zależności, koligacji, powiązań, które przekładają się na konkretne skutki dla miasta/gminy, np. rządzą deweloperzy. Potrzebny jest mechanizm, który tworzy możliwość „powiewu świeżości” w samorządzie, szczególnie tam, gdzie ta sama osoba sprawuje funkcję od wielu lat. Otworzy to szansę dla osób, które chciałyby kandydować, ale uważają, że nie ma sensu, nie mają szans na zwycięstwo wyborcze. Dwukadencyjność zapewni dopływ nowych osób, nowych pomysłów, nowej energii – tłumaczy.

A jakie zdanie na ten temat mają samorządowcy?

– Nie jestem przeciwnikiem „dwukadencyjności”, jednak taki przepis powinien być wprowadzony zgodnie z Konstytucją, a dziś (w kontekście braku kadencyjności w Sejmie) nie jest to uczciwe podejście i narusza zasadę równości wobec prawa. Co innego gdy taki przepis (jak w przypadku prezydenta) jest zapisany wprost w Konstytucji. Sam prawidłowo wprowadzony przepis o „dwukadencyjności” może pozytywnie wpływać na samorządy, powodując, że działalność samorządowców będzie intensywniejsza i dynamiczna – mówi Jawnemu Lublinowi Marcin Dmowski, burmistrz Świdnika, dla którego to pierwsza kadencja na tym stanowisku.

Jeśli sprawdzili się w samorządzie, niech idą dalej

– Kadencyjność pozwala myśleć perspektywicznie o swojej ścieżce zawodowej/samorządowej. Zostajesz wójtem/ burmistrzem/ prezydentem i masz 10 lat, aby dać się poznać jako sprawny organizator, dobry manager, po 10 latach otwierają się przed nami nowe możliwości – uważam, że potrzebujemy, chociażby w Sejmie, osób posiadających doświadczenie samorządowe, które czują potrzeby samorządów i nie są na nie obojętne. Mamy wiele postulatów, które od lat czekają na uwagę parlamentarzystów i rządu – zauważa Magdalena Sałek-Lewczyk, od trzech kadencji wójt gminy Jabłonna.

– Będą na pewno przypadki, gdzie dobrych prezydentów, burmistrzów czy wójtów trzeba będzie wymieniać z uwagi na ten przepis. Nie znaczy to, że nie będą oni mogli działać „dla społeczeństwa” w innych rolach – np. jako posłowie – zauważa Dmowski.

Wbrew pozorom jest to argument, dla którego parlamentarzyści mogą być przeciwko zasadzie dwóch kadencji. – Politycy mogą się obawiać, że popularni samorządowcy będą konkurencją dla nich w wyborach parlamentarnych – ocenia Sławomir Ćwik, poseł Polski 2050.

Negatywne skutki dwukadencyjności

Nasi rozmówcy dostrzegają też powody, które przemawiają za tym, aby ograniczenie dwóch kadencji zlikwidować.

Z drugiej strony widzę zagrożenie w dwukadencyjności – tak było w ubiegłorocznych wyborach w mojej gminie i ponad czterystu w Polsce – nie mieliśmy konkurencji. Jedni mówią, że jesteśmy sprawnymi, dobrymi włodarzami i dlatego nikt „przeciwko” nam nie startował. Z drugiej strony uważam, że ci, co chcieli startować, a nie chcieli ponieść porażki/nie byli pewni wygranej, chcą ją sobie zwiększyć, startując bez kontrkandydata w osobie urzędującego włodarza. Może to powodować sytuacje, w której realna konkurencja w wyborach będzie pojawiała się co 10 lat – zauważa wójt gminy Jabłonna.

Oczywiście znam argumenty przeciwników. Przede wszystkim, że decyzja o tym, kto zarządza społecznością lokalną, powinna należeć do suwerena – mieszkańców, którzy oceniają, rozliczają i nie trzeba im narzucać, co mają robić. Poza tym ostatnie wybory w 2024 r. potwierdziły, że w wielu miastach/gminach nastąpiła zmiana na stanowisku włodarza i dokonali tego mieszkańcy. Ponadto z punktu widzenia zasad demokracji lokalnej – władza wybierana jest lokalnie. Niemniej ważąc głosy przeciwników i zwolenników dwukadencyjności opowiadam się za pozostawieniem przyjętych przepisów prawa – zaznacza prof. Kuć-Czajkowska.

Kadencja cztero- czy pięcioletnia?

Wszyscy, których pytamy, są zgodni co do tego, że kadencja samorządowców powinna pozostać pięcioletnia. To zmiana, którą także w 2018 roku wprowadziło PiS.

– Co do długości kadencji uważam, że 5 lat to optymalna perspektywa, by można wprowadzać zmiany czy realizować wieloletnie inwestycje – szczególnie te z wykorzystaniem środków zewnętrznych z budżetu UE. Bardzo często pozyskanie środków, projekt i realizacji różnych przedsięwzięć trwa właśnie około pięciu lat – uważa burmistrz Marcin Dmowski.

– Nie ma też potrzeby zmiany długości kadencji i powrotu do 4 lat, gdyż wprowadza to niepotrzebne zamieszanie i dezorientację wyborców. Trzeba pamiętać, że wybory samorządowe są dość trudnymi wyborami dla mieszkańców, jest dużo kart do głosowania. Dodatkowe manipulowanie, które już miało miejsce w ostatnim czasie (wydłużenie kadencji władz samorządowych 2018-2024) jest niepotrzebne – potwierdza Katarzyna Kuć-Czajkowska.

Czy wystarczy szabel?

Klub Parlamentarny PSL liczy 32 posłów. W swojej kampanii wyborczej za zniesieniem dwukadencyjności opowiadał się też Rafał Trzaskowski, kandydat Koalicji Obywatelskiej, można się więc spodziewać, że propozycja zyska poparcie posłów KO (157). Do większości wciąż brakuje ok. 35-40 posłów. Czy projekt ma szansę na poparcie Polski 2050?

– Chyba nie. To jeden z nielicznych pomysłów PiS, którego nie potępiałem i może mieć pozytywny oddźwięk. Wszyscy widzimy, że w mniejszych ośrodkach ten sam włodarz od kilku kadencji to nie jest dobre rozwiązanie, bo to czasami też kwestia układów, braku lokalnych wolnych mediów, co powoduje, że ten sam włodarz długo urzęduje, i warto, aby była rotacja. Z drugiej strony dostrzegam problem, że osoba, która przestaje być wójtem, nie może być zatrudniona u lokalnych przedsiębiorców, ponieważ uczestniczyła w wydawaniu decyzji i to wyklucza ją z możliwości zatrudnienia w tych podmiotach. Poza tym politycy mogą się obawiać, że popularni samorządowcy mogą być konkurencją dla nich w wyborach parlamentarnych – zauważa Sławomir Ćwik, poseł Polski 2050.

– Są plusy i minusy tego rozwiązania, będziemy decydować po analizie na forum klubu – poseł Bartłomiej Pejo (Konfederacja) nie wyklucza poparcia dla pomysłu PSL.

Próbowaliśmy zapytać o zdanie w tej sprawie posła Michała Krawczyka (Przewodniczący Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej, KO) ale nie odbierał telefonu, nie odpowiedział na maile i sms.

W Senacie powinno pójść łatwiej. Do przegłosowania projektu wystarczą głosy senatorów PSL, Koalicji Obywatelskiej oraz koła Niezależni i Samorządni (tworzą go senatorowie Andrzej Dziuba, Zygmunt Frankiewicz i Wadim Tyszkiewicz, wszyscy są byłymi samorządowcami).

Jednak nawet jeśli uda się zbudować wystarczające poparcie w Sejmie i Senacie wokół propozycji zniesienia dwukadencyjności, to na drodze do spełnienia marzeń samorządowców może stanąć prezydent Karol Nawrocki. Trudno wyobrazić sobie, aby nie zawetował ustawy, która cofa reformę wprowadzoną przez PiS.

Oni mogą spać spokojnie

Ze spokojem na rozwój sytuacji mogą patrzeć ci samorządowcy, którzy urząd sprawują dopiero pierwszą kadencję. Należą do nich m.in. Rafał Zwolak (prezydent Zamościa), Jakub Jakubowski (burmistrz Radzynia Podlaskiego), Marcin Dmowski (burmistrz Świdnika), Krzysztof Staruch (burmistrz Kraśnika), Marian Golianek (wójt gm. Niemce) czy Paweł Jędrejek (wójt Jastkowa). W przypadku ewentualnej ponownej wygranej w wyborach w 2029 roku, zakaz kandydowania obejmie ich od 2034 roku.

Na zdjęciu głównym od lewej: Krzysztof Żuk, prezydent Lublina od 2010 roku, Jakub Banaszek, prezydent Chełma od 2018 roku i Paweł Maj, prezydent Puław od 2018 roku. fot. FB

11 odpowiedzi do “10 lat to za mało. Prezydenci Lublina, Chełma i Puław będą mieć szansę na kolejne kadencje?”

  1. Mieszkańcy Czechowa pisze:

    No i 🎸 gitara.
    Niech nasz Żuczek 👍💪rządzi do 2034r.
    Kozi Gród tedy będzie w czołówce najbardziej rozwiniętych miast w Polsce.
    Założymy się, że niejeden ma pomysł w zanadrzu by tak było

  2. Mieszkańcy Czechowa pisze:

    Żeby nie było – tego samego życzymy Prezydentowi Chełma, choć on nie z naszej bajki 🦆
    Uważni wiedzą dlaczego czujemy dużą miętę do tego miasta i zawsze już tak będzie…

  3. kronikidewelorozwoju pisze:

    To gra o pietruszkę (przynajmniej w Dziadogrodzie).
    Jeśli Duce odejdzie, to pałeczkę przejmie płynnie F00Liar, który będzie tak samo (jeśli nie lepiej) dbać o to, żeby kapitaliści mogli bezkarnie łupić to nieszczęsne miasto i zamieszkujący je „plebs”.
    ——————
    Lepiej by spróbować zdelegalizować bilbordozę „wyborczą” (czy przy okazji bilbordozę w ogóle), reklamy „wyborcze” w mediach itp. po to choćby, żeby cfaniactwo musiało stanąć z „plebsem” oko w oko podczas otwartych wieców „wyborczych”.
    ——————
    Choć wątpię, żeby nawet to było w stanie doprowadzić do erozji dominacji reprezentantów kapitalistów w „samorządach”, które w obecnej zdegenerowanej postaci najlepiej byłoby w ogóle zlikwidować.

  4. Mieszkańcy Choroszczy pisze:

    No i skandal. ❌
    Łysy nie powinien rządzić ani sekundy dłużej, żadnego zniesienia dwukadencyjności nie powinno być.
    Żukogród będzie w czołówce najbardziej zadłużonych miast w Polsce.

  5. . pisze:

    W normalnych miastach w lecie ograniczane jest koszenie do niezbędnego minimum, a tu nie ma miesiąca, aby przy Mełgiewskiej i Andersa nie pojawiali się Stihlarze z kosami spalinowymi i śmierdzącymi dmuchawami, oczywiście firmy Stihl, bo inne firmy nie istnieją.

  6. Mieszkańcy Czechowa pisze:

    Oświadczamy, że będziemy bronić dorobku Prezydenta dr Żuka, który z Koziego Grodu zrobił nowoczesną metropolię 💪👌 💪mimo wielu kłód rzucanych Mu pod nogi.
    Ludzka pamięć jest zawodna – na początku 21 wieku Lublin był zapyziałą WSAMRAŚNĄ dziurą, z której kto żyw dawał nogę. I to w podskokach.
    I jeszcze jedno – w latach 80 i 90 XX wieku jak się komuś będąc daleko powiedziało, iż się jest z Lublina to wzbudzało to politowanie i współczucie 🫣😪🫣🫣😪.
    Dziś jak się komuś mówi, że przyjechał z Koziego Grodu wywołuje to atencję i zazdrość iż z takiego fajnego pięknego miasta goszczą panią/pana….
    Mówi Wam to coś?
    Bez odbioru…

  7. Mieszkańcy Czechowa pisze:

    Znów jakaś pisowska 🦆 menda pod Nas się podszywa. Pamiętajcie, że My prawdziwi Mieszkańcy Czechowa zawsze kończymy nasze wypowiedzi frazą Bez odbioru… Nie dajcie się pisowskim 🦆 kłamstwom i manipulacji.
    Bez odbioru…

  8. betongród pisze:

    @Mieszkańcy Czechowa
    Napiszę maila do OpenAI, żeby ci zbanowali dostęp do ChataGPT za sianie dezinformacji, pseudo-doktorku. Nie zaprzykrzycie prawdy, nie zabetonujecie nam zielonych płuc Lublina

  9. Mieszkańcy Czechowa pisze:

    @betongród
    Napisz do AI o łaskę rozumu 🤯 bo masz póki co we szczątkowym stadium, żarażo jedna

  10. Frg pisze:

    Samorządowcy chcą rządów dożywotnich. Zabetonuje to sferę polityki samorządowej. I dziwić się, że w Rosji, czy Korei wieczyste rządy. Pragnienie władzy nie ma granic.

  11. LUBLINIANKA pisze:

    Oby Żuk nam miłościwie panował jak najdłużej. Można mu ostatnimi czasy „dopiąć” program „dodatkowe pięterko” w łatwych zmianach planów zagospodarowania, jednak niewątpliwie człowiek jest ekonomista praktykiem. Również wytrawnym politykiem.
    Co jednak skłoniło zwaśnioną wewnetrznie frakcje do promowania Pana Tomasza Fulary w roli ewentualnego następcy, tego zapewne najmądrzejsi nie wiedzą. To fakt – deweloperskim wpływom się nie oprze. Czytając jednak wzmianki o miejskim transporcie, trudno sobie wyobrazić w tym niewielkim ciele olbrzymią charyzmę i poparcie.
    Zapewne inni ewentualni kandydaci się cieszą. Obawiam się że drużyna w tym składzie i bez Żuka ” piłki nie utrzyma”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy

Brak polecanych postów.